Jakub Banaś o sytuacji w rolnictwieJakub Banaś
StoryEditorRolnik na etacie

Do pszenicy dokłada tysiące. Rodzinę utrzymuje z etatu

13.05.2026., 18:00h

– Gdybym nie pracował na etacie, to nie byłbym w stanie wyżywić rodziny – mówi Jakub Banaś, rolnik z woj. podkarpackiego. Wspólnie z żoną rozwijał gospodarstwo od zera, a dziś musi liczyć się z tym, że sprzedaż zbóż nie przyniesie mu zysku. Jak mówi, rolnik musi być trochę szaleńcem, by trwać w przekonaniu, że może jeszcze będzie lepiej.

Rolnik zaczynał od 35 arów

Jakub Banaś jest rolnikiem jednocześnie pracującym na etacie jako operator obrabiarek sterowanych numerycznie w przemyśle ciężkim. Ma 33 lata, a swoje gospodarstwo prowadzi wspólnie z żoną, z którą wychowuje również dwóch synów w wieku 13 i 10 lat. 

Jego gospodarstwo znajduje się w woj. podkarpackim (pow. leżajski, gm. Nowa Sarzyna). Jak mówi, choć wychował się w rodzinie rolniczej, to swoich hektarów dorobił się sam.

– Wywodzę się z gospodarstwa. Mój tato uprawiał ok. 10 ha i specjalizował się w hodowli trzody chlewnej. Rynek jednak zweryfikował tę produkcję i w pewnym momencie zwyczajnie przestało się to opłacać i kalkulować – wspomina.

Zakup ziemi był wspólną decyzją małżeństwa Banasiów, którzy w 2014 r. kupili pierwszy kawałek ziemi o powierzchni ok. 35 arów. 

– Zaczynaliśmy z żoną od 35-arowej działki. W roku 2025 osiągnęliśmy szczyt, bo doszliśmy do 44 hektarów. Ok. 7,5 ha to są nasze ziemie, a resztę dzierżawiliśmy – mówi Jakub Banaś.

image
Jakub Banaś o sytuacji w rolnictwie
FOTO: Jakub Banaś

Kupowali ziemię i brali dzierżawę, a teraz ją oddali

Gospodarstwo Banasiów rozwijało się z powodzeniem, jednak sytuacja na rynku zbóż, które uprawia rolnik, zmusiła go do podjęcia decyzji o rezygnacji z kilku hektarów dzierżawy.

– Musiałem zredukować areał do 35 ha i nie wiem, czy nie będę musiał tego kontynuować – przyznaje.

Rolnik: „Gdybym nie pracował na etacie, nie byłbym w stanie wyżywić rodziny”

Jak wynika z relacji Banasia, decyzja o oddaniu dzierżaw była konieczna, bo nie da się wiecznie dokładać do interesu. Kołem ratunkowym dla rolnika jest praca na etacie. 

– Gdybym nie pracował na etacie, to nie byłbym w stanie wyżywić rodziny. Specjalizuję się w uprawie zbóż, takich jak pszenica i jęczmień. W zeszłym roku do hektara pszenicy musiałem dołożyć 150 zł – wylicza.

Rolnik sprzedał pszenicę i jęczmień za bezcen

W ocenie Banasia w minionym sezonie nie dało się zarobić ani na zbożu paszowym ani konsumpcyjnym, bo różnica w cenie to były jakieś grosze. Ostatecznie rolnik sprzedał pszenicę i jęczmień za bezcen.

– Za pierwsze transporty, które odstawiałem w żniwa, dostawałem po 720 zł/t, a we wrześniu i październiku było to 650 zł/t. Takimi pieniędzmi nie dało się pokryć kosztów produkcji – przyznaje.

Jak mówi, strata byłaby jeszcze bardziej dotkliwa, gdyby w jego zasiewach przeważały uprawy konsumpcyjne.

