Jagoda kamczacka miała być dobrym interesem
Karol Szymański z Aleksandrowa (gmina Wiskitki, powiat żyrardowski, woj. mazowieckie) założył plantację jagody kamczackiej dziewięć lat temu. Zaczynał od 10 ha. Pomysł na uprawę pojawił się po rozmowie z sadownikiem prowadzącym szkółkę, który zainteresował Szymańskiego potencjałem tej rośliny. Początki nie spełniły jednak oczekiwań plantatora. Polska odmiana słabo plonowała, dlatego po pięciu latach Szymański zlikwidował niemal 70 proc. nasadzeń i postanowił sprawdzić inne odmiany.
– Dziewięć lat temu posadziłem 7 ha odmian polskich i 3 ha kanadyjskich. Po pięciu latach mogłem porównać plonowanie tych odmian. Wyszło 5:1 na korzyść odmian kanadyjskich. W związku z tym wykarczowałem odmiany polskie i posadziłem kanadyjskie – opowiada Szymański.Nawet 5 ton jagody kamczackiej z hektara
W gospodarstwie Szymańskiego odmiana kanadyjska sprawdziła się znacznie lepiej niż wcześniej uprawiana odmiana polska. Obecnie stanowi około 85 proc. nasadzeń. Jak podaje plantator, w sprzyjających warunkach jej plon może sięgać 5 ton z hektara, podczas gdy w przypadku wcześniejszej odmiany wynosił około tony.
– Okazało się, że w pewnych warunkach odmiana kanadyjska potrafi dać 5 ton z hektara. To ogromna różnica, bo pierwsza odmiana, którą posadziłem, dawała 1 tonę z hektara – porównuje plantator.
Jak podkreśla, przy zakładaniu plantacji nie wystarczy wybrać odmiany, która dobrze plonuje. Trzeba też zadbać o zapylanie.
– Obowiązkowo w rzędach obok siebie muszą być dwie lub więcej odmian kwitnących w tym samym czasie, ze względu na zapylanie krzyżowe – podkreśla.
Doświadczenie Szymańskiego pokazuje również, że deklarowany potencjał odmiany nie zastąpi obserwacji w konkretnych warunkach gospodarstwa. W jego przypadku dopiero porównanie nasadzeń pozwoliło ocenić, która odmiana sprawdza się lepiej.„Bez podlewania żadna odmiana nie da plonów”
Po dziewięciu latach uprawy Szymański wie, na co zwróciłby szczególną uwagę przy zakładaniu kolejnej plantacji. Jednym z najważniejszych czynników jest dla niego dostęp do wody.
– Jagoda ma płytki system korzeniowy, dlatego na wypadek suchej wiosny musi być zagwarantowany dostęp do deszczowania. Bez wody drastycznie spada plon – podkreśla.
Plantator ma własną studnię i rozważa wykonanie dodatkowego odwiertu próbnego na wodę. Jak zaznacza, nawadnianie jest kluczowe dla plonowania.
– Bez podlewania żadna odmiana jagody kamczackiej nie da plonów – dodaje.
Szymański uprawia jagodę kamczacką na glebach IIIa i IIIb klasy bonitacyjnej, o pH około 6,5. Jak podkreśla, krzewy dobrze znoszą silne mrozy. Z kolei tegoroczne upały nie wpłynęły na wielkość zbiorów w jego gospodarstwie, ponieważ owoce zostały zebrane do około 15 czerwca, zanim wystąpiły ekstremalnie wysokie temperatury.
Ile kosztuje założenie hektara jagody kamczackiej?
Koszt założenia plantacji jagody kamczackiej to nie tylko zakup sadzonek. Jak wylicza Karol Szymański, na hektarze sadzi się około 3500 krzewów, a cena jednej sadzonki wynosi 5–6 zł. Same sadzonki kosztują więc od 17,5 do 21 tys. zł na hektar. Do tego dochodzą wydatki na przygotowanie stanowiska, sadzenie i ogrodzenie plantacji, które chroni krzewy przed sarnami i zającami.
W pielęgnacji plantator zwraca uwagę przede wszystkim na nawożenie potasem. Jak zaznacza, w jego gospodarstwie dotychczas nie było potrzeby stosowania środków ochrony roślin.
– Fosfor i wapno daję w mniejszych ilościach. W moim przypadku nie wykonywałem żadnych zabiegów ochrony roślin, a krzewy dobrze się utrzymały i nic złego się nie wydarzyło – opowiada Karol Szymański.
Trzeba jednak pamiętać, że brak konieczności stosowania ochrony w jednym gospodarstwie nie oznacza, że w innych warunkach będzie tak samo. Koszty prowadzenia plantacji zależą również od jej kondycji i potrzeb uprawy.
Na zwrot z inwestycji trzeba poczekać. Krzewy potrzebują kilku lat, by w pełni wykorzystać swój potencjał plonowania. Nie oznacza to też, że od początku można zmechanizować zbiór i korzystać z kombajnu.
