Organizowane przez nasze wydawnictwo Forum Mleko, na stałe wpisało się już w kalendarz branżowych spotkań. I chociaż zabrzmi to może nieskromnie, Forum to już marka sama w sobie, czego najlepszym potwierdzeniem jest zawsze wysoka frekwencja uczestniczących w nim hodowców. I tak też było w tym roku.
Jak w obecnych realiach rynkowych poprawić opłacalność produkcji mleka?
Jak w obecnych realiach rynkowych poprawić opłacalność produkcji mleka? – na pytanie szeroko odpowiadał prof. Zygmunt Kowalski z Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie, który przywołując słowa Winstona Churchilla: „Nigdy nie zmarnuj dobrego kryzysu”, uczulał, iż kryzys jest tym okresem, w którym jesteśmy zmuszeni i powinniśmy „spiąć” wszystkie elementy zarządzania gospodarstwem, a dobra analiza i wprowadzenie zmian może przynieść wiele trwałych korzyści.
– O zysku z produkcji mleka decydują nie tylko ceny skupu, ale również koszty. Zysk hodowcy to różnica pomiędzy ceną skupu a kosztami produkcji. O ile na cenę mleka mamy ograniczony wpływ, to już na koszty jego produkcji wpływ mamy olbrzymi. I to one powinny dziś być w centrum uwagi – mówił prof. Kowalski, przyznając, że bardzo niewielu hodowców systematycznie i rzetelnie te koszty liczy. Częściej słyszę: „za mało płacą za mleko”, znacznie rzadziej: „muszę przeanalizować swoje koszty”.
Żywienie bydła mlecznego jest kluczowe. Dlaczego?
Bo – jak poinformował ekspert – w produkcji mleka koszty żywienia stanowią około 55% wszystkich kosztów, a po doliczeniu kosztów remontu stada (uwzględniających też preparaty mlekozastępcze, startery itp.) – około 63%. To oznacza, że żywienie jest kategorią dominującą. Jeśli chcemy realnie wpłynąć na koszt produkcji litra mleka, musimy zacząć od żywienia.
– Metoda, którą gorąco państwu polecam jako podstawowy i pierwszy krok w liczeniu opłacalności, to IOFC – (Income Over Feed Cost), która określa ile zostaje hodowcy po odjęciu kosztów żywienia (i tylko żywienia). W praktyce IOFC = (cena za litr mleka × dzienna wydajność) – dzienny koszt żywienia jednej krowy.
Najlepiej prześledzić to na uproszczonym przykładzie:
- cena mleka: 2,00 zł/l,
- wydajność:
- 38 l/krowę/dzień,
- koszt żywienia krowy: 40 zł/dzień,
-
IOFC ≈ 38 × 2,00 – 40 = 36 zł/dzień.
Samo liczenie jest bardzo proste i można je zrealizować w prostym arkuszu Excel. Najtrudniejszym jednak, ale kluczowym elementem jest rzetelne policzenie kosztu dawki pokarmowej, zwłaszcza udziału pasz własnych (kiszonki z kukurydzy, traw itd.). Pasze kupowane (wysłodki, śruty, premiksy) mają ceny na fakturze. „Białą plamą” w kalkulacji jest brak dobrze policzonego kosztu kiszonek. W tej kwestii jest jednak praktyczne rozwiązanie – zamiast skomplikowanego wyliczania każdego składnika własnej paszy, można posłużyć się lokalnymi cenami rynkowymi (np. średnia cena kiszonki z kukurydzy w danym regionie) i wprowadzić je do arkusza.
– Pamiętajmy jednak, że nie wystarczy tylko patrzeć na koszt dawki, trzeba patrzeć na przychód ponad ten koszt, czyli IOFC – podkreślał prof. Zygmunt Kowalski.
Dodatki paszowe i tłuszcze w hodowli bydła – tylko z kalkulacją i sensem
Doświadczenie pokazuje, że bardzo często decyzje o stosowaniu dodatków paszowych podejmowane są emocjonalnie i bez sprawdzenia wpływu na IOFC. A to ogromny błąd – stwierdził prelegent i podał konkretny przykład:
- dodatek kosztuje 1,50 zł/dzień i daje wzrost zysku o 2,50 zł (1,50 zł zwrotu kosztu + 1,00 zł czystego zysku),
- inny dodatek kosztuje 0,50 zł/dzień i daje 0,60 zł zysku.
