W debacie „Fundamenty wydajności – jakość, żywienie i zdrowie krów w nowoczesnym gospodarstwie” udział wzięli: prof. Zygmunt Kowalski z Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie, Malwina Murawska z firmy Josera, Marek Kostrzewski z Limagrain oraz dr Ryszard Kujawiak i dr Bartosz Mendlewski z Sano.
Wydajna krowa może żyć długo – pod jednym warunkiem
Jednym z pierwszych poruszanych na debacie tematów była zależność między wydajnością mleczną a długością użytkowania krów. Eksperci byli zgodni co do tego, że wysoko wydajna krowa nie musi być krótkowieczna, jeśli zapewni się jej odpowiednie warunki utrzymania, żywienia i opieki. Hf-y są bowiem stworzone do produkcji dużych ilości mleka.
Prof. Zygmunt Kowalski podkreślał, że większa długowieczność krów utrzymywanych na pastwiskach (tak jak np. jest w Holandii) wynika prawdopodobnie przede wszystkim z dobrostanu. Ruch, świeże powietrze i bardziej naturalne warunki bytowania mogą ograniczać problemy zdrowotne, choć system pastwiskowy zwykle wiąże się z niższą wydajnością mleczną.
Obora, która odbiera stadu zdrowie i ogranicza produkcję
Ważnym elementem dobrostanu pozostaje także prawidłowo zaprojektowana obora. Eksperci wskazywali, że w polskich gospodarstwach wciąż występują rezerwy związane z konstrukcją budynków, jakością posadzek, długością stanowisk czy organizacją ruchu zwierząt. Tak więc, zapewnienie krowom swobodnego ruch i bezpiecznego podłoża, ograniczanie ryzyka urazów oraz kulawizn, odpowiednie pod względem długości i szerokości stanowiska, poprawa wentylacji i zapewnienie właściwego komfortu cieplnego w oborze, a także traktowanie dobrostanu jako elementu bezpośrednio wpływającego na wydajność i opłacalność – to najważniejsze zalecenia.
Najdroższe błędy zaczynają się przy zbiorze kiszonek
Dużo miejsca poświęcono jakości pasz objętościowych. Jak ocenili uczestnicy debaty, polscy hodowcy osiągnęli już wysoki poziom w produkcji kiszonki z kukurydzy. Coraz częściej korzystają ze specjalistycznego doradztwa, badań suchej masy i analiz wartości pokarmowej. Niestety – na co zwrócił uwagę profesor Kowalski – w naszym kraju wciąż trudno jest o fachowe doradztwo odnośnie dobrostanu zwierząt czy najlepszych dla danego gospodarstwa rozwiązań projektowych obory.
Marek Kostrzewski z firmy Limagrain zwracał uwagę, że o wartości kiszonki decyduje nie tylko wybór odmiany, lecz także termin zbioru, właściwe rozdrobnienie, zagęszczenie i zabezpieczenie pryzmy. W przypadku kukurydzy pomocne są również narzędzia cyfrowe i pomiary prowadzone bezpośrednio w gospodarstwie, którymi zespół Limagrain dysponuje.
Odmianę kukurydzy należy dobierać do warunków glebowych i klimatycznych regionu; długości okresu wegetacyjnego; potrzeb żywieniowych stada; oczekiwanej koncentracji energii lub ilości produkowanej paszy oraz technologii zbioru i możliwości gospodarstwa – zalecał Marek Kostrzewski, zachęcając jednocześnie, by przed podjęciem decyzji o zasiewie testować odmiany w warunkach konkretnego gospodarstwa, a następnie analizować ich rzeczywistą wartość pokarmową.
Sama kukurydza nie wystarczy. Te pasze wciąż są niedoceniane
Zdaniem Malwiny Murawskiej z firmy Josera, największe problemy dotyczą obecnie kiszonek z traw i lucerny. O ile w przypadku kiszonek z kukurydzy firmy nasienne oferują producentom mleka fachowe doradztwo odnośnie doboru odmian czy samego terminu zbioru, to w przypadku kiszonek z traw i lucerny już tak nie jest.
W chłodnych okresach – tak jak było to w tym sezonie – rolnicy często opóźniają pierwszy pokos, czekając na większą masę runi. W efekcie trawy stają się bardziej włókniste i mniej wartościowe pod względem pokarmowym.
– A zbyt późny zbiór zwiększa także ryzyko problemów z zakiszaniem. I nawet najlepsza technika zbioru i użycie najlepszego zakiszacza nie zapobiega sprężynowaniu traw, co zwiększa dostęp tlenu, a w paszy rozwijają się pleśnie. Tak więc, w przypadku użytków zielonych ważniejsza od maksymalizacji jednorazowego plonu powinna być jakość paszy i możliwość uzyskania kolejnych odrostów – podkreślała Malwina Murawska.
Podczas dyskusji zwrócono uwagę, że pojęcie „użytki zielone” nie powinno oznaczać przypadkowych roślin, lecz świadomie zaplanowaną uprawę. Pasze z użytków zielonych dostarczają włókna, wspierają prawidłową pracę żwacza i mogą obniżać koszt dawki. Sama kukurydza, nawet bardzo dobrej jakości, nie powinna być jedynym fundamentem żywienia. W dawce dla krów powinno znaleźć się miejsce zarówno dla kukurydzy, jak i dla traw czy lucerny, które mogą stanowić około 30–35 proc. suchej masy pasz objętościowych, zależnie od jakości surowców, wydajności stada i przyjętej strategii żywieniowej.