– Dobrze, że nastawiłem się na pszenicę paszową, która nie ma aż takich wymagań jakościowych, bo jeżeli jeszcze musiałbym stosować dodatkowe fungicydy, żeby zapewnić jakość ziarna, to miałbym jeszcze większą stratę – twierdzi.

Praca na etacie poduszką bezpieczeństwa dla rolnika 

Banaś pracuje na etacie od 2012 r. Jak przyznaje, nie było tak, że obecna sytuacja zmusiła go do pójścia do pracy, bo miał ją jeszcze zanim zajął się rolnictwem, ale w obecnej perspektywie etat stanowi dla niego i rodziny jedyną poduszkę bezpieczeństwa finansowego.

– Zakładając gospodarstwo nie korzystaliśmy z żadnych funduszy unijnych i dofinansowań na zakup sprzętu. Do wszystkiego doszliśmy własnymi siłami i to, co udało się zebrać z pola, inwestowaliśmy w rozwój gospodarstwa, zakup maszyn czy ziemi. Ale od 2023 r. w gospodarstwie jest wyłącznie równia pochyła w dół – dodaje.

Susza nie dokuczyła rolnikowi tak jak przymrozki

Rolnik przyznaje, że uprawy z terenu, na którym mieszka, choć nie podlewane obfitymi deszczami, nie ucierpiały pod względem suszy w znaczącym stopniu.

– Mieszkam na terenie, na którym susza nie była aż tak bardzo dotkliwa. Od początku roku do dziś popadywał deszcz. Suma opadów przez pierwsze trzy miesiące roku wyniosła 20 l, ale to już wystarczyło, żeby trochę uratować zboża. Spadek plonu będzie, choć raczej nie aż tak dotkliwy, jak to się zapowiadało jesienią i na pewno mniejszy, niż w Wielkopolsce czy w Zachodniopomorskiem – analizuje.

Niestety, rolnik nie może powiedzieć tego samego o przymrozkach, które przez kilka nocy przekroczyły nawet -10°C.

– Przez kilka nocy utrzymywały się przymrozki. Wówczas temperatura dochodziła na niektórych działkach do -11°C, wiem, bo miałem rozłożoną stację pogodową. Jęczmień ozimy ucierpiał podczas tych przymrozków, ale zaczyna się regenerować i jest szansa na to, że wyda plon, choć miałem moment, że biłem się z myślami, czy nie zlikwidować plantacji i nie przesiać jej kukurydzą, żeby cokolwiek zarobić – przyznaje.

image
– Przez kilka nocy utrzymywały się przymrozki – mówi.
FOTO: Jakub Banaś

Ceny zbóż wciąż niskie

Rolnik podkreśla, że w kwestii cen skupu zbóż niewiele się zmienia i wciąż są bardzo niskie.

– Pszenica obecnie jest skupowana po ok. 750 zł/t, a powinna kosztować ok. 1 000 zł/t. Podejrzewam, że im będzie bliżej żniw, tym będzie gorzej. Chyba że rynek to zweryfikuje, a plony drastycznie spadną – prognozuje.

Banaś spodziewa się, że pogoda istotnie wpłynie na tegoroczne plony rzepaku.

– Rzepaków w tym roku w Polsce w zasadzie nie będzie. Widać, że wielu rolników likwiduje te plantacje. Z jednej strony robią to dlatego, że wystąpiła olbrzymia susza, która niemalże całkowicie wstrzymała rozwój tych roślin, a z drugiej strony przymrozki, które dobiły rzepak – dodaje.

Ceny nawozów i paliw generują wysokie koszty produkcji

Banaś jest w grupie rolników, którzy mocno odczuli skok cen nawozów i paliw. Mężczyzna nie dysponował wystarczającą powierzchnią magazynową, by móc zrobić zapasy nawozów przed podwyżkami.

