Canva/gov.pl
StoryEditorZiemia KOWR

„Stracę 30 ha, będę musiał zlikwidować krowy”. Rolnicy boją się decyzji KOWR i wojska

13.05.2026., 17:30h

Rolnicy z terenów przygranicznych alarmują, że mogą stracić dzierżawioną ziemię z KOWR pod potrzeby programu Tarcza Wschód. Gospodarze podkreślają, że rozumieją konieczność wzmacniania bezpieczeństwa państwa, ale bez tych hektarów nie będą w stanie utrzymać produkcji zwierzęcej. – Jak stracę 30 ha, będę musiał zlikwidować krowy – mówi nam jeden z rolników z Podlasia.

Tarcza Wschód a ziemia z KOWR. Rolnicy popierają obronność, ale boją się o gospodarstwa

Budowa Tarczy Wschód budzi coraz większe emocje wśród rolników z terenów przygranicznych. Gospodarze podkreślają, że rozumieją potrzebę wzmacniania bezpieczeństwa Polski i wschodniej granicy UE. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy pod potrzeby wojska mają trafiać grunty od lat dzierżawione z KOWR.

Wojsko zapewnia, że nie będzie siłowego przejmowania ziemi, a KOWR podkreśla, że przekazywane są głównie grunty wolne. Rolnicy zwracają jednak uwagę, że problem pojawia się przy kończących się umowach dzierżawy. Jeśli KOWR nie przedłuża umowy, ziemia przestaje być formalnie dzierżawiona i może zostać przekazana pod potrzeby Tarczy Wschód. A wtedy rolnik traci grunty.

– Nie planujemy żadnych przejęć siłowych nieruchomości. Wszystko odbywa się na zasadzie dialogu oraz z poszanowaniem praw dzierżawców – zapewniali przedstawiciele Rejonowego Zarządu Infrastruktury podczas spotkania z rolnikami w Warmińsko-Mazurskiej Izbie Rolniczej.

„Chcieli mi zabrać kilkanaście hektarów przy samych budynkach”

Taki problem ma jeden z rolników z woj. warmińsko-mazurskiego, prowadzący produkcję bydła. Chodzi o ziemię dzierżawioną z KOWR, położoną tuż przy budynkach inwentarskich.

– Na początku chcieli przejąć całą działkę, kilkanaście hektarów przy samych budynkach, tam gdzie wypasam krowy mamki. Po interwencjach i rozmowach stanęło na tym, że może chodzić o dwa albo trzy hektary, ale nadal nie wiem, jaka będzie ostateczna decyzja – mówi nam rolnik.

Jak podkreśla, ziemia miała być w tym roku objęta przedłużeniem umowy dzierżawy.

– Złożyłem wniosek o przedłużenie umowy, ale KOWR czeka na decyzję wojska. Wojsko czeka na swoje decyzje. I zrobiło się błędne koło. Ja nie wiem, jak to się skończy – dodaje.

Dla gospodarstwa nawet kilka hektarów mniej może oznaczać duży problem.

– Nawet dwa hektary przy takim układzie to dla mnie dużo, bo to ziemia bezpośrednio przy budynkach. Przy hodowli bydła to nie jest zwykła działka gdzieś daleko od gospodarstwa. To jest zaplecze do codziennej pracy – tłumaczy rolnik.

„Dowiedziałem się przypadkiem. Nikt wcześniej nie przyszedł porozmawiać”

Rolnik podkreśla, że najbardziej zabolał go brak wcześniejszego dialogu.

– Dowiedziałem się o tym praktycznie przypadkiem. Nikt wcześniej nie przyszedł, nie powiedział, że jest taki zamiar, nie zapytał, czy widzę jakieś inne rozwiązanie. A przecież tu jest produkcja, zwierzęta, pasza, plany inwestycyjne – mówi.

Jak dodaje, rolnicy rozumieją potrzeby wojska, ale oczekują rozmowy.

– My rozumiemy, że bezpieczeństwo kraju jest najważniejsze. Ale powinno być minimum dialogu. Nie może być tak, że ktoś siedzi przy biurku i zaznacza działkę, nie sprawdzając, co tam się dzieje w gospodarstwie – podkreśla.

„Jak zabiorą 30 ha, będę musiał zamknąć gospodarstwo”

Podobny problem ma rolnik z Podlasia, który dzierżawi z KOWR ok. 30 ha. To połowa areału jego gospodarstwa. Umowa się kończy, a decyzji o przedłużeniu nadal nie ma.

– Czekam i żadnej odpowiedzi nie ma. KOWR też jeszcze nie wie, bo wojsko ma wskazać miejsca strategiczne. Problem w tym, że dla mnie to jest 30 hektarów – mówi rolnik.

Prowadzi gospodarstwo mleczne. Doi ok. 50 krów. Bez dzierżawionej ziemi nie będzie miał gdzie produkować paszy.

