Ciągle mało dużych stad świń
Jak przedstawiał w swoim wykładzie dr Robert Mroczek z IERiGŻ-PIB, Polska pozostaje czwartym producentem mięsa wieprzowego w Unii Europejskiej, po Hiszpanii, Niemczech i Francji. W 2025 roku krajowa produkcja wyniosła około 2 mln ton w masie poubojowej. Jednocześnie pogłowie świń od kilku lat utrzymuje się w granicach około 9 mln sztuk, podczas gdy liczba gospodarstw utrzymujących trzodę chlewną systematycznie spada.
W pierwszym kwartale 2026 roku na jedno gospodarstwo przypadało średnio 216 świń. Około 60% krajowego pogłowia znajduje się w gospodarstwach liczących ponad 1000 sztuk. Takich gospodarstw towarowych jest jednak zaledwie około 2 tys. na ponad 40 tys. podmiotów utrzymujących świnie.
– W ostatnich latach pogłowie trzody chlewnej ustabilizowało się na poziomie około 9 mln sztuk, ale towarzyszył temu spadek liczby gospodarstw i wzrost koncentracji produkcji. Mimo wszystko takich dużych gospodarstw nadal jest niewiele w stosunku do potrzeb – wskazywał dr Mroczek.
Równocześnie Polska jest silnie uzależniona od importu materiału do tuczu. W 2025 roku sprowadzono 8 mln prosiąt i warchlaków, głównie z Danii. Oznacza to, że około 40% świń poddawanych ubojowi w Polsce pochodziło ze zwierząt sprowadzonych z zagranicy. Ograniczona produkcja krajowych prosiąt osłabia bezpieczeństwo sektora i zwiększa zależność od sytuacji na rynkach zagranicznych.
Alternatywa dla tuczu nakładczego
Producent warchlaka i producent tucznika najczęściej rozliczają się niezależnie. W praktyce czasami tylko jedna strona może zarobić, mimo że obie są niezbędne do wyprodukowania wieprzowiny. W 2022 roku producenci tuczników mogli osiągać dobre wyniki, podczas gdy producenci warchlaków ponosili straty. W kolejnych okresach sytuacja się odwracała: drogie warchlaki i niższe ceny tuczników ograniczały dochody gospodarstw prowadzących tucz.
Tucz nakładczy rozwija się w Polsce między innymi dlatego, że zapewnia rolnikom nie tylko zbyt i dostawy zwierząt, ale przede wszystkim większą przewidywalność. Według ocen przedstawionych podczas seminarium może obejmować ponad połowę krajowego rynku. Jest odpowiedzią na realny problem: gospodarstwo nie chce zostać z zadłużeniem po kolejnym nieudanym cyklu.
Model Agrointegracji ma oferować podobny poziom stabilizacji, jaki proponują integratorzy w tuczu nakładczym, ale przy zachowaniu większej samodzielności gospodarstw. Producent warchlaków i producent tuczników pozostają niezależnymi gospodarzami, a organizacja zapewnia zasady współpracy, rozliczenie, wspólne zakupy i sprzedaż. Jak podkreślał dr Łukasz Kryszak z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, w większości przypadków jest bowiem co podzielić pomiędzy producentem warchlaków a producentem tuczników, ale często zysk przejmuje tylko jedna ze stron albo jedna strona przejmuje jego zdecydowaną większość. To powoduje problemy ekonomiczne, a w konsekwencji także organizacyjne w gospodarstwach.
Jak działa algorytm?
Model algorytmu przedstawiony podczas seminarium łączy produkcję warchlaka i tucznika w jeden cykl trwający około 23 tygodni. Pierwsze 10 tygodni obejmuje produkcję warchlaka, a kolejne 13 tygodni jego tucz. Ostateczne rozliczenie następuje dopiero po sprzedaży tucznika, kiedy znany jest rzeczywisty przychód całego łańcucha. Od przychodu ze sprzedaży odejmuje się koszty produkcji warchlaka i tucznika. Pozostała nadwyżka jest dzielona pomiędzy obie strony według proporcji obliczanej na podstawie ich historycznego udziału w zysku z ostatnich 208 tygodni. Nie oznacza to prostego podziału pieniędzy po równo. W okresie analizowanym podczas seminarium udział producenta warchlaka wynosił około 70%, a producenta tucznika około 30%. Produkcja prosiąt wymaga bowiem większego zaangażowania budynków, wyposażenia i personelu niż sam tucz. Jeżeli po zakończeniu cyklu do podziału pozostaje 50 zł nadwyżki, producent warchlaka otrzymuje około 35 zł, a producent tucznika około 15 zł. W innym okresie proporcja może być odwrotna lub znacznie bardziej wyrównana.
