Zaczęli od 30 sztuk bydła, dziś mają ich 300. Gospodarstwo prowadzą trzy pokoleniaAnna Malinowski
StoryEditorMleko

Ich krowy dają ponad 15 tys. kg mleka. Cena spadła do 1,70 zł, ale jednej zasady nie zmienili

21.10.2026., 18:30h

Ich krowy dają średnio ponad 15 tys. kg mleka, a stado rozrosło się z 30 do 300 sztuk bydła. Jednak przy cenie mleka wynoszącej dziś około 1,70 zł za litr nawet tak wysoka wydajność nie oznacza łatwych zarobków. Rodzina Czerniaków z Wielkopolski zainwestowała w nową oborę i dwa roboty udojowe, ale mimo rosnących kosztów i spadających cen mleka jednej zasady nie zmienia od lat. Jak udaje im się utrzymać gospodarstwo?

Rolnik zarobił pieniądze i kupił 30 ha ziemi

Rodzina Czerniak gospodaruje w wielkopolskiej Kuźnicy Czarnkowskiej. Małgorzata i Jan Czerniak otrzymali od rodziców pani Małgorzaty gospodarstwo o powierzchni 35 hektarów i stado liczące 30 sztuk bydła.

Przez lata powiększyli gospodarstwo, podwajając liczbę hektarów i krów. W 2017 roku przekazali je synowi Marcinowi oraz jego żonie Renacie. Marcin miał rodzeństwo, ale to właśnie on od najmłodszych lat najbardziej interesował się rolnictwem. Jako młody człowiek pracował za granicą, a zarobione pieniądze przeznaczył na zakup ponad 30 hektarów ziemi.

Dziś Renata i Marcin Czerniak gospodarują na ponad 100 hektarach i utrzymują 300 sztuk bydła. W pracę angażują się także ich trzy córki: 21-letnia Martyna, 18-letnia Agata i 13-letnia Zosia.

Martyna studiuje zootechnikę, Agata kończy technikum rolnicze, a najmłodsza Zosia również chętnie pomaga w gospodarstwie, choć dopiero zastanawia się nad wyborem szkoły średniej.

image
Zaczęli od 30 sztuk bydła, dziś mają ich 300. Gospodarstwo prowadzą trzy pokolenia
FOTO: Anna Malinowski

W pracy rolnika trzeba widzieć sens

Renata Czerniak od początku wspierała męża w pracy przy gospodarstwie.

- Już jak tylko się poznaliśmy, pomagałam Marcinowi. Rano wstawałam przed pracą i szłam do krów. Czy były wykopki, czy siano w kostkach, zawsze pomagałam, kiedy tylko mogłam - wspomina.

Jej teść Jan dodaje, że pomoc synowej była szczególnie ważna w trudniejszych momentach.

- Kiedy żona złamała nogę, synowa chodziła ze mną doić krowy - mówi.

Córki od dzieciństwa poznawały codzienną pracę przy zwierzętach. Agata wspomina, że przed budową nowej obory razem z Martyną pomagały przy ręcznym usuwaniu obornika.

- Tata budził nas rano. Zanim mama z dziadkiem weszli doić, my z Martyną wyrzucałyśmy obornik od krów - opowiada.

Martyna podkreśla, że rodzice nie zmuszali córek do pracy, lecz uczyli je odpowiedzialności i pokazywali sens gospodarstwa.

- Tata musiał nas wszystkiego nauczyć, żebyśmy polubiły to, co robimy, i żeby sprawiało nam to przyjemność. Chodziło też o to, abyśmy widziały sens w tej pracy - mówi.

Córki ogarniają gospodarstwo, gdy rolnik nie może

Agata przyznaje, że na początku nie dostawały za pomoc kieszonkowego, ale praca w gospodarstwie była dla nich naturalną częścią codzienności.

{embed_photo_L50_tpr}911303{/embed_photo_L50_tprp}

- Zawsze przychodziłyśmy pomagać. Nigdy nie było tak, że siedziałyśmy w domu. Od małego ciągnęło nas tutaj - mówi.

Dziś Agata potrafi samodzielnie obsługiwać maszyny. Podpina agregat, talerzówkę, aerator czy wał łąkowy i wykonuje potrzebne zabiegi agrotechniczne. Gdy Marcin Czerniak pracuje w polu z ojcem i pracownikiem, dziewczyny przejmują część obowiązków w gospodarstwie.

- Kiedy chłopaki wyjeżdżają w pole, dziewczyny ogarniają wszystko same. To naprawdę duża pomoc - podkreśla gospodarz.

Roboty pracują w oborze przez całą dobę

Sercem gospodarstwa jest stado liczące 130 krów mlecznych oraz około 170 jałówek i młodzieży. Pasza dla zwierząt pochodzi głównie z własnych pól. Na 25 hektarach rodzina uprawia zboża, na kolejnych 25 hektarach kukurydzę, a z 50 hektarów użytków zielonych przygotowuje sianokiszonkę i siano.

W gospodarstwie nie ma własnej mieszalni pasz. Mieszanka jest przygotowywana przez mobilną mieszalnię, a jej skład ustalany jest wspólnie z żywieniowcem.

Krowy przed wycieleniem trafiają na porodówkę, gdzie dostają dawkę dostosowaną do zbliżającego się porodu. Po wycieleniu przez około tydzień pozostają pod opieką Renaty i Jana Czerniaków. Są wtedy dojone, a mleko trafia do cieląt.