– Najczęściej kupuję nawóz tuż przed jego aplikacją, ok. miesiąca wcześniej, pod koniec stycznia lub w połowie lutego. W tym roku nie udało mi się kupić nawozów w tym terminie, tylko dopiero po 10 marca. Kilka dni przed tym, zanim kupiłem nawóz, saletra amonowa kosztowała od 1 750 do 1 800 zł/t brutto, a ja kupowałem już po 2 200 zł/t brutto – przyznaje.

Jak mówi, wysokie ceny paliw są obecnie gwoździem do trumny polskiego rolnictwa. Ubolewa, że rolnicy nie mają możliwości regulowania rynku.

–  Nie możemy przerzucić kosztów produkcji na odbiorcę, czyli konsumenta. Narzuca je pośrednik, który bezpośrednio handluje z klientem, np. skupy, które kupują od nas zboża, a następnie młyny czy piekarnie dostarczające chleb do supermarketów – dodaje.

Rolnicy mają ceny skupu jak 20 lat temu

Rolnik wskazuje, że ludzie często obwiniają producentów rolnych o wysokie ceny żywności nie mając pojęcia o tym, że są im proponowane stawki sprzed 20, a nawet 25 lat.

– Ludzie obwiniają rolników o wzrost cen żywności, a prawda jest taka, że my jako rolnicy mamy ceny żywności sprzed 10, 20 i 25 lat. Ostatnio przeglądałem swoje zapiski i w pierwsze żniwa, które miałem w 2015 r. sprzedawałem pszenicę po takiej cenie, jak w zeszłym roku. A patrząc na ceny historyczne z 2010, 2009 i 2007 r., to takie same ceny są dzisiaj – analizuje.

Co gorsza, choć ceny skupu zbóż są obecnie równie niskie, jak 2 lat temu, to zdecydowanie wyższe są ceny nawozów, bez których produkcja rolna jest trudna. 

– Zaczynając przygodę z rolnictwem za tonę pszenicy kupowałem tonę nawozu, a teraz trzeba sprzedać 4 tony pszenicy, żeby kupić tonę nawozu i mówię o nawozie azotowym, bo trzeba jeszcze pamiętać, że konieczny jest zakup nawozów wieloskładnikowych, o środkach ochrony roślin nie wspominając – kalkuluje.

image
– Zaczynając przygodę z rolnictwem za tonę pszenicy kupowałem tonę nawozu, a teraz trzeba sprzedać 4 tony pszenicy, żeby kupić tonę nawozu – kalkuluje rolnik.
FOTO: Jakub Banaś

Bycie rolnikiem to lokalny patriotyzm?

Banaś przyznaje, że został rolnikiem, bo chciał i choć w domu go od tego odwodzono, postawił na swoim. Dziś trudno jest mu powiedzieć czy żałuje, czy nie. Wie na pewno, że nie zamierza wywierać presji na swoich dzieciach i zachęcać ich do przejęcia gospodarstwa, choć młodszy z dwójki chłopców jest żywo zainteresowany rolnictwem i chętnie podpatruje pracującego w polu tatę.

image
Młodszy z dwójki chłopców jest żywo zainteresowany rolnictwem
FOTO: Jakub Banaś

Rolnik mówi wprost, że jego zdaniem do bycia rolnikiem trzeba mieć w sobie nutkę szaleńca, by podołać trudom dnia codziennego.

– Rolnik musi być człowiekiem, który zwyczajnie kocha rolnictwo i obiera je jako cel swojego życia. Traktuję je troszeczkę jako lokalny patriotyzm. Nie po to nasi ojcowie i dziadowie przelewali krew za tę ziemię, żeby ona leżała odłogiem, tylko żeby mogła wykarmić nasz naród. Jednak człowiek, który podejmuje się takiej pracy, musi być też szaleńcem, bo jeśli firma nie przynosi zysku przez rok lub dwa lata, to się ją zamyka, a rolnik się łudzi, że jeszcze jakoś to będzie – kończy.

Justyna Czupryniak-Paluszkiewicz 

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
13. maj 2026 18:02