Długoterminowy spadek podaży mleka w UE
Analitycy, jak chociażby ci z RaboResearch, prognozują, że w kwestii spadków produkcji mleka w długim terminie nie zmieni się nic w stosunku do poprzednich prognoz, pomimo obecnego wzrostu. Europejska pula mleka spadnie o około 5% do 2035 roku względem poziomu z 2025 roku, co oznaczałoby epokową zmianę zaczynającą się od dynamicznego wzrostu do stopniowego i trwałego kurczenia się podaży surowca. Często podkreśla się jednocześnie, że nie musi to być zła wiadomość. W tej układance Polska akurat może należeć do wygranych, bo w przeciwieństwie do wielu krajów Europy Zachodniej w każdym scenariuszu ma utrzymać dodatnią dynamikę produkcji.
Tło historyczne: boom produkcyjny i jego konsekwencje
Istotne jest tu szersze tło. W latach 2013–2020 UE przeżyła wyraźny wzrost produkcji mleka z 135 mld kg do 153 mld kg rocznie, czyli o 13% w ciągu 7 lat. Ten wzrost przeciążył moce przetwórcze, a ceny mleka przerzutowego w "dołkach‘‘ potrafiły spadać nawet poniżej 0,17 euro/litr. Dziś UE notuje jeszcze wzrost (ok. 0,7% r/r), ale jest on wyraźnie słabszy niż w USA, Brazylii, Argentynie czy Nowej Zelandii, a w tle narasta presja kosztowa i regulacyjna.
Presja regulacyjna: środowisko, emisje i dobrostan
Najmocniej uderzają w produkcję czynniki w obszarach środowiskowym i demograficznym. W UE obowiązuje m.in. limit 170 kg azotu z obornika na hektar, a derogacje (odstępstwa) wygasają kolejno w Danii, Holandii i Irlandii, która prawdopodobnie otrzyma przedłużenie do końca 2028 roku. Do tego dochodzą wciąż aktualne cele redukcji emisji wraz z instrumentami krajowymi. Przykładowo, Dania wprowadza podatek od emisji w hodowli zwierząt w 2030 roku startując od stawki 16 euro/t CO₂ (ok. 100 euro/krowę rocznie) do 40 euro/t CO₂ do 2035 roku (ok. 250 euro/krowę), co odpowiada kosztowi niemal 1 eurocenta/litr (4 gr) na starcie i nawet 2,4 eurocenta/litr (10 gr) w 2035 roku. Jednocześnie Dania przeznacza 5,8 mld euro na wykupy gruntów pod lasy i siedliska przyrodnicze, Niemcy 1 mld euro na odtwarzanie torfowisk, a Holandia 3,1 mld euro na programy wykupu gospodarstw. U Holendrów już 446 gospodarstw (3% ogółu) przyjęło ową ofertę, a w niektórych regionach udział przekracza nawet 10% z realnym wpływem na podaż mleka już od 2026 roku. Obszar dobrostanu zwierząt też podnosi koszty. Propozycje zmian mają m.in. ograniczać transport cieląt, a planowane ograniczenia zwiększą koszty utrzymania młodych sztuk w gospodarstwie. Komisja Europejska szacuje, że regulacje dobrostanowe dodają średnio 1,4 eurocenta/litr do kosztu wytworzenia mleka.
Demografia – największe wyzwanie dla produkcji mleka
Wymienione zmiany to jednak i tak nic w porównaniu do obszaru związanego z demografią. Udział rolników w wieku ponad 65 lat w UE wzrósł z 28% w 2010 do około 35% w 2025 roku, co hamuje inwestycje i sukcesję. W Europie Wschodniej problem pogłębia depopulacja wsi, gdzie dobrym przykładem jest Bułgaria, która straciła 16% ludności wiejskiej od 2000 roku.
Nawiązując jednak do sedna analiz to, skoro Zachód będzie ograniczany przez gęstość obsady, regulacje i koszty, a południe Europy dodatkowo przez klimat i starzenie, Europa potrzebować będzie nowych "stabilizatorów podaży". Prognozy największych spadków do 2035 roku obejmować mają głównie:
-
Niemcy (–3,3 mld kg),
-
Francję (–3,0 mld kg),
-
Holandię (–2,7 mld kg),
-
Włochy (–1,6 mld kg)
-
Belgię (–0,8 mld kg).
W tych samych scenariuszach udział Polski w produkcji nadal rośnie. W latach 2025–2030 prognozuje się wzrost o 1,2 mld kg, a do 2035 roku łącznie 2,7 mld kg, przy średniorocznym tempie 1,6%. Mniejszy, lecz również dodatni trend mogą wykazywać również Czechy (0,4 mld kg do 2035 roku).
Kurcząca się nadwyżka eksportowa UE
Jest to istotne, ponieważ wszystko wskazuje na to, że UE pozostanie samowystarczalna, ale nadwyżka eksportowa będzie się kurczyć. Przy samowystarczalności na poziomie 114% i stabilnej konsumpcji wewnętrznej, nadwyżka eksportowa spada w tym scenariuszu o około 40%, czyli z 14% do 9%. W teorii oznacza to ostrzejszą konkurencję o surowiec oraz większą wartość litra mleka. Z kolei Polska jako rynek rosnący może stać się dla przetwórców tym, czym w minionej dekadzie była część jej regionów, czyli obszarem, gdzie opłaca się lokować moce produkcyjne.
Wydajność zamiast pogłowia
Istotne jest, że ten optymistyczny scenariusz dla Polski nie polega na wyścigu na pogłowie krów, tylko na lepszym wykorzystaniu potencjału produktywności. Często podkreśla się, że w UE bardziej opłaca się ograniczać liczbę krów i zwiększać wydajność na sztukę. W krajach o najniższych wydajnościach (np. Rumunia i Bułgaria) średnie są poniżej 3500 kg/krowę, podczas gdy większość państw UE przekracza 6000 kg, a Dania dochodzi do 10 500 kg/krowę. Równie ważne są działania po stronie przetwórstwa, bo to ono będzie "organizować" przyszłą podaż. W realiach kurczącej się podaży w Europie Zachodniej Polska może wykorzystać te trendy na swoją korzyść, ale też przyciągać i rozwijać inwestycje, rozwijać produkty o wysokiej wartości dodanej i stać się jednym z kluczowych miejsc, gdzie bilansował się będzie europejski surowiec.
Polska jako przyszły filar europejskiego mleczarstwa
Wbrew obecnym problemom wnioski w dłuższej perspektywie, czyli chociażby na wspomniane lata 2025–2035 są więc budujące. Unia jako całość ma mniej mleka i wprowadza jeszcze kolejne ograniczenia jego produkcji, ale wyjątkowo Polska ma realną przestrzeń, aby jeszcze rosnąć. Wzrost o 2,7 mld kg w dekadę, przy jednoczesnych spadkach rzędu 2–3 mld kg u największych zachodnich producentów, wręcz przesuwa środek ciężkości europejskiego mleczarstwa w stronę Europy Środkowej. Jeśli utrzymane zostanie tempo modernizacji i poprawa wydajności Polska może wejść w następną dekadę nie jako "unijny dostawca uzupełniający", lecz jako jeden z głównych filarów ciągłości produkcji surowca w Unii Europejskiej.
Artur Puławski