Później krowy przechodzą do obory wolnostanowiskowej wyposażonej w dwa roboty udojowe.

- Tutaj nikt nie przychodzi ich doić. Roboty pracują przez całą dobę, a krowy same przemieszczają się od stołu paszowego do bramki selekcyjnej - wyjaśnia Marcin Czerniak.

Bramka odczytuje numer zwierzęcia i sprawdza, czy od ostatniego doju minęło wystarczająco dużo czasu. Jeśli krowa może być dojona, trafia do poczekalni przy robocie.

- To trochę jak w markecie. Krowa może wejść, ale nie może wyjść bez „zapłacenia” przy kasie, czyli bez oddania mleka - żartuje gospodarz.

image
Zaczęli od 30 sztuk bydła, dziś mają ich 300. Gospodarstwo prowadzą trzy pokolenia
FOTO: Anna Malinowski

Rolnik nie żałuje budowy nowej obory

Roboty udojowe pracują w gospodarstwie od pięciu lat. Wcześniej krowy utrzymywane były w starych budynkach po rodzicach.

- Wiedziałem, że w tych starych budynkach fizycznie się wykończymy. Podjęliśmy decyzję o budowie nowej obory, która miała pomóc nam w pracy i pozwolić spłacać kredyt - mówi Marcin Czerniak.

Jak dodaje z uśmiechem, inwestycja okazała się opłacalna.

- Miało być na raty i przysłowiowy chleb. Czasem zostanie też na chipsy, więc warto było podjąć tę decyzję - śmieje się.

Rolnik sam zaciela krowy

Każdy członek rodziny ma w gospodarstwie własne obowiązki. Renata Czerniak zajmuje się cielętami, przygotowuje legowiska i razem z teściem odpowiada za część pracy przy udoju. Marcin odpowiada za żywienie stada, analizę danych z systemu oraz zdrowotność i rozród krów.

Kilka lat temu ukończył kurs inseminatora organizowany przez Wielkopolskie Centrum Hodowli i Rozrodu Zwierząt.

- Rano albo wieczorem widzę, które krowy są do inseminacji. Zabieram je na izolatkę i wykonuję zabieg sam. Zajmuje mi to 10 -15 minut i pozwala oszczędzić pieniądze - wyjaśnia.

Krowy kryte są głównie nasieniem HF. W przypadku starszych sztuk lub problemów z zacieleniem gospodarstwo wykorzystuje nasienie rasy Angus.

image
Zaczęli od 30 sztuk bydła, dziś mają ich 300. Gospodarstwo prowadzą trzy pokolenia
FOTO: Anna Malinowski

Wydajność krów rośnie z roku na rok

Krowy pozostają w stadzie zazwyczaj przez trzy lub cztery laktacje. Jeśli pojawiają się problemy zdrowotne albo spada wydajność, zwierzęta są sprzedawane. Duża liczba urodzeń pozwala rodzinie regularnie wprowadzać do stada własne jałówki.

Mleko z gospodarstwa spełnia wymagania klasy ekstra. Marcin Czerniak podkreśla, że współpraca z żywieniowcem przełożyła się na wzrost wydajności.

- Od kiedy zaczęliśmy poważnie pracować nad żywieniem, wydajność rośnie z roku na rok. Dziś średnio przekracza 15 tys. kg mleka od sztuki - mówi.

Hodowca przyznaje jednak, że wysoka wydajność nie zawsze idzie w parze z oczekiwanymi parametrami tłuszczu i białka.

- Somatyka i mikrobiologia pozostają w klasie ekstra. Przy wysokiej wydajności trudniej jednak osiągnąć wyższy poziom tłuszczu i białka. Nadal nad tym pracujemy - zaznacza.

image
Zaczęli od 30 sztuk bydła, dziś mają ich 300. Gospodarstwo prowadzą trzy pokolenia
FOTO: Anna Malinowski

Produkcja mleka a opłacalność

Marcin Czerniak uważa, że produkcja mleka może być opłacalna, choć obecny rok jest trudniejszy z powodu niższej ceny mleka oraz wysokich kosztów paliwa, energii i środków do produkcji.

Mleko trafia do pobliskiego zakładu Mlekovity. Wcześniej gospodarstwo współpracowało z OSM Czarnków.

- Były lata lepsze i gorsze. Dziś sprzedajemy mleko po około 1,70 zł za litr. Trzy lub cztery lata temu w Czarnkowie płacono 2,60 zł, a w innych mleczarniach nawet 3,20 zł. Jesteśmy jednak nauczeni skromnego życia i jakoś udaje się wszystko pospinać - mówi hodowca.

W rodzinie siła

Czerniakowie podkreślają, że największą wartością gospodarstwa są rodzinne relacje i gotowość do wzajemnej pomocy. W codziennej pracy uczestniczą trzy pokolenia, a kolejne już zdobywa wykształcenie związane z rolnictwem i hodowlą zwierząt.

{embed_photo_100_tap}918686{/embed_photo_100_tap}

Nawet podczas wizyty w gospodarstwie było widać, że pomoc rodzinna nie kończy się na pracy przy krowach. Pod opieką bliskich został trzymiesięczny Fryderyk, syn bratanicy Marcina Czerniaka, która musiała załatwić pilne sprawy w Czarnkowie. Najbardziej z wizyty malucha cieszyła się Zosia.

– Za Fryderykiem wskoczyłaby w ogień – śmieje się rodzina.

Tekst i zdjęcia: Anna Malinowski

Realizacja video i montaż: Michał Heluszka 

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
21. październik 2026 18:32