Rolnik dowiedział się o uruchomieniu pożyczki na sfinansowanie nieuregulowanych zobowiązań cywilnoprawnych podjętych w związku z prowadzeniem działalności rolniczej (pożyczka NP4) z naszego „Tygodnika”. Niezwłocznie pojechał do miejscowego ODR, żeby wypełnić wniosek. To atrakcyjna forma pomocy. Spłaca się ją do 15 lat, a oprocentowanie pożyczki wynosi 2% w skali roku. Dopłata do oprocentowania jest zaliczana do pomocy de minimis w rolnictwie.
Nabór na pożyczki trwał zaledwie dwa tygodnie
– Pożyczka była faktycznie atrakcyjna, ale jak się okazało w ODR, złożenie wniosku nie bylo takie proste. Instrukcje, jak należy to zrobić, nie były czytelne. Pytaliśmy w oddziale powiatowym Agencji, ale też mieli wątpliwości, a wniosek trzeba było złożyć szybko – pieniądze miały być wypłacane według kolejności złożenia dokumentów. Nabór uruchomiono w piątek, w poniedziałek mój wniosek był już w ARiMR. Wnioski były przyjmowane zaledwie dwa tygodnie, do końca października. W grudniu otrzymałem z Agencji wezwanie do złożenia wyjaśnień i uzupełnienia braków – relacjonuje pan Wojciech.
Rolnik nie zwlekał z odpowiedzią. Uzupełnił braki w wymaganym siedmiodniowym terminie.
– Dokumentując spadek dochodowości w 2025 roku, uwzględniłem koszty poniesione już od sierpnia 2024 roku, a nie tylko te za 2025. Było to dla mnie logiczne, bo przecież materiał siewny musiałem kupić wcześniej, poniosłem też koszty zasiewu oraz inne związane z jesienną pielęgnacją. Bo co mają nawozy, które zakupiłem jesienią 2025 roku, do rzepaku, który zebrałem latem? – komentuje nasz rozmówca.
Koszty z 2024 r. nie wpływają na wynik finansowy w 2025 r.
Niestety takie podejście nie spodobało się Agencji. Już w siódmym dniu od złożenia uzupełnień Szczęsny otrzymał pismo, że jego wniosek został rozpatrzony negatywnie. W uzasadnieniu podano, że podczas weryfikacji ustalono, że poniesione koszty w roku 2024 nie mogą być ujęte w rozliczeniu za rok 2025. Na tej podstawie Agencja stwierdziła, że w gospodarstwie rolnym naszego rozmówcy w 2025 roku nie powstały straty. W związku z powyższym odmówiła udzielenia pożyczki.
– Urzędnicy próbowali mnie przekonać, że moje rozumowanie jest błędne i to nie ma znaczenia, czy wezmę pod uwagę koszty z 2024 czy 2025 roku, ponieważ skoro co roku struktura zasiewów jest podobna, ponoszę podobne koszty produkcji. Tłumaczyłem im, że w 2024 roku siałem materiał hybrydowy, a w ubiegłym postawiłem na odmiany populacyjne, których materiał siewny jest dużo tańszy – przekonuje Szczęsny.
Rolnik odwołał się od decyzji Agencji. Do odwołania złożonego 30 grudnia załączył wypełnione zestawienie przychodów i kosztów za 2025 rok, z których jasno wynika, że poniósł straty. Zwrócił się też z prośbą o ponowne rozpatrzenie jego wniosku.
4 lutego otrzymał odpowiedź Wielkopolskiego Oddziału Regionalnego ARiMR w Poznaniu, że Agencja nie ma podstaw prawnych do ponownego rozpatrzenia wniosku. W piśmie zaznaczono, że sugestia Szczęsnego dotycząca wykazania kosztów i przychodów w ramach roku gospodarczego zostanie przekazana do centrali ARiMR, ale wymagałoby to zmiany przepisu, według którego udzielana jest pomoc, a to leży w gestii Rady Ministrów. Rolnika poinformowano także, że możliwość podpisania umowy o pożyczkę wygasła z końcem roku.
Ten nabór nie był dobrze przygotowany
Andrzej Przepióra z zespołu ekonomicznego Wielkopolskiej Izby Rolniczej twierdzi, że powstały problem wynika z niejasnej instrukcji do wniosku odnoszącej się do wykazania przez rolnika strat. W instrukcji wskazano, że rolnik powinien udokumentować straty spowodowane spadkiem cen produktów rolnych w roku złożenia wniosku o udzielenie pożyczki lub w roku poprzedzającym rok złożenia tego wniosku.