Ekonomicznie lepszy jest dodatek za 1,50 zł, bo przynosi większy zysk, mimo wyższej ceny. W praktyce jednak często rezygnuje się z droższej, skutecznej opcji tylko dlatego, że cena jednostkowa wydaje się zbyt wysoka, szczególnie gdy cena mleka spada. Takie decyzje są nieekonomiczne i niepoparte żadnym obliczeniem. I dlatego jak najbardziej warto stosować wskaźnik IOFC.
Podobnie jest ze stosowaniem tłuszczy paszowych. Na przykład tańszy tłuszcz C16:0 nie jest odpowiedni dla krów w okresie poporodowym. W tym okresie powinniśmy stosować przede wszystkim tłuszcze w postaci mydeł wapniowych i dodatki o udowodnionej skuteczności (np. chroniona cholina). Literatura naukowa pokazuje, że chroniona cholina daje przeciętnie około 1,5 kg mleka więcej. Jeśli tego efektu nie widać, oznacza to, że inne czynniki (zdrowotne, żywieniowe) ograniczają ten efekt, a nie że sama cholina „nie działa”. Tak więc IOFC pozwala sprawdzić, czy przy danej cenie mleka i danym koszcie dodatku, jego stosowanie zwiększa zysk, czy tylko podnosi koszt dawki, nie dając żadnych korzyści.
Jakość pasz objętościowych i ich straty a wpływ na produkcję mleka
Na opłacalność produkcji mleka ogromny wpływ ma jakość pasz objętościowych oraz ich marnotrawstwo. Przykładem mogą być tutaj zbyt długo pocięte kiszonki, które sprzyjają sortowaniu paszy przez krowy (np. niektóre warianty technologii shredlage) i powodują gorszą strawność i niższe wykorzystanie energii. Badania porównawcze pokazują, że: zła kiszonka z lucerny (16% białka) wykonana w drogiej technologii (np. baloty), może mieć koszt 1 kg białka wyższy niż białko ze śruty sojowej. To oznacza, że źle zrobiona, droga kiszonka jest droższym źródłem białka niż śruta sojowa, która powszechnie uchodzi za drogą. Do tego dochodzą straty paszy: uszkodzone baloty, źle zabezpieczone pryzmy, zabrudzenia, zagrzewanie, porozrywane folie. W wielu gospodarstwach skala tych strat wciąż jest ogromna.
Prewencja chorób metabolicznych
Kolejnym, kluczowym obszarem, na który zwrócił uwagę prof. Kowalski to choroby metaboliczne, takie jak: ketoza, hipokalcemia (w tym subkliniczna), przemieszczenia trawieńca i zapalenia macicy.
– Badania pokazują, że subkliniczna hipokalcemia dotyczy nawet około połowy krów w 3–5 laktacji. Schorzenia gołym okiem nie widać, ale jego koszty są bardzo wysokie i związane z gorszym pobraniem paszy, wyższym ryzykiem ketozy, przemieszczenia trawieńca oraz problemów z rozrodem. Szacunkowe koszty każdej z tych chorób wynoszą 1000–1500 zł/szt. i powinny być uwzględniane w obliczaniu opłacalności. Pamiętajmy zatem o fundamentalnej zasadzie, że profilaktyka zawsze jest tańsza niż leczenie, nawet jeśli na pierwszy rzut oka kosztuje (dodatki mineralne, sole anionowe, szczepienia, badania, analiza pasz). Rezygnowanie z soli anionowych, bo trwa kryzys, ze szczepień, bo są drogie czy monitoringu zdrowia okołoporodowego z ekonomicznego punktu widzenia jest błędne i prowadzi do jeszcze wyższych kosztów pośrednich – przestrzegał ekspert.
Remont stada krów i wiek pierwszego wycielenia
Remont stada to około 20% kosztów produkcji mleka, który – niestety – nie jest należycie doceniany. Stąd też, jak najbardziej ekonomiczne jest wczesne krycie jałówek (zgodnie z parametrami wzrostu, a nie tylko wiekiem), dążenie do optymalnego wieku pierwszego wycielenia, aby szybciej rozpocząć okres produkcyjny, zmniejszyć koszty nieprodukcyjnego odchowu, mieć zdrowsze zwierzęta w pierwszej laktacji (mniej problemów metabolicznych, lepsze pobranie paszy, wyższą wydajność). Pamiętajmy też, że: krowa realnie zaczyna na siebie zarabiać dopiero od 3–4 miesiąca drugiej laktacji. Im później doprowadzimy jałówkę do tego punktu, tym większy koszt ponosimy.
Intensywne żywienie i wydajność krów – czy się opłaca?
