W gospodarstwie państwa Melonów bydło utrzymywane jest dosłownie w każdym pomieszczeniu, a mleczne stado – obok starej obory – przebywa również w zaadaptowanej dla ich potrzeb stodoleBeata Dąbrowska
StoryEditorreportaż z gospodarstwa

Zaczynali od 4 krów i doju do konwi. Teraz chcą postawić robota

26.08.2026., 16:00h

Plan Renaty i Pawła Melonów jest jasny: przygotować halę namiotową, później zmodernizować oborę, zwiększyć stado, a w dalszej kolejności robot udojowy. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z ich założeniami, za rok gospodarstwo może pracować już w zupełnie innym systemie. Bo pomimo wielu obaw związanych z kryzysem na rynku mleka i wysokimi kosztami produkcji mleka, decyzja o automatyzacji doju już zapadła i wydaje się być nieodwracalna.

Swoje gospodarstwo Renata i Paweł Melonowie rozwijają etapami, w których górę zawsze bierze ekonomiczny rozsądek. Początki były bardzo skromne – zaledwie cztery krowy utrzymywane jeszcze w gospodarstwie rodzinnym w Chruślinie. 5 lat temu małżeństwo przeniosło się wraz ze zwierzętami do gospodarstwa rodziców pani Renaty i tu tak naprawdę rozpoczęła się stopniowa rozbudowa produkcji mleka.

Pierwszy krok – hala namiotowa

Obecnie pogłowie bydła liczy około 80 sztuk, w tym 40 krów mlecznych, a plany hodowców zakładają zwiększenie stada do 60 krów mlecznych, czyli poziomu odpowiedniego dla pracy jednego robota udojowego.

image
Najważniejszym elementem planowanej modernizacji jest hala namiotowa. Na razie stoi w niej część maszyn, ale docelowo ma zostać przygotowana na potrzeby krów dojnych
FOTO: Beata Dąbrowska

Bo właśnie zautomatyzowanie procesu doju jest marzeniem całej rodziny Melonów, która w tym kierunku poczyniła już pierwsze inwestycje. Najważniejszym elementem planowanej modernizacji jest hala namiotowa. Na razie stoi w niej część maszyn, ale docelowo ma zostać przygotowana pod potrzeby krów. To właśnie od niej gospodarze chcą rozpocząć dalsze prace.

– W hali trzeba wykonać między innymi posadzkę i odpowiednio przygotować miejsce dla zwierząt. Dopiero po ich przeniesieniu możliwe będzie przeprowadzenie gruntownej przebudowy obecnej obory uwięziowej – wyjaśnia Paweł Melon.

Przewodówka jako rozwiązanie przejściowe

Obecnie krowy dojone są dojarką przewodową, którą zamontowano przed około rokiem. Dla państwa Melonów to etap przejściowy przed planowaną modernizacją obory i zakupem robota udojowego.

image
Od roku mleczne stado dojone jest dojarką przewodową na siedem aparatów udojowych. To oczywiście rozwiązanie tymczasowe, które pozwoliło ograniczyć uciążliwość doju konwiowego
FOTO: Beata Dąbrowska

– Owszem, planujemy inwestycję w robota, ale do czasu jej realizacji nie chcieliśmy się męczyć z dojem do konwi – zaznaczył pan Paweł.

Gospodarstwo składa się z kilku budynków, które przez lata były stopniowo adaptowane do potrzeb hodowli. Część pomieszczeń została przerobiona na obory, jednak obecny układ znacząco utrudnia codzienną pracę. Jak chociażby codzienne żywienie stada, które opiera się na dawce przygotowywanej w paszowozie Sano (o pojemności 9 m3), który niestety nie może swobodnie wjechać do obory, dlatego pasza rozdawana jest z taczek.

image
Pomimo że wóz paszowy nie ma możliwości wjazdu do obory, a wymieszaną paszę trzeba rozwozić taczkami, hodowcy zdecydowali się na jego zakup i zgodnie przyznają, że nie żałują
FOTO: Beata Dąbrowska

– Kiedyś przy sianie i belach pracowaliśmy bardzo długo. Teraz wrzucamy składniki do paszowozu, mieszamy i mamy gotową dawkę. Tak jest szybciej i taniej – podkreśla Paweł.

Trawy zbierane są sieczkarnią i zakiszane na pryzmie. Zdaniem gospodarzy takie rozwiązanie okazało się bardziej ekonomiczne niż produkcja bel.

– Wydawało nam się, że paszowóz będzie drogi, ale kiedy wszystko policzyliśmy, wyszło, że się opłaca. Zmniejszyła się ilość pracy i poprawiła wydajność – dodała pani Renata.

