Do takiej fazy wzrostu rzepak dobrze chronią zaprawy, jednak w ub.r. wiele plantacji padło łupem zgorzeli korzeni. Bardzo podstępnie rozwija się werticilioza, rzadko dając jakiekolwiek objawy jesieniąMarek Kalinowski
StoryEditorUprawa

Najgroźniejsza choroba rzepaku się zmienia. Ekspert ostrzega przed jesienią

18.09.2026., 08:00h

Dr Andrzej Brachaczek, dyrektor ds. badań i rozwoju w INNVIGO, od lat prowadzi na Opolszczyźnie analizy materiału biologicznego pobieranego m.in. z niechronionych poletek kontrolnych w Urbanowicach oraz z okolicznych plantacji rzepaku. Na tej podstawie przybliża plantatorom zagadnienia związane ze specyfiką i szkodliwością poszczególnych patogenów.

Jaki był ostatni sezon i jaka presja jesiennych chorób rzepaku w 2025 r.? Czy zagrożenia powtórzą się w tym roku? Zmienne warunki meteorologiczne i zróżnicowana długość wegetacji jesiennej w ub.r. spowodowały, że sytuacja fitopatologiczna była niejednorodna, a czasami bardzo specyficzna. Jak informuje ekspert – na masową skalę obserwowano silne objawy zgorzeli korzeni rzepaku powodowane przez patogeny z rodzaju Fusarium. Wiele plantacji zostało zaatakowanych jesienią ub.r. przez sprawcę mączniaka rzekomego.

Zmienia się układ sił sprawców zgnilizny

Na opisanej sytuacji w ub.r. zaważyły warunki pogodowe i często słabsze w tych warunkach działanie zapraw nasiennych. Regionalnie występowały także objawy cylindrosporiozy rzepaku. Powszechnie można było obserwować porażenie roślin werticiliozą, natomiast objawy suchej zgnilizny kapustnych były opóźnione i najczęściej inkubowały wczesną wiosną.

Warto dodać, że w ostatnich sezonach pojawiały się informacje o zmianie znaczenia gospodarczego dwóch sprawców suchej zgnilizny kapustnych. To również badał dr Andrzej Brachaczek. Dominujący i groźniejszy do niedawna sprawca Plenodomus lingam (dawniej Leptosphaeria maculans) powodujący głębokie wżery i próchnienie tkanek w dolnej części łodygi i na szyjce korzeniowej rzepaku jest wypierany przez Plenodomus biglobosus (wcześniejsza nazwa to Leptosphaeria biglobosa), który powoduje powierzchniowe i rozległe plamy w środkowej i górnej części łodygi.

Niezależnie od zmian w biologii sprawców, na co wpływ ma niewątpliwie cieplejszy klimat, sucha zgnilizna kapustnych jest chorobą nr 1 rzepaku i nawet przy wyborze odmian z odpornością nie można rezygnować z jej ograniczania. Większość produktów używanych do jesiennej regulacji rzepaku ogranicza tę i inne choroby rzepaku. Jednak należy mieć na uwadze, że geny odporności w rzepakach są nakierowane na wypieranego sprawcę – na Plenodomus lingam.

Cel: zatrzymać suchą zgniliznę na liściu

Rzepak ozimy, wliczając spoczynek wegetacyjny w czasie zimy, przez prawie rok narażony jest na atak agrofagów i wymaga ochrony. Jego potencjał plonowania kształtuje się jesienią i w tym okresie musimy mu zapewnić dobry, zdrowy start i ochronę. Zaprawy nasienne są dobre, ale nie działają wiecznie. To uchroni rzepak w czasie kiełkowania przed sprawcami zgorzeli siewek. Rzepak po wytworzeniu kilku liści jest zagrożony atakiem sprawców suchej zgnilizny kapustnych, czerni krzyżowych, mączniaka rzekomego, szarej pleśni i cylidrosporiozy. Ale jest jeszcze jeden podstępny sprawca – werticilioza. Infekuje rzepak na starcie rozwoju, ale objawy i szkodliwość widzimy tak naprawdę tuż przed zbiorem rzepaku.

Biorąc pod uwagę te zagrożenia, jesień jest kluczowa dla uzyskania wysokiej zdrowotności, ponieważ źle prowadzona plantacja w tym okresie będzie źródłem wtórnych infekcji wiosną. Przy ocenie ryzyka tej armii sprawców chorób pamiętajmy, że ściśle współpracują ze szkodnikami. Jeżeli roślina jest uszkodzona przez szkodniki, choroby łatwiej i bardzo szybko rozwijają się. Presji chorób sprzyjają też uproszczenia w agrotechnice.

image
W ub.r. sucha zgnilizna kapustnych objawiała się jesienią późno lub wcale, inkubując dopiero wiosną. To najgroźniejsza choroba rzepaku. Najważniejszym celem jesiennej ochrony jest jej zatrzymanie na liściach. Nie może przerosnąć ogonków i dotrzeć do łodyg
FOTO: Marek Kalinowski

Biologię rozwoju tej i innych chorób najlepiej jest przestudiować z dostępnych materiałów IOR – PIB. Najważniejsze co trzeba wiedzieć, to że zarodniki suchej zgnilizny kapustnych bardzo łatwo przenoszą się z prądem wiatru. Z owocników pozostających na resztkach pożniwnych są one przenoszone na nowe, młode rośliny. I co szczególnie ważne, że od momentu przedostania się suchej zgnilizny kapustnych z porażonych liści do łodyg możliwość zabezpieczenia roślin przed suchą zgnilizną kapustnych zdecydowanie maleje. Najważniejsze przy zwalczaniu jest zatrzymanie grzyba w liściu albo lepiej niedopuszczenie, by grzyb zainfekował liść, bo wtedy przerasta przez ogonek liściowy do szyjki korzeniowej i wrasta do podstawy łodygi.