Producent warchlaka nie musi czekać 23 tygodnie na pierwszą płatność. Przy wstawieniu zwierząt do tuczarni producent tucznika pokrywa koszt produkcji warchlaka wyliczony według algorytmu. Po sprzedaży tucznika następuje rozliczenie końcowe. Wtedy znany jest przychód ze sprzedaży tucznika, koszty obu etapów i rzeczywista nadwyżka, którą można podzielić według wcześniej ustalonych zasad. Jeżeli nadwyżka jest wyższa niż kwota uwzględniona we wcześniejszej płatności, producent tucznika dopłaca przypadającą część.
– Producent warchlaka nie powinien finansować przez ponad trzy miesiące całego łańcucha. Dlatego przy wstawieniu otrzymuje kwotę odpowiadającą kosztowi produkcji, a dopiero później następuje końcowe rozliczenie zysku albo straty. Jeżeli cykl zakończy się stratą, jest ona dzielona zgodnie z ustalonymi zasadami – tłumaczył dr Łukasz Kryszak.
Każde ogniwo otrzymuje wynagrodzenie odpowiadające poniesionym kosztom, ryzyku i wartości, którą wnosi do produkcji. Jednocześnie przejrzyste zasady pozwalają uniknąć sytuacji, w której jedna strona zarabia, gdy druga ponosi straty. Nie jest to jednak rozwiązanie dla każdego gospodarstwa. Wymaga przejrzystych danych, terminowego przekazywania informacji o kosztach, zgodności ze wspólnymi standardami i gotowości do rozliczania wyniku całego cyklu. Dla producentów, którzy nie chcą oddawać produkcji w ręce zewnętrznego integratora, może jednak stanowić interesującą alternatywę. Najważniejszym krokiem powinno być policzenie kosztu produkcji własnego warchlaka lub tucznika. Bez tego rolnik nie wie, czy sprzedaż po określonej cenie zapewnia marżę, czy tylko pokrywa część wydatków. Kalkulacja musi obejmować paszę, zakup zwierząt, weterynarię, energię, pracę, amortyzację, transport i finansowanie. W stadach loch trzeba monitorować liczbę prosiąt urodzonych i odsadzonych, powtarzanie rui, upadki oraz długość okresu między oproszeniami. W tuczu kluczowe są przyrosty, zużycie paszy, czas osiągnięcia masy ubojowej i upadki.
Najpierw wynik produkcyjny
Zdaniem Wojciecha Styburskiego ograniczanie ryzyka w produkcji świń powinno zaczynać się od poprawy efektywności produkcji. W gospodarstwach współpracujących w ramach Agrointegracji przyjęto jako docelowe między innymi odchowanie co najmniej 28 prosiąt od lochy rocznie, średni przyrost w tuczu na poziomie około 950 g dziennie oraz zużycie paszy nieprzekraczające 2,7 kg na kilogram przyrostu.
– Jeżeli nie osiągamy odpowiednich wskaźników produkcyjnych, nie będziemy zarabiać w długim okresie. Nie pomogą nam dodatkowe dopłaty, wsparcie sektorowe ani chwilowo wyższe ceny, jeśli produkowany przez nas surowiec będzie nieefektywny i niekonkurencyjny – podkreślał Wojciech Styburski z Agrointegracji.
Osiągnięcie zakładanych wyników wymaga pracy przede wszystkim w trzech obszarach: zdrowiu, genetyce i żywieniu. Stabilny status zdrowotny, w tym ograniczenie problemów związanych z PRRS, powinien być połączony z odpowiednio dobranym potencjałem genetycznym i dawką pokarmową dopasowaną do możliwości zwierząt.
– Najpierw trzeba ustabilizować zdrowie stada, następnie dobrać właściwy potencjał genetyczny, a dopiero później dopasować do tego żywienie. Te trzy elementy powinny tworzyć jeden spójny system produkcji – wskazywał przedstawiciel Agrointegracji.
Potrzebny jest cały łańcuch produkcji wieprzowiny
Przedstawiony algorytm obejmuje producentów warchlaków i tuczników, ale uczestnicy seminarium wskazywali, że w przyszłości stabilność mogłaby wzrosnąć po włączeniu do modelu także dostawców pasz, zakładów mięsnych i sieci handlowych. Wówczas większa część marży pozostawałaby w łańcuchu zbudowanym przez producentów.
Polska produkcja trzody chlewnej ma potencjał, ale potrzebuje lepszego zarządzania ryzykiem. Odbudowa krajowej produkcji prosiąt, poprawa efektywności gospodarstw, rozwój grup producentów i długoterminowe kontraktowanie mogą ograniczyć zależność od importu oraz tuczu nakładczego. Sam wzrost ceny żywca nie wystarczy.
Dominika Stancelewska
