20 gr u rolnika, 4 zł w sklepie. „Ktoś na tym zarabia, ale nie rolnik”Ślęzak/sjem.gov.pl/Canva
StoryEditorZiemniaki

20 gr u rolnika, 4 zł w sklepie. „Ktoś na tym zarabia, ale nie rolnik”

20.04.2026., 14:00h

Producenci ziemniaka biją na alarm. Sytuacja na rynku jest dramatyczna, a sami producenci oczekują konkretnych rozwiązań. Co na to resort rolnictwa?

16 kwietnia br. w Sejmie odbyło się posiedzenie Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi na temat sytuacji ekonomicznej gospodarstw rolnych oraz działań podejmowanych w celu przywróceniu opłacalności produkcji rolnej i stabilizacji rynku rolnego w Polsce. Jedną z głównych kwestii była sytuacja na rynku ziemniaka.

Niskie ceny ziemniaków u rolnika, wysokie w sklepach

Były wiceminister rolnictwa Krzysztof Ciecióra wskazał, że kilogram ziemniaków u rolnika kosztuje obecnie 20 gr, podczas gdy te same ziemniaki są sprzedawane w sklepach po 3,00 – 4,00 zł/kg. Zdaniem posła, nie jest to sytuacja jednostkowa, a problem powszechny, który dotyczy rolników w całym kraju. Ciecióra zasugerował, że jednym z głównych powodów, dla których obecnie rolnicy borykają się ze zbytem ziemniaków, jest brak kontroli nad napływem warzyw i innych produktów spożywczych z zagranicy. 

– Mamy absolutny brak kontroli nad napływem warzyw i innych produktów rolno-spożywczych z zagranicy na nasz rynek. To jest tak naprawdę jednym chyba z największych problemów. Nasz eksport obwarowany jest niewiarygodną ilością obostrzeń, utrudnień, natomiast kiedy jest taka potrzeba, żeby upłynnić ziemniaki z Niemiec na polskim rynku, to setki ton mogą wjechać i nie ma nad tym żadnej kontroli – stwierdził.

Rolnicy znów ogłoszą samozbiory?

W jego ocenie, służby państwa przechodzą obok tego problemu obojętnie i nie zwracają uwagi na to, co się dzieje. 

– Przecież ten system miał miejsce w zeszłym roku, kiedy rolnicy błagali o samozbiory, jeśli chodzi o paprykę, kapustę, inne warzywa, które zalegały na polach i dzisiaj widzę, że ten scenariusz będzie się powtarzał – prognozował Ciecióra.

Zdaniem posła Ciecióry, jeśli nic się nie zmieni, to rolnicy znów będą zmuszeni do ogłaszania samozbiorów warzyw, w tym ziemniaków, w swoich gospodarstwach. 

– Jedynym sposobem na to, żeby uratować rolników będzie organizacja jednych wielkich samozbiorów [...] i zachęcanie ludzi do tego, żeby jeździli od pola do pola i zbierali te produkty, zwozili do swoich domów i omijali dzięki temu sklepy, handlarzy, czy nawet pracę rolnika, który dotychczas sam się tym zajmował – stwierdził.

Promocja polskiego ziemniaka w maju?

W odpowiedzi na zarzuty Ciecióry wiceminister rolnictwa i rozwoju wsi Małgorzata Gromadzka podkreśliła, że resort rolnictwa we współpracy z sieciami handlowymi oraz Polską Izbą Handlową podejmuje działania mające na celu promocję polskiego ziemniaka. 

– Maj chcemy poświęcić na promowanie polskiego ziemniaka, żeby polscy rolnicy mogli się pozbyć go z magazynu – zapowiedziała. 

Gromadzka: „Zanim gdzieś pojedziemy, badamy ten rynek”

Wiceminister Gromadzka poinformowała również, że powstały uzgodnienia w ambasadach z Polską Agencją Inwestycji i Handlu oraz Krajowym Ośrodkiem Wsparcia Rolnictwa mające na celu znalezienie kolejnych rynków zbytu na nasze produkty rolne, w tym m.in. na owoce, warzywa czy zboża. 

– Realizujemy postulaty i jedziemy tam, gdzie jest to podyktowane również rewizją ze strony naszych konsulatów i ambasad. Był postulat ze strony rolników w kierunku attache ds. rolnictwa, więc podjęliśmy takie działania i jesteśmy w stałym kontakcie. Zanim gdzieś pojedziemy, badamy ten rynek, żeby mieć pewność, że ta misja przyniesie określony efekt – zapewniła. 

Rolnicy płacą za utylizację ziemniaków?

