Pixabay
StoryEditorrzepak

W Polsce zabraknie nawet 0,5 mln ton rzepaku. Co z cenami?

11.06.2026., 17:00h

Napięcia pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Iranem, które wywołały gwałtowne zmiany cen ropy naftowej, bezpośrednio oddziałują również na rynki roślin oleistych, ponieważ są one mocno powiązane z sytuacją energetyczną i polityczną świata. Taka niestabilność będzie utrzymywać się do momentu pojawienia się jedno­znacznych decyzji politycznych lub zakończenia konfliktów. Same fundamenty, takie jak produkcja, zapasy czy konsumpcja, nie wystarczają już do przewidywania kierunku cen. Aczkolwiek ceny rzepaku w Polsce nie powinny rozczarować rolników.

Rynek rzepaku jest obecnie mocno powiązany z rynkiem biopaliw i olejów roślinnych, takich jak olej sojowy czy rzepakowy. Wzrost cen ropy automatycznie wspiera więc ceny rzepaku.

Jednak patrząc wyłącznie na fundamenty rynku, sytuacja wygląda znacznie spokojniej. Najnowszy bilans USDA wskazuje na rekordową światową produkcję rzepaku w nowym sezonie, dalszy wzrost konsumpcji oraz wzrost zapasów końcowych. Z fundamentalnego punktu widzenia oznacza to relatywnie komfortową sytuację podażową – mówił Mirosław Marciniak z InfoGrain podczas konferencji „O-Polski Rynek Rzepaku i Zbóż” w Prószkowie koło Opola.

W Unii rzepak na deficycie

Wzrost produkcji ma nastąpić przede wszystkim w regionie Morza Czarnego oraz w Australii i w Kanadzie. W obu krajach sezon dopiero się rozpoczyna, przy czym w Australii zwiększono areał zasiewów. Obecne prog­nozy są więc obarczone dużą niepewnością pogodową.

Na poziomie europejskim, według jego szacunków, tegoroczne zbiory rzepaku będą nieco wyższe niż rok wcześniej i wyraźnie wyższe niż w sezonie 2024/2025.

– Areał zasiewów wzrósł przede wszystkim we Francji, Niemczech i na Bałkanach. W większości krajów Unii Europejskiej kondycja plantacji oceniana jest bardzo dobrze. Szczególnie dobre perspektywy dotyczą Francji i Niemiec, gdzie rzepak rozwija się prawidłowo. Problemy dotyczą głównie Europy Środkowej, przede wszystkim Polski, Czech, Słowacji oraz częściowo Węgier. To właśnie w tym regionie warunki pogodowe pogorszyły kondycję upraw i mogą przełożyć się na niższe plony – wyjaśnia Marciniak.

Analityk zwraca uwagę, że bilans rzepaku w Unii Europejskiej od wielu lat pozostaje strukturalnie deficytowy. Unia produkuje mniej rzepaku, niż wynosi jej zapotrzebowanie, dlatego konieczny jest stały import surowca. W nowym sezonie import rzepaku do UE może ponownie przekroczyć 5 mln t. Głównymi dostawcami pozostaną, tradycyjnie, Ukraina, Australia i Kanada, przy czym w przypadku Polski obowiązuje nadal zakaz eksportu ukraińskiego rzepaku.

– W ostatnich dwóch latach do Polski trafiał nawet rzepak z Urugwaju. Nie jest to jednak trwały ani strategiczny kierunek handlowy – chodzi raczej o pojedyncze dostawy wynikające z bieżącej sytuacji rynkowej – zaznacza prelegent.

W Polsce poważne braki, będzi drogo, ale...

Polska znajduje się obecnie w sytuacji wyraźnego deficytu rzepaku.

Kondycja krajowych plantacji jest znacznie gorsza niż w większości Europy. Według moich szacunków zlikwidowano około 40 tys. ha rzepaku. Największe straty dotyczą północnej Wielkopolski, Kujaw i województwa łódzkiego – wylicza Marciniak.

