– Właściwie za koszt złomu uzyskaliśmy funkcjonalną przystawkę dopinaną do ładowarki przegubowej. Dzięki temu zestawowi podgarnianie paszy trwa dosłownie minutę, gdyż zastosowanie dwóch odpowiednio dużych i sztywnych opon pozwala podgarniać TMR na raz z dwóch stron podczas jednego przejazdu. Nasze gospodarstwo jest przykładem, że przy produkcji mleka z powodzeniem można wykorzystywać zarówno bardzo zaawansowane technologie jak roboty udojowe oraz bardzo proste, ale skuteczne rozwiązania – podkreślił Krzysztof Szlachetka.
– Podgarnianie dawki TMR na stole paszowym jest bardzo ważne, ponieważ krowy muszą mieć wygodny i stały dostęp do paszy, co wpływa na zwiększenie produkcji mleka, ponadto każdy przejazd z podgarnięciem motywuje krowy do podchodzenia do stołu paszowego i stymuluje pobieranie paszy, co zwiększa pobranie suchej masy i finalnie również przekłada się pozytywnie na produkcję mleka. Podgarniając paszę mamy też okazję do obserwowania stada, co jest ważne w naszym przypadku, gdyż wdrażając dój automatyczny straciliśmy możliwość naocznej obserwacji podczas doju – dodał Piotr Szlachetka.
Drugi robot po dwóch latach
W gospodarstwie pracują dwa roboty udojowe Fullwood Merlin M2, które zamontowano w oborze funkcjonującej znacznie wcześniej niż trwa dój automatyczny. Roboty stanęły w układzie prostopadłym w miejscu, gdzie kiedyś była hala udojowa typu rybia ość 2 x 4 stanowiska. Pierwszy z nich pracuje od ponad dwóch lat, a drugi od kwietnia tego roku.
– Powiększyliśmy stado, a wydajność mleczna też nam wzrosła do 40–43 l od przeciętnej krowy na dobę, czyli uzyskiwaliśmy z jednego robota 2800 l każdego dnia. Okazało się, że jeden robot w tych nowych warunkach powiększającego się stada nie nadąża doić, tzn. wydoiłby, ale spadłaby znacznie częstotliwość dojów, co w dłuższej perspektywie mogłoby wpłynąć na spadek mleczności, a tego nie chcieliśmy. Dlatego zdecydowaliśmy się na drugiego robota, w sfinansowaniu którego pomogła nasza mleczarnia SM Gostyń, udzielając preferencyjnej pożyczki, spłacanej mlekiem. Jest to bardzo dobre rozwiązanie wspomagające rozwój produkcji mleka i bazy własnego surowca w gospodarstwach dostawców, a jednocześnie członków spółdzielni – powiedział Krzysztof Szlachetka.
Ruja wykryta perfekcyjnie
Oprócz robotów udojowych nowością w gospodarstwie jest system zarządzania stadem powiązany z robotami, który hodowcy chwalą zwłaszcza za skuteczne wykrywanie rui, które jest nieocenioną pomocą w określaniu okienka inseminacyjnego i przekłada się na wzrost skuteczności krycia.
– System zarządzania stadem monitoruje występowanie rui i informuje nas o tym odpowiednio wcześnie nie tylko w przypadku krów, ale też w przypadku jałówek. I u nas ten kontroling jest szczególnie ważny, jeśli chodzi o jałówki, bo utrzymujemy je w innej oborze, w drugim nieco oddalonym gospodarstwie, gdzie bywamy rzadziej i możliwości bezpośredniej obserwacji są tam mocno ograniczone. Przyznam szczerze, że kiedy nie mieliśmy jeszcze tego systemu znacznie więcej rui było przez nas przeoczonych – wyjaśnił Krzysztof Szlachetka.
Glikol na deficyt energii
Dlaczego hodowcy zdecydowali się właśnie na roboty udojowe Fullwood, przecież na rynku jest mocna konkurencja w tym zakresie?
– Zdecydowaliśmy się na roboty udojowe Fullwood Merlin M2 i nie żałujemy. Decyzję podjęliśmy głównie ze względu na bliskość serwisu, który przy tak skomplikowanych technologicznie urządzeniach i pracujących non stop musi być blisko. Firma Agro Lenwer, która nam je montowała i je serwisuje jest bardzo blisko, czyli w Krobi. Natomiast główna siedziba autoryzowanego przedstawiciela i dostawcy robotów udojowych marki Fullwood jest w Środzie Wielkopolskiej i jest to firma Farm-MPartner. Już po 3–4 miesiącach pracy z robotem udojowym doszliśmy do wniosku, że szkoda, iż nie zamontowaliśmy go co najmniej 2 lata wcześniej. Jest to bardzo duże udogodnienie w takim jak nasze rodzinnym gospodarstwie sukcesywnie rozwijającym produkcję mleka, będącą dziedziną niezwykle pracochłonną – stwierdził Krzysztof Szlachetka.
Obecnie przy dwóch robotach przeciętna krowa ma pozwolenie na dój 4 razy na dobę. Ale im więcej mleka daje, tym jest dojona częściej, a więc nawet 5–6 razy.
– Roboty mają funkcję zadawania nie tylko paszy treściwej w formie stałej, ale też i płynnej i w naszym przypadku jest to glikol, który w dość znaczny sposób wzmacnia i chroni nasze krowy przed deficytem energetycznym – powiedział rolnik.
Helikoptery na stres cieplny
Oborę hodowcy doposażyli także w mieszacze powietrza tzw. helikoptery, których prędkość pracy zmieniana jest automatycznie w zależności od odczytów temperatury panującej w oborze. Kiedy wzrasta temperatura, wtedy wzrastają też obroty urządzenia.
– Te nowe mieszacze powietrza są znacznie wydajniejsze od tradycyjnych wentylatorów, jakie mieliśmy wcześniej i teraz latem panuje w oborze dużo lepszy mikroklimat, nie jest tak gorąco, duszno i wilgotno, co ogranicza negatywny wpływ stresu cieplnego na krowy i produkcję mleka – zaznaczył Krzysztof Sztachetka.
Kiszonki rolnicy gromadzą w betonowych silosach kiszonkarskich, które cenią nie tylko za łatwe magazynowanie bez strat paszy, ale też za utrzymanie porządku w gospodarstwie bez nawożenia błota do obory.
– Dawkę TMR przygotowujemy w wozie paszowym Metal Fach, który oryginalnie miał pojemność 8 m3, ale wraz ze wzrostem liczebności krów okazał się zbyt mały, dlatego dospawaliśmy dodatkową nadstawkę, zwiększając pojemność maszyny do 11 m3. Jest on w dobrym stanie, ponieważ go garażujemy i musi jeszcze popracować do czasu wymiany na nowszy i większy sprzęt – powiedział Krzysztof Szlachetka.
– W dawce TMR dla krów mieszamy takie pasze jak: 700 kg sianokiszonki z traw i lucerny, 450 kg wysłodków buraczanych, pasze treściwe, dodatki żywieniowe, a pozostałą znaczną większość masy stanowi kiszonka z kukurydzy – ponad 2 tony. Cała dawka TMR waży w zakresie 3,5–4 ton. Jak zwiększa się pobranie paszy, a zwiększa się w dni chłodniejsze, to dokładamy kiszonki z kukurydzy, której wtedy idzie nawet 2,5 tony dziennie – wyjaśnił Piotr Szlachetka.
Andrzej Rutkowski