Zdzisław Łuba z Podlaskiej Izby Rolniczej zaproponował przeznaczenie ziemniaków na dodatek do paliwa. Poprosił również o zwrócenie uwagi na to, że rolnicy z powodu braku możliwości sprzedaży, muszą płacić za ich utylizację

Czy mamy do czynienia z pośrednim dopłacaniem do eksportu ziemniaka?

Z-ca przewodniczącego Związku Zawodowego Rolnictwa Samoobrona w woj. kujawsko-pomorskim Marcin Wroński stwierdził, że ziemniak jest dziś tematem numerem jeden w mediach i nie widzi w tym nic dziwnego, bo przesłanki, do tego, że tak się stanie, były już ponad rok temu. 

– Niejednokrotnie apelowałem, że mamy rekordowy import ziemniaka z Niemiec i Holandii. Przecież ta sytuacja spiętrzenia się towaru była do przewidzenia – stwierdził Wroński.

Chciał również wiedzieć, czy resort rolnictwa wystąpił z wnioskiem o zbadanie nieuczciwych praktyk w Niemczech i Holandii polegających na pośrednim dopłacaniu do eksportu.

– Mamy do czynienia z pośrednim dopłacaniem do eksportu, bo dopłata do transportu czy utylizacji jest pośrednim dopłacaniem do eksportu – ocenił. 

Cena minimalna płodów rolnych powinna być usankcjonowa prawnie

Piotr Rapta ze Stowarzyszenia Plantatorów Ziemniaka krytycznie ocenił sytuację na rynku ziemniaka wskazując, że jest ona naprawdę poważna. W jego ocenie, rynek rolny powinien zostać usankcjonowany prawnie tak samo, jak płaca minimalna.

– Jako branża jesteśmy doparci do muru. Płaca minimalna jest usankcjonowana prawnie, nie podlega do końca prawom popytu i podaży, czego my również oczekujemy wobec naszych produktów, żeby po części było to usankcjonowane prawnie – ocenił Rapta.

W ocenie Rapty, sytuacja na rynku ziemniaka, którą obecnie obserwujemy, w jednoznaczny sposób wskazuje na to, że wolny rynek jest dla rolników gwoździem do trumny, a nie utopią. 

Rolników nie stać na środki do produkcji i paliwo

Zdaniem Rapty, sytuacja na rynku ziemniaka stała się na tyle poważna, że rolników nie stać obecnie na zakup środków do produkcji rolnej, a nawet paliwa. Jak stwierdził, cena za produkty rolne jest ustalana nie od tej strony, od której powinna być ustalana.

– Koszty, jakie ponosimy, nie są w ogóle brane pod uwagę. Nie oczekujemy gruszek na wierzbie. Oczekujemy, w takich latach, jak te, chociaż zwrotu kosztów produkcji. Jeżeli my nie będziemy mogli odtworzyć produkcji, to rok przeciągniemy. Jeżeli jednak powtórzy się to przez kolejny rok, to będzie głód – podsumował.

Serafin: „W lasach są tysiące ton ziemniaków”

Prezes Krajowego Związku Kółek i Organizacji Rolniczych Władysław Serafin zaapelował do resortu rolnictwa o to, by zajął się sprawami rolników i związków rolniczych oraz problemami przez nich zgłaszanymi.

– Wy mówicie, że nic się nie stało? W lasach są tysiące ton ziemniaków – stwierdził. 

Dunowski: „Rolnicy są stawiani w sytuacji podbramkowej”

W ocenie Kazimierza Dunowskiego ze Stowarzyszenia Naukowo-Technicznego Przemysłu Spożywczego, trudna sytuacja w rolnictwie i jego powolny upadek nie zaczęły się teraz, a już w latach 90., kiedy lokalne zakłady przemysłowe nie były stanie konkurować z rozwijającymi się korporacjami, które rozwijały działalność w całej Polsce. 

– Rolnictwo przestało sprzedawać do lokalnych zakładów, wybierając duże podmioty, często zagraniczne, które zaczęły rządzić ceną. Małe zakłady padały jeden po drugim i to był pierwszy etap przejęcia rynku – ocenił.

Zdaniem Dunaka, drugi etap przejęcia rynku był związany z masowym zamykaniem prywatnych sklepików i GS-ów, bo wówczas również rolnicy, zaczęli wybierać dyskonty. Jak wskazał, obecnie rynek jest zdominowany przez trzy znane sieci: dwie zagraniczne i jedną polską, przez które w sumie przechodzi łącznie 60% przychodów z handlu towarami spożywczymi.