Na kombajn trzeba poczekać kilka lat
W gospodarstwie Szymańskiego zbiór jagody kamczackiej przypada zazwyczaj na pierwszą połowę czerwca.
– Zbieramy między pierwszym a piętnastym czerwca – mówi plantator, opisując typowy termin zbiorów w swoim regionie.
Na możliwość zbioru mechanicznego trzeba jednak poczekać kilka lat. W drugim roku uprawy na krzewie pojawia się dopiero około dziesięciu owoców, dlatego początkowo zbiór odbywa się ręcznie. Dopiero później można wprowadzić kombajn.– Z kombajnu jagoda kamczacka nigdy nie będzie lepsza niż ta ręcznie zbierana – zaznacza Szymański, porównując jakość owoców.
Zbiór ręczny pozwala uzyskać owoce lepszej jakości, ale jest bardzo pracochłonny. Jak podaje plantator, jedna osoba zbiera przeciętnie 2–2,5 kg jagód na godzinę. Przy większej powierzchni plantacji mechanizacja staje się więc istotnym elementem organizacji pracy, by sprawnie przeprowadzić zbiory.
– Ręczne rwanie to około 2,5 kg na godzinę. Dziesięć godzin pracy to 25 kg owoców, a zebranie tony wymaga 400 godzin. Dzisiaj nie ma ludzi do takiej pracy, dlatego planując plantację jagody kamczackiej, trzeba mieć własny kombajn albo zagwarantowany dostęp do wypożyczonej maszyny – ocenia Szymański.
Ważny jest również odpowiedni moment zbioru. Szymański podkreśla, że jagody muszą odpowiednio długo pozostać na krzewach, aby nabrały właściwego smaku.
– Kilka odmian dojrzewających jednocześnie muszę zebrać w dwa tygodnie. Dojrzałość owoców obserwuję codziennie. Zerwane za wcześnie są ładne optycznie i twarde, ale kwaśne. Czekam kilka dni i są już bardzo smaczne, choć do zbioru delikatne. Ja wybieram właśnie tę drugą opcję – zaznacza.
Jagoda kamczacka po 10 zł za kilogram. Cztery lata temu była o połowę tańsza
Szymański sprzedaje owoce na trzy sposoby: bezpośrednio klientom, w postaci mrożonek oraz do przetwórstwa.
– Sprzedawałem świeże owoce po 5 zł, to było lat temu cztery, a teraz sprzedaję je po 10 zł za kilogram – porównuje plantator.
Gospodarstwo Karola Szymańskiego znajduje się około 40 km od Warszawy. O sprzedaży jagody kamczackiej plantator informuje na Facebooku. W prowadzeniu profilu Jagoda Kamczacka Aleksandrów pomaga mu wnuczka, która na bieżąco zamieszcza aktualne informacje.
– Gotowość do zbioru ogłaszamy w internecie. Pierwszeństwo dajemy samozbiorom. Zawsze można też do samozbiorów dokupić dowolną ilość jagód zerwanych kombajnem – informuje.
Udostępniając plantację do samodzielnego zbioru, Szymański przyciąga całe rodziny. Jak podkreśla, dla dzieci jest to dodatkowa atrakcja, a część klientów wraca do gospodarstwa każdego roku.
– Średnio kupują po 20–30 kg owoców – relacjonuje Szymański.
Co plantator robi z jagodą kamczacką po zbiorach?
Nie wszystkie owoce z plantacji są sprzedawane jako świeże. Część owoców Szymański przeznacza do mrożenia, a pozostałe trafiają do tłoczni, gdzie powstaje sok.
– Owoce, których nie zdążą zebrać samozbieracze, zbieramy własnym kombajnem. Następnie oddajemy je do mrożenia i tłoczenia soku. Mrożone jagody sprzedajemy zarówno detalicznie, jak i hurtowo, po około 15 zł za kilogram. Sok w butelce o pojemności 0,33 litra kosztuje 9 zł – wylicza.
W tym roku plantator zebrał około 20 ton owoców. Około jednej trzeciej przeznaczył na sprzedaż bezpośrednią, 10 ton na mrożenie, a 3 tony do tłoczni.
Szymański zajmuje się również innymi rodzajami produkcji rolnej. W gospodarstwie hoduje owce i uprawia zboża, a jagoda kamczacka jest jednym z kilku kierunków jego działalności.
Czy warto dziś inwestować w jagodę kamczacką?
Karol Szymański po dziewięciu latach uprawy nadal widzi możliwości rozwoju plantacji jagody kamczackiej. Nie zamierza jednak zwiększać nasadzeń bez wcześniejszego sprawdzenia dostępności wody.
– Można na tym zarobić. Opłacalność rośnie – ocenia plantator.
Jego doświadczenia pokazują, że o powodzeniu uprawy decydują nie tylko dobór odmian i potencjał plonowania, lecz także dostęp do wody, organizacja zbiorów oraz sposób sprzedaży owoców. Przed założeniem plantacji warto uwzględnić wszystkie te czynniki i dokładnie policzyć koszty inwestycji.
Agnieszka Sawicka