– Czytając te wskazówki, rolnik mógł zrozumieć je dwojako: albo że chodzi o lata kalendarzowe, albo o obrotowe. Nie było szczegółowej instrukcji, jak należy do tego podejść. W wezwaniu do uzupełnienia Szczęsny otrzymał do wypełnienia tabelki, tj. zestawienie dokumentów potwierdzających przychody i koszty produkcji rolniczej, ale również bez instrukcji. Tych tabelek nie było na stronie internetowej Agencji, gdzie znajdowały się dokumenty dotyczące tej pomocy. Tabelki nie były oficjalnym załącznikiem do wniosku. Mając na uwadze ogólnie przyjęte procedury przy składaniu wniosków, Agencja, domagając się od rolnika na etapie wezwania do wyjaśnień nowego dokumentu, powinna dać wnioskującemu szansę na skorygowanie błędów popełnionych podczas jego wypełnienia, jeśli takie stwierdzi – podkreśla Przepióra.
W jego ocenie, patrząc pod kątem finansowym, czyli w tym przypadku udokumentowania poniesienia straty, w rolnictwie, w którym mamy do czynienia z sezonowością, lepiej jest brać rok obrotowy niż kalendarzowy.
Szczęsny użył argumentów wskazanych m.in. przez doradcę z WIR, odwołując się od decyzji ARiMR w kwestii przyznania pożyczki. Liczył na przychylne załatwienie sprawy.
– Firmy, którym zalegam z zapłatą, wyszły mi naprzeciw – czekały do rozpatrzenia wniosku. Liczyliśmy, że otrzymam pożyczkę i będzie po problemie. Nie wiem, jak to teraz dalej będzie – martwi się nasz rozmówca.
Posłuchałem Kowalczyka i mam za swoje
Wojciech Szczęsny kontynuuje prowadzenie gospodarstwa po dziadku. Przejęty po nim areał powiększył kilkakrotnie do 167 ha. Jest rolnikiem z powołania, kocha swoją pracę. Jest laureatem wielu olimpiad i konkursów rolniczych. Swoje płody rolne sprzedaje lokalnym firmom handlowym, pszenżyto i żyto z ubiegłorocznych żniw wyjechało przez port za granicę.
Sytuacja finansowa, w której się znalazł, nie wynika bynajmniej z braku gospodarności. Wpłynęła na nią sytuacja na rynku zbóż i rzepaku, na którą nie miał wpływu. Jest jedną z wielu ofiar ministra rolnictwa Henryka Kowalczyka, który w 2022 roku przekonywał rolników, aby nie sprzedawali zbóż i rzepaku, ponieważ ceny wzrosną, a skup będzie gwarantowany. Minister chciał w ten sposób ustabilizować rynek po napływie tańszego zboża z Ukrainy.
– Nigdy nie zostawiałem rzepaku. Zawsze sprzedawałem, można powiedzieć, bezpośrednio po zbiorach, ale wtedy posłuchałem ministra. Ta decyzja sporo mnie kosztowała. Ze względu na spadek cen zbóż i rzepaku oraz wzrost kosztów produkcji trudno mi teraz wyjść na swoje. Ceny drastycznie spadły a ponadto w ostatnich latach jest też duży problem z realizacją umów sprzedaży. Czas, w jakim zboże i rzepak są odbierane z gospodarstwa przez nabywców, a pieniądze wpływają na konto, mocno się wydłuża. Kiedyś nie było z tym problemu. Dzwoniłem, a samochody po towar przyjeżdżały w ciągu kilku dni. Zabierały towar, a pieniądze był na koncie prawie od razu – komentuje rolnik.
Przeczytaj także: Tylko 100 rolników w całej Polsce dostało pożyczki z ARiMR. Reszta odpadła
Nowy nabór będzie poprawiony, ale co z tego
Temat pożyczek na spłatę zobowiązań cywilnoprawnych podejmowaliśmy już na naszych łamach w numerze 4. „Tygodnika”. Agencja zapowiedziała po naszym apelu analizę zasad programu i możliwe korekty w przyszłości. O tym, że zasady naboru były problematyczne, dowiedziało się także ministerstwo rolnictwa. Ma uwzględnić uwagi przy naborze zaplanowanym na początek 2026 roku.
Odpowiadając na odwołanie Wojciechowi Szczęsnemu, Agencja zachęciła go, aby przygotował się na tegoroczny nabór. Ponadto, skoro napisano rolnikowi, że możliwość podpisania umowy pożyczki wygasła z końcem 2025 r., można przyjąć, że nie zakładano ścieżki odwoławczej. On jednak oczekiwał czegoś innego, ponieważ losy jego gospodarstwa ważą się tu i teraz. Potrzebuje pomocy na wczoraj. Rolnik rozważa skierowanie sprawy do sądu.
O pożyczkę NP4 w ubiegłorocznym naborze ubiegało się 724 rolników. Agencja zaznaczyła, że budżet (30 mln zł) pozwolił na przyznanie jedynie 105 pożyczek.
Magdalena Szymańska
