Rzepak ucierpiał podczas mrozów
Doradcy INNVIGO próbują znaleźć receptę na takie sytuacje, a Dni Pola w Urbanowicach były okazją do zaprezentowania rolnikom na poletkach odmianowych skutecznych rozwiązań, produktów i technologii.
– Rzepak to nie jest łatwa uprawa – mówi Michał Filipowski, Innvigo. – Nie szczędziliśmy tutaj zabiegów, choćby dlatego, że ma to wyglądać bardzo dobrze. Np. insektycydowych zabiegów zastosowaliśmy kilkanaście, żeby maksymalnie ograniczyć presję szkodników i niestety i tak nie upilnowaliśmy wszystkich.
Rzepak ucierpiał także w efekcie mrozów zimowych, a potem ogromnych różnic w amplitudzie temperatur. Co więcej, w wielu regionach rzepak był bez okrywy śnieżnej, czego skutki także było widać na wielu polach w Polsce.
– Tam gdzie nie stosowano regulatorów wzrostu, często rzepaki powymarzały, a w najlepszym wypadku zostały mocno przerzedzone – dodaje ekspert.
Przy dalszym wzroście rośliny również miały problemy, gdyż rzepaki, które nie były regulowane i chronione fungicydami były wyższe. W połowie kwietnia, kiedy znowu amplituda temperatur była znacząca, z mrozami w nocy do minus kilkunastu stopni Celsjusza, rzepaki dostały tym razem po łuszczynach.
– Mamy więc pełen przekrój kataklizmów, które dotknęły rzepak. Ale tutaj w Urbanowicach nie jest najgorzej. Jeżdżę po całym kraju i na przykład na Wybrzeżu są znacznie większe straty – relacjonuje Michał Filipowski.
Specjalista zaznacza, że inne zagrożenia zdrowotne nie były tak wyraźne i duże, gdyż sucha zgnilizna czy zgnilizna twardzikowa nie były tak ekspansywne w tym sezonie. Były natomiast problemy ze skutecznością jesiennych zabiegów herbicydowych.
– Tutaj mieliśmy jesienią problem z chwastami, bo herbicydy, które miały działać nalistnie w niskich temperaturach jesiennych miały mniejszą skuteczność. Dlatego my rekomendujemy zabiegi sekwencyjne, zamiast stosowania poprawek pełnymi dawkami. Pokazujemy efekty zastosowania takich zabiegów, gdzie jako pierwszy idzie zabieg doglebowy i potem sekwencyjnie zabieg nalistny. I to właśnie w tym roku sprawdziło się nam najlepiej, bo mamy ten margines błędu. Jeśli coś nie wyjdzie doglebowo, to można potem te chwasty czymś nalistnym zniszczyć. I daje duże bezpieczeństwo i wysoką skuteczność.
Chlomazon na przytulię w rzepaku
Marek Szewców, który również zajmuje się rzepakiem, rekomendował rolnikom na przytulię chlomazon. Jak zaznaczał, na glebach ciężkich, gdzie jest przytulia, nie ma nic lepszego niż substancja chlomazon, tylko nie 70–80 a 110–120 gramów na hektar. To jest bardzo tani zabieg, jedyny skuteczny można powiedzieć. Nie ma nic skuteczniejszego jeśli chodzi o przytulię, my to proponujemy z preparatem Baristo. Specjalista zwraca uwagę na bardzo dużą w tym sezonie ekspansję pchełki. Może być równie groźna jak chowacz i mocno niszczyć plantacje rzepaku.
– Jak wejdzie larwa do środka, to już jest koniec. Nie można mówić, że rolnicy zapomnieli o tym szkodniku, ale fakty pokazują, że bagatelizują problem pchełek. Niestety, z ich powodu wiele plantacji poszło pod pług. Tak duże było nasilenie szkód – mówi Marek Szewców.
Żołte naczynia podstawą monitoringu pchełek w rzepaku
Ekspert mówił, że podstawą monitoringu pchełek i innych szkodników rzepaku są żółte naczynia. Należy je ustawiać zaraz po siewie, systematycznie kontrolować i ten monitoring wspomagać lustracją. A jeżeli zabieg jest konieczny, należy pamiętać o warunkach skutecznego działania insektycydów.