– Wielu hodowców obawia się wysokich wydajności, wiążąc je automatycznie z większą liczbą chorób. To jest błędne uproszczenie – zaznaczył prof. Kowalski. Każda krowa, niezależnie od tego, czy daje 20 czy 50 l mleka, ma takie samo zapotrzebowanie bytowe (utrzymanie organizmu przy życiu), różni się jedynie ilością energii i składników odżywczych przeznaczonych na produkcję mleka.Udział zapotrzebowania bytowego przy 20 l mleka jest procentowo znacznie wyższy niż przy 50 l, co oznacza, że krowy wysokowydajne efektywniej wykorzystują każdy kilogram paszy.
Dlatego, jeśli ceny mleka spadają, logicznym kierunkiem nie jest zejście z wydajności, lecz jej podniesienie przy kontroli kosztów żywienia – właśnie w oparciu o IOFC.
Rozród krów a opłacalność produkcji
Przyjmuje się, że każdy dzień powyżej 110. dnia laktacji, kiedy krowa jest niezacielona, powoduje około 30 zł straty dziennie. Jeśli średni okres międzywycieleniowy wynosi w kraju 440 dni i odejmiemy od niego 275 dni ciąży, otrzymujemy ok. 165 tzw. dni „otwartych”. 165 – 110 = 55 dni x 30 zł ≈ 1500 zł straty na krowę.
To są realne, policzalne kwoty, które powinny być elementem kalkulacji kosztów, dlatego naszym celem powinno być utrzymywanie średniej liczby dni w laktacji na poziomie nieprzekraczającym 170 dni dla całego stada, a nie „ciągnięcie” wielu krów w późnej laktacji z niską wydajnością – to kolejne praktyczne zalecenie naszego eksperta.
Mądre brakowanie w stadzie krów mlecznych
Brakowanie jest naturalnym elementem zarządzania stadem, ale nie każde brakowanie jest sobie równe. Jako przykład prof. Kowalski podał dwa gospodarstwa: jedno z brakowaniem na poziomie 30%, drugie – 34,5%. Na pierwszy rzut oka lepiej wygląda 30%, jednak po analizie struktury brakowania może się okazać, że w gospodarstwie z 30-procentowym udziałem brakowania jest więcej sztuk eliminowanych do 60. dnia laktacji, co oznacza, że tracimy inwestycję zanim krowa zdążyła się spłacić. W obecnych warunkach, przy wysokiej cenie opasa i w sytuacji niedoboru pasz objętościowych, mądre, planowe brakowanie powinno polegać na: pozostawianiu w stadzie krów rokujących wysoką wydajność i zdrowotność, eliminowaniu sztuk słabych, często chorych, w końcu laktacji. Najgorszym scenariuszem jest wypadnięcie ze stada pierwiastki lub krowy na początku laktacji – nie zdążyła zwrócić kosztów odchowu, a już generuje stratę.
Hodowla bydła mlecznego - na czym nie oszczędzać?
A na czym nigdy nie można oszczędzać? Zdaniem prof. Kowalskiego, z punktu widzenia opłacalności i skutków, nigdy nie powinniśmy oszczędzać na odchowie młodzieży: tańszych, słabej jakości preparatach mlekozastępczych, na ograniczaniu jakości pasz starterowych, mieszankach mineralno-witaminowych przed porodem, prewencji hipokalcemii, solach anionowych czy dodatkach mineralnych dla sztuk zasuszonych i preparatach wiążących mykotoksyny.
– Często słyszymy, że największe koszty w oborze stanowią wizyty lekarzy weterynarii. Dlaczego? Bo wystawiają nam faktury z konkretnymi kwotami do zapłacenia. W strukturze kosztów weterynaria to zwykle ok. 1% kosztów produkcji mleka. Nikt natomiast nie wystawia faktury za: bałagan w oborze, pęknięte, zniszczone baloty, źle zrobioną kiszonkę, źle przeprowadzony odchów jałówek, zaniedbaną prewencję chorób metabolicznych, nieprawidłowy rozród czy odkładanie decyzji o brakowaniu. A to są najdroższe błędy – ponieważ nie są nigdzie nazwane i zafakturowane, dlatego łatwo je bagatelizujemy. A to one w największym stopniu decydują o opłacalności – podkreślił na koniec prof. Kowalski.
Na łamach naszego tygodnika systematycznie będziemy wracać do poruszanych na Forum Mleko tematów. Bo w dobie spadającej opłacalności produkcji mleka wiedza i konkretne rozwiązania wydają się być bezcenne.
Beata Dąbrowska
