Od ruin pałacu do wizji Chrysty Denning
Fundacja imienia Stanisława Karłowskiego (senator w okresie międzywojennym, od 1931 pionier rolnictwa biodynamicznego w Polsce) ma swoją siedzibę w Juchowie koło Szczecinka. Fundacja jest podmiotem prawnym prowadzącym Projekt Wiejski w oparciu także o funkcjonowanie gospodarstwa Juchowo Farm.
Zobacz także: Rolnicy skazani za gnojowicę. Ten wyrok sądu może wstrząsnąć polską wsią!
W miejscowości Juchowo znajdują się ruiny Pałacu von Kleist. Wieś została założona przez braci Asmusa i Aleksandra von Kleistów z Radacza. W rękach tego rodu pozostawała do lat 70. XIX w. W 1874 r. wieś została kupiona przez rodzinę Denning i była jej właścicielem przez trzy pokolenia aż do 1945 r. W tym okresie majątek ziemski, jak i sam pałac, znacznie został rozbudowany.
– Córka ostatnich właścicieli Chrysta, kiedy stąd wyjeżdżała miała dziewięć lat. W 1998 r. wraz ze swoją koleżanką przyjechała tutaj, aby pokazać, gdzie się urodziła i gdzie spędziła pierwsze lata swojego życia. Zobaczyła gospodarstwo, w którym wcześniej funkcjonował PGR. Było w kiepskim stanie. Ze zniszczonymi zabudowaniami, które pokryte były eternitem, z bydłem w kiepskim stanie. Postanowiła pomóc, chciała zrewitalizować miejsce, aby było ekologiczne i biodynamiczne, czyli takie, które wcześniej prowadzili jej rodzice. Zaczęła szukać sposobów i środków, gdyż sama nie dysponowała odpowiednimi funduszami – informuje Renata Żelazna, członek zarządu Fundacji im. St. Karłowskiego.
Pionierska współpraca i międzynarodowe wsparcie
Rolnictwo biodynamiczne to całościowy system produkcji ekologicznej, zapoczątkowany przez Rudolfa Steinera w latach 20. XX wieku, traktujący gospodarstwo jako zintegrowany, samowystarczalny organizm. Córka dawnych właścicieli zwróciła się do Manfreda Kletta, który w Niemczech był nestorem ruchu biodynamicznego. Nie miał on co prawda środków, aby jej pomóc, jednak skontaktował z przyjacielem z niemieckiej fundacji, która dysponowała odpowiednimi funduszami. Fundacja wspierała nie tylko rolnictwo biodynamiczne, ale także osoby niepełnosprawne i medycynę antropozoficzną (metoda lecznicza łącząca konwencjonalną naukę medyczną z duchowym rozumieniem człowieka).
– Panowie przyjechali na miejsce i postanowili pomóc. W 2001 r. kupione zostały grunty oraz zabudowania. Zainwestowali pieniądze. Rewitalizacja trwała jednak 20 lat. Nie przyjechali z workiem pieniędzy tylko konsekwentną pracą majątek był odbudowywany. Zbierane były pieniądze, spore środki wykładała fundacja niemiecka. Odbudowywane były budynki, likwidowano eternit, kupowano maszyny i inwestowano w hodowlę bydła, prowadzoną pod kątem długowieczności. W Polsce nie mieliśmy doświadczenia z rolnictwem biodynamicznym. To był wtedy początkowy i pionierski okres, dlatego Juchowo było projektem międzynarodowym, w którym udział brali Holendrzy, Niemcy i Polacy – wspomina Renata Żelazna.
Holenderska szkoła retencji i walka z suszą
Holendrzy wnieśli duży wkład w kształtowanie terenu i porządkowanie gospodarki wodnej. Po przejęciu gospodarstwa występowały problemy z nadmiarem wody. Holendrzy przez dwadzieścia lat założyli 20 zbiorników małej retencji. Były one tworzone w miejscach sprzyjających do zatrzymywania wody oraz tworzono je w nieckach wykorzystując pagórkowate ukształtowanie terenu. Oprócz tego wykonywane były nasadzenia przydrożne. Łącznie powstało siedem kilometrów alei drzew. Działania te miały pozytywny wpływ zarówno na gospodarkę wodną, jak i odbudowę żyzności gleby. W ostatnich latach, kiedy niedobory wilgoci stały się częstym problemem, negatywne skutki suszy są ograniczane. W gospodarstwie woda ze zbiorników służy do podlewania. Dzięki systemowi deszczowni oraz zbiornikom gospodarstwo jest w stanie podlać nawet 450 ha upraw. Podlewane są zboża i użytki zielone.