– Jak jest jeszcze temperatura w granicach 5–10°C pchełka dalej żeruje, bardzo często jeszcze na wiosnę. Z powodu szkodnika zdarzało się, że rolnicy jeszcze w maju przeorywali plantacje. Nie z powodu mrozów, z powodu szkodników. Żerujących larw pchełek może być w łodydze 50–70 a dodatkowo także kilka larw chowaczy – dodaje Marek Szewców.
Oczywiście nie można do tego dopuścić, a ekspert do ograniczania proponuje Adel 280 SC – nowy produkt dwuskładnikowy (acetamipryd 250 g/l, deltametryna 30 g/l).
– Musicie stosować produkty o działaniu systemicznym, które zabezpieczą rośliny od środka i w momencie, kiedy temperatura wynosi jeszcze kilkanaście stopni. To ważne, bo kiedy temperatury spadną poniżej 10°C, trudno będzie wydobyć pełną skuteczność takich preparatów. Wtedy zostanie możliwość zastosowania pyretroidów, a przy ich działaniu kontaktowym najczęściej jeden zabieg nie wystarczy. Trzeba monitorować szkodniki, pilnować i sprawdzać długoterminową, prognozę pogody. To ważne przy ograniczaniu szkodników, ale także chwastów i chorób jesiennych – mówi Marek Szewców.
W jakiej temperaturze stosować produkty herbicydowe nalistne?
Niemal wszystkie produkty herbicydowe nalistne, które stosują rolnicy, potrzebują 4–5 dni z temperaturą powyżej 5°C. Ale trzeba pamiętać, że nie ze średnią dobową, tylko z temperaturą powyżej. Marek Szewców, który od wielu lat jest praktykiem przypomina i wskazuje również na bardzo istotne elementy stosowania środków ochrony roślin, które gospodarze często pomijają czy zaniedbują. Kiedy temperatura spadnie poniżej 5°C, to koniec działania prawie wszystkich substancji czynnych.
– Na szczęście można robić korekty zabiegów, na chwasty korekty nalistne. Ale nie wolno zostawić uprawy i myśleć, że będę robił powschodowo, a przecież w przypadku złego przebiegu pogody bardzo często nie można wjechać na pole. Większość zbiegów nalistnych potrzebuje chwastu na wierzchu, jak nie ma chwastu, nie ma co pryskać. Czekamy na chwasty, a tu robi się sucho i zimno – i do widzenia – objaśnia Marek Szewców.
Mimo wszystko, jego zdaniem, jest wiele rozwiązań dla rzepaku, choćby proste Baristo z Efectorem, a potem ewentualnie poprawki. Ale w zależności od zachwaszczenia można zamieniać Baristo, skorygować program odchwaszczania. Ekspert zapowiedział wprowadzanie kolejnych, nowych preparatów, które są obecnie sprawdzane i mają być gotowe dla rolników za dwa lata.
Regulacja rzepaku jesienią i wiosną
Firma ma dla rolników także rozwiązania fungicydowe i do regulacji roślin. Jednak wszystko trzeba robić z głową po to, żeby rzepak nie uciekł nam, nie wybiegł. Bo bardzo często jest tak, że kiedy rzepak jest za gęsto posiany, są z tym problemy. Często stanowiska bogate, szczególnie po bobowatych, kiedy zostaje dużo azotu, zwiększają skłonność roślin do gonienia w pęd. Stąd najważniejsza jest regulacja jesienią, utrzymanie rzepaku przy ziemi. Rozeta nawet z 14–16 liśćmi może być wyregulowana, zakrywająca glebę. To dobre dla dobrego przezimowania. Siła regulacji musi być dostosowana do odmiany, zagęszczenia i zastosowanych dawek azotu lub jego ilości z przedplonu.
