Plantatorzy, z którymi rozmawialiśmy, poprosili nas o zachowanie anonimowości. W przechowalniach wielu z nich zalegają ogromne ilości ziemniaków. Obawiają się, że ujawnienie ich nazwisk mogłyby spowodować, że „ich towar nie spełniłby rygorystycznych laboratoryjnych norm jakościowych”, a bez sprzedaży tego produktu nie przetrwają kolejnego roku. Zakład, jeśli już odbiera ziemniaki, to przyjmuje wyłącznie ilości zapisane w kontraktach. W poprzednich latach rolnicy mogli liczyć na skup także nadwyżek i taką deklarację ze strony odbiorcy usłyszeli jeszcze w styczniu. Ubiegły rok był dobry pod względem plonowania. Zbiory były wyższe o około 10–15%.
Przetwórca ziemniaków zaczął kwestionować jakość surowca
Plantatorzy poinformowali nas, że zakład przetwórczy rygorystycznie przestrzega zapisanych w umowach i ogólnych warunkach zakupu parametrów jakościowych. Dokumenty określają minimalne kryteria jakościowe. Odnoszą się między innymi do suchej masy i zawartości skrobi. W warunkach zakupu zakład podniósł w ostatnich latach jej zawartość. Do tej pory nikt na suchą masę nie zwracał uwagi, ponieważ nie było problemu z jej zawartością. Aktualnie współczynnik OWG (Onderwater Gewicht) został podniesiony z 360 na 365. OWG pozwala określić zawartość suchej masy i skrobi w ziemniakach, co ma kluczowe znaczenie dla jakości przetworów.
Na zawartość suchej masy wpływ mają przyroda i przebieg pogody, ilość opadów oraz stosowane nawożenie. Przy wyższych plonach z reguły współczynnik maleje.
Rolnicy nie mają co zrobić z ziemniakami, których nie odebrał przetwórca
– Przez wiele lat OWG był ustalony na 360. Zdarzały się sezony, że zakład przerabiał na frytki ziemniaki z OWG na poziomie 340, a nawet niższym. Była dobra wola przyjęcia i przerobienia takich ziemniaków. W tym sezonie parametr OWG jest rygorystycznie przestrzegany. Były wyższe plony, a fabryka, jeśli dana partia ma OWG na poziomie 364, odmawia przyjęcia takiego transportu. Samochód wraca na nasz koszt. Całe przechowalnie są odrzucane, a my pozostajemy z niesprzedanym towarem, którego nikt nie chce przerobić. Przy OWG 364 i innych bardzo dobrych parametrach nie mamy co zrobić z ziemniakami. Właściwie pozostaje nam tylko ponieść wysokie koszty utylizacji. W naszych okolicach nie ma gorzelni, nie ma biogazowni, więc pozostajemy bezradni. Dodatkowo zakład wykorzystuje inne parametry do odrzucania naszych ziemniaków, takie jak indeks koloru, sinizna czy defekty wewnętrzne. Jest więc wiele możliwości do odrzucania partii ze względu na niespełnianie parametrów zapisanych w podpisanej umowie i ogólnych warunkach zakupu – poinformowali nas plantatorzy.
Plantatorzy wątpią w rzetelność laboratorium przetwórcy
Zdziwienie rolników dodatkowo zwiększa fakt, że to pierwsza taka sytuacja, kiedy zakład tak rygorystycznie przestrzega zapisanych w umowie norm. W poprzednich latach, kiedy na rynku ziemniaków było mniej, ich surowiec był przerabiany. Rolnicy obawiają się także, że problem z jakością ich ziemniaków nie wynika wyłącznie z laboratoryjnych badań, lecz że wpływ na nią może mieć subiektywna ocena pracowników laboratorium. Uważają, że laboratorium, jako własność zakładu przetwórczego, nie jest niezależne. W Polsce nie udało się bowiem stworzyć laboratoriów, które w tej branży oceniałyby surowiec obiektywnie. Rolnik w przypadku konfliktu albo sporu z zakładem zawsze jest na straconej pozycji.
– Kiedy był kryzys na rynku, to moje ziemniaki, które wydawały mi się nienajlepsze nawet bez badań laboratoryjnych, były oceniane bardzo wysoko. Było duże zapotrzebowanie, na rynku nie brakowało ofert, można było sprzedawać i nikt nie robił kłopotów związanych z jakością. Ale obecnie mamy sezon trudny, ze sporą ilością ziemniaków. W tym roku mój surowiec jest dobry jakościowo, ale nie ma nim zainteresowania. Tylko czy to jest sposób na pozbycie się nadwyżek ziemniaków? Według mnie nie. To jest zrzucenie odpowiedzialności na plantatorów i przerzucenie na nas kosztów ekonomicznych. Jesteśmy wieloletnimi dostawcami i zdarzały się różne sytuacje. Surowca było czasem więcej, czasem mniej. Wcześniej jednak chciano z nami rozmawiać. Zawsze w minionych latach udawało się wspólnie znaleźć rozwiązanie korzystne dla obu stron. Obecnie nie jesteśmy traktowani jak partnerzy, tylko jak numery w arkuszu statystycznym – usłyszeliśmy od jednego z plantatorów.
