Dziki nie dają spokoju rodzinie SiemiątkowskichMonika Szymańczak-Siemiątkowska
StoryEditorNierówna walka rolników

Mieli ratować uprawy po przymrozkach. „Przyszły nocą i zniszczyły wszystko”

08.05.2026., 15:00h

– Mąż skosił maliny po przymrozkach z nadzieją, że do sierpnia jeszcze odbiją, ale przyszły dziki i wszystko zryły – mówi Monika Szymańczak-Siemiątkowska, rolniczka z Mazowsza. Jak dodaje, to nie jedyne dzikie zwierzęta, które na co dzień „odwiedzają” ich gospodarstwo w poszukiwaniu wody i pożywienia.

Bioróżnorodność w cieniu dzikich zwierząt

Monika Szymańczak-Siemiątkowska wraz z mężem Danielem prowadzi bioróżnorodne gospodarstwo rolne, w którym, jak sama nazwa wskazuje, prowadzonych jest wiele upraw ekologicznych. Rolnicy uprawiają owoce, warzywa, zboża i zioła. Z owoców i warzyw zebranych w gospodarstwie wyrabiają naturalne przetwory owocowe i warzywne, takie jak soki, dżemy, musy, a nawet octy. W ramach bioróżnorodności posiadają również zwierzęta.

Produkowane przez siebie owoce i warzywa oraz produkty z nich wytworzone sprzedają w ramach Rolniczego Handlu Detalicznego, a także w ramach warszawskich kooperatyw spożywczych. W sezonie, w świeże produkty, można zaopatrzyć się również w gospodarstwie zlokalizowanym w powiecie grójeckim (gm. Pniewy) – Michrowska Piwniczka.

Jak mówi rolniczka, żyją w zgodzie z naturą i wszystko co produkują jest najwyższej jakości.

Zobacz FOTO i czytaj dalej:

Niestety, prowadzone przez nich uprawy są notorycznie niszczone przez dziki oraz inne zwierzęta dziko żyjące. 

Najpierw maliny zmarzły, a potem przeryły je dziki

W tym sezonie najbardziej ucierpiały maliny, których w gospodarstwie jest ok. 1 ha. Niestety, przymrozki, które przetrzebiły sady, nie ominęły również gospodarstwa Siemiątkowskich. Niskie temperatury wahające się od -4 do -8°C doprowadziły do wymarznięcia deserowych malin letnich i jesiennych, czerwonych, czarnych i żółtych. Chcąc ratować plantację, mąż rolniczki skosił malinę jesienną, mając nadzieję, że roślina jeszcze się odrodzi.

Wszystko mogło pójść zgodnie z planem, gdyby nie dziki, które przyszły na plantację i powyrywały karpy. 

– Dziki po prostu przyszły i wyrwały karpy, bo szukały robaków, których tam de facto raczej nie ma, chyba najbardziej przyciąga je obornik. W miejscach, w których maliny zostały poderwane, one po prostu uschły – mówi Szymańczak-Siemiątkowska i dodaje, że obornik koński stosowany z uwagi na specyfikę gospodarstwa bioróżnorodnego prawdopodobnie stanowi dla dzików dodatkową zachętę do żerowania w plantacji.

Zobacz FOTO i czytaj dalej:

Rolniczka przyznaje, że dopóki korzenie pozostawały nienaruszone, była szansa na zbiór malin, które stanowią jedną z głównych roślin dochodowych w bioróżnorodnym gospodarstwie.

– Mąż skosił maliny po przymrozkach z nadzieją, że do sierpnia jeszcze odbiją, ale przyszły dziki i wszystko zryły. Jeśli malinę jesienną zetnie się we wczesnej fazie, to powinna odbić. We wszystkich uprawach jest rozłożone nawodnienie. Jednak jest taka susza i jest tak gorąco, że to wszystko paruje i nie ma nic, a dziki przyszły i jeszcze bardziej uszkodziły te uprawy. Nawet zgryzły listki z góry. Na malinie zależało mi najbardziej, gdyż mamy na nią duże zamówienia – dodaje. 

