Tuczniki przestały tanieć, ale rolnicy nadal dokładają
Sytuacja na rynku trzody chlewnej pozostaje bardzo trudna. Choć po serii obniżek ceny tuczników w Polsce i Europie ustabilizowały się, hodowcy nadal sprzedają zwierzęta poniżej kosztów produkcji. Jak wynika z najnowszej kalkulacji Wielkopolskiej Izby Rolniczej, strata na jednym tuczniku może sięgać nawet 355 zł. Dodatkowym problemem są wydłużające się terminy odbioru świń przez zakłady mięsne.
Strata sięga nawet 355 zł na sztuce
Z najnowszej analizy Wielkopolskiej Izby Rolniczej wynika, że tucz świń w cyklu otwartym nadal pozostaje głęboko nieopłacalny. W zależności od przyjętego modelu produkcji hodowcy tracą obecnie około 278 zł na sztuce przy wykorzystaniu zbóż z zakupu oraz blisko 355 zł na sztuce przy uwzględnieniu zbóż własnych.
To więcej niż miesiąc wcześniej. W kwietniu strata wynosiła odpowiednio około 235 zł i 305 zł na sztuce. Oznacza to, że sytuacja ekonomiczna producentów świń nadal się pogarsza.
Ceny świń przestały spadać, ale odbicia nie widać
Jak ocenia Aleksander Dargiewicz z POLPIG, po wcześniejszych spadkach rynek wszedł w fazę stabilizacji.
- Tydzień 22 przyniósł stabilizację cen w UE i Polsce po wcześniejszych spadkach, jednak bez wyraźnych impulsów wzrostowych – rynek pozostaje słaby krótkoterminowo, z potencjałem poprawy dopiero w dalszej części roku przy ograniczonej podaży żywca w gorących letnich miesiącach - podkreśla.
Ekspert zwraca uwagę, że ceny w większości krajów UE zatrzymały się na niezmienionym poziomie, ale nadal są wyraźnie niższe niż przed rokiem. Także w Polsce spadki zostały zahamowane, jednak stawki pozostają niskie.
- Większość zakładów utrzymało stawki bez zmian w przedziale 5,80-6,10 zł/kg w klasie E. Oznacza to zatrzymanie trendu spadkowego, ale brak sygnałów odbicia - zaznacza Dargiewicz.
Jak dodaje, Polska nadal pozostaje mniej konkurencyjna cenowo od rynku niemieckiego, a dodatkowo odczuwa skutki słabego popytu i importu mięsa.
Tuczniki czekają na odbiór nawet dwa tygodnie
Zdaniem Bartosza Czarniaka z Polsusu największym problemem dla hodowców nie są dziś nawet ceny, ale coraz dłuższe terminy odbioru zwierząt.
- Jednakże największym problemem nie jest sama cena, a termin odbioru tuczników. Często zdarza się, że zwierzęta czekają na odbiór nawet 2 tygodnie i więcej - zaznacza.
Jak wyjaśnia ekspert, zakłady mięsne ograniczają uboje do minimum, ponieważ sprzedaż mięsa pozostaje słaba.
- Zakłady ograniczają uboje do absolutnego minimum, jedynie takiego który pozwoli zachować ciągłość linii technologicznych - wyjaśnia Czarniak.
Według niego magazyny są pełne mięsa, które sprzedaje się wolno i po niskich cenach. Dlatego ubojnie nie chcą zwiększać produkcji, a skutki tej sytuacji ponoszą hodowcy.
Niemcy stabilni, ale bez szans na szybkie podwyżki
Także Magdalena Szymańska z „Tygodnika Poradnika Rolniczego” ocenia, że spadki wyhamowały, ale nie daje jeszcze powodów do optymizmu.
- Na rynku żywca wieprzowego i wołowego poprzedni tydzień upłynął pod kątem wyhamowania spadków cen - podkreśla.
Ekspertka zwraca uwagę, że różnica między cenami w Polsce i Niemczech nadal wynosi około 60-70 groszy na kilogramie.
- U nas bowiem za klasę zakłady płacą nie więcej niż 6,2 zł/kg a Niemcy czwarty tydzień z rzędu utrzymują cenę na poziomie 1,6 euro/kg w klasie E, tj. około 6,8 zł - wylicza.
Jej zdaniem w najbliższych dniach trudno liczyć na poprawę sytuacji.
- Doświadczeni handlowcy sugerują, że jakakolwiek poprawa, jeśli już, może wydarzyć się nie wcześniej, niż po 10 czerwca - zaznacza.
Rynek świń nadal pod presją
Choć ceny świń przestały spadać, hodowcy nadal znajdują się w bardzo trudnej sytuacji. Straty na produkcji rosną, ceny pozostają znacznie poniżej poziomów zapewniających opłacalność, a część gospodarstw musi dodatkowo zmagać się z problemem przetrzymywania przerośniętych tuczników oczekujących na odbiór przez zakłady mięsne.
Kamila Szałaj