Analityk zakłada więc spadek produkcji do około 3,3 mln t, choć zaznacza, że możliwe są dalsze korekty w dół.

– Doświadczenie rolników pokazuje jednak, że rzepak nie zawsze plonuje tak źle, jak wskazuje jego wizualna kondycja wiosną. Dlatego na razie nie decyduję się na dalsze obniżanie prognoz – komentuje ekspert. – Bez względu na skalę obniżki produkcji, biorąc pod uwagę krajowe zapotrzebowanie, pojawia się luka podażowa, sięgająca nawet 0,5 mln t. Będzie to miało istotny wpływ zarówno na krajowy bilans, jak i na ceny rzepaku w Polsce w nadchodzącym sezonie.

Marciniak przewiduje, że już w trakcie żniw Polska może bardzo szybko dojść do tzw. parytetu importowego, czyli poziomu cen wynikającego z kosztów sprowadzania rzepaku z zagranicy.

– Wzrost cen może nastąpić bardzo wcześnie – już podczas żniw, a nie dopiero jesienią czy zimą. Podaż krajowego surowca może być ograniczona, a konkurencja między zakładami przetwórczymi i firmami skupowymi o dostępny rzepak będzie bardzo silna. Szczególnie intensywna walka o surowiec może pojawić się wtedy, gdy napłyną informacje potwierdzające słabe plonowanie – ostrzega Marciniak.

Analityk studzi jednocześnie nadmierny optymizm cenowy.

Fakt, że Polska będzie miała deficyt rzepaku, nie oznacza jeszcze, że kraj stanie się „zamkniętą wyspą”. Surowiec będzie napływał z zagranicy. Kontrakty na dostawy rzepaku do Polski są już podpisywane. Surowiec ma trafiać m.in. z Rumunii, a część dostaw na lipiec została już zakontraktowana. Pojawiają się także kontrakty z Niemiec, Czech i Słowacji – zaznacza analityk.

Ekspert nie wyklucza również pojawienia się kolejnych statków z surowcem z Australii lub Urugwaju.

image
FOTO:

Z Ukrainy nie wjeżdżają nasiona, ale olej i śruty

W 2023 r. polski rząd zablokował import nasion rzepaku z Ukrainy, ale nie objął zakazem importu oleju i śruty rzepakowej. W rezultacie w kończącym się sezonie do Polski trafiło około 100 tys. t ukraińskiego oleju rzepakowego, co odpowiada mniej więcej 300 tys. t rzepaku.

– Ukraina będzie coraz mocniej rozwijała własne przetwórstwo, zatrzymując marżę u siebie. Oznacza to stopniowe ograniczanie eksportu samych nasion na rzecz sprzedaży produktów przetworzonych – oleju i śruty. Znaczna część tego oleju może nadal trafiać do Polski również w kolejnym sezonie – twierdzi Marciniak.

Import oleju roślinnego może ograniczać krajowy przerób rzepaku. Jest to szczególnie istotne w kontekście uruchamiania nowych mocy przetwórczych. W nowym sezonie działalność rozpocznie nowy zakład przetwórczy Orlenu w Kętrzynie, który może potrzebować około 500 tys. t rzepaku rocznie. To oznacza, że krajowy przemysł będzie potrzebował wkrótce około 4 mln t rzepaku rocznie.

Słonecznik zagrożeniem dla rzepaku?

Dla całego rynku olejów roś­linnych coraz większe znaczenie ma rynek słonecznika.

– W kończącym się sezonie wsparciem dla rzepaku były niższe zbiory słonecznika na Ukrainie i Bałkanach. Ograniczona podaż słonecznika powodowała wysokie ceny oleju słonecznikowego, co pośrednio wspierało również ceny oleju rzepakowego. W nowym sezonie sytuacja może się jednak zmienić. Prognozowany jest wyraźny wzrost produkcji słonecznika. Oczekuje się odbicia produkcji na Ukrainie oraz rekordowych zbiorów w Rosji, które są dwoma największymi producentami słonecznika na świecie – uczula
Marciniak.

