Rolnicy ostrożnie podchodzą do zakupów nawozów na zapas, choć obecna sytuacja przemawia za tym, aby zaopatrzyć się choć w część nawozów pod wiosenne zasiewyMagdalena Szymańska
StoryEditorRynek nawozów

Nawozy mogą drożeć aż do 2028 roku. Analitycy ostrzegają rolników

21.09.2026., 17:00h

Nie ma dobrych wieści dla rolników. Nie tylko krajowi analitycy, ale także ci, którzy patrzą na rynek globalnie, zwracają uwagę na rosnące ryzyko podwyżek cen nawozów w ostatnich miesiącach bieżącego roku. Niektórzy zapowiadają, że drożyzna na rynku nawozów utrzyma się nawet do 2028 roku. Wszystko za sprawą wzrostu cen gazu, ale nie tylko.

W ciągu ostatnich 3 miesięcy notowania gazu na holenderskiej giełdzie TTF wzrosły o ponad 50%, dochodząc do 81 euro za MWh. Na sytuację wpływają trwające napięcia geopolityczne w rejonie Zatoki Perskiej oraz uzupełnianie zapasów gazu przez państwa Unii Europejskiej przed sezonem grzewczym.

Bliski Wschód w normalnych warunkach dostarcza rocznie ponad 60 mln ton nawozów i surowców, z czego 45 mln ton wysyła się przez cieśninę Ormuz. Z tego regionu pochodzi 50% światowego handlu siarką i ponad 30% światowego eksportu mocznika, co sprawia, że ​​towary te są szczególnie podatne na zakłócenia w dostawach.

Zakłócenia produkcji i dostaw

Amerykańscy analitycy, powołując się na analizę CoBanku, amerykańskiego banku spółdzielczego specjalizującego się w finansowaniu rolnictwa, wskazują, że wzrost cen nawozów w 2022 roku, będący następstwem wojny na Ukrainie, wymusił przetasowania w przepływie produktów nawozowych.

Obecny konflikt na Bliskim Wschodzie doprowadził do szkód i przestojów. Ponowne uruchomienie produkcji będzie wymagało znacznego czasu i zasobów – długo po zakończeniu wojny. Szacuje się, że konflikt dotknął bezpośrednio 31 zakładów produkujących amoniak na Bliskim Wschodzie. Część z nich całkowicie wstrzymała produkcję. Ponadto 49 zakładów w Indiach, Pakistanie i Bangladeszu ograniczyło produkcję lub zostało zamkniętych z powodu braku surowców. Dodatkowo co najmniej 20 zakładów w Rosji zostało uszkodzonych na skutek ukraińskich ataków dronów, co jeszcze bardziej pogłębiło globalne problemy z zaopatrzeniem.

– Konflikt na Bliskim Wschodzie i ograniczone dostawy sprawią, że ceny nawozów mogą pozostać powyżej poziomu sprzed eskalacji konfliktu aż do 2028 roku i dłużej – powiedziała Jacqui Fatka, ekonomistka ds. zaopatrzenia rolnictwa i biopaliw w CoBank.

W jej ocenie ostatecznie ożywienie rynku zależeć będzie od stabilizacji sytuacji na Bliskim Wschodzie, niższych cen siarki i zmian w globalnym popycie.

Pod koniec roku będzie gorzej?

Arkadiusz Zalewski z IERiGŻ zauważa, że choć ceny mocznika na światowym rynku pozostają niższe niż wiosną, od końca czerwca wzrosły o ponad 20%, osiągając poziom około 440 dolarów za tonę.

W ocenie Zalewskiego w najbliższych tygodniach wahania cen nawozów azotowych na krajowym rynku mogą pozostać stosunkowo niewielkie. Ryzyko wyraźniejszych podwyżek będzie jednak wzrastało w listopadzie i grudniu.

Szczególne znaczenie ma bardzo silne ograniczenie importu nawozów azotowych spoza Unii Europejskiej. Według danych Komisji Europejskiej w okresie od stycznia do lipca 2026 roku do Polski sprowadzono 88,9 tys. ton nawozów azotowych, podczas gdy rok wcześniej było to rekordowe 898,3 tys. ton. Oznacza to spadek importu o około 90% rok do roku.

Niedobór nawozów fosforowych

Presja wzrostowa utrzymuje się także na rynku nawozów fosforowych. W tym przypadku wzrost cen związany jest przede wszystkim z ograniczoną podażą na rynku światowym oraz wysokimi cenami siarki wykorzystywanej w procesie przetwarzania minerałów fosforowych.

Od początku wojny USA z Iranem występuje również niedobór produkcji siarki na Bliskim Wschodzie. Co więcej, Chiny wstrzymają eksport kwasu siarkowego do końca roku. W rezultacie podaż nawozów NPK i fosforowych jest obecnie mniejsza niż w latach ubiegłych. Analitycy CoBanku wskazują, że już przed wojną globalne dostawy fosforanów były ograniczone, a rosnące koszty siarki i amoniaku dodatkowo ograniczyły produkcję. Amoniak i siarka to dwa największe zmienne składniki kosztów produkcji fosforanów, a trzech z dziesięciu największych eksporterów amoniaku na świecie działa w państwach położonych w rejonie cieśniny Ormuz.