Wydajność stada za poprzedni rok wyniosła około 10 tys. kg mleka od krowy. Zwierzęta otrzymują dawkę przygotowywaną w paszowozie, a dodatkowo pełnoporcjową paszę podawaną z ręki trzy razy dziennie. Nad żywieniem stada czuwa doradca żywieniowy.

– Kiedyś człowiek myślał, że żywieniowiec nie jest potrzebny. Dziś widzimy, że to skarb. To już nie są takie krowy jak dawniej i trzeba dokładnie prowadzić żywienie – mówi Paweł Melon.

Krowy przygotowywane do systemu bez uwięzi

image
FOTO: Beata Dąbrowska

Przejście z obory uwięziowej do systemu z robotem wymaga nie tylko przebudowy budynków, ale również odpowiedniego przygotowania stada. Przy wyborze rozpłodników hodowcy zwracają uwagę na cechy krów, które w przyszłości będą lepiej sprawdzały się w systemie automatycznego doju.

Wizytówka gospodarstwa

Renata i Paweł Melonowie (na zdjęciu z synami:Hubertem i Dominikiem oraz córeczką Laurą) prowadzą rodzinne gospodarstwo mleczne w miejscowości Piotrowice, w gminie Bielawy. Hodowcy gospodarują na 80 ha gruntów, z czego ok. 50 ha dzierżawią. Na 35 ha uprawiają kukurydzę, w tym ok. 5 ha z przeznaczeniem na ziarno. 25 ha zajmują zboża,a pozostały areał stanowią użytki zielone.

Państwo Melonowie są dostawcami Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej w Łowiczu, do której sprzedają około 29 tysięcy litrów mleka miesięcznie.

– Inseminujemy już tak, aby krowy były dostosowane do robota – przede wszystkim pod względem budowy wymienia i cech użytkowych – mówi pan Paweł, informując jednocześnie iż obecnie odchowywane są wszystkie urodzone cieliczki. Wcześniej nie zawsze było to możliwe, ponieważ brakowało miejsca.

– Skoro myślimy o rozbudowie, musimy mieć własną młodzież – podkreśla gospodyni.

Więcej czasu dla rodziny

Dla hodowców z Piotrowic modernizacja nie oznacza wyłącznie zwiększenia produkcji. Równie ważne jest ograniczenie pracy ręcznej i zyskanie czasu dla rodziny. Małżeństwo wychowuje troje dzieci, a starszy syn Hubert (uczeń szkoły rolniczej), jak również młodszy Dominik, wyjątkowo aktywnie pomagają rodzicom w gospodarstwie.

– Nie mamy właściwie urlopu. Zawsze trzeba być przy oborze. Nawet jeśli chcemy gdzieś wyjechać, pojawia się problem, kto nas zastąpi – mówi pani Renata.

Robot udojowy mógłby zmienić ten rytm. Nie wyeliminuje pracy, ale pozwoli lepiej ją rozłożyć i ograniczyć konieczność wykonywania wszystkich obowiązków o stałych porach – dodaje gospodarz. – Jeśli uda nam się w tym roku wszystko przygotować i wylać posadzki, to w następnym roku robot mógłby już tutaj stanąć – mówi pan Paweł. – Ale zobaczymy, bo plany planami, a życie czasem pisze własny scenariusz.

Państwo Melonowie skłaniają się ku zakupowi robota używanego firmy DeLaval.

– Myślimy raczej o używanym robocie. Przy obecnych cenach różnica w porównaniu z nowym urządzeniem jest znacząca, a z doświadczeń innych hodowców wynika, że używane roboty mogą pracować bez większych problemów przez wiele lat.

Inwestować czy czekać?

Największą przeszkodą w realizacji planów są dziś ceny mleka i rosnące koszty produkcji. Drożeją paliwo, nawozy, środki ochrony roślin i pasze. Przy niestabilnej sytuacji rynkowej trudno zdecydować się na kolejny kredyt.

– Kiedy mleko było droższe, można było coś odłożyć i myśleć o inwestycjach. Teraz jest ciężko, żeby odłożyć pieniądze, a tym bardziej bezpiecznie zaciągnąć kredyt – przyznaje pan Paweł.

Gospodarstwo na razie radzi sobie finansowo, ale margines bezpieczeństwa jest niewielki, dlatego małżeństwo chce rozwijać się stopniowo – najpierw przygotować budynki, później sprzedać część opasów i dopiero wtedy podjąć ostateczną decyzję o zakupie robota.

W gospodarstwie pozostało bowiem około 15 opasów, których sprzedaż może pomóc w zgromadzeniu środków na inwestycję.

Beata Dąbrowska

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
26. sierpień 2026 16:02