– Do tej pory przygotowywaliśmy dawkę TMR w zbyt małym jak na nasze stado paszowozie jednoślimakowym RMH o pojemności 10 m3. Często dochodziło do sytuacji, że był on przeładowany, pasza wylatywała z kosza zasypowego i całość nie była odpowiednio wymieszana. W nowym paszowozie nie ma takich sytuacji. Miesza szybciej, dokładniej, nie jest przeładowany. Struktura dawki jest bardzo dobra, krowy nie segregują paszy, a maszyna wygląda na bardzo solidną. Już samo to, że są dwa ślimaki powoduje zwiększenie szybkości mieszania i poprawę rozdrabniania pasz – przyznał Emil Kuźma.
Nowy paszowóz – mleko w górę
Teraz dawka TMR powstaje w dwuślimakowym pionowym wozie paszowym Alimamix Evolution o pojemności 14 m3 od polskiego producenta A-Lima-Bis ze Środy Wielkopolskiej, który hodowcy zakupili całkiem niedawno. Była to okazja, bo w poprzednim gospodarstwie paszowóz przepracował zaledwie 3 miesiące, a więc jest jak nowy.
– Dopiero po wdrożeniu dawki z nowego wozu paszowego zauważyliśmy, że przy starej maszynie było znacznie więcej niedojadów, krowy pobierały mniej paszy i sama zmiana paszowozu sprawiła, że wzrosła produkcja mleka o 150–200 litrów na odbiór, czyli na dwa dni – podkreśliła Izabela Kuźma.
W skład dawki TMR dla krów dojnych wchodzą takie pasze jak: kiszonka z kukurydzy, sianokiszonka, młóto browarniane, wysłodki buraczane, CCM, melasa, śruta zbożowa, poekstrakcyjne śruty sojowa i rzepakowa, dodatek mineralno-witaminowy oraz kreda pastewna. Jest to dawka wyliczona na dzienną produkcję 32 litrów mleka.
Treściwe zadane indywidualnie i precyzyjnie
Z paszowozu nie jest zadawana pełna dawka żywieniowa, bowiem większość pasz treściwych zadawana jest w indywidualnych, precyzyjnie wyliczonych dawkach wedle aktualnej wydajności konkretnej krowy. To dokarmianie odbywa się automatycznie za pomocą robota Pellon, poruszającego się po zawieszonej w oborze szynie. Krowy w szczycie laktacji otrzymują nawet 7 porcji dziennie paszy treściwej z tego robota.
– Dawki paszy treściwej nie tylko są precyzyjnie wyliczone, nie tylko zadawane są bez naszej pracy fizycznej, ale też zadawane są bardzo często w małych porcjach (1 kg), to wszystko zapobiega występowaniu chorób metabolicznych na czele z kwasicą żwacza. Ta metoda również stymuluje pobieranie paszy, co przyczynia się do zwiększenia wydajności krów – zaznaczył Emil Kuźma.
Co ciekawe, robot Pellon pracuje w tej oborze już 24 lata, od początku, czyli dłużej niż wspomniany wóz paszowy, jaki niedawno hodowcy wymienili. Zatem jest to sprzęt nie tylko eliminujący czynnik ludzki, poprawiający wyniki produkcyjne, ale też trwały, mogący pracować długie lata w trudnych warunkach oborowych.
Im wyższa wydajność, tym więcej bliźniaków
Precyzyjne żywienie skutkuje bardzo dobrymi wynikami w produkcji. Średnia wydajność laktacyjna w tym stadzie wynosi 12 500 kg mleka za 305 dni laktacji. To bardzo dobry wynik, ale ma też swoją cenę.
– Przy tak wysokich wydajnościach trzeba szczególnie dbać o krowy, które są w 5–6 laktacji, wymaga to stosowania specjalistycznych preparatów, jakie zakupujemy u lekarza weterynarii. Ponadto zauważyliśmy, że wraz ze wzrostem wydajności przybyło ciąż bliźniaczych. W poprzednim roku mieliśmy aż 21 porodów bliźniaczych. Taki poród jest korzystny tylko z pozoru, bo mamy więcej cieląt, ale krowa po takim porodzie znacznie dłużej dochodzi do siebie, co wydłuża czas wchodzenia w szczyt laktacji – powiedziała Izabela Kuźma.
Badania USG na cielność, jakie wykonują hodowcy przy współpracy z gabinetem weterynaryjnym Fernando, pozwalają nie tylko określić cielność, ale też ustalić, które krowy mają ciąże bliźniacze. Wtedy można odpowiednio je poprowadzić, nadzorować i przygotować do wycielenia. Daje to odpowiednią kontrolę nad stadem.
Hodowcy chętnie sięgają po nasienie seksowane, stosowane na wszystkich jałówkach oraz wybranych krowach. W doborze buhajów uwzględniają takie cechy jak: parametry mleka, wydajność mleczna oraz przede wszystkim nogi, płodność na córkach oraz jak najmniejszy inbred.
Żyto na ściółkę
Przeważnie rolnicy spasają zboże we własnym zakresie, co ma uzasadnienie ekonomiczne przy obecnych cenach zbóż. Jednak w poprzednim roku zasiali 7 ha żyta, którego ziarno sprzedali do młyna. Dlaczego zdecydowali się na uprawę żyta?
– Żyto weszło do struktury zasiewów ponieważ ścielimy słomą i potrzebujemy dużych ilości tej ściółki. Można powiedzieć, że ta żytnia słoma nas uratowała, bo coraz trudniej jest ją dokupić. W 2024 roku, kiedy nie mieliśmy tak dużo słomy jak teraz, to aż ¾ słomy musieliśmy dokupić i to po wysokich cenach. To znacznie podniosło nam koszty produkcji mleka. Uprawiamy żyto hybrydowe, które daje zarówno zadowalający plon słomy, jak i ziarna – wyjaśniła Izabela Kuźma.
Wysłodki podnoszą parametry
Zdaniem Izabeli i Emila Kuźmów przy krowach mlecznych najważniejsze są dwie uprawy: kukurydza oraz trawy i trzeba tak zadbać, aby nigdy nie zabrakło pasz objętościowych z traw i kukurydzy.
– Słomę i zboże zawsze można dokupić. Jednak jeśli byśmy dokupywali podstawowe pasze objętościowe, to produkcja mleka nie ma sensu ekonomicznego. Co innego młóto browarniane i wysłodki buraczane. Te warto dokupić, aby urozmaicić TMR, poprawić jego smakowitość, wilgotność i strukturę. Te pasze zawsze mają standardową, wyrównaną jakość i stałe parametry – przyznał Emil Kuźma.
– Młóto browarniane znacznie podnosi poziom białka w dawce TMR, natomiast wysłodki buraczane, jako bardziej pasza energetyczna, bardzo dobrze wpływają na poprawę parametrów mleka, jeśli chodzi o poziom tłuszczu i białka, co doświadczyliśmy na własnym przykładzie – dodała hodowczyni.
Zanim hodowcy wdrożyli wysłodki buraczane do dawki TMR, latem zawsze doświadczali spadku parametrów mleka, tłuszczu i białka, które mają wymierny wpływ na cenę uzyskiwaną w mleczarni. W poprzednim roku uchronili się przed tym i, jak twierdzą, w dużej mierze dzięki właśnie wysłodkom buraczanym. Obecnie średni poziom tłuszczu wynosi 4,3%, a białka 3,5–3,6%.
Andrzej Rutkowski