Certyfikat Demeter: Gospodarstwo jako zamknięty organizm
– Certyfikat dla rolnictwa biodynamicznego nazywa się Demeter. Charakteryzuje się tym, że łączy uprawy polowe, hodowlę zwierząt, warzywnictwo, ogrodnictwo, gospodarkę wodną, łąkarstwo w jedną całość. Jest to organizm zamknięty a wszystkie procesy odbywają się na miejscu. W klasycznej ekologii można produkować cebulę lub ziemniaki. My jednak jesteśmy zobligowani do posiadania własnych zwierząt, aby mieć obornik. Nie możemy go ściągnąć z innego gospodarstwa ekologicznego. Dodatkowo surowce, które wytworzymy przetwarzamy do postaci gotowych produktów. Nadwyżki niewykorzystane, jak na przykład mleko, sprzedajemy zewnętrznym odbiorcom – wyjaśnia Renata Żelazna.
Hodowla bydła i sekret „siennego mleka”
Juchowo Farm utrzymuje duże stadło bydła mlecznego. To dlatego posiada znaczny areał trwałych użytków zielonych, które są zakładane także na gruntach ornych. Krowy żywione są przede wszystkim sianem. Okresowo, najczęściej podczas zimy, włączana jest do żywienia kiszonka z kukurydzy. Nie ma bowiem możliwości zbioru takiej ilości siana, aby mogło być ono podawane krowom przez cały rok w odpowiednich ilościach.
– Od kwietnia do października produkowane jest mleko sienne. Krowy też mają otwarty dostęp do pastwisk. Zwierzęta utrzymywane są pod kątem długowieczności. To dlatego ich wydajność jest niższa niż ma to miejsce w konwencjonalnych gospodarstwach. U nas krowy osiągają do sześciu laktacji. Produkują rocznie mleka mniej, ale dłużej. Od jednej krowy udaje się nam uzyskiwać w ciągu roku 5–6 tys. l mleka. Znajdujemy się pod kontrolą użytkowości mlecznej. Hodowla pod kątem długowieczności jest jednym z celów statutowych Fundacji – mówi Renata Żelazna.
Nowoczesny park maszynowy w służbie ekologii
Uprawa w reżimie ekologicznym 1,9 tys. ha to ogromne wyzwanie organizacyjne. To, że prowadzona produkcja roślinna ma mniejszą wydajność nie oznacza, że potrzebne są ciągniki o przeciętnej mocy pracujące z lekkimi agregatami. Juchowo Farm jest świetnie zarządzanym przedsiębiorstwem rolniczym, które odpowiednio policzyło, jakiego i ile sprzętu rolniczego potrzebuje. Maszyny są użytkowane długo i z dużą intensywnością. Przeważają marki klasy premium. Gospodarstwo zadbało o to, aby sprzętu nie było więcej niż potrzeba. Do uprawy 1,9 tys. ha potrzebuje tylko ośmiu ciągników.
– Dysponujemy dwoma dużymi ciągnikami z silnikami o mocy 400 KM. Są także 4 traktory średniej mocy 150–200 KM. W tych segmentach pracujemy modelami marki John Deere i Fendt. Mamy także 4 mniejsze ciągniki o mocy do 120 KM. Korzystamy z różnych modeli wyprodukowanych przez firmę Fendt – wymienia Emil Dyrka, członek zarządu Spółki Rolniczej Juchowo.