Koszenie rośliny w optymalnym terminie, a nie dopiero po uzyskaniu maksymalnej masy; dbałość o prawidłową fazę rozwojową roślin; kontrola zawartości suchej masy; ograniczanie zanieczyszczeń paszy ziemią; dokładne ugniatanie i szczelne zabezpieczenie pryzmy oraz regularne analizowanie kiszonek przed ułożeniem dawek pokarmowych – to najważniejsze zalecenia ekspertów debaty dotyczące traw i lucerny.
Maksymalnie wykorzystać areał
Zmienne warunki pogodowe sprawiają, że gospodarstwa muszą coraz bardziej elastycznie planować produkcję pasz. Jednym z omawianych rozwiązań było następstwo upraw, w którym po zbiorze mieszanki traw lub tzw. mieszanki gorzowskiej wysiewa się kukurydzę.
Taka strategia może zwiększyć produkcję paszy z jednostki powierzchni, ale wymaga odpowiednio wczesnego zbioru przedplonu; właściwego przygotowania gleby; doboru odmiany kukurydzy do skróconego okresu wegetacji; uwzględnienia ryzyka niepełnego wykształcenia kolby oraz oceny, czy ważniejsza będzie koncentracja skrobi, czy dodatkowa masa paszowa.
W niektórych warunkach możliwe jest również wykorzystanie odmian bardzo wczesnych. Nawet jeśli nie wytworzą pełnej kolby, mogą dostarczyć zielonej masy i częściowo zabezpieczyć bazę paszową.
Gdy brakuje pasz, trzeba szukać alternatyw
Prof. Zygmunt Kowalski zwrócił uwagę, że deficyt pasz objętościowych nie musi automatycznie oznaczać spadku produkcji mleka. Przykładem jest Izrael, gdzie przy ograniczonych zasobach pasz objętościowych ogromną rolę odgrywają produkty uboczne przemysłu rolno-spożywczego. Podobnie może być również w polskich gospodarstwach, w których większe znaczenie mogą mieć m.in.: wysłodki buraczane; produkty uboczne przemysłu spożywczego; odpowiednio przygotowana słoma; alternatywne źródła białka czy też przetworzone produkty uboczne, stosowane po analizie ich wartości pokarmowej i bezpieczeństwa.
– Słoma może być przydatnym składnikiem dawki, ale jej wartość zależy od jakości, przechowywania i ewentualnego uszlachetnienia. Sądzę, iż – tak jak dziś popularne staje się mocznikowanie i amoniakowanie ziarna – powinniśmy również pomyśleć, o uszlachetnianiu słomy, jednak nie powinna być traktowana jako sposób na zastąpienie dobrej jakości pasz objętościowych – mówił prof. Kowalski.
Dodatki paszowe nie uratują złej kiszonki
Dr Ryszard Kujawiak z Sano podkreślał, iż wciąż produkujemy za mało mleka w przeliczeniu na kilogram suchej masy dawki i – niestety – wciąż marnujemy ogromne ilości pasz objętościowych.
Z kolei dr Bartosz Mendlewski, również z firmy Sano, przestrzegał przed próbami „leczenia” złej jakości pasz za pomocą dodatków. Jeśli kiszonka jest spleśniała lub silnie zanieczyszczona, zastosowanie sorbentu nie rozwiązuje podstawowego problemu. Dodatek paszowy może wspierać zwierzęta w określonych sytuacjach, ale nie zastąpi: prawidłowego zbioru; właściwego zakiszania; dobrego zagęszczenia pryzmy; szczelnego przykrycia; usunięcia zepsutej paszy i regularnej kontroli jakości kiszonek – przekonywał ekspert.
Podawanie dodatku do mokrego TMR-u nie zawsze zapewnia jego równomierne rozprowadzenie. Dlatego decyzję o jego zastosowaniu należy podejmować na podstawie analizy problemu, a nie wyłącznie jako reakcji na pogorszenie wyników stada.
– W kwestii poprawy jakości pasz objętościowych mamy duże pole do popisu – podsumował dr Ryszard Kujawiak z Sano. – Chociażby stosując dobre zakiszacze i dokładając starań, by cały proces zakiszania przebiegał prawidłowo i sprawnie. To jest najtańszy sposób, by podnieść jakość pasz objętościowych i ich wykorzystanie. I to się dzieje, bo wspomniana słoma, której mamy coraz mniej, ale najczęściej jest już pod dachem, a nie na polu, gdzie gnije i pleśnieje i praktycznie nie nadaje się do żywienia.
Największa rezerwa w efektywności
Uczestnicy debaty byli zgodni, że polskie gospodarstwa nadal mają znaczne rezerwy produkcyjne. Dotyczą one przede wszystkim lepszego wykorzystania pasz, ograniczania strat i dokładniejszego bilansowania dawek. Ważne jest, aby oceniać nie tylko wydajność mleka od krowy, lecz także ilość mleka uzyskaną z kilograma suchej masy dawki; koszt produkcji litra mleka; zużycie pasz treściwych; zdrowotność i rozród krów; długość użytkowania zwierząt; poziom brakowania oraz straty powstające podczas zbioru i przechowywania pasz.
Na koniec debaty prof. Kowalski apelował, aby hodowcy rozpoczęli systematyczne liczenie kosztów. Dopiero ich rzeczywista znajomość pozwala podejmować racjonalne decyzje dotyczące wyboru odmian, zakupu pasz, stosowania dodatków i organizacji produkcji.
Debatę o żywieniu mlecznego stada poprzedziły interesujące prelekcje uczestniczących w niej ekspertów, do których systematycznie wracać będziemy na naszych łamach.
Beata Dąbrowska