Alternatywy nie pokryją braków

Obecna sytuacja prowadzi również do rozwoju alternatywnych szlaków handlowych dla nawozów na rynku globalnym – Egipt i Algieria dostarczają granulowany mocznik w większym niż dotychczas zakresie. Głównym odbiorcą tych afrykańskich produktów są Indie. Niemniej jednak, ta podaż nie jest w stanie zrekompensować niedoboru z Bliskiego Wschodu – co najwyżej może go uzupełnić.

Oprócz fundamentalnego niedoboru nawozów, w niektórych krajach Unii Europejskiej, m.in. w Niemczech na Renie, wystąpiły poważne problemy z żeglugą śródlądową. Duzi handlarze produktami rolnymi, którzy transportują znaczne ilości nawozów rzekami, odczuwają skutki tego wąskiego gardła, co zakłóca łańcuchy dostaw do regionalnych magazynów. Przejście na transport kolejowy nie zawsze jest realnym rozwiązaniem z powodu przeciążenia kolei, a transport drogowy jest bardzo drogi.

Na początku września poziom zapasów nawozów azotowych w niemieckim sektorze rolnym był bardzo niski. Szacunki wskazywały, że zabezpieczono od 10 do 30% potrzeb, podczas gdy zazwyczaj o tej porze roku jest to około 40–45%. Tamtejsi rolnicy, podobnie jak nasi, wahają się przed zakupem nawozów, ponieważ ryzyko ekonomiczne jest zbyt wysokie. Przedstawiciele niemieckiego sektora nawozowego ostrzegają, że jeśli rolnicy będą nadal wstrzymywać się z zakupami, to z kolei doprowadzi do dalszego wzrostu cen.

image
Andrzej Remisiewicz
FOTO: Archiwum

Rolnicy i dystrybutorzy chcą gwarancji ceny. Bez niej boją się kupować

Andrzej Remisiewicz, TRANS-ROL

– Na podlaskim rynku, silnie zdominowanym przez gospodarstwa specjalizujące się w produkcji mleka, rolnicy kupują obecnie nawozy głównie na bieżące potrzeby. Tylko około 10–15% rolników zdecydowało się wcześniej na zakup nawozów azotowych. Zachęcaliśmy do rozłożenia zakupów w czasie, aby uniknąć sytuacji, w której nawozów zabraknie wczesną wiosną, kiedy dodatkowym problemem mogą być logistyka i dostępność towaru. Niewielu rolników skorzystało jednak z tej możliwości. W ciągu zaledwie dwóch tygodni cena saletry wzrosła z około 1700 zł netto za tonę do około 1900 zł netto. Różnica rzędu 200 zł na tonie powoduje frustrację wśród rolników, którzy wcześniej wahali się z zakupami, i dziś żałują, że nie zdecydowali się kupić nawozu po niższej cenie. Część z nich, widząc nowe ceny, ponownie rezygnuje z zakupów.

Aktualne ceny wynikają z konieczności zamawiania pełnych dostaw nawozów bezpośrednio w Grupie Azoty. Jednocześnie niewielkie ilości znajdujące się jeszcze w magazynach punktów handlowych są sprzedawane po wcześniejszych cenach, obowiązujących przed sierpniową zmianą cennika. Oznacza to, że na rynku funkcjonują jeszcze ograniczone ilości tańszego nawozu, ale ich dostępność szybko się zmniejsza.

Istotnym zjawiskiem jest obecnie kierowanie przez punkty sprzedażowe polskiej saletry na Litwę. Oznacza to odwrócenie wcześ­niejszej sytuacji: jeszcze niedawno krajowe firmy handlowe sprowadzały saletrę z Litwy, ponieważ była tańsza, natomiast obecnie polski produkt jest na tyle konkurencyjny lub poszukiwany, że płynie w przeciwnym kierunku.

Z jednej strony eksport jest korzystny, ponieważ pozwala zagospodarować produkcję i ogranicza ryzyko nadwyżki na krajowym rynku. Z drugiej strony istnieje ryzyko, że z kraju zacznie wyjeżdżać zbyt duża, trudna do kontrolowania ilość nawozów, co może negatywnie wpłynąć na krajową dostępność i ceny.

Jednocześnie polscy producenci nawozów w czerwcu i lipcu zachęcali do zakupu, lecz trudna do przewidzenia koniunktura na globalnym rynku nie pozwalała przewidzieć przyszłego rozwoju sytuacji. W takich uwarunkowaniach dystrybutorzy nie są w stanie udzielić rolnikom jednoznacznych wskazówek dotyczących momentu zakupu. Przez ponad 30 lat naszej działalności takie doradztwo było istotną częścią relacji z rolnikami.