Ekspert poleca Dafne 250 EC (difenokonazol 250 g/l) czy X – MET 100 SL (metkonazol 100 g/l). Na razie największym zagrożeniem jest sucha zgnilizna kapustnych i preparat oparty na difenokonazolu bardzo skutecznie sobie z tym radzi, także Makler 250 EC (azoksystrobina 250 g/l). Natomiast na wiosnę rozwiązaniem jest Kier (azoksystrobina 200 g/l; difenokonazol 125g/l; tebukonazol 125 g/l) i Protikon 250 EC (protiokonazol) z Dafne. Do wiosennej regulacji X – MET 100 SL (metkonazol 100 g/l) złożony z Mepikiem 300 SL (chlorek mepikwatu 300 g/l).
Zamiast skracania rzepaku przemyślana regulacja
Na zachodzie kraju, kiedy zaczyna brakować wody, kiedy jest zimna wiosna, niektórzy stosują skracanie, ale Marek Szewców nie jest zwolennikiem skracania, a przemyślanej regulacji. Podkreśla, że istotnym elementem w całej uprawie jest również wybór odmiany do lokalnych warunków, które rolnicy znają najlepiej, a firma może ich zaproponować już ponad dwadzieścia. Zaleca i podkreśla konieczność ciągłego nadzorowania i pilnowania plantacji jesienią, gdyż jak mówi – jak przyjdzie bardzo chłodna wiosna, żaden środek nie działa. A w przypadku szkodników nie mają prawa dostać się one do środka do łodygi. Jak wejdą do łodygi, nie upilnujemy także chorób. Ważnym elementem uprawy rzepaku jest systematyczna lustracja i monitoring szkodników za pomocą żółtych naczyń.
– To jedna z podstawowych rzeczy. Żółte naczynie powinno stać w każdym rzepaku. Bez tego prostego narzędzia dużo plantacji przepadło, bo rolnicy nie monitorowali nalotów szkodników i czekali aż zregeneruje się masa zielona – podkreśla Marek Szewców.
Rozwiązania polecane w rzepaku
Z wielu zaproponowanych przez INNVIGO rozwiązań fungicydowych warto przytoczyć dla przykładu dwa:
- jesienny – Bukat 500 SC 0,4 l/ha + Dafne 250 EC 0,3 l/ha i wiosenny – Bukat 500 SC 0,5 l/ha (co powinno pozwolić na zabezpieczenie m.in. przed mączniakiem prawdziwym roślin kapustowatych, suchą zgnilizną kapustowatych, czernią krzyżowych);
- jesienny – Dafne 250 EC 0,2 l/ha + Bukat 500 SC 0,3 l/ha i wiosenny – Dafne 250 EC 0,5 l/ha + Bukat 500 SC 0,25 l/ha.
W Urbanowicach do podpatrzenia było jeszcze wiele innych rozwiązań na polach pokazowych:
- Mezzo 500 SC (metazachlor 500 g/l) – 1,0 l/ha (odpowiada za zwalczanie jednorocznych chwastów dwuliściennych);
- Efector 360 CS/Boa360 CS (chlomazon 360 g/l) – 0,2 l/ha (odpowiada za zwalczanie chwastów jedno- i dwuliściennych w rzepaku ozimym);
- Baristo 500 SC (napropamid 500 g/l) – 2,0 l/ha (odpowiada za zwalczanie chwastów wrażliwych np. budziszek, komosa, tasznik, rdestówka, chaber, przytulia).
Te czy wiele innych propozycji nie tylko można, ale nawet trzeba konsultować z ekspertami firmy, gdyż po prostu ze względu na ilość różnych preparatów oraz substancji czynnych można, w zależności od potrzeb, zmieniać i korygować programy. Aby zapoznać się z praktykami ekspertów oraz z ich propozycjami w Urbanowicach w Opolskiem od wielu lat INNVIGO urządza pokazy dotyczące zastosowania środków firmy w warunkach polowych. Te cieszą się dużym zainteresowaniem ze strony klientów firmy, bo przyjeżdżają tam nie tylko rolnicy z Polski, ale także z Czech i Rumunii, gdyż w tych krajach INNVIGO również prowadzi działalność i mamy swoje organizacje.
Artur Kowalczyk
