KE prowadzi rozmowy ws. polskiego embarga na ukraińskie zboże
Żaden rolnik nie chce wspominać roku 2022, kiedy to ukraińskie zboże zalało polski rynek. Efektem licznych protestów rolników było wprowadzenie w kwietniu roku 2023 przez polski rząd embarga na ziarno przywożone z Ukrainy. Mimo tego ceny zbóż utrzymują się na niskim poziomie, a rolnicy z niepokojem przysłuchują się informacjom o rozmowach prowadzonych przez Komisję Europejską z polskim rządem ws. zniesienia embarga.
– KE oczekuje, że Polska, Węgry i Słowacja zniesie jednostronne ograniczenia w imporcie zboża. Obecnie odbywa się to w formie rozmów i komunikatów, ale niedawno zasygnalizowała, że dalsza bezczynność państw członkowskich może wywołać reakcję prawną – alarmuje Marcin Wroński z-ca przewodniczącego Związku Zawodowego Rolnictwa Samoobrona w woj. kujawsko-pomorskim.
Zdaniem Wrońskiego KE zapowiedziała, że jeśli rozmowy nie przyniosą oczekiwanych przez nią rezultatów, uruchomi procedurę o naruszenie prawa UE wobec Polski w sprawie utrzymywania embarga wobec Ukrainy.
Wroński: „To zagrożenie, którego nie można bagatelizować”
W ocenie Wrońskiego postawa KE jest zagrożeniem, którego nie należy w żaden sposób bagatelizować. Jak twierdzi, to postępowanie jest wynikiem sytuacji na rynku zbóż, która za chwilę nastąpi.
– U importerów zbóż z Afryki i Bliskiego Wschodu, takich jak Egipt, Turcja, Iran, czy Maroko w obecnym sezonie będziemy mieli do czynienia ze znacznie większą własną produkcją pszenicy. To oznacza jedno, że kupią mniej i zaczną kupować później, co będzie skutkować spiętrzeniu się towaru u takich eksporterów jak Ukraina, czy Rosja, bo właśnie z tych krajów pochodzi kupowana tam pszenica – informuje Wroński.
Jak twierdzi Wroński, Ukraina jest świadoma tego, co dzieje się na rynku zbóż i dlatego naciska na KE, by ta odblokowała polski, węgierski i słowacki rynek. Jego zdaniem, jeśli Ukraina nie sprzeda zboża przez porty na Morzu Czarnym, to będzie wywierać presję na rynek Unii Europejskiej i wywozić zboże do nas na kołach.
– Agroholdingi na Ukrainie należą do oligarchów, lub funduszy inwestycyjnych, więc można podejrzewać, że lobbing z ich strony w KE będzie bardzo skuteczny, ponieważ będą chcieli zadbać o rynki zbytu dla swojego zboża – dodaje.
Wroński: „Ministerstwo rolnictwa powinno być gotowe”
Jak sugeruje Wroński, ministerstwo rolnictwa powinno być przygotowane na każdą ewentualność i mieć kilka alternatywnych rozwiązań w razie prób zdjęcia embarga na ukraińskie zboże, by polska nie została znów ograna, jak miało to miejsce 4 lata temu.
– Nie możemy dopuścić również do powtórki z 2022 roku, kiedy to ukraińskie zboże zalało i zdestabilizowało nasz rynek – kończy.
Krajewski: „Nie zgodzę się na zniesienie embarga”
Podczas konferencji poświęconej sytuacji na rynku trzody chlewnej, która odbyła się 15 lipca br. minister rolnictwa i rozwoju wsi Stefan Krajewski odniósł się do stanowiska KE zachęcającej państwa utrzymujące embargo na ukraińskie zboże do zniesienia tych ograniczeń.
– Prowadzimy rozmowy na ten temat z KE, jednak doświadczenia Polski z wcześniejszego okresu, gdy ukraińskie zboże napływało bez ograniczeń, były bardzo negatywne. Doprowadziło to do poważnych problemów krajowych producentów, przetwórców oraz całego rynku. Nie zgodzę się na zniesienie embarga bez jednoczesnego wprowadzenia skutecznych mechanizmów ochronnych dla polskich rolników. Ewentualne otwarcie rynku mogłoby nastąpić wyłącznie pod warunkiem zastosowania nowych instrumentów kontrolnych, takich jak system licencjonowania importu – deklarował Krajewski.
Minister zaznaczył przy tym, że decyzje dotyczące wielkości i zasad importu powinny pozostawać po stronie Polski, a nie Ukrainy.
– Stanowisko rządu jest konsultowane także z przedstawicielami branży. Część środowisk przetwórczych opowiada się np. za otwarciem polskiego rynku na ukraiński rzepak, natomiast producenci rolni podkreślają, że w pierwszej kolejności należy wykorzystać krajowe zbiory, a dopiero w przypadku ich niedoboru można rozważać zwiększenie importu – mówił szef resortu, o czym więcej pisaliśmy TUTAJ.
Rzepak z Ukrainy wjedzie do Polski?
W tym miejscu warto przypomnieć, że rolników niepokoi również pomysł Krajowego Zrzeszenia Producentów Rzepaku i Roślin Białkowych oraz Polskiego Stowarzyszenia Producentów Oleju dotyczący umożliwienia importu rzepaku z Ukrainy.
Chodzi o to, że produkcja rzepaku w Polsce niebezpiecznie spada, a krajowe tłocznie zmniejszają przerób. W związku z tym branża olejarska wpadła na pomysł, by zweryfikować zakaz importu rzepaku z Ukrainy, który mógłby potencjalnie uzupełnić choć pewną część niedoboru.
Pomysł przywrócenia importu rzepaku z Ukrainy nie spodobał się rolnikom zajmującym się jego uprawą. Rolnik z Igłowic w woj. opolskim, Krzysztof Piech, nie przebierał w słowach komentując treść komunikatu. Jak podkreślił, rolnicy są stanowczo przeciwni tego rodzaju pomysłom.
Eksperci branży olejarskiej wskazali, że powierzchnia upraw rzepaku w Polsce spada nie tylko ze względu na świadomą rezygnację rolników z rzepaku w płodozmianie, ale przede wszystkim ze względu na trudny okres wegetacyjny. Jak skomentował wówczas Piech, nikt jednak nie powiedział, dlaczego rolnicy ograniczają uprawę rzepaku w swoich gospodarstwach.
– Rolnicy rezygnują z uprawy rzepaku, ponieważ prowadzenie plantacji jest utrudnione. Ochrona rzepaku jest utrudniona po wycofaniu substancji pestycydowych, insektycydowych z gamy neonikotinoidów i fosforów organicznych, które na Ukrainie można dalej stosować. One zostały wycofane z UE, ponieważ nie można truć konsumenta unijnego klorpiryfosem czy tiachloprydem. Jednak jeśli sprowadzi się rzepak z Ukrainy chroniony tymi substancjami, to można z niego wytłoczyć olej i wlać w konsumenta unijnego – wyjaśnił.
Na razie nie zapadły żadne decyzje dotyczące ani zniesienia embarga na ukraińskie zboże, ani ewentualnego przywrócenia importu rzepaku. Obie kwestie pozostają jednak przedmiotem dyskusji i budzą duże emocje wśród producentów rolnych. Rolnicy obawiają się, że bez skutecznych mechanizmów ochronnych ponowne otwarcie rynku na surowce z Ukrainy mogłoby zwiększyć presję na ceny krajowych płodów rolnych i pogłębić problemy z opłacalnością produkcji.
oprac. Justyna Czupryniak-Paluszkiewicz na podst. inf. pras. TPR
