Krajewski: "Polskie rolnictwo musi być konkurencyjne"
Podczas konferencji dyskutowano m.in. o polityce Unii Europejskiej w zakresie liberalizacji handlu artykułami spożywczymi, produkcji funkcjonalnych wyrobów mlecznych, niekonwencjonalnych zastosowaniach laktoferyny oraz sztucznej inteligencji w branży mleczarskiej. Obrady prowadzili: prof. Zygmunt Zander, Wiktor Kolbowicz, prezes kliniki „Pod Tężniami”, prof. Fabian Dajnowiec oraz Paweł Centkowski, członek zarządu kliniki.
Stefan Krajewski, minister rolnictwa, który przybył na konferencję, zabierając głos, zwrócił uwagę, że w ostatnim czasie bardzo dużo mówimy o bezpieczeństwie militarnym i energetycznym.
– Jak mówimy o pieniądzach na bezpieczeństwo militarne, każdy poseł i senator to rozumie i mówi, że trzeba dodatkowych funduszy. Jeśli mówimy o wydatkach na bezpieczeństwo energetyczne, też wszyscy mówią, że potrzebna jest elektrownia jądrowa, energetyka rozproszona, inwestycja w sieci. Ale kiedy wskazałem, żebyśmy jako państwo mieli wpływ na przynajmniej jedną sieć handlową, na to, żebyśmy w razie trudnej sytuacji mogli reagować, żeby nie opierało się to na spekulacjach, tylko na zarządzaniu państwem, to pojawiło się wiele głosów wątpiących. A przecież jedną decyzją można wpłynąć na to, żeby przygotować i wspomóc to bezpieczeństwo. I tak też powinno się dziać, bo polskie rolnictwo musi być konkurencyjne, ale musi też być odporne na kryzysy.
Produkcja mleka w Polsce stale rośnie
Zdaniem ministra, dzisiaj w wielu obszarach, gdzie mamy kryzysy, pewnie byłoby dobrym rozwiązaniem gdybyśmy działali bardziej zjednoczeni. Była taka nadzieja, że jak powstaną grupy producenckie, rolnicy będą wspólnie produkować, kupować, sprzedawać. Nie poszło to tak, jak sobie na początku zakładaliśmy. Było już 1400 grup producenckich, dzisiaj mamy ich około 700. To jak się zorganizowali rolnicy na zachodzie Europy, daje im przewagi. Zarabia się na każdym etapie produkcji, sprzedaży i pieniądze płyną przez spółdzielnie do właścicieli. Według Krajewskiego, w Polsce mamy spółdzielnie mleczarskie mądrze zarządzane, te które rozwijają się przez lata i dbają o swoich dostawców i widać tego efekty. Produkcja mleka stale rośnie. W 2024 roku było to 15,6 mln ton. W 2025 roku te dane za miesiące od stycznia do września pokazują kolejny wzrost produkcji. Około 30% produkcji jest eksportowane, a głównymi odbiorcami są Niemcy, Czechy czy Niderlandy, ale też zwiększamy eksport do krajów trzecich.
Trudny czas dla wielu mleczarni
Wartość eksportu produktów mleczarskich w 2024 roku wyniosła 3,6 mld euro i dalej rośnie. Mamy ciągle dodatni bilans, jeśli chodzi o eksport (ponad 19 mld euro). Ale też otwieramy się na kraje trzecie, na Azję, tam gdzie jest potencjał, ale słyszymy coraz częściej o nakładanych cłach, chociażby przez Chiny i to są dla nas, zdaniem ministra Krajewskiego, poważne wyzwania.
