– Nie opłaca się. Ten biznes się nie skleja. Nie widzę w tym przyszłości – mówi Hubert Ojdana, rolnik z powiatu hajnowskiego w woj. podlaskim. Jego decyzja staje się symbolem kryzysu, z którym mierzy się coraz więcej polskich hodowców świń.
Ojdana rozczarowany po spotkaniu z ministrem rolnictwa
Młody rolnik jest jednym z najbardziej wyrazistych głosów producentów trzody chlewnej w Polsce. Po spotkaniu hodowców z ministrem rolnictwa Stefanem Krajewskim 3 lipca nie krył rozczarowania. Pisaliśmy o tym tutaj.
Liczył na konkretne propozycje działań, które pozwolą odbudować opłacalność produkcji świń. Jak oceniał, zamiast rozwiązań hodowcy usłyszeli przede wszystkim ogólne deklaracje.
To właśnie wtedy padł apel, który odbił się szerokim echem w środowisku rolniczym i mediach. – Nie inwestujcie w nowe chlewnie – mówił producent z Podlasia, przekonując, że w obecnych realiach zaciąganie kolejnych kredytów i rozwijanie produkcji może okazać się zbyt dużym ryzykiem.
Kilka dni później okazało się, że nie były to słowa wypowiedziane pod wpływem emocji. Dziś sam podejmuje trudną decyzję, która dla wielu rolników jeszcze do niedawna wydawała się nie do pomyślenia.
Ojdana: "Po co się męczyć?"
Hubert Ojdana poinformował, że wystawił na sprzedaż jedno z trzech swoich gospodarstw.
Powody swojej decyzji przedstawia bez ogródek: – Tak jak mówiłem, jedno z trzech gospodarstw wystawiam na sprzedaż. Nie opłaca się na razie. Ten biznes się nie skleja. Nie widzę w tym przyszłości.
Po chwili dodaje kolejne zdanie, które dobrze oddaje nastroje panujące wśród producentów świń: – Po co się męczyć? Po co inwestować, skoro to jest nieopłacalne?
To nie brzmi jak chwilowe rozczarowanie wywołane gorszą koniunkturą. To głos rolnika, który przez lata rozwijał produkcję, inwestował w gospodarstwo i dziś coraz trudniej dostrzega ekonomiczne uzasadnienie dalszej hodowli.
Rolnik rezygnuje z gospodarstwa, bo się nie opłaca
Paradoks tej historii polega na tym, że na sprzedaż trafia gospodarstwo świetnie przygotowane do dalszej produkcji.
Chlewnia spełnia wymagania bioasekuracji. Teren jest ogrodzony, wyposażony w maty dezynfekcyjne, silosy oraz niezbędną infrastrukturę. Budynek jest gotowy do zasiedlenia.
Mimo to właściciel zrezygnował z planowanego wstawienia kolejnej partii warchlaków.
– Miały być wstawiane warchlaki, ale chyba zrezygnujemy z wstawiania, bo się na razie nie opłaca – przyznaje.
To pokazuje, że problemem nie jest stan techniczny gospodarstwa ani konieczność kolejnych inwestycji. Problemem jest opłacalność produkcji.
Gospodarstwo za 2 mln zł
Na sprzedaż trafiła nieruchomość o powierzchni około 4,5 ha w Bielszczyźnie koło Hajnówki. Cena wynosi 2 mln zł. Sam właściciel zwraca uwagę, że teren można wykorzystać nie tylko do dalszej produkcji zwierzęcej, ale także pod inwestycje lub podział na działki budowlane.
W nagraniu nie kryje również swojej goryczy.
– Jak ktoś jest masochistą, to oczywiście niech hoduje tutaj świnie. Żaden problem – mówi młody rolnik, podkreślając, że obiekt nadal spełnia wszystkie wymagania do prowadzenia produkcji.
Brak przewidywalności na rynku świń
Historia gospodarstwa z Podlasia nie jest odosobnionym przypadkiem. Od lat polska produkcja trzody chlewnej znajduje się pod silną presją ekonomiczną. Hodowcy muszą mierzyć się z wysokimi kosztami pasz, energii i pracy, skutkami ASF, kosztownymi wymogami bioasekuracji oraz dużą zmiennością cen żywca.
Wielu producentów podkreśla, że nawet okresowa poprawa cen skupu nie rozwiązuje najważniejszego problemu – braku przewidywalności.
Inwestycje w chlewnie planuje się na kilkanaście lub kilkadziesiąt lat, tymczasem sytuacja rynkowa potrafi diametralnie zmienić się w ciągu kilku miesięcy.
Dlatego coraz częściej pytanie nie brzmi już, jak rozwijać produkcję, lecz czy warto ją w ogóle kontynuować.
Decyzja Huberta Ojdany dobrze pokazuje ten dylemat. Jeszcze niedawno przestrzegał innych rolników przed rozpoczynaniem nowych inwestycji. Dziś sam ogranicza działalność.
Alarm w branży trzody chlewnej
Sprzedaż jednego z gospodarstw przez Huberta Ojdanę nie powinna być postrzegana wyłącznie jako prywatna decyzja jednego rolnika. To kolejny sygnał pokazujący, że wielu producentów świń przestaje wierzyć w stabilną przyszłość tej gałęzi produkcji.
Jeżeli podobnych decyzji będzie przybywać, konsekwencje wykraczają daleko poza pojedyncze gospodarstwa. Oznaczają dalsze ograniczanie krajowej produkcji wieprzowiny, większą zależność od importu oraz stopniową utratę potencjału polskiej hodowli.
Jeszcze niedawno Hubert Ojdana próbował przekonać przedstawicieli ministerstwa rolnictwa, że producenci trzody chlewnej potrzebują konkretnych działań, a nie kolejnych zapowiedzi. Dziś sam podejmuje decyzję, której jeszcze niedawno chciał uniknąć.
Najbardziej niepokojące jest jednak to, że coraz więcej hodowców nie zastanawia się już nad rozwojem produkcji.
Coraz częściej zadają sobie pytanie, czy warto prowadzić ją dalej. I właśnie dlatego historia gospodarstwa wystawionego na sprzedaż pod Hajnówką może okazać się czymś więcej niż tylko kolejnym ogłoszeniem na portalu z nieruchomościami.
Może być zapowiedzią zmian, które w najbliższych latach odczuje cała polska branża trzody chlewnej.
Zobacz WIDEO:
Krzysztof Zacharuk