W gospodarstwie stado bydła mlecznego liczy 680 szt., jest także bydło opasowe. Prace transportowe i załadunkowe są realizowane przez trzy ładowarki teleskopowe. Za uprawę gleby odpowiada agregat do uprawy przedsiewnej oraz agregat uprawowy TopDown marki Väderstad. Gospodarstwo prawdopodobnie jako pierwsze do naszego kraju sprowadziło dwa 12 m pielniki marki Hatzenbichler oraz Einböck. Mimo posiadania znacznych areałów zbóż do młócenia nie posiada własnych kombajnów.
– Kiedyś mieliśmy dwa, ale potem uznaliśmy, że bardziej ekonomiczne dla nas będzie korzystanie z oferty firm usługowych. Wydajność orkiszu sama z siebie jest niska. To jest cecha genetyczna tej rośliny. W ubiegłym roku średni plon wyniósł 2,8 t/ha. My zwracamy na oferowaną jakość firm, z którymi współpracujemy. Mamy stałych kontrahentów. Młócenie orkiszu nie jest wymagające. Roślina jest odporna na choroby grzybowe, jej ziarno jest wysokiej jakości i jest odporna. Mróz w tym roku nie wyrządził żadnych wymarznięć. Podobnie zresztą w rzepaku, który uprawiamy na zasadach ekologicznych – mówi Emil Dyrka.
W gospodarstwach prowadzonych w trybie ekologicznym wykorzystywane są opryskiwacze. W Juchowie na wyposażeniu znajduje się maszyna marki Hardi i model Commander z belką o szerokości 24 m. Produkcja roślinna jest prowadzona na gruntach o dużym pofałdowaniu, dlatego nie można wykorzystywać szerszej belki. Opryskiwaczem są zaś wykonywane zabiegi środkami dozwolonymi w gospodarstwach ekologicznych wykorzystujące między innymi olejki eteryczne. Przy czym procedura przygotowania cieczy roboczej wykonywana jest tak samo jak to ma miejsce w przypadku konwencjonalnego oprysku pestycydami.
Ze względu na prowadzoną produkcję mleka w gospodarstwie strategiczne znaczenie ma prowadzenie trwałych użytków zielonych i zbiór siana. Flotę maszyn zielonkowych stanowią dwa zestawy kosiarek KUHN – boczna i czołowa z kondycjonerami. Skoszona trawa rozrzucana jest maszynami, także KUHN, o szerokości 10,8 m a zgrabiana dziewięciometrowymi urządzeniami marki Kverneland.
– Dla nas priorytetem jest zbiór jak największych ilości siana. Zbieramy je luzem, mamy trzy przyczepy zbierające Shutmeiker. Siano jest zwożone do dwóch stodół. Możemy w nich zmieścić 2 tys. t. To są budynki specjalnej konstrukcji. W każdym znajdują się dwa stanowiska, na których wozy wyrzucają siano. Na konstrukcji dachowej zamontowana jest suwnica, która chwytakiem transportuje siano do specjalnych boksów. Stodoły mają możliwość suszenia przywiezionego materiału. Optymalna wilgotność siana to 25–30%. Trawę zwykle kosimy w godzinach porannych. Technologia przechowywania siana jest zapożyczona ze Szwajcarii. Wzorujemy się na rozwiązaniach, które są wykorzystywane w krajach z dużym doświadczeniem związanym z prowadzeniem produkcji ekologicznej. W stodołach znajduje się także system nadmuchu podłogowego, który umożliwia zachowanie wysokiej jakości siana – tłumaczy Emil Dyrka.
Siano gorszej jakości jest prasowane i trafia na potrzeby żywienia krów zasuszanych.
W przypadku prowadzenia produkcji ekologicznej, podobnie jak w przypadku gospodarstw konwencjonalnych, o tym czy są stosowane uproszczenia, czy wykonywana orka decydują aktualne warunki na polu i pogoda. Na przestrzeni lat ciepłe zimy spowodowały większą presję chwastów. Orka pomaga ograniczać ich presję na wiosnę. Kiedy nie brakuje wilgoci, zabieg jest wykonywany. Juchowo Farm nie posiada własnych pługów, korzysta z oferty firm usługowych. W przypadku suchych jesieni stosowane są uproszczenia. Większość uprawy zbóż jarych oraz kukurydza zasiewana jest także w systemie uprawy bez udziału pługa.