– Pamiętamy wejście Polski do Unii Europejskiej. Też dużo eurosceptyków mówiło, że to będzie koniec polskiego rolnictwa. A przecież przez te 20 lat wartość eksportu wzrosła 10-krotnie. Musimy jednak tym wszystkim mądrze zarządzać. Dla mniejszych zakładów, wielu mleczarni, jest dzisiaj bardzo trudny czas. I z tego zdajemy sobie sprawę. No oczywiście ceny produktów mlecznych w Unii Europejskiej spadają. I to się przekłada na niższe ceny mleka w skupie. W związku z tą trudną sytuacją w grudniu, na posiedzeniu rady ministrów ds. rolnictwa Unii zgłosiłem potrzebę urealnienia cen skupu interwencyjnego. Bo to jest niezmienione od roku 2007–2008. Ale ten głos został poparty tylko przez Belgię i Portugalię. 23 grudnia ponowiłem swoją uwagę do komisarza Hansena o urealnienie cen w skupie interwencyjnym.
Rolnicy widzą zagrożenie w umowie z Mercosur
Jak mówił minister Krajewski, dużo mówi się o umowie pomiędzy Unią Europejską a krajami Mercosur. Na mój wniosek i wniosek minister rolnictwa Francji 7 stycznia spotykamy się w Brukseli (wystąpienie ministra odbyło się 4 stycznia) z komisarzem Hansenem, z komisarzem Sevkovicem po to, żeby jeszcze porozmawiać z krajami, które prezentowały podobne stanowisko jak Polska, czyli „nie” dla umowy z krajami Mercosur. To jest oficjalne stanowisko polskiego rządu, które ani przez chwilę się nie zmieniło. Ale patrząc na to, że to rozstrzygnięcie też może być 27 do 1, musimy myśleć o tym, jak zabezpieczyć interes polskich rolników i przetwórców, jeżeli nie będzie mniejszości blokującej.
Po ministrze Krajewskim głos zabrał Piotr Kandyba, poseł Koalicji Obywatelskiej związany z mleczarstwem.
– Patrząc na wasze twarze, przeszła mi cała moja historia przed oczami. Począwszy od Wrześni i szkoły mleczarskiej. Jest tutaj Fabian Dajnowiec, profesor Zander i profesor Babuchowski. To jest ta moja historia. Pomagali mi bardzo często. Po zakończeniu studiów zaczęła się praca: Tetrapak, APV, GEA. Później była firma Edwarda Kołka. Pamiętam jak dzisiaj, kiedy zacząłem w APV, to prezes Sapiński dał mi szansę remontu proszkowni. Co do dzisiaj pamiętam i naprawdę szczerze dziękuję – mówił Kandyba. – Było mnóstwo serowni, mnóstwo jogurtowni i innych inwestycji. Kiedy wchodziliśmy do Unii Europejskiej wielu mówiło, to co tutaj minister Krajewski wspomniał, że to koniec polskiego rolnictwa i koniec polskiego mleczarstwa. Zobaczcie co się stało. Szczególnie w mleczarstwie.
I tu wielkie ukłony dla was, dla rolników, dla przetwórców, dla tych, którzy też stanowią ogromną wartość, czyli ludzi techniki, technologii. Pokonaliśmy te problemy. To my jesteśmy dzisiaj tak naprawdę jednym z liderów Europy i nie tylko Europy.
Zauważcie proszę co byłoby, gdybyśmy polską markę, nie tylko rywalizację między nami, ale polską markę propagowali za granicą. Ja od wielu, wielu lat mówiłem o tym, że nie należy rozpraszać funduszy promocji żywności. Zamiast jeździć po całych Chinach, zainwestować w jednym miejscu, na przykład Szanghaju. Dlaczego dzisiaj się boimy Mercosuru? Bo nie mamy własnej marki. Bo gdybyśmy zainwestowali parę lat temu właśnie te fundusze w San Paulo na przykład, w polską markę, to mielibyśmy dzisiaj rezultat.
Polskie mleczarstwo i polskie rolnictwo
Na koniec Piotr Kandyba przedstawił perspektywę, człowieka, który 25 lat przepracował w korporacjach. Mówił, że kiedy były zagrożenia i problemy, to pojawiały się też szanse i możliwości.
