Dlaczego właśnie gorączka Q jest dziś tak ważnym tematem?
– Bo stanowi realne zagrożenie dla bydła mlecznego, poprzez swój ogromny wpływ na rozród i płodność, a tym samym opłacalność produkcji mleka. W praktyce często mówi się o BVD czy IBR, natomiast gorączka Q pozostaje niejako „w cieniu”, pomimo że może wyraźnie pogarszać wyniki rozrodu w stadzie. O skali problemu najlepiej mówią liczby. I tak, są publikacje, które wskazują, że nawet 75% europejskich stad bydła miało kontakt z patogenem wywołującym chorobę, natomiast w Polsce szacunki mówią o 42%.
Czym właściwie jest ta choroba i jak dochodzi do zakażenia w stadzie?
– Gorączka Q to choroba zakaźna wywoływana przez bakterię Coxiella burnetii. Atakuje ona przede wszystkim bydło, ale także owce, kozy i inne przeżuwacze. Patogen jest wyjątkowo odporny na warunki środowiskowe – może przetrwać w kurzu i w kale przez wiele miesięcy. Patogen może być przenoszony z wiatrem na odległość nawet 18 km i stanowić źródło choroby dla innych stad.
Najważniejszą drogą zakażenia się zwierząt jest wdychanie cząsteczek kurzu zanieczyszczonych bakteriami. Zakażone zwierzęta wprowadzają bowiem ogromne ilości Coxiella burnetii do środowiska, głównie w trakcie porodu, wraz z błonami płodowymi, łożyskiem, wodami płodowymi czy martwymi płodami, zwłaszcza w okresie okołoporodowym. Wówczas tworzy się tzw. aerozol zakaźny, w którym bakterie się utrzymują. Mniej istotną, ale również możliwą drogą zakażenia jest droga pokarmowa. Może zdarzyć się np. iż cielęta pijące mleko od zakażonej krowy, same ulegną infekcji. Bardzo rzadko zakażenie może następować także przez kleszcze.
Jakie objawy powinny zwrócić uwagę hodowcy?
– Objawy są niespecyficzne, ale szczególnie niepokojące są: częste poronienia, wczesne zamieranie zarodków, zatrzymania łożyska (powyżej 5% w stadzie) czy zapalenia macicy. Z moich obserwacji wynika, iż u zakażonych zwierząt pojawia się również spontaniczna, niczym niewyjaśniona gorączka, która po kilku dniach zwykle ustępuje. Czasami obserwujemy też wypływ śluzowo-surowiczy z worka spojówkowego.
Jak zatem w praktyce diagnozuje się zakażone zwierzęta?
– Nie da się rozpoznać choroby badaniem klinicznym jednego zwierzęcia. W praktyce bada się krew na obecność przeciwciał oraz mleko metodą real-time PCR, by wykryć materiał genetyczny patogenu. Dopiero zestawienie wyników pozwala wykluczyć lub potwierdzić obecność gorączki Q w stadzie i zaplanować dalsze postępowanie. Jednak przed przystąpieniem do badań laboratoryjnych konieczne jest uwzględnienie innych czynników, które wpływają na parametry rozrodu jak np. żywienie czy dobrostan zwierząt.
Jaki rodzaj leczenia stosuje się w przypadku potwierdzenia zakażenia?
– Możemy oczywiście zastosować terapię antybiotykową oksytetracykliną, ale – niestety – ma ona niską efektywność i praktycznie nie prowadzi do wyleczenia zwierzęcia, a jedynie do ograniczenia rozsiewania patogenów do środowiska. Kolejnym, negatywnym aspektem terapii antybiotykowej jest jej wysoki koszt i dodatkowo długi okres karencji na mleko, wynoszący nawet do 20 dni. Oznacza to, że przez ten okres mleko musimy zutylizować, co oczywiście zwiększa koszty choroby. Tak więc w realiach produkcji mlecznej podstawą pozostaje profilaktyka, której jednym z elementów są szczepienia, pozwalające ograniczyć siewstwo bakterii i opanować sytuację w stadzie.
Jakie działania profilaktyczne są więc najważniejsze?
– Kluczowe są oczywiście szczepienia i tak, poddajemy im cielęta od 3. miesiąca życia oraz jałówki i krowy. Jeżeli obecność gorączki Q została potwierdzona badaniami, to bardzo ważne jest przestrzeganie regularności szczepień, co 9 miesięcy. Bardzo istotnym elementem profilaktyki jest bezwzględne przestrzeganie reżimu higienicznego na porodówce, polegające m.in. na natychmiastowej utylizacji łożysk i martwych płodów oraz dezynfekcji sprzętu porodowego, najlepiej alkoholem etylowym 70%.Tylko dzięki profilaktyce możemy uniknąć problemów w stadzie, a tym samym zminimalizować straty finansowe.
Czy gorączka Q istotnie wpływa na ekonomię gospodarstwa?
– Zdecydowanie tak. Poronienia, wydłużony okres międzywycieleniowy, utrata mleka w okresie karencji oraz spadek skuteczności rozrodu generują realne straty. Chora krowa nie daje mleka zgodnie z potencjałem, a każda utrata ciąży to koszt czasu, pracy i pieniędzy. Szacuje się, iż przy obecnych kosztach produkcji, każdy dzień otwarty, czyli taki, w którym krowa powinna być w ciąży, a z różnych przyczyn nie jest, kosztuje hodowcę około 30 zł. Profilaktyka jest więc znacznie tańsza niż leczenie skutków choroby.
Czy choroba stanowi zagrożenie dla ludzi?
– Tak, jest zoonozą, czyli chorobą odzwierzęcą. Najbardziej narażeni na nią są lekarze weterynarii, hodowcy, osoby pomagające przy porodach oraz pracownicy mający kontakt ze zwierzętami i materiałem porodowym. U ludzi choroba może przypominać grypę, co oznacza, że występuje gorączka, bóle mięśni i stawów, a w cięższych przypadkach może dojść nawet do zapalenia wsierdzia. Szczególnie niebezpieczna jest też dla kobiet w ciąży.
Dziękuję za rozmowę.
Beata Dąbrowska
