MRiRW: kupuj bezpośrednio od rolnika
Zakupy bezpośrednio u rolnika przestają być niszowe i coraz wyraźniej wpisują się w zmieniające się nawyki konsumentów. Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi od dłuższego czasu podkreśla, że skracanie drogi „od pola do stołu” to jeden z kluczowych kierunków rozwoju rynku żywności. I nie chodzi już tylko o jakość produktów czy wsparcie krajowego rolnictwa, ale przede wszystkim o budowanie bezpieczeństwa żywnościowego.
Szybko rośnie liczba gospodarstw korzystających z takich form sprzedaży jak rolniczy handel detaliczny. Według danych resortu w ciągu ostatnich kilku lat liczba tych podmiotów zwiększyła się kilkukrotnie. Planowane ułatwienia (m.in. uproszczenie procedur, podniesienie limitów sprzedaży i ograniczenie barier formalnych) mogą dodatkowo przyspieszyć ten trend i otworzyć drogę do sprzedaży bezpośredniej dla jeszcze większej liczby gospodarstw.
Warzywa bez odbioru – problem, który nie znika
Mimo rosnącej promocji sprzedaży bezpośredniej, w wielu gospodarstwach warzywniczych sytuacja wciąż pozostaje trudna. Od kilku sezonów powtarza się ten sam schemat: produkcja jest, ale brakuje stabilnych kanałów zbytu. W okresach zbiorów, szczególnie tych obfitych, jak w ubiegłym roku, rynek szybko się nasyca, a możliwości sprzedaży równie szybko się kurczą.
Z rozmów z rolnikami wyłania się dość spójny obraz: mają warzywa i przetwory, ale często brakuje im dostępu do klientów z miast. W efekcie część towaru trafia do skupu po bardzo niskich cenach, a część po prostu zostaje w gospodarstwach, bez szans na sprzedaż.
Problem nie w polu, lecz w dystrybucji
Rolnicy coraz częściej podkreślają, że wyzwaniem nie jest sama produkcja, lecz sprzedaż i organizacja rynku. System oparty na pośrednikach powoduje uzależnienie od dużych odbiorców, którzy narzucają warunki i ceny, a konsument końcowy nie ma kontaktu z producentem.
Próba uporządkowania rynku
W odpowiedzi na ten problem zaczynają pojawiać się narzędzia oparte na mapowaniu gospodarstw prowadzących sprzedaż bezpośrednią. Ich celem nie jest handel internetowy, lecz zebranie w jednym miejscu informacji o producentach i ułatwienie kontaktu między nimi a klientami.
Mapa gospodarstw
Jednym z przykładów takiego rozwiązania jest tworzona obecnie internetowa baza gospodarstw, za którą stoi Janusz Witrykus. Projekt zakłada budowę mapy miejsc, w których można kupić żywność bezpośrednio od rolnika. Jak podkreśla autor pomysłu, nie chodzi o sprzedaż online.
– To nie ma być sklep internetowy. To ma być mapa – zaznacza Witrykus. – Człowiek z miasta nie pojedzie w ciemno. Jeśli nie wie, gdzie jest gospodarstwo, to po prostu tam nie trafi. Jak się ma taką mapę, gdzie się kliknie w okolicy i wyskoczy rolnik, który rzeczywiście zaprasza, no to można zadzwonić i się zapytać, i umówić, i podjechać i trochę tych przetworów, jajek, warzyw sobie kupić – dodaje.
Krótko mówiąc, chodzi o to, by gospodarstwa gotowe na sprzedaż nie pozostały niewidoczne. Projekt mapy gospodarstw znajduje się na etapie rozwoju i budowy bazy, a jego twórca podkreśla, że kluczowym elementem jest najpierw zebranie producentów, by potem poszerzać zasięg po stronie konsumentów. W tej chwili w bazie powarzywa.pl jest ponad 80 gospodarstw z obszaru całej Polski. Po rozmowie z kilkoma gospodarstwami wynika, że rolnicy są otwarci na takie inicjatywy i traktują je jako dodatkowe źródło potencjalnej sprzedaży.
„To ma być spotkanie wsi i miasta”
Witrykus tłumaczy, że jego celem jest stworzenie prostego połączenia między rolnikami a mieszkańcami miast.
– Zrobiłem taką stronę, taką apkę interaktywną, do której zapraszam gospodarzy, żeby się rejestrowali. I chciałbym z jednej strony mieć takich gospodarzy na wsi, do których można byłoby podjechać i coś kupić, a z drugiej strony zachęcić mieszkańców miast, żeby zaczęli kupować jedzenie bezpośrednio właśnie przez taką zabawę trochę, rozrywkę, a jednocześnie coś dla zdrowia – wyjaśnia.
Projekt ma charakter eksperymentalny, ale odpowiada na realne potrzeby rynku.
– Chciałem stworzyć coś innego i wydaje mi się, że na to rynek jest – mówi Janusz Witrykus. – Taki miałem pomysł. Zrobiłem to jakieś 4 miesiące temu, zacząłem nad tym pracować, to takie „poletko doświadczalne” i z tego, co widzę, odzew jest – dodaje.
Nadwyżki produkcji – skala problemu jest ogromna
Duża część gospodarstw w sezon 2026 wchodzi z zapasami zalegającymi w magazynach lub pozostającymi jeszcze, co gorsza, na polach. To realne konsekwencje ekonomiczne dla często zadłużonych mocno rolników. Jak podkreślają, tradycyjne kanały sprzedaży się kurczą, bo małe sklepy nie wytrzymują konkurencji sieci handlowych, bazary znikają, a skupy i zakłady przetwórcze są albo przepełnione towarem, albo oferują bardzo niskie ceny.
– Można myśleć, że to się nie uda, albo że się uda, a Polska jest chyba takim wyjątkowym krajem, gdzie taki eksperyment może się udać. Raz, że mamy tych rolników małych, rodzinnych, dużo. Dwa, że stajemy się trochę bogatszym społeczeństwem, no a trzy, że poszukujemy tego zdrowia bez chemii, bez niczego – ocenia autor apki.
By połączyć dwa światy wieś z miastem potrzebne jest też zaufanie.
– Rolnik słyszy "rejestracja", "zgłoszenie" i od razu ma blokadę – opowiada Janusz Witrykus.
Ale od razu dodaje, że rejestracja gospodarstw w bazie jest bezpłatna – "Wpis na mapkę powarzywa.pl to 0,00 zł za jeden wpis".
Idea w jednym zdaniu? „Chodzi o to, żeby rolnik mógł sprzedać plon mieszczuchowi, a mieszczuch mógł zobaczyć, jak ten plon rozkwita” – podsumowuje twórca mapy gospodarstw. I na koniec dodaje: – „Bo mleko nie jest z Biedronki.”
Wniosek? Krótkie łańcuchy dostaw, sprzedaż bezpośrednia i lokalne rynki żywności przestają być alternatywą, ale stają się jednym z głównych kierunków rozwoju rolnictwa. Jednak, aby ten model działał w praktyce, potrzebne są nie tylko zmiany systemowe, ale także narzędzia, które połączą rolników z konsumentami.
Agnieszka Sawicka