– I o to was wszystkich proszę, żebyśmy zawsze myśleli o polskim mleczarstwie, o polskim rolnictwie i o naszym kraju. Bo przecież tworzymy to dla przyszłych pokoleń.
Ryszard Bober, senator pochodzący z województwa kujawsko-pomorskiego oraz producent mleka, zwrócił uwagę na to, że od wejścia do Unii Europejskiej produkujemy więcej żywności. Jednocześnie ubywa konsumentów i spada spożycie wewnętrzne.
– Musimy budować patriotyzm konsumencki tu lokalnie, jak również szukać rynków zbytu w krajach trzecich. Bez tego polskie rolnictwo nie będzie mogło się rozwijać, bo produkcja w tej branży na magazyn nic nie znaczy. Oczywiście musimy mieć wsparcie w promocji. I to jest robione przez KOWR, bezpośrednio przez ministerstwo i Krajowy Związek Spółdzielni Mleczarskich. Dziękuję za tę ostatnią inicjatywę, że promujecie mleko wśród naszych konsumentów. O tym, jak skomplikowane są relacje przetwórców z sieciami handlowymi, nie muszę nikogo przekonywać. Musimy podjąć zdecydowaną interwencję przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Mam prośbę do mleczarzy, żebyście wnieśli oficjalne zażalenie do UOKiK-u, który będzie miał podstawę do podjęcia działań – zachęcał senator Ryszard Bober.
Pieniądze dla mleczarstwa
Odnosząc się do kolejnej perspektywy finansowej w UE, która rozpocznie się od 2028 r. Bober podkreślił, że muszą się w niej znaleźć pieniądze dla rozwoju mleczarstwa. Kolejny istotny element to wsparcie polskiej nauki. Mówiąc o sytuacji rynkowej wskazał na wzrost produkcji mleka u kluczowych producentów oraz perspektywy, że poprawa na rynku nastąpi w trzecim kwartale 2026 r. Podkreślił też szkodliwość umowy z Mercosur dla polskiego rolnictwa, zwrócił uwagę na brak równowagi w handlu ze Stanami Zjednoczonymi, które do nas mogą eksportować bez ceł, a my do nich z cłami 15-procentowymi.
Jan Krzysztof Ardanowski, poseł i przewodniczący Rady ds. Rolnictwa i Obszarów Wiejskich przy Prezydencie Rzeczypospolitej Polskiej, który mówił o liberalizacji handlu artykułami spożywczymi, na początku wystąpienia zwrócił uwagę, że jest pewnie najczęściej występującym na Euromleczu przedstawicielem świata polityki. – Dla mnie to ważne, bo klinika „Pod Tężniami” jest miejscem szczególnym, to w dużej mierze dziecko dyrektora Wiktora Kolbowicza i trzeba mu okazać wdzięczność i szacunek za to. Dobrze, że polscy mleczarze mają jedną z najlepszych w Polsce klinik, sanatorium, gdzie mogą dbać o to, co jest najcenniejsze, czyli o zdrowie.
Ardanowski: "Trzeba być realistą i wyciągać wnioski"
Ardanowski stwierdził też, że w dyskusji podczas konferencji przewija się wątek czy być optymistą, czy pesymistą. Jego zdaniem, to jest źle postawione pytanie. Trzeba być realistą i wyciągać wnioski z tego, co się wokół nas dzieje, bo nie jesteśmy samotną wyspą.