Dzięki utrzymywaniu dużego stada bydła na szeroką skalę wykorzystywane jest nawożenie organiczne gnojowicą. Odpowiada za to wóz asenizacyjny marki Amur o pojemności 20 tys. l i Shutmaiker, który mieści 18 tys. l gnojowicy.
– Jeśli chcemy mieć mniej maszyn, to muszą one być wydajne i wysokiej klasy, tak aby gwarantowały jakość wykonywanych zadań. Ciągniki są intensywnie użytkowane. Mamy kilkuletnie modele marki Fendt, które przepracowały 17 a nawet 19 tys. mth, chodzi o wersje 310. Nic w nich praktycznie się nie dzieje. W jednym zaszła konieczność remontu hamulców. Te maszyny, choć drogie w zakupie, sprawdzają się i nie zawodzą – twierdzi Emil Dyrka.
Kwestie związane z ograniczeniem presji ze strony chwastów powodują, że gleba do siewu musi być odpowiednio przygotowana i wymaga kilku zabiegów. Orkisz siany jest na stanowiskach, gdzie likwidowane są trwałe użytki zielone. Zbierane są tylko dwa pokosy a trzeci pozostaje dla wzbogacenia gleby. Wykonywane jest w pierwszej kolejności mulczowanie. Potem wielozadaniowy agregat TopDow uprawia glebę na głębokości 10–15 cm oraz przeprowadzany jest dwukrotny zabieg ciężką broną. Tak przygotowana gleba otrzymuje nawożenie obornikiem oraz nawozami zakwalifikowanymi do wykorzystywania w rolnictwie biodynamicznym. Zawierają one między innymi siarkę, magnez i potas. Zabieg jest prowadzony tradycyjnym rozsiewaczem RAUCH AXIS w dawce 100–150 kg/ha. Po przeprowadzonym nawożeniu odbywa się jeszcze raz kultywatorowanie i na tak przygotowaną glebę może wjechać agregat uprawowo-siewny. Jesienią ubiegłego roku zostało zasianych 150 ha orkiszu, 30 ha pszenicy, 130 ha żyta, 40 ha jęczmienia i 10 ha rzepaku.
Edukacja i aktywizacja zawodowa
Biodynamiczna, ekologiczna produkcja rolna jest podstawą do wykonywania wielu innych działalności Fundacji. Zakres jej działania jest znacznie bardziej szeroki. Opiera się na rolnictwie biodynamicznym, które pozwala między innymi na prowadzenie Zakładu Aktywności Zawodowej. W projekcie pracuje 150 osób, z czego 50 to osoby ze średnim i znacznym orzeczeniem o stopniu niepełnosprawności. Pracują w zakładzie przetwórczo-usługowym, który zajmuje się przetwarzaniem surowców roślinnych. Fundacja oferuje mnóstwo produktów takich jak herbaty, humusy, soki, posiada także piekarnię i manufakturę, która przetwarza mleko. Działa spółka zajmująca się działalnością handlową. Odpowiada między innymi za dystrybucję wytwarzanych produktów. Jest również spółka stanowiąca grupę budowlaną. Jej zadaniem jest dbanie o konserwację posiadanego majątku.
– Celami statutowymi Fundacji jest ochrona przyrody, ale także prowadzenie edukacji ekologicznej młodzieży. To co produkujemy chcemy sprzedawać w postaci przetworzonej we własnym zakresie. Nie ograniczamy się jednak tylko do handlu, ponieważ niezwykle ważnym segmentem naszej działalności są projekty edukacyjne, warsztaty ekologiczne związane z ochroną przyrody i dbanie o zdrowe żywienie. Naszym nadrzędnym hasłem jest poszanowanie ludzi, zwierząt i ziemi. Naszej spółce rolniczej trudno jest funkcjonować na rynku, ponieważ nie kierujemy się zarabianiem pieniędzy, ale zależy nam na odbudowywaniu żyzności gleby, dbaniu o dobrostan zwierząt i edukację społeczeństwa – deklaruje Renata Żelazna.
Tomasz Ślęzak
fot. T. Ślęzak