Rynek nawozowy zaczął ostatnio intensywniej ostrzegać przed dalszymi podwyżkami, jednak rolnicy i dystrybutorzy pamiętają wcześniejsze doświadczenia z trudną do przewidzenia sytuacją na rynku nawozów, kiedy to z powodu kryzysu energetycznego i surowcowego ceny nawozów gwałtownie się zmieniały. Szczególnie ważny jest przykład z lat 2022 i 2023. Wówczas dystrybutorzy, chcąc współpracować lojalnie z producentami i pomóc im uwolnić zapasy magazynowe, decydowali się już w listopadzie i w grudniu na odbiór całych pociągów nawozów. Tymczasem w lutym ceny nawozów gwałtownie spadły. To doświadczenie jest jednym z głównych powodów obecnej ostrożności wszystkich stron zainteresowanych zakupem.

Obecna ostrożność rolników jest dodatkowo uzasadniona sytuacją dochodową. W poprzednich latach, gdy dochody były wyższe, rolnicy mogli pozwolić sobie na większe ryzyko związane z zakupem nawozów po niepewnych cenach.

Przyznaję, że przewidywanie rynku jest obecnie wyjątkowo trudne ze względu na wojnę i różnego rodzaju napięcia geopolityczne, ale nie można jednocześnie oczekiwać, że rolnicy i dystrybutorzy będą bezwarunkowo kupować duże ilości nawozów.

Powtarzające się w ostatnich latach skoki cen nauczyły uczestników rynku, że decyzja o dużym zakupie nawozu może bardzo szybko okazać się niekorzystna, jeżeli sytuacja cenowa zmieni się w przeciwnym kierunku. Wahania na rynku surowców do produkcji nawozów, i co za tym idzie na rynku nawozowym, od kilku sezonów pokazują, że nie jest możliwe przewidzenie kierunku zmian cen. W związku z tym zachęcam do przeanalizowania zapotrzebowania i możliwości zakupowych oraz podjęcia decyzji w oparciu o aktualnie dostępne informacje i własną ocenę sytuacji rynkowej.

Grupa Azoty obserwuje rynek gazu

Na zagrożenia związane z cenami gazu wskazuje również Grupa Azoty. W oficjalnym stanowisku spółka podkreśla, że europejski rynek nawozowy pozostaje pod presją wysokich i zmiennych cen tego surowca.

– Europejski rynek nawozów pozostaje pod presją wysokich i zmiennych cen gazu, który jest kluczowym surowcem w produkcji amoniaku i nawozów azotowych. Obecna sytuacja na rynku gazu pokazuje, że presja ta może utrzymywać się również w kolejnych miesiącach – mówi Marcin Celejewski, prezes zarządu Grupy Azoty.

Według spółki część europejskich producentów już ogranicza lub rozważa ograniczenie produkcji amoniaku, gdyż wysokie koszty gazu powodują, że produkcja przestaje być wystarczająco rentowna.

– Ograniczanie produkcji nawozów w Europie nie oznacza bowiem spadku zapotrzebowania na te produkty. Przeciwnie – w dłuższej perspektywie może prowadzić do zmniejszenia podaży z europejskich źródeł i większego uzależnienia rynku od importu – zaznacza Celejewski.

Grupa Azoty nie zapowiedziała ani podwyżek cen nawozów, ani ograniczenia własnej produkcji. Spółka deklaruje, że wykorzystuje obecnie dostępne zdolności produkcyjne i obserwuje sytuację na rynku gazu.

Czekanie może być ryzykowne

Grzegorz Struzik, menedżer rynku w Departamencie Handlu Nawozami Grupy Azoty, ostrzega, że próg 75 euro/MWh na holenderskim TTF jest sygnałem ostrzegawczym dla całego sektora nawozowego.

– Obecne poziomy cenowe nawozów są nadal atrakcyjne w porównaniu z ryzykiem, jakie niesie ze sobą rynkowa niepewność w kolejnych miesiącach. Czekanie na ruchy cenowe w ciemno wiąże się z dużym ryzykiem zakupu droższych produktów w szczycie sezonu – ocenia.

Struzik wskazuje przy tym na stopniowe zabezpieczanie potrzebnych ilości nawozów oraz dywersyfikację źródeł zakupów jako sposób ograniczania ryzyka.

Część rolników, nie tylko w Polsce, zamiast gwałtownie ograniczać zużycie nawozów, coraz większą wagę przywiązuje do badania gleby, technologii zmiennego dawkowania oraz precyzyjnego zarządzania składnikami pokarmowymi. Wybierają także tańsze alternatywy. Wszystko po to, aby utrzymać plony. Pojawia się jednak pytanie, jak długo można ograniczać nawożenie bez ryzyka obniżenia plonów.

Magdalena Szymańska

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
21. wrzesień 2026 17:02