Orka vs system bezorkowy – jak gospodarstwo w Szyldaku walczy z chwastami?
Położone w miejscowości Szyldak gospodarstwo prowadzi produkcję roślinną na znacznym areale. Użytkuje gleby różnej klasy. Sporo gruntów to ziemie cięższe, które wymagają dobrej jakości agregatów do odpowiedniej uprawy. Prowadzony jest system mieszany. W gospodarstwie pracują dwa pługi: siedmioskibowy Lemken i czteroskibowy Kverneland oraz zestaw agregatów zapewniających uprawę uproszczoną.
– Przede wszystkim orka zapewnia bardziej równomierne wschody roślin. Jest także kluczowym elementem walki z chwastami, zwłaszcza w obliczu narastającego problemu stokłosy, która staje się plagą w systemach bezorkowych. Nasze doświadczenie polowe pokazuje, że tam, gdzie przed orką występowało zatrzęsienie stokłosy, po przejeździe pługa problem zostaje znacznie ograniczony. Dodatkowo orka jest niezbędna przy zagospodarowaniu obornika, który pozyskujemy od okolicznych hodowców drobiu w zamian za słomę – mówi Dominik Kamiński, zarządzający rolniczym przedsiębiorstwem w miejscowości Szyldak.
Zalety tradycyjnej orki i problem uodpornionych chwastów
W systemie bezorkowym występuje znacznie większa presja ze strony chwastów niż przy tradycyjnej orce. Szczególnym wyzwaniem stały się chwasty jednoliścienne, które wykształciły biotypy odporne na niektóre herbicydy. Ich presja nasila się także wraz z wydłużeniem okresu stosowania uproszczeń. Rolnik zwraca jednak uwagę na to, że na polach, gdzie przed orką występowała duża presja tych chwastów, po przejeździe pługa problem ulega ograniczeniu. System bezorkowy powoduje także gorsze wschody. Po tradycyjnej orce wschody roślin są znacznie bardziej równomierne. Orka wpływa także na strukturę gleby. Nie powoduje jej ugniatania.
– Korzyści ekologiczne systemów bezorkowych budzą wątpliwość. Uważam, że nie ma sensu jeździć 16-tonowymi mocnymi ciągnikami i trzymetrowymi agregatami, które wykonują głębokie spulchnianie gleby. To musi powodować ugniatanie gruntu a to przecież nie jest korzystne. W naszych warunkach nie ma sensu głębokie spulchnianie, wystarczy maksymalnie 20 cm. Gdyby to było możliwe, orka byłaby wykonywana na całym areale. Nie jesteśmy jednak w stanie tego przeprowadzić. Decydują kwestie organizacyjne. Stosowanie uproszczeń jest często podyktowane brutalną koniecznością – brakiem rąk do pracy i deficytem czasu. Gdyby zasoby ludzkie i sprzętowe na to pozwalały, najchętniej oralibyśmy 100% powierzchni gospodarstwa – twierdzi Dominik Kamiński.
Dlaczego gospodarstwo stosuje system mieszany? Kwestie organizacyjne i ekonomiczne
Mimo oczywistych zalet, orka ma swoje ograniczenia wynikające ze skali prowadzonej produkcji roślinnej. Jest procesem powolnym i wymagającym dużych nakładów energii oraz sprzętu. Przy obecnym areale prowadzonej uprawy, gospodarstwo stosuje model mieszany. Orka wykonywana jest zazwyczaj pod kukurydzę, która w tym roku wyjątkowo nie została zasiana. Spowodowane to było słabą koniunkturą oraz wysokimi kosztami związanymi z suszeniem. W gospodarstwie obowiązuje zasada, aby na każdym polu zabieg orki był wykonywany co 4–5 lat. Orka w każdym sezonie jest wykonywana na areale 100–150 ha.
Maszyny rolnicze do uprawy uproszczonej: Dlaczego Köckerling wygrał z polską marką?
W segmencie uprawy uproszczonej królują maszyny marki Köckerling. Rolnik posiada agregat Köckerling Vector przeznaczony zarówno do płytkiej uprawy gleby, jak i do głębokiego spulchniania oraz talerzówkę Rebel Profiline, obie o szerokości roboczej 6 metrów. Wybór tej niemieckiej marki nie był przypadkowy i wiąże się z przykrymi doświadczeniami ze sprzętem jednego z polskich producentów. Agregat okazał się zbyt słaby, aby poradzić sobie z wymagającą glebą i dużym areałem. To dlatego niezbędna była inwestycja w sprzęt klasy premium. Talerzówka Rebel Profiline pracuje od 2018 r. a agregat Vector od 2023 r. Maszyny dzięki zamontowanym na piaście koła licznikom rejestrują ilość hektarów, które uprawiły. Vector wykonał prace na ponad 1600 ha a Rebel Profiline na przeszło 8100 ha. W maszynie talerze są wymieniane w cyklach po przepracowaniu 4 tys. ha. Używane są oryginalne części oferowane przez producenta. Agregaty pracują intensywnie i są bezawaryjne. Maszyny te pozwalają na dokonanie uprawy na areale nawet 40–50 ha podczas zwykłego dnia pracy.
