Brakuje polskiego rzepaku. Branża wskazuje rozwiązanie, które martwi rolnikówKolasińska
StoryEditorRzepak

Brakuje polskiego rzepaku. Branża wskazuje rozwiązanie, które niepokoi rolników

30.07.2026., 14:30h
Agnieszka KozłowskaAgnieszka Kozłowska

Polskim tłoczniom może w tym roku zabraknąć nawet 1,3 mln ton rzepaku, aby w pełni wykorzystać swoje moce przerobowe. Przedstawiciele branży alarmują, że sytuację dodatkowo pogarszają wysokie ceny energii, spadek marż na rynku oleju oraz napływ importowanych produktów przetworzonych. W związku z tym apelują o zmiany w zasadach importu surowca i objęcie zakładów energochłonnych odpowiednim wsparciem. Rolnicy nie chcą jednak słyszeć o ponownym otwarciu rynku, obawiając się spadku cen krajowego rzepaku.

Problemy branży olejarskiej w Polsce

Jak szacują eksperci, potencjał polskich zakładów olejarskich nie jest w pełni wykorzystywany. Branża od blisko dwóch lat zmaga się z pogarszającą się rentownością, na co wpływają ograniczona dostępność krajowego rzepaku, wysokie koszty energii, presja cenowa ze strony sieci handlowych oraz rosnący import oleju rzepakowego z Ukrainy. Przedstawiciele branży oceniają, że bez zmian warunków funkcjonowania zakłady będą stopniowo tracić konkurencyjność.

Aktualna sytuacja ekonomiczna polskich przetwórców nasion roślin oleistych, a więc głównie rzepaku, niestety nie jest dobra. Od dwóch lat widzimy postępującą erozję, jeżeli chodzi o sukces ekonomiczny tego typu przedsięwzięć – mówi agencji Newseria Adam Stępień, dyrektor generalny Polskiego Stowarzyszenia Producentów Oleju (PSPO).

Polska III producentem rzepaku w UE

Jak wynika ze statystyk, Polska jest trzecim producentem rzepaku w Unii Europejskiej – po Francji i Niemczech – i odpowiada za ok. 20 proc. unijnej produkcji. Według danych PSPO krajowe zakłady mogą przerabiać ponad 4,1 mln t nasion roślin oleistych rocznie, ale zbiory rzepaku są jednak niższe – w 2025 roku wyniosły ok. 3,6 mln t. Jak więc widać, przy obecnej skali produkcji krajowe zbiory nie pozwalają więc w pełni wykorzystać potencjału polskich tłoczni, dlatego część zapotrzebowania na surowiec musi być pokrywana importem.

– Mamy więc tutaj istotne ograniczenia w produktywności. Patrząc na dane kwartalne, obserwujemy to już od kilku miesięcy, zaczynamy tracić na konkurencyjności w związku z deeskalacją przerobu w Polsce. Przypomnę, że jest to kilkanaście dużych fabryk, które łącznie przerabiają ponad 3,6 mln t surowców, a moglibyśmy ponad 4 mln – tłumaczy Adam Stępień.

Powierzchnia rzepaku spada

Według danych ARiMR powierzchnia zasiewów rzepaku pod tegoroczne zbiory wynosi ok. 1 mln ha i jest o 93 tys. ha mniejsza niż przed rokiem. Krajowe Zrzeszenie Producentów Rzepaku i Roślin Białkowych oraz Polskie Stowarzyszenie Producentów Oleju szacują, że tegoroczne zbiory wyniosą ok. 2,8–3,2 mln t, co może zwiększyć deficyt surowca dla krajowego przemysłu nawet do 1,3 mln t. Organizacje branżowe wskazują również, że istnieje duże prawdopodobieństwo, że Polska spadnie w tym roku z trzeciego na czwarte miejsce wśród producentów rzepaku w Unii Europejskiej. Wyprzedzić ją może Rumunia, gdzie powierzchnia upraw systematycznie rośnie, a prognozy plonów są korzystniejsze.