– Niestety, producenci rolni są stawiani w sytuacji podbramkowej, bo są najsłabszym ogniwem w tym łańcuchu. Niby szczycimy się, że mamy umowy kontraktacyjne jako bodajże jedyny kraj w Europie, ale te umowy kontraktacyjne są chyba tylko i wyłącznie dla dobrego samopoczucia przetwórców, sieci handlowych i KOWR-u, który prowadzi rejestr – stwierdził.

W opinii Dunaka, w roku 2026 producenci ziemniaka boleśnie przekonali się o tym, co znaczy możliwość zweryfikowania zapisów w umowach. 

– Jest coś takiego, jak norma zakładowa. W umowie jest zapis, że towar powinien odpowiadać normie zakładowej, a normę zakładową zakład może w każdej chwili zmienić. Dzisiaj okazuje się, że rolnik sprzedaje ziemniaki poza wywozem w cenie najniższej z możliwych – podsumował.

Rolnicy odpowiadają za błędy, których nie popełnili?

Przewodniczący Związku Zawodowego Rolnictwa „Regiony” Bolesław Borysiuk stwierdził, że rolnicy już od dawna płacą za nie swoje błędy, co jego zdaniem, wynika z niewystarczającej ilości uwagi poświęcanej składanym przez nich propozycjom. 

– Nie wszystkie nasze propozycje są słuszne, nie ulega wątpliwości, ale one zasługują na uwagę. Dlaczego? Dlatego, że my jesteśmy pośrednikiem między władzą, a życiem w polskiej wsi, na którą społeczność patrzy i ocenia – wyjaśnił. 

Borysiuk przywołał również sytuację z ostatniego spotkania w Międzyrzecu Podlaskim, podczas którego jeden z rolników zapytał go, jak to możliwe, że Polska jest dwudziestą, największą gospodarką świata, a nie jest w stanie zagospodarować ziemniaków i stwierdził, że to wstyd. 

– Ten sam rolnik tłumaczy mi, że przyjeżdżają prywatne osoby z Białorusi do Polski i kupują w supermarketach dowolny towar, a on nie może kupić ziemniaków ode mnie tak, jak to było kiedyś, choć jego nie interesuje geopolityka. No i wtedy ktoś musi na te pytania odpowiedzieć – wyjaśnił.

Kołodziejczak: „Miał powstać zespół”

Były wiceminister rolnictwa Michał Kołodziejczak wspomniał o tym, że rok temu wspólnie z ówczesnym ministrem rolnictwa Czesławem Siekierskim podjął decyzję o założeniu zespołu, którego zadaniem miałoby być przewidywanie problemów na rynkach warzyw i ziemniaka. Jak tłumaczył, były już przygotowane zarysy, a KOWR otrzymał informację o tym, że trwa proces gromadzenia informacji rynkowych z całego świata, na przykładzie rynku zbóż.

– Nie wiem, czy takie coś powstało, ale jeżeli nie, to pani minister, moja prośba jest taka, żeby powołać taki zespół, żeby przewidywać problemy na pięć, sześć miesięcy do przodu, a nawet na rok. Pierwsze spotkania na ten temat były już rok temu – wskazał.

Kołodziejczak o spotkaniu plantatorów ziemniaka z ministrem

Kołodziejczak miał również zastrzeżenia do składu osobowego plantatorów ziemniaka, którzy spotkali się z ministrem rolnictwa i rozwoju wsi Stefanem Krajewskim w sprawie trudnej sytuacji na rynku. Jego zdaniem, minister spotkał się z pośrednikami, którzy handlują ziemniakami.

– Ja nie wiem, jaki był klucz doboru tych ludzi. Nie może być takich sytuacji, że ci sami, którzy przyjeżdżają narzekać, że polskie ziemniaki są tanie i nie da się ich sprzedać, wstawiają ziemniaki importowane przez własne firmy do dyskontów w całym kraju. Tacy ludzie powinni być eliminowani z dialogu, bo później wychodzą problemy. Jeżeli to mają być doradcy, to ja też zwracam grzecznie uwagę, że należy dobrze dobrać ludzi, którzy przychodzą i opowiadają – zasugerował.

Z informacji, które przekazał wynikało, że greckie ziemniaki, które widział, że są w promocji na dzień przed posiedzeniem komisji, były dystrybuowane przez firmę, która przysłała swojego przedstawiciela/współwłaściciela na rozmowy do ministerstwa. 

– To, czym się zajmujemy tutaj na tej komisji, to jest poważna sprawa – podkreślił.