Próg szkodliwości suchej zgnilizny kapustnych wskazujący na potrzebę wykonania zabiegu stanowi 10–15% roślin z objawami choroby. Niższy próg szkodliwości należy przyjąć w przypadku uprawy odmiany podatnej na porażenie przez sprawców suchej zgnilizny kapustnych. Dobrze, że te progi są, ale też rozwój roślin i choroby jest na tyle dynamiczny, że zauważenie plamki z objawami na liściu blisko ogonka liściowego oznacza przespanie okna zabiegowego. Sprawcę suchej zgnilizny i przy okazji inne choroby, zwalcza się jesienią w fazie od 4 liści. To jednocześnie optymalny moment na regulację roślin.

Czerń krzyżowych zwalczana przy okazji

Czerni krzyżowych sprzyja temperatura od 10 do 30 st. C (optymalna 20–25 st. C), wysoka wilgotność gleby oraz powietrza i występuje we wszystkich fazach rozwojowych rzepaku od siewek aż do wytworzenia nasion. Chociaż objawy czerni krzyżowych są dość charakterystyczne, zwłaszcza w późnych fazach na łuszczynach, to można ją pomylić z mączniakiem rzekomym, suchą zgnilizną kapustnych i szarą pleśnią.

Według opisu choroby opracowanego przez specjalistów w IOR – PIB w Poznaniu, pierwotnym źródłem zakażenia są porażone nasiona i resztki pożniwne. Zarodniki konidialne tworzą się na powierzchni plam i rozprzestrzeniają się przez wiatr oraz deszcz. Grzyb wnika do rośliny przez kutikulę i aparaty szparkowe. Porażone liście stopniowo tracą zdolność asymilacyjną i obumierają, mogą też stanowić źródło infekcji dla łuszczyn. Porażone łuszczyny szybciej zasychają, a nasiona osypują się. Nasiona są słabiej wykształcone, często znacznie zasiedlone powierzchniowo i wewnętrznie przez patogeny.

Objawy czerni krzyżowych widoczne są na wszystkich organach roślin. Na liściach są to brunatne, brązowe lub czarne plamy, często są koncentrycznie strefowane lub nieregularne o różnej wielkości. Na łodygach i łuszczynach plamy te są brunatnoczarne, podłużne lub owalne, często wyraźnie odgraniczone z chlorotyczną obwódką.

Z metod agrotechnicznych ograniczających czerń krzyżowych należy wymienić płodozmian, niszczenie resztek pożniwnych, izolację przestrzenną form jarych rzepaku od ozimych i optymalne nawożenie. Jeżeli zagrożenie czernią krzyżowych jest w gospodarstwie stałe, warto poszukiwać odmian o większej odporności. Ostatecznym rozwiązaniem jest oczywiście ochrona fungicydowa, w której pierwsze miejsce zajmuje zaprawianie nasion i opryskiwanie fungicydami po przekroczeniu progu szkodliwości. Sprawców czerni krzyżowych jesienią zwalczamy przy okazji zabiegu na suchą zgniliznę kapustnych.

Od gleby napierają sprawcy werticiliozy

To nie kończy listy jesiennych chorób rzepaku, a bardzo groźną staje się wspomniana werticilioza. Kluczowy w jej ograniczaniu jest okres jesienny. Będące w glebie mikrosklerocja, sprawcy werticiliozy, kiełkują pod wpływem wydzielin korzeniowych rzepaku. Strzępki grzyba rosną w kierunku korzeni i wnikają do nich bezpośrednio przez komórki naskórka lub rany. Potem następuje penetracja i kolonizacja naczyń ksylemu. Długo trwa faza bezobjawowa, ale w ksylemie cały czas produkowane są zarodniki, które wraz z prądem transpiracyjnym transportowane w górę rośliny kolonizują łodygę i liście.

Już teraz firmy sygnalizują taką potrzebę, a w wyszukiwarce środków ochrony roślin można znaleźć preparaty chemiczne zarejestrowane do zwalczania choroby. Sęk w tym, że są to preparaty do stosowania wiosną, a z biologii rozwoju sprawcy wynika, że właściwym momentem powinien być start wegetacji. W Europie jest już sporo środków biologicznych ograniczających chorobę i są dwa zarejestrowane także w Polsce, oparte na Pythium oligandrum. Jeden do zaprawiania, drugi do ochrony nalistnej jesienią od fazy drugiego liścia do fazy dziewięciu lub więcej liści i wiosną od fazy początku wydłużania łodygi do końca fazy wzrostu pędu głównego. Firmy hodowlane badają podatność odmian na werticiliozę i na tej podstawie zaczynają rekomendować mieszańce z dość dobrą tolerancją na werticiliozę.

Marek Kalinowski

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
18. wrzesień 2026 08:02