O ile warunki pogodowe będą sprzyjające, zwiększenie areału słonecznika przewiduje się również w Europie, szczególnie we Francji i na Bałkanach.

– Wzrost zasiewów słonecznika spodziewany jest również w Polsce. Areał uprawy może się nawet podwoić, ponieważ w poprzednim roku słonecznik był bardziej opłacalny niż kukurydza czy soja, szczególnie w centralnej części kraju – mówi Marciniak.

Mimo wzrostu areału słonecznik nadal pozostanie uprawą niszową. Według prognoz obejmie około 70–80 tys. ha. Jednak nawet taki wzrost będzie wpływał na europejski bilans olejów roś­linnych i może stanowić czynnik ograniczający potencjalne wzrosty cen rzepaku i oleju rzepakowego.

Soja i relacje USA – Chiny

Rynku rzepaku nie można analizować w oderwaniu od całego kompleksu oleistych, którego kluczowym elementem pozostaje soja.

Według analityka z InfoGrain, wzrosty cen rzepaku w bieżącym sezonie były związane nie tylko z drożejącą ropą naftową, ale również ze wzrostami cen soi. W jego ocenie fundamentalnie bilans soi nadal wygląda komfortowo, jednak ogromną rolę odgrywa geopolityka.

– Centralną postacią tej sytuacji pozostaje Donald Trump i jego polityka wobec Chin. Każda informacja dotycząca relacji handlowych pomiędzy Stanami a Chinami oraz potencjalnych zakupów amerykańskiej soi przez Chiny wpływa na notowania giełdowe w Chicago i cały kompleks oleistych – tłumaczy Marciniak.

Jeśli ceny rzepaku w Polsce będą relatywnie wysokie na tle Europy, ograniczeniem dla dalszych wzrostów pozostaną ceny na giełdzie MATIF oraz możliwość importu zarówno samego rzepaku, jak i produktów jego przetwórstwa – komentuje Mirosław Marciniak.

Informacje o tym, że Chiny mają kupować amerykańskie surowce rolne, powoduje wzrost notowań, a odwrotne – spadek.

– Brak konkretnych kontraktów zakupowych ze strony Chin może w krótkim terminie doprowadzić do zniecierpliwienia funduszy inwestycyjnych. Jeśli przez dwa – trzy tygodnie rynek nie zobaczy realnych zakupów, fundusze mogą rozpocząć realizację zysków, co wywołałoby korektę cenową. Z drugiej strony pojawienie się kontraktów eksportowych prawdopodobnie utrzymałoby wzrostowy trend na rynku soi – zaznacza analityk.

image
Pszenica - jaka opłacalność?

Nawet 8 ton pszenicy z hektara nie daje zysku. „W tym roku pracujemy dla idei”

Według prelegenta obecne notowania soi na poziomie około 12 dolarów za buszel nie odzwierciedlają wyłącznie fundamentów światowego bilansu.

– Jeśli Chiny będą zmuszone kupować większe ilości amerykańskiej soi, mimo że jest ona droższa niż soja z Ameryki Południowej, ograniczą zakupy w Brazylii i Argentynie. W efekcie w Ameryce Południowej może pojawić się presja na obniżkę premii eksportowych, natomiast w Stanach Zjednoczonych ceny pozostaną sztucznie wspierane – tłumaczy Marciniak.

Zdaniem analityka, giełda w Chicago pozostaje globalnym wyznacznikiem cen dla całego kompleksu oleistych, w tym dla europejskiego rynku rzepaku i notowań na MATI F-ie. Dlatego nawet wydarzenia pozornie dotyczące wyłącznie rynku soi mają bezpośredni wpływ na ceny rzepaku w Europie i Polsce.

Magdalena Szymańska

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
11. czerwiec 2026 17:01