– Zostałem poproszony przez prezydenta Nawrockiego o to, by kierować Radą ds. Rolnictwa i Obszarów Wiejskich przy prezydencie. Dla mnie jest to ogromny zaszczyt, bo jest to trzeci prezydent po śp. Lechu Kaczyńskim i Andrzeju Dudzie, który chce z moich kompetencji i wiedzy korzystać. Mogę zadeklarować wsparcie ze strony prezydenta. Choć jestem raczej pesymistą, jeżeli chodzi o ocenę przyszłości rolnictwa takiego, jakie mamy w Europie. To nie dotyczy tylko polskiego rolnictwa. Tego rolnictwa opartego na gospodarstwach rodzinnych. Bo jeżeli byśmy upatrywali ratunku tylko w powiększaniu gospodarstwa i skali produkcji, to najbardziej optymalne jest rolnictwo na Ukrainie. Czy do tego chcemy doprowadzić? Chyba nie. Powinniśmy patrzeć na procesy, które zachodzą w rolnictwie w sposób wolny od emocji, choć trudno jest czasami pozbyć się emocji. Sytuacja rolnictwa europejskiego jest najtrudniejsza chyba w całej jego historii. Z jednej strony mamy ogromne inwestycje, jakie zostały poniesione, ogromne środki, które od rozpoczęcia procesu integracji Europy Zachodniej włożono w rozwój rolnictwa. I te działania, w które również polskie rolnictwo, w szczególności polskie mleczarstwo, było włączone, sprawiły, że Europa ma najlepsze rolnictwo na świecie. Tylko, że doszliśmy do pewnej ściany. Te działania, które podejmowaliśmy, modernizacyjne, innowacyjne, związane z powiększaniem gospodarstw, z ograniczaniem kosztów, organizacją pracy, już nie wystarczają. I dlatego jestem pesymistą. Bo jeżeli tylko od tego by zależało, to byśmy sobie poradzili.
W Polsce mamy 6 mln szt. bydła, w Brazylii 200 mln szt.
– Wobec koncentracji rolnictwa słychać kpiny z tego rolnika, który miał kilka sztuk bydła. Tylko, że on miał jeszcze parę innych kierunków produkcji w gospodarstwie i w sytuacjach trudnych przetrwał. A dziś ten, który zadłużył się, zainwestował miliony, a takie są nowoczesne gospodarstwa mleczne, w przypadku załamania rynku pierwszy będzie bankrutem. Żeby się nie okazało, że ci ludzie będą mieli uzasadnione poczucie krzywdy, bo będą pierwszymi, którzy nie wytrzymają globalnego wyścigu, który się na naszych oczach toczy. Jesteśmy dumni z naszego mleczarstwa, tylko że mamy nieco ponad 6 milionów sztuk bydła. W Brazylii, która będzie miała preferencyjne zasady dostępu do rynku europejskiego, jest ponad 200 mln sztuk bydła. W Chinach również powyżej 100 mln, w Ameryce około 100 mln. Jak spojrzymy na te giganty, które rozpychają się na świecie, to nasze 6 mln sztuk wielkiego wrażenia nie robi – kontynuował Ardanowski. – Myślę więc, że musimy szukać naszego rozwiązania narodowego. Nie tylko oglądać się na Unię Europejską, gdzie gra interesów powoduje, że rolnictwo europejskie jest składane na ołtarzu korzyści innych sektorów. Przecież nie jest żadną tajemnicą, wszyscy o tym słyszeli zapewne wielokrotnie, że umowa z Ameryką Południową ma uratować przemysł Europy Zachodniej, w szczególności niemiecki. Kanclerz Merz na ostatnim posiedzeniu Rady Europejskiej wprost powiedział, że jak nie będzie umowy z Mercosur, to gospodarka niemiecka nie wyjdzie z recesji, tylko jeszcze się pogłębi i Niemcy ograniczą swoje wpłaty do budżetu Unii Europejskiej. Umowa Mercosur przyspieszyła, kiedy pojawiła się recesja w Niemczech. Rozmowy toczyły się już od dwudziestu paru lat. To wszystko przyspieszyło, kiedy tryby niemieckiego przemysłu zaczęły się zacinać.