Zakaz importu rzepaku z Ukrainy do Polski

Obie organizacje podkreślają konieczność weryfikacji zakazu importu rzepaku z Ukrainy, który mógłby potencjalnie uzupełnić część niedoboru. Jak podkreśla dyrektor PSPO, problem w tym, że obowiązujący od kwietnia 2023 roku zakaz importu do Polski m.in. ukraińskiego rzepaku nie obejmuje produktów jego przetwórstwa, w tym oleju rzepakowego. Jednocześnie Ukraina systematycznie zwiększa moce przerobowe i eksport gotowych produktów do Unii Europejskiej, korzystając z rosnącego przerobu krajowego rzepaku.

– To powoduje, że niedobory rzepaku i jego produktów, które są problemem ogólnoeuropejskim, są uzupełniane gotowym produktem z Ukrainy, zamiast czerpać tę wartość dodaną z przerobu i produkcji przemysłowej na terenie Unii Europejskiej. Przy różnicach w kosztach przerobu i zakupu energii stoimy na straconej pozycji – podkreśla ekspert. – Import z krajów trzecich produktów przetwórstwa nasion roślin oleistych, takich jak olej, ale także śruta, stanowi bardzo istotny problem dla utrzymania konkurencyjności.

Zobacz także: Rzepak ozimy. Lista Odmian Zalecanych na 2026 rok

Wojna cenowa

Adam Stępień wskazuje, że na opłacalność produkcji wpływa także trwająca od wielu miesięcy wojna cenowa pomiędzy sieciami detalicznymi, które prześcigają się w promocjach na olej rzepakowy. To – jak ocenia – skutkuje drastyczną erozją marż.

– Najistotniejszą kwestią nie jest koszt zakupu surowca, tylko jego skorelowanie z cenami oleju, który jest naszym podstawowym produktem. Niestety często się zdarza, że cena oleju nie rośnie adekwatnie do ceny kupowanego surowca, a ta dysproporcja powoduje, że opłacalność jest mocno ograniczana – mówi przedstawiciel PSPO.

Według danych Zintegrowanego Systemu Rolniczej Informacji Rynkowej średnia cena zakupu rzepaku w Polsce na początku lipca wyniosła 2318,84 zł za tonę. Była o 3,7 proc. wyższa niż miesiąc wcześniej i o 1,8 proc. wyższa niż przed rokiem.

Trzeba zwiększyć limit dla surowców rolnych do produkcji biopaliw

Problemy branży wynikają nie tylko z sytuacji rynkowej. Przedstawiciele sektora zwracają uwagę również na obowiązujące regulacje dotyczące wykorzystania rzepaku do produkcji biopaliw oraz ograniczone możliwości zwiększania krajowego zużycia oleju spożywczego.

– Największymi barierami rynkowymi dla dalszego rozwoju branży olejarskiej w Polsce jest przede wszystkim limit dla surowców rolnych, które mogą być wykorzystywane przez branżę biokomponentową. Polska jest dużym producentem biodiesla, wykorzystujemy na cele biopaliwowe ponad milion ton oleju rzepakowego, co w przełożeniu daje prawie 2,5 mln t nasion roślin oleistych, rzepaku. Mamy ograniczenie wynikające z przepisów dyrektywy europejskiej RED II. To jest bariera, która powoduje, że nie jesteśmy w stanie więcej ugrać na tym rynku – ocenia Adam Stępień.

Obowiązująca w Unii Europejskiej dyrektywa w sprawie promowania stosowania energii ze źródeł odnawialnych (RED II) utrzymuje limit udziału biopaliw wytwarzanych z roślin spożywczych i paszowych w realizacji celów OZE w transporcie. Jednocześnie UE promuje zwiększanie znaczenia biopaliw produkowanych z surowców odpadowych i pozostałości.

Jakie są postulaty branży?

Drugą zasadniczą barierą jest absorpcja oleju na cele spożywcze. Ten rynek jest bardzo ustabilizowany i co roku od wielu lat potrzebujemy 1–1,2 mln t rzepaku na cele spożywcze. W przeliczeniu to ok. 400 tys. t oleju. Ta konsumpcja nie rośnie, w związku z czym potrzeba dywersyfikacji. Możliwości surowcowe w tym zakresie są dosyć istotne, jeżeli chodzi o biopaliwa – mówi dyrektor generalny PSPO.