Gromadzka: „Każdy towar jest sprawdzany”

Wiceminister Gromadzka, podsumowując posiedzenie, odniosła się do poruszonej kwestii zwiększonego importu, wskazując, że każdy transport jest otwierany i weryfikowany.

– To nie jest tak, że jeżeli jakiś produkt wjeżdża również z innego kraju europejskiego, nie podlega on sprawdzeniu i weryfikacji – zapewniła. 

Ciecióra: „W maju nie ma polskich ziemniaków”

W swoim podsumowaniu poseł Ciecióra nie krył zdziwienia pomysłem na promocję polskiego ziemniaka w sieciach handlowych w maju. 

– Pani minister, w maju praktycznie nie ma na rynku polskich ziemniaków. Co pani chce promować? Pani chce zachęcać do tego, żeby ludzie kupowali te ziemniaki, które będą tutaj z eksportu przez maj, czerwiec i lipiec w polskich sklepach? – pytał, dodając, że w jego ocenie, resort rolnictwa nie ma pomysłu na to jako rozwiązać kryzys na rynku ziemniaka w Polsce. 

Gromadzka: „To było ustalane ze stroną społeczną”

W odpowiedzi na zarzuty posła Ciecióry, wiceminister Gromadzka wyjaśniła, że miesiąc, w którym będzie się odbywała promocja polskiego ziemniaka został wybrany po konsultacjach ze stroną społeczną.

 To było ustalane ze stroną społeczną. To ja się pytam, panie pośle, kogo pan reprezentuje, jeżeli pan nie słucha strony społecznej? – zapytała.

Zbiory ziemniaka o 18% większy niż w 2024 r.

W 2025 r. zbiory ziemniaków w Polsce wyniosły ok. 7 mln ton, czyli o ok. 18% więcej rok do roku i najwięcej od 2021 r. Krajowe zużycie pozostaje na poziomie 5,5–6 mln ton, co oznacza wyraźną nadwyżkę podaży. W okresie styczeń–listopad 2025 r. eksport osiągnął 146 tys. ton, czyli o 46 tys. ton więcej rok do roku, ale jego skala nie równoważy rynku.

Przetwórstwo obejmuje ok. 578 tys. ton surowca w produkcji frytek i mrożonek oraz ok. 371 tys. ton w produkcji chipsów. W przemyśle skrobiowym przerób wynosi ok. 990 tys. ton, a produkcja skrobi ok. 220 tys. ton, co jest najwyższym poziomem od 2020 r.

Petycja do rządu. Rolnicy chcą natychmiastowej interwencji

Wobec tak fatalnej sytuacji na rynku ziemniaka w internecie pojawiła się petycja do Donalda Tuska, ministra rolnictwa Stefana Krajewskiego i ministra finansów Andrzeja Domańskiego pod hasłem „Kryzys na rynku ziemniaka – pilna pomoc dla polskich rolników”. Jej autorzy alarmują, że „polscy rolnicy stoją dziś na krawędzi”, a nadprodukcja ziemniaka w Europie i brak możliwości sprzedaży sprawiły, że magazyny są pełne, a ceny nie pokrywają nawet kosztów produkcji.

Jak podkreślają, tysiące ton ziemniaków zaczynają się psuć, a każdy kolejny dzień oznacza nowe straty i realne ryzyko upadłości gospodarstw. Domagają się dwóch podstawowych form wsparcia:

  • 40 gr za kilogram ziemniaka kierowanego do biogazowni lub zakładów przemysłowych,
  • 60 gr za kilogram niesprzedanego ziemniaka sadzeniaka wraz z jego utylizacją.

To, jak mówią, nie jest żadna nadzwyczajna pomoc, tylko próba ratowania producentów przed całkowitym załamaniem.

Jakie MRiRW chce rozwiązać sytuację?

Resort rolnictwa planuje działania mające zwiększyć zagospodarowanie nadwyżek ziemniaków poprzez współpracę z przetwórcami i sieciami handlowymi oraz lepsze wykorzystanie krajowego surowca. Rozważane są akcje promocyjne, takie jak „Tydzień Polskiego Ziemniaka”, które mają zwiększyć popyt i sprzedaż. Wśród propozycji pojawia się także poprawa ekspozycji polskich produktów w sklepach oraz skracanie łańcuchów dostaw dzięki bezpośredniej współpracy producentów z handlem. Rząd zapowiada dalsze rozmowy z branżą i działania systemowe, które mają lepiej dopasować produkcję do popytu i ustabilizować rynek.

oprac. Justyna Czupryniak-Paluszkiewicz na podst. sejm.gov.pl, 

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
20. kwiecień 2026 15:07