Ameryka Południowa nie jest mleczarską pustką
To, że region liczy setki milionów konsumentów wcale nie musi oznaczać ich nagłego zwrotu ku produktom z Europy. Dla europejskich mleczarni owszem jest to swego rodzaju naturalna szansa eksportowa. Niemniej w praktyce jednak droga na południowoamerykańskie rynki jest ograniczana przez cła, kontyngenty, procedury sanitarne, zatwierdzanie zakładów, wymagania dokumentacyjne, jak również silną konkurencję lokalną. Streszczając, Ameryka Południowa nie jest mleczarską pustką.
Unia Europejska jako mleczarski potentat
Unia Europejska jest jednym z największych producentów mleka na świecie. Roczna produkcja mleka surowego w UE wynosi około 150 mln ton, a wspólnotowy sektor mleczarski jest szczególnie mocny w produktach przetworzonych. W ostatnich latach UE eksportowała poza Wspólnotę ponad 1,4 mln ton serów rocznie, około 800 tysięcy ton odtłuszczonego mleka w proszku, ponad 240 tysięcy ton masła i blisko 180 tysięcy ton pełnego mleka w proszku. Oznacza to, że europejskie mleczarstwo ma zarówno skalę, jak i doświadczenie w handlu międzynarodowym. Ameryka Południowa nie jest jednak rynkiem, który można zdobyć wyłącznie jakością i renomą.
Cła i kontyngenty nadal ograniczają handel
Najważniejszą barierą są nadal cła, które w wielu przypadkach obowiązują ponad ustalone kontyngenty. W krajach Mercosuru, czyli w Brazylii, Argentynie, Urugwaju i Paragwaju, stawki na wybrane produkty mleczarskie pozostają wysokie. Dla serów i mleka w proszku wynoszą około 28%, a dla żywności dla niemowląt około 18%. Przy takiej skali obciążenia europejski produkt poza kontyngentem już na starcie traci część przewagi konkurencyjnej. Nawet jeśli ser z Francji, Holandii, Niemiec czy Polski ma wysoką jakość, to po doliczeniu cła, kosztów transportu, odprawy, chłodni i marży dystrybutora, staje się produktem wyraźnie droższym od miejscowej oferty. Duże nadzieje wiązane są z umową UE–Mercosur, która ma ułatwić handel między blokami. W części mleczarskiej nie oznacza ona jednak pełnego otwarcia rynku. Przewidziano w niej preferencyjne kontyngenty: 30 tys. ton dla serów, 10 tys. ton dla mleka w proszku i 5 tys. ton żywności dla niemowląt. Cła mają być znoszone stopniowo, przez okres 10 lat. To ważny krok, ale z punktu widzenia branży jest to raczej kontrolowane uchylenie drzwi niż szerokie otwarcie bram. Po wykorzystaniu kontyngentu, jak wspomniano, eksporterzy ponownie zderzają się ze standardowymi stawkami celnymi.
Brazylia – największy rynek, ale trudny partner
Największym rynkiem w regionie pozostaje Brazylia. To kraj o ogromnym potencjale konsumpcyjnym (ponad 200 mln mieszkańców), ale też bardzo wymagający administracyjnie. Dane pokazują, że w okresie od stycznia do listopada 2025 r. Brazylia sprowadziła z Unii Europejskiej 1613 ton sera. Dla porównania import sera z Argentyny wyniósł w tym samym czasie 40 347 ton, a z Urugwaju 4800 ton. Różnica jest wymowna. W handlu mleczarskim Brazylia opiera się przede wszystkim na dostawcach regionalnych, którzy korzystają z bliskości geograficznej, niższych kosztów transportu i mocniejszych powiązań handlowych w ramach regionu. Podobnie wygląda sytuacja w przypadku proszków mlecznych. W okresie styczeń–sierpień 2025 r. brazylijski import odtłuszczonego mleka w proszku wyniósł 30,6 tys. ton i był o 12% wyższy niż rok wcześniej. Import pełnego mleka w proszku osiągnął 86,3 tys. ton, ale spadł o 10,8% rok do roku. Popyt więc istnieje, lecz jest zmienny i silnie zależny od cen światowych, kursów walut oraz podaży mleka w Ameryce Południowej.
Wymogi sanitarne i logistyka jako kluczowe bariery
Oprócz ceł kluczową barierą są wymogi sanitarne i weterynaryjne. Eksport do Brazylii wymaga m.in. uznania systemu nadzoru sanitarnego kraju eksportera, zatwierdzenia zakładów, spełnienia wymagań zdrowotnych, przygotowania właściwych świadectw weterynaryjnych i zgodności z lokalnymi przepisami dotyczącymi bezpieczeństwa żywności. W praktyce oznacza to, że mleczarnia działająca legalnie w UE nie może automatycznie rozpocząć wysyłki do odbiorcy w Ameryce Południowej. Najpierw musi przejść przez ścieżkę formalną, która bywa czasochłonna i kosztowna. Znaczenie mają także etykietowanie, skład produktu, nazewnictwo, termin przydatności i sposób pakowania. Szczególnie trudny jest eksport produktów krótkoterminowych, takich jak sery świeże, jogurty czy desery mleczne. Długi dystans, konieczność utrzymania łańcucha chłodniczego i ryzyko opóźnień w odprawie celnej sprawiają, że w praktyce większe szanse mają produkty trwalsze, jak sery dojrzewające, mleko w proszku, serwatka, masło, koncentraty białek mleka oraz składniki dla przemysłu
spożywczego.
Silna konkurencja lokalna
Ameryka Południowa jest też rynkiem konkurencyjnym. Argentyna i Urugwaj mają rozwinięty sektor mleczarski, a i Brazylia jest dużym producentem mleka. W produktach masowych przewagę często daje cena, bliskość dostawcy i prostsza logistyka. Unia Europejska może natomiast budować pozycję w segmentach, w których liczy się jakość, marka, powtarzalność i specjalizacja. Dotyczy to serów premium, produktów z oznaczeniami geograficznymi, składników mlecznych dla przemysłu, żywności dla niemowląt oraz produktów funkcjonalnych. To nie jest rynek dla przypadkowego eksportu, lecz dla dobrze skrojonej pod region oferty, której znaczna część producentów nie jest w stanie przedstawić.
Szansa, ale nie łatwa droga
Dla polskich i europejskich mleczarni najważniejszy wniosek płynący z zawartej umowy można podsumować: Ameryka Południowa może być kierunkiem rozwoju, ale wymaga cierpliwości, kapitału i partnerów znających lokalne realia. Jak na razie trzeba nadal uwzględniać wysokie cła, kontyngenty, wymagania weterynaryjne, certyfikację zakładów, koszty logistyki i zmienność popytu. Umowa UE–Mercosur owszem może poprawić warunki dostępu do rynku, ale nie ma co liczyć na to, że rozwiąże wszystkie problemy związane chociażby z wysoką obecnie podażą mleka. Nie ma co się spodziewać, że eksport produktów mleczarskich do tego regionu będzie łatwą sprzedażą nadwyżek. W handlu mlekiem z krajem na drugim końcu świata nie wygrywa ten, kto tylko potrafi wyprodukować dobry ser czy proszek mleczny. Wygrywa ten, kto potrafi przejść przez cło, certyfikat, kontrolę, port i lokalną konkurencję i nadal dostarczyć produkt w cenie, jakości i terminie, których oczekuje rynek. W tym obszarze, aż tak dużo się nie zmieniło.
Artur Puławski
