Rachunki skłoniły rolnika do zmiany
Tom Stack przejął rodzinną farmę w Ballyagran w hrabstwie Limerick w 2012 roku. Z czasem coraz bardziej rozczarowywał się konwencjonalnym modelem produkcji, dlatego w 2018 roku przeszedł na rolnictwo ekologiczne, a następnie zaczął wdrażać metody rolnictwa regeneracyjnego, czyli systemu produkcji żywności, którego głównym celem jest odbudowa i poprawa zdrowia gleby oraz całego ekosystemu, zamiast jedynie maksymalizacji bieżących plonów
Jak relacjonuje agriland.ie, ważnym impulsem do poszukiwania innego rozwiązania były wysokie rachunki za środki do produkcji.
– W 2017 roku miałem rachunek od weterynarza na 7500 euro, rachunek za paszę na 26 000 euro i rachunek za nawóz na 14 000 euro. Pomyślałem sobie, że musi być jakiś inny sposób – wspomina hodowca.
Zainteresował się wtedy zasadami rolnictwa regeneracyjnego, w tym metodą Korean Natural Farming (KNF), czyli koreańskim rolnictwem naturalnym. Jej założeniem jest wykorzystywanie mikroorganizmów z własnego gospodarstwa, aby wspierać życie biologiczne gleby i ograniczać zależność od kupowanych środków produkcji.
Mikroorganizmy z własnego gospodarstwa zamiast syntetycznych nawozów
W KNF ważną rolę odgrywają rodzime mikroorganizmy (IMO), w tym bakterie i grzyby występujące w lokalnym środowisku. Zgodnie z opisem agriland.ie hodowca zbiera je na terenie własnego gospodarstwa, wykorzystując specjalne drewniane skrzynki wypełnione ryżem.
Po kilku etapach przygotowania uzyskuje płynny preparat określany jako LIMO, bogaty w mikroorganizmy, enzymy i składniki odżywcze. Następnie może rozpylać go na polach lub roślinach, aby wspierać biologiczną aktywność gleby.
To jeden z elementów systemu, w którym Stack stara się wykorzystywać zasoby dostępne na swojej farmie i ograniczać zakupy z zewnątrz. Według agriland.ie obecnie do nawożenia wykorzystuje już tylko wapno, a nie syntetyczne nawozy.
Nie kupuje paszy dla bydła
Tom utrzymuje 65 krów mlecznych, a jego stado jest żywione wyłącznie trawą. Hodowca przygotowuje również własne suplementy dla zwierząt, wykorzystując naturalne składniki i procesy.
W gospodarstwie ma zaledwie hektar gruntów ornych, ale uprawia na nim mieszankę zbożową składającą się z grochu, owsa, jęczmienia i gryki. Według agriland.ie uzyskuje z tej powierzchni nawet 15 ton mieszanki. Część przeznacza na paszę dla cieląt, a pozostałą wykorzystuje do przygotowywania ekologicznych oprysków stosowanych w ramach KNF.
Portal podaje, że od wdrożenia metod regeneracyjnych koszty paszy w gospodarstwie spadły o ok. 96 proc., a hodowca nie kupuje obecnie paszy dla bydła, natomiast wydatki na nawożenie zmniejszył o dwie trzecie. Jest to istotna zmiana, ponieważ właśnie pasze, nawozy i środki ochrony roślin mogą mocno obciążać budżet gospodarstwa. W przypadku Stacka ograniczenie zakupów zewnętrznych stało się jednym z filarów nowego modelu produkcji.
220 tys. litrów mleka rocznie
Mimo ograniczenia nakładów produkcja mleka w gospodarstwie pozostaje stabilna. Jak podaje agriland.ie, rocznie Stack uzyskuje od 200 tys. do 220 tys. litrów mleka, czyli około 3700 litrów na krowę.
Liczebność całego pogłowia bydła w gospodarstwie waha się zazwyczaj od 93 do 114 szt., a obsada wynosi 1,3-1,5 jednostki przeliczeniowej inwentarza (LU) na hektar. Oznacza to, że w gospodarstwie utrzymywane są nie tylko krowy mleczne, ale również pozostałe grupy bydła.
Według agriland.ie stado jest wolne od antybiotyków od 2017 r. a ostatnie badanie nie wykazało też reakcji na gruźlicę bydła. Jednym z priorytetów hodowcy jest budowanie odporności zwierząt.
Warto jednak pamiętać, że są to wyniki opisane dla konkretnego gospodarstwa. Nie oznaczają, że każdy hodowca po wdrożeniu podobnych metod uzyska identyczne rezultaty. Efekty zależą między innymi od warunków glebowych, organizacji produkcji i sposobu żywienia stada.
Wyższa marża na litrze, ale mniej mleka z hektara
Agriland.ie zwraca uwagę, że gospodarstwo Stacka nie produkuje tak dużo mleka z hektara jak przeciętne irlandzkie gospodarstwa. Mniejsza produkcja z powierzchni oznacza również niższą marżę brutto w przeliczeniu na hektar.
Inaczej wygląda jednak wynik w przeliczeniu na litr mleka. Według danych przytoczonych przez portal, w latach 2022-2025 marża brutto Stacka, bez uwzględnienia dotacji, wynosiła od 40 do 58 eurocentów na litr. Dla porównania średnia krajowa mieściła się w przedziale 30-39 eurocentów.
To pokazuje ważną różnicę, że gospodarstwo może produkować mniej mleka z hektara, a jednocześnie uzyskiwać wyższą marżę na litrze, jeśli skutecznie ogranicza koszty. Nie oznacza to jednak automatycznie, że osiąga wyższy dochód z całej powierzchni.
Stack szuka też sposobów na zwiększenie wartości tego, co produkuje. Zamiast stawiać przede wszystkim na genetykę zwiększającą wydajność krów, zdecydował się na zintegrowanie przetwarzania części mleka z gospodarstwem.
„Trzeba być opłacalnym rolnikiem”
Hodowca podkreśla, że nie ma jednego rozwiązania odpowiedniego dla wszystkich gospodarstw. Każdy rolnik musi brać pod uwagę własne warunki, możliwości i sposób prowadzenia produkcji.
– Myślę, że pierwszym krokiem jest bycie opłacalnym rolnikiem – mówił Stack, cytowany przez agriland.ie.
Zwracał również uwagę na znaczenie wiedzy i edukacji oraz stopniowego dążenia do większej samowystarczalności.
Przykład irlandzkiego hodowcy został przedstawiony w ramach działań Europejskiego Sojuszu na rzecz Rolnictwa Regeneracyjnego (EARA). Organizacja opublikowała raport „Regenerating Systemic Risk: A Case Study on Ireland”, w którym analizuje powiązania między rosnącymi kosztami środków produkcji, gruźlicą bydła, zanieczyszczeniem wody i problemami z napływem młodych ludzi do rolnictwa.
Autorzy raportu przekonują, że przechodzenie na metody regeneracyjne może pomóc w ograniczaniu części tych problemów, a jednocześnie być ekonomicznie opłacalne. Historia Stacka pokazuje, jak taki model wygląda w praktyce na jednej irlandzkiej farmie. Nie jest jednak dowodem, że identyczne oszczędności uda się osiągnąć w każdym gospodarstwie mlecznym.
oprac. Justyna Czupryniak-Paluszkiewicz na podst. agriland.ie, WWE, dairymilk.today