Precyzyjny siew i nowoczesna ochrona roślin przed wiatrem i stratami
Siew odbywa się dwiema maszynami. Po orce pracuje 3-metrowy Väderstad Rapid, z którego rolnik jest bardzo zadowolony, natomiast w systemie bezorkowym wykorzystywany jest 6-metrowy Horsch Focus.
Ochrona roślin w gospodarstwie opiera się na nowoczesnym opryskiwaczu Horsch GS o pojemności 8000 litrów i 24-metrowej belce, wyposażonym w unikalny wiatromierz. Urządzenie to pozwala monitorować prędkość wiatru na bieżąco; jeśli przekracza ona 6 m/s, zabiegi są przerywane, aby uniknąć strat drogiej chemii i zniesienia cieczy.
– Głównym wyzwaniem agrotechnicznym są chwasty: bodziszek, stokłosa oraz miotła zbożowa. Szczególnie stokłosa wymaga czujności – ochrona herbicydowa jest planowana już jesienią, z uwzględnieniem konkretnych substancji czynnych dobieranych pod presję na danym polu. Strategia ochrony jest elastyczna: jesienne zabiegi są korygowane wiosną, w zależności od przebiegu wegetacji – informuje Dominik Kamiński.
Gospodarstwo w Szyldaku, działające jako spółka, jest zarządzane w sposób nowoczesny i pragmatyczny. Dominik Kamiński sam zajmuje się kwestiami technicznymi i operacyjnymi, ale w sprawach agronomii ufa specjalistom, wierząc, że nie można znać się na wszystkim. Korzysta ze wsparcia doradców agrotechnicznych, skupiając się na wykonywaniu zadań maszynami rolniczymi. Rolnik aktywnie poszukuje optymalizacji kosztów – przykładem jest zakup nawigacji FJ Dynamics, co pozwoliło na znaczące oszczędności w doposażeniu ciągników w systemy jazdy równoległej.
Remont i modernizacja rozsiewacza Kverneland – drugie życie maszyny
Za rozsiew nawozów mineralnych odpowiada wyprodukowany w 2015 r. rozsiewacz Kverneland CentreFlow I Geospread. Został on kilka lat temu gruntownie wyremontowany, dokonano także kilku zmian, które zwiększyły funkcjonalność.
Proces modernizacji rozsiewacza nawozów był kompleksowy i obejmował zarówno gruntowny remont mechaniczny, jak i aktualizację technologiczną systemu sterowania. Maszyna ta, która do tej pory rozrzucała nawóz na areale 24 tys. ha, została poddana kilku czynnościom. Dokonany został remont wizualny i lakierniczy. W 2023 r. rozsiewacz został całkowicie rozebrany do przysłowiowej ostatniej śrubki. Elementy konstrukcyjne zostały wypiaskowane, a następnie pomalowane proszkowo w specjalnej komorze i wypalone w piecu. Czynności te zostały przeprowadzone w lokalnym zakładzie blacharskim. Kolory lakieru dobrano według palety RAL tak, aby odpowiadały barwom fabrycznym. Kolejne prace mechaniczne związane były z ponownym złożeniem i skompletowaniem maszyny.
– Wystarczyło skorzystać z instrukcji obsługi producenta. Precyzyjnie określała między innymi sposób ustawień zasuw. Podczas montażu wymieniliśmy uszczelnienia także w skrzyniach przekładniowych. Rozsiewacz jest trwały, ponieważ podczas całego okresu użytkowania musieliśmy wymienić tylko jeden komplet siłowników odpowiadających za przepływ nawozu na tarcze. Udało się także zaktualizować oprogramowanie. Niektóre rozwiązania mechaniczne były takie same jak w nowszych modelach, które posiadają gęstszy podział sekcji. Udało się wgrać do sterowników rozsiewacza nowsze oprogramowanie, które spowodowało, że maszyna zyskała nowe funkcje. Sterowanie maszyną opiera się na terminalu IsoMatch Tellus – mówi Dominik Kamiński.
Aktualizacja oprogramowania IsoMatch Tellus – tuning technologiczny w rolnictwie precyzyjnym
Dzięki aktualizacji oprogramowania maszyna zyskała metrowe sekcje, wcześniej rozsiewacz pracował w sekcjach dwumetrowych, funkcję zmiennego dawkowania oraz automatyczne przypomnienie o konieczności wykonania czynności smarowania.
Tomasz Ślęzak
fot. T. Ślęzak
