– Zajmuję się kukurydzą od 30 lat i kiedyś na początku mojej pracy było takie hasło, że kukurydza to jest najłatwiejsza uprawa na zasadzie trzech "Z", zasiać, zapomnieć i zebrać. To się zmieniło. Zmienił się klimat, zmienia się przebieg pogody, zmienia się biologia rozwoju chorób i szkodników kukurydzy. Znaczenie kukurydzy w polskim rolnictwie jest olbrzymie, ale też jej wiele narastających problemów w jej uprawie. Osobą, która może to nam wyjaśnić najlepiej jest dr hab. Paweł Bereś, prof. IOR – PIB – zapowiedział wystąpienie eksperta Grzegosz Gruszecki, kierownik ds. rozwoju sprzedaży farmsaat.
Kukuruydza pod presją złożonych zagrożeń
Kukurydza pozostaje jedną z najważniejszych roślin uprawnych w Polsce. Jej areał od lat utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie i wiele wskazuje na to, że mimo okresowych wahań nastrojów wśród rolników nie traci ona na znaczeniu. Dotyczy to zarówno kukurydzy uprawianej w Polsce na ziarno i kiszonkę (blisko 2 mln ha), jak i kukurydzy cukrowej (17 tys. ha) oraz pękającej na popcorn (24 ha). Zainteresowanie surowcem ze strony przetwórstwa pozostaje duże, a polska kukurydza trafia nie tylko na rynek krajowy, ale także za granicę.
Rosnący areał uprawy kukurydzy i ocieplanie klimatu nasilają niestety problemy w uprawie. Jak podkreślał podczas wykładu dr hab. Paweł Bereś, kukurydza znajduje się dziś pod silną presją wielu czynników jednocześnie. O wyniku plantacji coraz częściej decyduje nie jeden problem, lecz splot niekorzystnych zjawisk: pogody, błędów agrotechnicznych, presji chwastów, szkodników i chorób, a na końcu także trudnej sytuacji rynkowej. Nawet przy przyzwoitym plonie wynik ekonomiczny bywa rozczarowujący. To sprawia, że zagrożenia polowe trzeba dziś rozpatrywać nie tylko przez pryzmat biologii rośliny, lecz także opłacalności całej technologii.
Susza, przymrozki, gradobicia - pogoda rozdaje karty
Pierwszym i w wielu gospodarstwach najważniejszym źródłem ryzyka jest pogoda. Kukurydza dobrze reaguje na ciepło, ale coraz częściej zmaga się z warunkami skrajnymi, które przekraczają granice jej tolerancji.
Najpoważniejszym problemem pozostaje susza. W wielu rejonach kraju niedobór opadów w krytycznych fazach wzrostu ogranicza rozwój roślin i zmniejsza potencjał plonowania. Bez nawadniania jedynym realnym narzędziem ograniczania strat pozostaje dobór odmian lepiej znoszących stres wodny oraz działania poprawiające gospodarowanie wodą w glebie.
Niebezpieczne są wysokie temperatury w okresie kwitnienia. Jeżeli w czasie pylenia występują upały, pyłek może tracić żywotność, zanim dotrze na znamiona kolb. Skutkiem jest słabsze zaziarnienie, a więc realna strata w plonie. To problem, którego nie da się już traktować jako incydentalny, bo w ostatnich sezonach pojawiał się na wielu plantacjach.
Nie brakuje również szkód powodowanych przez gradobicia. Młoda kukurydza ma wprawdzie zdolność regeneracji, ale uszkodzone tkanki bardzo łatwo zasiedlają później patogeny. W praktyce oznacza to, że plantacja może wyglądać na uratowaną po przejściu gradu, a mimo to pod koniec wegetacji ujawni się silna presja fuzarioz łodyg i kolb.
Zagrożeniem pozostają także wiosenne przymrozki. Kukurydza nie jest rośliną odporną na mróz, choć w niektórych przypadkach potrafi jeszcze odbić po niewielkim uszkodzeniu. Silniejsze spadki temperatur niszczą jednak kiełkujące ziarniaki i młode siewki, a wtedy straty bywają bardzo poważne.