Nowe umowy kontraktacyjne pod warunkiem uznania i rozliczenia starych zobowiązań
Rolnicy poinformowali nas także, że zakład zaczął korygować wstecznie wcześniejsze umowy kontraktacyjne. Na początku tego roku wzywał plantatorów pod pretekstem zawierania kontraktów na nowy sezon. Kilkadziesiąt osób miało usłyszeć, że wcześniej dostarczane ziemniaki miały niewłaściwe parametry. Wpłynęły więc na ostateczną cenę. Rolnicy mieli uzyskiwać stawki zbyt wysokie względem jakości dostarczanego surowca. Składana propozycja miała być z tych nie do odrzucenia: albo uznanie i rozliczenie zobowiązań, albo brak możliwości podpisania nowego kontraktu. Rolnicy utracili zaufanie do rzetelności laboratorium oceniającego jakość ziemniaków.
– Być może były jakieś nieprawidłowości, ale na to powinny zostać przedstawione dowody. Jeśli dochodziło do niewłaściwego rozliczania jakości, jeśli była ona zawyżana, to doszło do złamania prawa. Jeśli ktoś został na tym złapany, to od tego są instytucje, które zajmują się ściganiem i karaniem, jak prokuratura, policja i sądy. Zakład ma wątpliwości co do jakości, jednak nie potrafi tego udowodnić, a koszty przerzucane są na wszystkich plantatorów, którzy uczciwie zajmują się produkcją ziemniaków. Jeśli dochodziło do fałszerstw i komuś podkręcano parametry, to w efekcie nasze ziemniaki dobrej jakości musiały być zaniżane tak, aby średnia się zgadzała – powiedzieli nam rolnicy.
Plantatorzy podejrzewają, że w zakładzie mogły wystąpić problemy z nową linią technologiczną. Ewentualne awarie mogły być tłumaczone złej jakości ziemniakami. Problemy jednak nie minęły, a kolejka dostawców się wydłuża ze względu na to, że zakład nie może pracować z optymalną wydajnością. Rolnicy, którzy mieli dostarczyć ziemniaki w grudniu, do tej pory nie mogli tego zrobić. Wciąż czekają na wyznaczenie terminu dostawy. Ponoszą też dodatkowe koszty związane z przechowywaniem, a parametry ziemniaków spadają. Długie przechowywanie wiąże się między innymi ze spadkiem indeksu koloru, co powoduje późniejsze odrzucanie partii towaru spowodowanych spadkiem jakości trzymanego surowca w przechowalniach. I koło się zamyka.
Plantatorzy zostali bez pieniędzy za surowiec, za to mają rachunki za energię potrzebną w przechowalniach
– W normalnych warunkach ziemniaki już sprzedane pozwalałyby na dokonanie odpowiednich zakupów i prac związanych z nasadzeniem na kolejny sezon. Aktualnie nie mamy pieniędzy za ziemniaki ze zbioru 2025, ponosimy dodatkowe, bardzo wysokie, koszty za energię, a banki nie są skore do udzielania nam pożyczek. Oni też mają swoich analityków i widzą narastające problemy w branży rolnej – przekazali nam plantatorzy.
Rolnicy są zbulwersowani sytuacją związaną z odbiorem ziemniaków. Wielu z nich rozważa redukcję areału uprawy. Spotyka się to z odpowiednim działaniem ze strony zakładu.
– Codziennie dostajemy przypomnienia zachęcające do podpisania umowy na nowy sezon. Są wysyłane mailem i poprzez SMS-y. Odczuwamy dużą presję związaną z tym, aby umowy podpisać. Tylko że w takich warunkach trudno o podjęcie decyzji. Na rynku ziemniaków panuje kryzys związany z nadprodukcją. Nie chcemy podpisywać nowej umowy, skoro ziemniaki zalegają w naszych magazynach. Musimy je najpierw sprzedać. Dodatkowo chcemy wiedzieć, ile będą kosztować nawozy oraz paliwo. Czasy są niepewne i nie wiadomo, jak sytuacja będzie się kształtować. Wywierana jest silna presja, ponieważ ci, którzy nie podpisali umowy, dostali ostateczne terminy, po których wypadli z puli kontraktacji i przeszli do koszyka rezerwowego. Nie wiadomo, czy ponownie się załapią. Przecież oni się powinni cieszyć, że my nie chcemy podpisywać jeszcze umów. Rachunek ekonomiczny jest w fabryce ważny, ale w naszych gospodarstwach tak samo się liczy. My umiemy liczyć swoje koszty i nie będziemy sadzić po to, żeby stracić kolejne miliony. Brakuje dialogu – mówią plantatorzy.
Oczekują odbioru towaru i rozpoczęcia rozmów z zakładem na temat warunków obecnej, jak i przyszłej współpracy. Pytania dotyczące tej sprawy wysłaliśmy do zakładu.
Tomasz Ślęzak