– Szukałbym przede wszystkim nowych kierunków rynkowych, które będą wprost determinować opłacalność. Ewentualnym rozwiązaniem, które warto byłoby w trybie pilnym uruchomić, są rekompensaty dla sektorów energochłonnych. Takie możliwości daje również prawo europejskie.

System rekompensat dla przedsiębiorstw energochłonnych funkcjonuje już w Polsce dla części gałęzi przemysłu szczególnie narażonych na wysokie ceny energii i koszty pośrednie wynikające z systemu ETS. Branża olejarska postuluje objęcie tym mechanizmem również zakładów przetwarzających nasiona roślin oleistych.

– Koszty energii w Polsce bardzo istotnie wpływają na wynik ekonomiczny olejarni. Oczekujemy, że Ministerstwo Rozwoju i Technologii, które już od dłuższego czasu pracuje nad systemem wsparcia dla sektorów energochłonnych, wreszcie podejmie ten temat w praktyce, przeciwstawiając się tym trendom, które powodują, że europejski przemysł ma bardzo pod górkę w konkurencji z innymi regionami świata – wskazuje Adam Stępień.

Rzepak z Ukrainy wjedzie do Polski?

W tym miejscu warto przypomnieć, że rolników niepokoi pomysł Krajowego Zrzeszenia Producentów Rzepaku i Roślin Białkowych oraz Polskiego Stowarzyszenia Producentów Oleju dotyczący umożliwienia importu rzepaku z Ukrainy. 

Chodzi o to, że produkcja rzepaku w Polsce niebezpiecznie spada, a krajowe tłocznie zmniejszają przerób. W związku z tym branża olejarska wpadła na pomysł, by zweryfikować zakaz importu rzepaku z Ukrainy, który mógłby potencjalnie uzupełnić choć pewną część niedoboru. 

Pomysł przywrócenia importu rzepaku z Ukrainy nie spodobał się rolnikom zajmującym się jego uprawą. Rolnik z Igłowic w woj. opolskim, Krzysztof Piech, nie przebierał w słowach komentując treść komunikatu. Jak podkreślił, rolnicy są stanowczo przeciwni tego rodzaju pomysłom.

Eksperci branży olejarskiej wskazali, że powierzchnia upraw rzepaku w Polsce spada nie tylko ze względu na świadomą rezygnację rolników z rzepaku w płodozmianie, ale przede wszystkim ze względu na trudny okres wegetacyjny. Jak skomentował wówczas Piech, nikt jednak nie powiedział, dlaczego rolnicy ograniczają uprawę rzepaku w swoich gospodarstwach.

– Rolnicy rezygnują z uprawy rzepaku, ponieważ prowadzenie plantacji jest utrudnione. Ochrona rzepaku jest utrudniona po wycofaniu substancji pestycydowych, insektycydowych z gamy neonikotinoidów i fosforów organicznych, które na Ukrainie można dalej stosować. One zostały wycofane z UE, ponieważ nie można truć konsumenta unijnego klorpiryfosem czy tiachloprydem. Jednak jeśli sprowadzi się rzepak z Ukrainy chroniony tymi substancjami, to można z niego wytłoczyć olej i wlać w konsumenta unijnego – wyjaśnił. 

Na razie nie zapadły żadne decyzje dotyczące ani zniesienia embarga na ukraińskie zboże, ani ewentualnego przywrócenia importu rzepaku. Obie kwestie pozostają jednak przedmiotem dyskusji i budzą duże emocje wśród producentów rolnych. Rolnicy obawiają się, że bez skutecznych mechanizmów ochronnych ponowne otwarcie rynku na surowce z Ukrainy mogłoby zwiększyć presję na ceny krajowych płodów rolnych i pogłębić problemy z opłacalnością produkcji.

Opr. A.Kozłowska, Justyna Czupryniak-Paluszkiewicz, Newseria

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
30. lipiec 2026 14:55