Dzwonek Pierwszy miesiąc prenumeraty za 50% ceny Skorzystaj

r e k l a m a

Partner serwisu

Dramatyczny apel rolnika do warszawiaków: Nie niszczcie mojego pola!

Zuzanna Ćwiklińska
Kategoria: Rolnictwo na luzie
Dramatyczny apel rolnika do warszawiaków: Nie niszczcie mojego pola!
Rolnictwo na luzie
Data publikacji 17.04.2022r.

Rolnicy bardzo często muszą zmagać się z brakiem wiedzy i naiwnością miejskich osiedleńców, którzy zamieszkują na wsi i nie chcą zrozumieć, że praca w gospodarstwie wiąże się z hałasem. Tym gorsza jest więc sytuacja, w której mieszkańców miasta jest dużo więcej, a ich bezmyślność generuje realne straty. W takim położeniu są rolnicy z pod Warszawy. Jeden z nich postanowił zmienić tę sytuację, ale czuje, że to walka z wiatrakami.

Depczą i niszczą, bo chcą spacerować

Okolice Lasu Kabackiego to jedne z ostatnich miejsc w rejonie Kabat i Powsina, gdzie widać ślady dawnego rolniczego charakteru tych miejsc. Wsie powoli wciąga rozrastająca się Warszawa, ale rolnicy z pasji nie chcą sprzedawać swoich pól deweloperom i wciąż uprawiają tam ziemię. 

Warszawiacy jednak nie szanują pracy rolników. Wybierają się na rekreacyjne spacery, a gdy mają za daleko na przykład do Lasu Kabackiego, beztrosko skracają sobie drogę przez pole. Wydeptana na jednym z nich ścieżka jest już tak wyraźna, że widać ją na zdjęciach satelitarnych! 

Właścicielem pola ze ścieżką jest młody rolnik Szymon, który zmaga się z bezmyślnymi spacerowiczami odkąd zaczął uprawiać ten kawałek ziemi. 

- Sama ścieżka do tej pory nie generowała ogromnych strat, kilkadziesiąt złotych. W tym roku ceny wszystkiego wystrzeliły. Uprawa stała się droższa trzykrotnie i nie mogę sobie pozwolić na straty. Nawet jeśli to jest „tylko” 500 czy 1000 złotych - powiedział rolnik w rozmowie z portalem Halo Ursynów.

Kradzieże i libacje na polu pod Warszawą

r e k l a m a

Problem ze spacerowiczami nie zamyka kwestii zniszczeń, które warszawiacy wyrządzają polom w okolicy Lasu Kabackiego. Chętnie bawią się również na łonie natury, bynajmniej nie dbając o to, by po wszystkim zostawić miejsce w nienaruszonym stanie. Pan Szymon skarży się na imprezowiczów: nie tylko brudzą i śmiecą, ale w dodatku kradną to, co rośnie na polach. Wydaje im się bowiem, że teren należy do państwa, a skoro jest państwowy, to jakby niczyj. 

Rolnik zauważa, że takie wędrówki i kradzieże nie są tylko szkodą dla niego. Beztroski spacerowicz może bowiem zrobić sobie krzywdę, przechodząc przez pole świeżo opryskane pestycydem. Jeśli dotknie ziemi, może narazić się na podrażnienie skóry, zaś skosztowanie “darmowego” warzywa może go kosztować dużo więcej. Opryskana roślina w okresie karencji może wywołać zatrucie i problemy żołądkowe.

Nie rozumieją po dobroci

Rolnik próbował już uprzejmie tłumaczyć, że jego pole nie jest miejscem do spacerów. Niejednokrotnie jednak zwykłe zwrócenie uwagi nie wystarcza. Pan Szymon przytacza przykład dwójki spacerowiczów, matki z nastoletnim synem: 

- Powiedziałem, że tu nie ma przejścia, że teren prywatny. A matka zaczęła krzyczeć, że ścieżkę zaorałem. Nastolatek próbował nawet zasugerować bójkę, czym bardzo mnie rozbawił, bo kiedy zsiadłem z ciągnika okazało się, że jest o połowę mniejszy ode mnie - jestem dość młody i rosły, mam 27 lat, 190 cm i 95 kg. Szybko zawrócili, nawet nie musiałem nic już mówić - uzupełnia. 

Przyszedł czas na stanowcze działania

Pan Szymon próbuje bronić swojego pola wszystkimi możliwymi sposobami. Mając nadzieję, że bezmyślność spacerujących warszawiaków wynika z niewiedzy, oznaczył ziemię tabliczkami z informacją, że jest to teren prywatny. Nie przyniosło to oczekiwanego efektu: tabliczki zostały zniszczone. 

Poirytowany rolnik zwrócił się więc do miasta Warszawy: poinformował o problemie urząd dzielnicy Ursynów. By wzmocnić efekt, rozpoczął także kampanię informacyjną w mediach społecznościowych. Nie ukrywa jednak swojego rozczarowania postawą warszawiaków. 

- Ludzie w naszych okolicach odchodzą od rolnictwa, bo z małych gospodarstw już nie da się utrzymać rodziny tak, jak kiedyś. Dla mnie rolnictwo to nie tylko tradycja tych terenów, ale też pasja. I ciężko mi na sercu, że pewnie w przyszłości będę zmuszony do sprzedaży tych gruntów i przeniesienia się na tereny bardziej rolnicze. Bo z rolnictwa nie mam zamiaru zrezygnować - komentuje z żalem pan Szymon. 

Zuzanna Ćwiklińska
fot. Pixabay

Widziałeś już nasze video "Rolnicy bezsilni. „Przy tych kosztach trzeba likwidować gospodarstwa”"?

r e k l a m a

r e k l a m a

r e k l a m a

Użytkowniku zadecyduj o wyrażeniu zgody!

Skrollując treść naszego Serwisu, zamykając okno tego komunikatu (X), klikając na elementy strony poza tym komunikatem bez zmian ustawień w zakresie prywatności, zgadzasz się na przetwarzanie danych osobowych przez Polskie Wydawnictwo Rolnicze Sp. z o.o. (dalej PWR/my) i Zaufanych Partnerów do celów marketingowych, w szczególności na potrzeby wyświetlania reklam dopasowanych do Twoich zainteresowań i preferencji w serwisach PWR i w Internecie. Pamiętaj, że wyrażenie zgody jest dobrowolne a wyrażoną zgodę możesz w każdej chwili cofnąć.
Dowiedz się więcej lub zdecyduj o zgodzie.

Nasz cel to dostarczanie interesujących Ciebie treści, również przez dopasowane do Twoich zainteresowań reklamy. Twoja zgoda na wykorzystanie plików cookies i podobnych technologii w Twojej przeglądarce umożliwi nam dostosowanie przekazu do Twoich preferencji. Pozwoli ograniczyć ilość prezentowanych reklam Brak zmian ustawień przeglądarki jest Twoją zgodą na zapis plików cookies i podobnych technologii w Twoim urządzeniu końcowym i wykorzystanie zapisanych w nich informacji. Ustawienia przeglądarki w zakresie cookies możesz zawsze zmienić
(szczegóły w Polityce Prywatności).

Drogi Użytkowniku!

Przez dalsze Aktywne korzystanie z Serwisu, bez zmian ustawień przeglądarki, oznacza, że zgodziłeś się na przechowywanie w Twojej przeglądarce plików cookies i na przetwarzanie gromadzonych dzięki nim danych osobowych przez Polskie Wydawnictwo Rolnicze Sp. z o.o. i naszych Zaufanych Partnerów. Dowiedz się więcej lub wycofaj zgody