Nie można też pomijać nadmiaru wody. Po okresach suszy coraz częściej pojawiają się intensywne opady, które na glebach zwięzłych prowadzą do zastoisk. Niedotleniony system korzeniowy przestaje prawidłowo funkcjonować, rośliny żółkną i słabną, a część plantacji może zostać trwale uszkodzona.
Stresy zaburzają rozwój kukurydzy
Niekorzystny przebieg pogody nie zawsze prowadzi wyłącznie do bezpośrednich uszkodzeń. Często skutkiem są zaburzenia fizjologiczne, które obniżają plon i pogarszają zdrowotność roślin.
Do takich zjawisk należą m.in. kolbowiechy, czyli przekształcanie wiechy w formę przypominającą kolbę, a także wielopalczastość kolb. W tym drugim przypadku zamiast jednej kolby pojawia się kilka drobnych, zdeformowanych tworów, zwykle słabo zaziarnionych. Zjawisko to jest szczególnie niekorzystne, ponieważ roślina rozprasza asymilaty, a dodatkowo tkanki takich kolb łatwo zasiedlają patogeny. Roślina rozprasza także asymilaty przy tzw. wielokolbowości.
Coraz częściej obserwuje się również zjawisko określane jako spapping. Objawia się ono nienaturalnym wyginaniem roślin lub ich pękaniem w węzłach. Problem nie jest jeszcze w pełni rozpoznany, ale wiąże się go z niekorzystnym przebiegiem pogody oraz możliwym wpływem nadmiernego nawożenia azotem.
Błędy agrotechniczne kosztują najwięcej
Znaczna część strat w kukurydzy wynika nie z pogody, lecz z błędów popełnianych na etapie zakładania i prowadzenia plantacji. Dotyczy to zwłaszcza gospodarstw, które dopiero wprowadzają kukurydzę do płodozmianu albo zbyt mocno upraszczają technologię.
Do podstawowych problemów należą źle przygotowane stanowisko, zbyt płytki siew, siew w zaskorupioną lub nadmiernie zbitą glebę oraz wykorzystywanie materiału siewnego przechowywanego zbyt długo. W takich warunkach wschody są nierównomierne, rośliny deformują się, słabiej się ukorzeniają i gorzej startują w sezon.
Nie mniej ważne jest właściwe rozpoznanie zasobności gleby. Bez analizy makro- i mikroskładników łatwo o niedobory, które później objawiają się słabszym wzrostem, gorszym zaziarnieniem, szczerbowatością kolb (niedobór boru, potasu miedzi) i spadkiem plonu. Takie objawy bywają przypisywane pogodzie albo presji szkodników, podczas gdy źródło strat leży po stronie źle zbilansowanego nawożenia.
W praktyce spore szkody powoduje także fitotoksyczne działanie źle dobranych mieszanin zbiornikowych. Łączenie herbicydów z nawozami dolistnymi czy biostymulatorami bez sprawdzenia ich kompatybilności może prowadzić do poparzeń i deformacji roślin. Podobny efekt dają uszkodzenia po nawozach, np. po nieostrożnym stosowaniu RSM. Każde takie naruszenie tkanek staje się potencjalnym miejscem infekcji.
Osobnym zagrożeniem jest wyleganie. Może ono wynikać z cech odmianowych, ale często bywa skutkiem błędów nawożenia, zwłaszcza nadmiaru azotu, który sprzyja tworzeniu zbyt delikatnych tkanek.
Chwasty zabierają kukurydzy wodę, światło i plon
W dyskusji o ograniczaniu chemii czasem pojawia się pogląd, że kukurydza może funkcjonować w większym "towarzystwie" chwastów. Doświadczenia polowe pokazują jednak wyraźnie, że konkurencja chwastów oznacza dla kukurydzy olbrzymie straty. Odbierają one kukurydzy wodę, składniki pokarmowe i światło. Część z nich osiąga znaczną wysokość, utrudnia przewietrzanie łanu i komplikuje zbiór. Co ważne, wiele gatunków pozostawia w glebie trwały bank nasion, który staje się problemem także w kolejnych latach.