– Nie wydzierżawię nic w zamian, bo nie ma gdzie. Jeśli zabiorą te hektary, to będzie redukcja stada, a może likwidacja gospodarstwa. Nie będę przecież chodził z jedną krową. Bez ziemi to nie ma sensu – mówi.

Rolnik zwraca uwagę, że wojsko mówi o potrzebie pozyskania miejsc pod składowanie materiałów, ale jego zdaniem nie zawsze potrzeba do tego dużych działek.

– Jeśli wojsko potrzebuje kilku hektarów w strategicznym miejscu, to niech bierze tyle, ile naprawdę potrzebuje. Ale nie całe duże działki, które utrzymują gospodarstwa – dodaje.

Borowski: „Można było to rozwiązać inaczej”

Mirosław Borowski, przewodniczący Rady Powiatowej Warmińsko-Mazurskiej Izby Rolniczej w powiecie oleckim, podkreśla, że rolnicy nie kwestionują potrzeb obronnych państwa. Problemem jest sposób postępowania z dzierżawcami.

– Na cele obronne nie ma w ogóle dyskusji. Bezpieczeństwo jest priorytetem. Natomiast można było to rozwiązać inaczej – mówi Borowski.

Jego zdaniem rolnikom, którym nie przedłuża się umów z powodu potrzeb wojska, powinno się proponować inne grunty w zamian.

– Jeśli komuś zabiera się 30 czy 50 hektarów, często jedną trzecią gospodarstwa, to powinno się zaproponować zamianę. Może trochę dalej, może na innych warunkach, ale tak, żeby utrzymać strukturę gospodarstwa. Tymczasem rolnikom mówi się, że mogą startować w nowych przetargach – wskazuje.

A to, jak podkreśla, oznacza nowe ryzyko, bo czynsz po takim przetargu będzie prawdopodobnie dużo wyższy niż dotychczas.

– W przetargach często startują ludzie z dużymi pieniędzmi. Rolnik, który stracił dzierżawę, nie ma żadnej gwarancji, że odzyska jakąkolwiek ziemię. To jest poważny problem – dodaje Borowski.

Bez ziemi nie ma paszy, bez paszy nie ma produkcji

Największe obawy mają gospodarstwa prowadzące produkcję zwierzęcą. Dla nich ziemia to nie tylko areał w ewidencji. To pastwiska, kukurydza, trawy, sianokiszonka, słoma i całe zaplecze paszowe.

Utrata kilkunastu lub kilkudziesięciu hektarów może oznaczać konieczność ograniczenia stada, rezygnację z inwestycji albo całkowite zamknięcie produkcji.

– Jeśli ktoś ma krowy, to nie może z dnia na dzień stracić ziemi i normalnie funkcjonować. Trzeba mieć gdzie wypasać, gdzie siać kukurydzę, gdzie robić paszę. To nie jest tak, że rolnik pójdzie sobie gdzie indziej i od razu znajdzie 30 hektarów – mówią rolnicy.

Rolnicy chcą Tarczy Wschód, ale nie chcą zostać sami z problemem

W rozmowach z nami rolnicy mocno podkreślają, że nie są przeciwni budowie Tarczy Wschód. Przeciwnie – mieszkając przy granicy, dobrze rozumieją, czym jest bezpieczeństwo państwa. Ich zdaniem państwo powinno jednak zadbać o to, by inwestycja obronna nie odbywała się kosztem gospodarstw, które od lat utrzymują produkcję na wschodzie kraju.

– My nie mówimy, że wojsko nie ma budować. Mówimy tylko, że rolnik nie może zostać sam z problemem. Bo jeśli ziemia zniknie z gospodarstwa, to za chwilę może zniknąć też produkcja – podsumowują.

KOWR przekazał wojsku już ok. 415 ha

Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa poinformował nas, że na rzecz Rejonowego Zarządu Infrastruktury przekazano już w trwały zarząd ok. 415 ha gruntów.

Chodzi głównie o tereny w województwach warmińsko-mazurskim, podlaskim i lubelskim, położone wzdłuż granicy z Białorusią i Rosją.

KOWR zaznacza, że przekazywane są przede wszystkim grunty nieobjęte umowami dzierżaw. Jednocześnie przyznaje, że w przypadku gruntów dzierżawionych analizowana jest możliwość wyłączenia części działek przy przedłużaniu umów. O rekompensatach dla rolników KOWR mówi nam krótko: obecne przepisy ich nie przewidują.

Zapytaliśmy więc ministerstwo rolnictwa, czy planowane są rozwiązania, które pomogłyby rolnikom tracącym dzierżawy pod potrzeby Tarczy Wschód – np. przekazywanie gruntów zamiennych z zasobów KOWR lub inne formy wsparcia dla gospodarstw dotkniętych tym problemem. Czekamy na odpowiedź. 

Kamila Szałaj

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
13. maj 2026 17:32