Małopolska Hodowla Roślin sp. z o.o., która produkuje materiał siewny buraka pastewnego, zleca to zadanie rolnikom, podpisując z nimi kontrakty. W umowach kontraktacyjnych zapisano cenę 9 zł/kg nasion. Ale teraz nakłania się ich do sprzedaży właśnie po 2 zł/kg. Sprawa dotyczy rolników z województwa świętokrzyskiego.
Przepadło dwa lata pracy rolnika
– Dwa lata pracy, a potem… Najpierw nie chcieli przyjąć mojego materiału. Odwlekali to. Potem przyjechał przedstawiciel firmy i okazało się, że towar jest dobrej jakości. A ostatecznie po wielu telefonach do firmy, prośbach, naleganiach, próbach rozmów zaproponowano mi zamiast dziewięciu złotych za kilogram materiału dwa złote – opowiada Andrzej Jachym z Laskowa.
To dla niego potężna strata, bo na ośmiu tonach mógł zarobić 70 tys. zł, a po nowej cenie wskazywanej przez MHR w przesłanym rolnikowi aneksie to zaledwie 16 tys. zł. Różnica jest więc ogromna.
– To nawet nie jest po kosztach, a gdzie robocizna, gdzie praca innych ludzi i nasz wkład? Gdybym posiał cokolwiek innego, choćby rzepak, a tak… – rozważa pan Andrzej. I dodaje: – Kiedy kilka lat temu były wichury i wiatr po prostu zniszczył dużą część plonu, obłożono nas bezwzględnie karą i nikt o nic nie pytał. A teraz wysłano jedynie nam pismo, aneks do zaakceptowania i koniec, bez żadnych rozmów, negocjacji. Nie ma podejścia jak do człowieka, jak do gospodarza.
Nasiona buraków pastewnych produkowane są w wielu regionach Polski: na Śląsku, w Małopolsce czy w okolicach Grudziądza.
Hodowla tłumaczy, że winne są wojna i rynek
Niestety, wydaje się, że spór o cenę utknął w martwym punkcie, bo Małopolska Hodowla Roślin prezentuje w sprawie niezmienne stanowisko.
„Burak pastewny od wielu lat stanowił istotny element portfela produkcyjnego i przychodów spółki. Jednak od czasu agresji Rosji na Ukrainę rynek nasion buraka pastewnego uległ gwałtownemu załamaniu. Kluczowe kierunki eksportu: Białoruś, Rosja oraz Ukraina, zostały zamknięte – Białoruś i Rosję objęto zakazem handlu, na Ukrainie, w związku z konfliktem zbrojnym, doszło do pogłębienia się zmian struktury zasiewów i koncentracji produkcji w dużych gospodarstwach, podczas gdy nasiona buraka pastewnego były kierowane głównie do mniejszych producentów.
Ze względu na cykl produkcji buraka obowiązujące dziś kontrakty były zawierane w momencie, gdy skutków załamania rynku w tak dużej skali nie dało się w pełni przewidzieć. Spółka znalazła się w trudnej sytuacji, w której odbiór pełnej ilości materiału siewnego nie jest możliwy w dotychczasowej skali.
(…) Spółka przedstawiła 116 plantatorom trzy różne propozycje rozwiązań, mające na celu maksymalne ograniczenie negatywnych skutków rynkowych dla rolników oraz Spółki. Docierają do nas sygnały, że nie wszystkie zostały przyjęte z satysfakcją – te uwagi traktujemy niezwykle poważnie.
(…) Warto podkreślić, że sygnalizowane problemy związane z wywiązaniem się z obowiązujących kontraktów dotyczą 116 plantatorów, a łączna powierzchnia areału zasiewów to około 270 ha.
Aby wyjść naprzeciw oczekiwaniom rolników i wypracować możliwie najlepsze – optymalne rozwiązania dla obu stron, MHR będzie kontynuować dialog z plantatorami” – informuje Dominika Cieślak, dyrektor Biura Komunikacji, rzecznik prasowy.
Czy rolnik ma palić w piecu nasionami buraka?
Dla wielu gospodarzy zysk z produkcji materiału siewnego stanowi ważną część dochodów. Jest to tym bardziej istotne, że ten rodzaju działalności rolniczej wymaga od nich nie tylko dużego nakładu pracy ręcznej, ale także dwuletniej uprawy.