Różnice między plantacją skutecznie odchwaszczoną a pozostawioną pod presją chwastów są ogromne. Rośliny są niższe, słabsze, opóźnione w rozwoju, a plon potrafi spaść dramatycznie. To jeden z tych elementów technologii, na których oszczędności najszybciej odbijają się na wyniku ekonomicznym.
Szkodniki wykorzystują uproszczenia w uprawie kukurydzy
Presja szkodników w kukurydzy rośnie, a lista gatunków mających znaczenie gospodarcze stale się wydłuża. Najgroźniejsza pozostaje omacnica prosowianka, obecna w całym kraju. Jej gąsienice uszkadzają łodygi i kolby, powodują złomy roślin, a dodatkowo przenoszą grzyby z rodzaju Fusarium. W efekcie obecność omacnicy oznacza nie tylko ubytek plonu, ale również wzrost ryzyka pogorszenia jakości ziarna.
Coraz większym problemem jest stonka kukurydziana i, jak podkreślał dr hab. Paweł Bereś w oparciu o własne badania, szkodnik występuje już we wszystkich województwach. Larwy stonki rozwijają się przede wszystkim tam, gdzie kukurydza uprawiana jest w monokulturze. Uszkodzony system korzeniowy nie utrzymuje rośliny w pionie, co prowadzi do charakterystycznego wylegania. Chrząszcze dodatkowo żerują na częściach nadziemnych, uszkadzając liście, znamiona i kolby.
Nie wolno lekceważyć ploniarki zbożówki, która uszkadza młode rośliny i może prowadzić do krzewienia oraz niszczenia stożka wzrostu. W wielu gospodarstwach coraz częściej pojawiają się też drutowce, rolnice, mszyce, wciornastki i przędziorek chmielowiec. Zmiany klimatu oraz uproszczenia agrotechniczne sprawiają, że część z tych organizmów zyskuje coraz lepsze warunki rozwoju.
Do strat powodowanych przez owady dochodzą jeszcze szkody wyrządzane przez dziki i ptaki. W niektórych regionach stają się one realnym czynnikiem ryzyka, szczególnie na plantacjach położonych w pobliżu zadrzewień i terenów podmokłych.
Choroby – niższy plon i mikotoksyny w ziarnie
W kukurydzy największe znaczenie mają obecnie choroby grzybowe. Szczególnie groźne pozostają fuzariozy – zarówno łodyg, jak i kolb. Fuzarioza łodyg osłabia tkanki, niszczy węzły i sprzyja łamaniu się roślin przed zbiorem. Fuzarioza kolb bezpośrednio obniża wartość handlową ziarna, a dodatkowo wiąże się z ryzykiem obecności mikotoksyn.
To właśnie mikotoksyny, zdaniem dr. hab. Pawła Beresia, stają się jednym z najważniejszych wyzwań jakościowych produkcji kukurydzy na ziarno. Zaostrzane normy sprawiają, że nawet zebrany plon może okazać się trudny do zagospodarowania. W tym kontekście szczególnego znaczenia nabiera rola szkodników, zwłaszcza omacnicy, która ułatwia infekcje fuzaryjne.
W praktyce polowej coraz częściej obserwuje się także głownię guzowatą, głownię pylącą, drobną plamistość liści, żółtą plamistość liści oraz rdzę kukurydzy. Dodatkowym zagrożeniem są choroby wirusowe i bakteryjne, których znaczenie może wzrastać wraz ze zwiększającą się liczebnością wektorów, takich jak mszyce i skoczki.
Najważniejszy wniosek płynący z wykładu dr. hab. Pawła Beresia jest taki, że w uprawie kukurydzy coraz rzadziej mamy do czynienia z pojedynczym zagrożeniem. Zwykle nakłada się kilka problemów jednocześnie. Susza osłabia rośliny, uszkodzenia po gradzie i żerowaniu szkodników otwierają drogę patogenom, błędy agrotechniczne pogarszają kondycję łanu.
Dlatego produkcja kukurydzy wymaga dziś bardzo wysokiej dyscypliny technologicznej. Znaczenie mają: dobór odmiany, jakość materiału siewnego, termin i głębokość siewu, właściwe nawożenie, ograniczanie monokultury, rozdrabnianie resztek pożniwnych oraz regularny monitoring plantacji.
Marek Kalinowski
