– Plany są, ale czekamy na lepsze czasy. Takie pewniejsze – mówi Daniel Cichocki, który wspólnie z żoną Elżbietą – od 4 lat – coraz mocniej przejmuje zarządzanie gospodarstwem rodziców pana Daniela. Bo jak to zwykle bywa przy zmianie pokoleniowej, normalny proces przekazywania gospodarstwa jeszcze trwa, niemniej doświadczenie i pomoc rodziców nadal pozostają ważnym filarem codziennego funkcjonowania.
– Ogromne koszty inwestycji i niepewność. Ceny mleka, koszty produkcji, sytuacja międzynarodowa – wszystko to sprawia, że dziś decyzja o budowie nowej obory za kilka czy kilkanaście milionów złotych wymagałaby wielkiej odwagi.
Wziąć teraz 9 milionów kredytu, postawić oborę? Przy dzisiejszych kosztach to jest bardzo duże ryzyko – podkreśla Daniel Cichocki.
I właśnie ta ostrożność wydaje się dziś jedną z największych zalet tego gospodarstwa. Bo rozwój nie polega tu na tym, by zrobić wszystko naraz, lecz by wiedzieć, kiedy przyspieszyć, a kiedy poczekać. Przez ostatnie lata rodzinne gospodarstwo nie stało w mie...