Dlatego nie można się dziwić, że rolnicy są bardzo rozgoryczeni zachowaniem ich kontrahenta, czyli MHR, szczególnie że na końcu to oni ponoszą konsekwencje finansowe.
Andrzej Jachym podkreśla, że zasłanianie się przez firmę wojną na Ukrainie nie jest zasadne, bo jest to dwuletnia uprawa. A wojna trwa dłużej.
– O wojnie i ewentualnych problemach z rynkiem zbytu wiedzieli, a przynajmniej powinni wiedzieć wcześniej. Gdyby powiedziano nam wcześniej, choćby rok temu, moglibyśmy tam posiać coś innego i straty w takiej sytuacji można by zminimalizować – mówi. – Teraz stosują politykę faktów dokonanych. Mało tego, sytuację może uratowałaby sprzedaż komu innemu, ale w inne ręce nie możemy tego sprzedać, choćby po 7 zł/kg. Więc co mi zostaje? Mam tym w piecu palić?
Mirosława Górka, gospodarująca wraz z mężem we wsi Pokrzywnica, jest w podobnej sytuacji.
– Teraz próbują nas uspokoić, chcą rozmawiać. A ja miałam obsiany prawie hektar. Ode mnie także nie chcieli przyjąć nasion i przekładali odbiór. Nie odbierano ode mnie telefonów, a ostatecznie bez żadnych rozmów mi także przesłano aneks do podpisania, żebym zgodziła się na 2 zł/kg – opowiada pani Mirosława. – Potem przyjechali laboranci i wzięli próbę, ale jeszcze nieczyszczonego materiału, więc będą mieli teraz pretekst, żeby zbić cenę, chociaż tłumaczyłam to. W moim przypadku strata jest bardzo poważna, bo zamiast 18 tys. zł dostałabym zaledwie 4 tys. zł.
Dla lata temu rolnicy płacili kary, bo wiatr zabrał ich plony
Rolnicy nie są tylko rozżaleni sposobem, w jaki ich potraktowano oraz zaproponowaną w aneksach ceną, ale przedstawiają rozsądne argumenty w sprawie.
– Jest podobno nowy zarząd, a więc mają kozła ofiarnego. A my z czym zostaniemy? Pamiętam, że kilka lat temu, gdy wiatr zniszczył dużą część plonu, musieliśmy płacić kary i nie było litości dla nas. Nasza cierpliwość się skończyła. Nie wiem, co teraz będzie. Z tego, co widzę, co robią, to nic z tego nie będzie, bo rolnik zawsze dostawał po d... Wypięli się na nas – komentuje pani Mirosława.
Adrian Tkaczewski, także z Pokrzywnicy, jest w równie złej sytuacji, gdyż obsiał 2 ha i teraz podobnie jak inni gospodarze nie wie, co ma robić, bo jego straty sięgają kilkudziesięciu tysięcy złotych.
– Lecą z nami w kulki. Kiedy kilka lat temu wichury zniszczyły poważną część plonu, my ponieśliśmy konsekwencje. A dziś, kiedy oni się nie wywiązują z umowy, to są wymówki. Gdzie mam teraz ten materiał siewny sprzedać? – pyta rozgoryczony rolnik.
Nadzieję na jakiekolwiek korzystne dla rolników rozwiązanie może dawać fakt, że firma rozpoczęła rozmowy z rolnikami. Jednak jak informują gospodarze, pierwsza tura tych negocjacji (pod koniec 2025 r.) nic nie dała. Kolejna ma nastąpić w styczniu 2026 r.
Artur Kowalczyk
fot. T. Woelk
Artykuł pierwotnie ukazał się w 3 nr TPR, natomiast 12 stycznia Małopolska Hodowla Roślin podczas spotkania w Małym Rudniku koło Grudziądza (woj. kuj.-pom.) z plantatorami przedstawiła propozycje rozwiązania umów i wypłat. 8 tys. zł za hektar uprawy buraka nasiennego i 5 zł za kilogram nasion z 2025 roku. Rolnicy się nie zgodzili na te warunki. Kolejne spotkanie ma się odbyć z kierownictwem KGS.