Chińczyk kupi, ale pod warunkiem rozwoju w Polsce
Jan Krzysztof Ardanowski uważa również, że na naszych oczach zmienia się geografia eksportu. Przede wszystkim transport stał się łatwy i tani. Kiedyś żywność była szczególnie cenna, ponieważ nie było możliwości przerzutu jej na wielkie odległości. Te rejony świata, które mają korzystne warunki dla rozwoju rolnictwa, dużo korzystniejsze niż Europa, stały się ogromnymi eksporterami.
– Miałem kiedyś okazję rozmawiać z doradcą premiera Chin. Powiedział on wprost: „My możemy od was wszystko kupić, ale warunek jest jeden – rozwój inwestycji chińskich w Polsce, chińskie zakłady przetwórcze w Polsce, rynek hurtowy pod Warszawą na zasadach eksterytorialnych. Jak się na to zgodzicie, to my będziemy od was brali” – wspominał były minister rolnictwa.
Zdaniem Ardanowskiego, wszyscy, którzy upatrują wielkich możliwości eksportu do Chin, powinni wiedzieć, że w Chinach wszystko jest prostą polityką państwa chińskiego. Nie ma relacji ekonomicznych wolnych od polityki. Komitet Centralny Komunistycznej Partii Chin decyduje o wszystkim. Jak ktoś tego nie rozumie i buduje jakąś swoją teorię ekspansji do Chin, to chyba nie bardzo rozumie, jak to państwo funkcjonuje.
– My musimy być przygotowani na zderzenie ze ścianą, bo boję się, że niestety umowa Mercosur będzie przyjęta. A jeśli pieniądze ze Wspólnej Polityki Rolnej znajdą się w jednym worku z polityką spójności i dojdzie do tego, że rolnicy będą musieli walczyć o środki dla rolnictwa z potrzebami innych grup społecznych, to nie ma żadnej pewności, że środki do tej pory rolnicze będą w sposób bezproblemowy transferowane do rolnictwa.
Mleczarstwo czekają duże zmiany?
Odnosząc się do sytuacji w mleczarstwie Ardanowski stwierdził, że czekają nas duże zmiany, które już się rozpoczęły: przejmowanie mniejszych spółdzielni przez te większe. Niektórzy upatrują w tym jedynego ratunku.
– Ja mam zdanie odrębne, bo inną rolę pełnią małe spółdzielnie na rynku lokalnym. One nie mają żadnych zdolności eksportowych i nie taka jest ich rola, a inne powinny być działania związane z ekspansją eksportową. Kiedyś minister Sawicki, tu akurat uważam, że miał rację, wspominał o tym, żeby polski sektor mleczarski stworzył platformy sprzedażowe, żeby nie było konkurowania między sobą. To konkurowanie jest może jeszcze zrozumiałe na rynku lokalnym, powiatu lub województwa, ale na rynkach globalnych to nie ma znaczenia. I tam rywalizowanie między sobą jest czymś absolutnie głupim – twierdził Ardanowski. – Jakie są realne propozycje uwzględniające możliwości państwa i przepisy mocno komplikujące rozwój rolnictwa? Jakoś nie wybrzmiało na temat ustawy o zdrowiu zwierząt, gdzie powiatowy lekarz weterynarii, nie mając żadnej możliwości odwołania od jego decyzji, może nakładać kilkudziesięciotysięczne kary, na przykład za to, że kiszonka w silosie jest odkryta. Jakoś to nie wybrzmiało, że powiatowi lekarze weterynarii otrzymali uprawnienia, jakich nigdy nie mieli. Ale ja bym oczekiwał, żeby właśnie ze środowiska mleczarskiego wyszedł jasny sygnał i analiza, i to jest rola Krajowego Związku Spółdzielni Mleczarskich, jakie działania trzeba wprowadzić w Polsce i do jakich działań przekonywać polityków różnych partii politycznych, którzy w Polsce rządzą?
Paweł Kuroczycki