Te krzaki malin, które udało się uratować, zostały przesypane obornikiem i okryte, żeby korzenie nie pozostawały na wierzchu.

– Dziki przychodzą codziennie. Po okryciu nie było nowych śladów, ale to nie znaczy, że nie wrócą. W lesie nie ma co jeść, jest sucho i szukają różnych możliwości – przyznaje. 

Dalsza część artykułu pod materiałem WIDEO:

Dziki niczego się nie boją

Rolniczka przyznaje, że dziki przychodzące do ich gospodarstwa są bardzo udomowione i nie działa na nie ani popularny preparat odstraszający ani elektryczny pastuch, który zwyczajnie zrywają, a pod ogrodzenia próbują się podkopywać. 

– To nie są miejskie dziki, one powinny się bać człowieka, ale się nie boją i nic nie robi na nich wrażenia – przyznaje. 

Zobacz FOTO i czytaj dalej:

O stopniu udomowienia dzików świadczy to, że maliny były posadzone na polu przylegającym do posesji, w zwartej części wsi.

– Może to nie jest dom przy domu, ale to nie jest pole oddalone od wsi, jednak w sąsiedztwie znajduje się las – dodaje.

Jak wskazuje rolniczka, dziki przychodzą nie tylko szukać pożywienia, ale również napić się wody.

Dziki uszkadzają instalację nawadniającą plantacje, dlatego że one przychodzą nie tylko po to, żeby się pożywić, ale również napić, bo jest sucho. W oborniku szukają różnych organizmów i chętnie podgryzają korzonki, szukają sobie smaczków – mówi.

Co więcej, po zimie wylegiwały się między jabłonkami znajdującymi się blisko drogi. 

– Jednej sąsiadce zryły ogródek, bo nie miała ogrodzenia. U nas w sadach bez względu na to, czy rosły w nich jabłonie, wiśnie czy czereśnie, wszystko zryły. Mój ojciec musiał to równać grabkami, bronami i walcem, ale na szczęście jabłonkom nic się nie stało – opowiada. 

Zobacz FOTO i czytaj dalej:

Rolnicy oddali dzikom i bobrom łąki

Szymańczak-Siemiątkowska nie ukrywa, że wrzucone przez nią do sieci nagranie szkód wyrządzonych w plantacji malin spotkało się z krytycznym odbiorem społeczeństwa, które nie widziało nic złego w tym, że zwierzęta weszły w szkodę rolnikom. Pojawiła się również narracja, że rolnicy niczego nie robią dla dzikich zwierząt. Tymczasem Siemiątkowscy oddali dzikom i bobrom łąki, ponieważ ich działalność była na tyle inwazyjna, że łatwiej było zrezygnować ze zbioru traw.

– Ludzie piszą, że rolnik nic nie poświęca dla zwierząt. Nasze łąki w 100% są poświęcone dzikom i bobrom – mówi.

Dalsza część artykułu pod materiałem WIDEO:

Bobry się podkopują, łosie przychodzą na jabłka, a zające na korę drzew

Rolniczka przyznaje, że po tym, jak przesadziła z łąki czarny bez, który również zasmakował bobrom, te chwilowo się wyprowadziły na pobliskie bagna i w bieżącym roku nie było z nimi problemów. Za to poprzedniej jesieni w pobliskiej wiosce jeden sad jabłonkowy całkowicie skosiły.

– Jakiś czas temu mieliśmy tam posadzony bez czarny i został tak uszkodzony, że to, co zostało, przesadziliśmy w ogrodzone podwórko – wspomina i dodaje, że i tak próbowały się podkopywać.

Zające również doskwierają rolniczce.

– Pierwszy raz w życiu zające obgryzły nam stare jabłonki – opowiada. 

Zobacz FOTO i czytaj dalej:

Jakby tego było mało, do sadu przychodzą również łosie. 

– Łosie przyszły w tym roku do sadu, tak samo, jak w zeszłym, ale że nie wyrządziły znaczących szkód, to nawet tego nie zgłaszaliśmy. Za to w zeszłym roku Urząd Marszałkowski się poczuł i wypłacił nam odszkodowanie za szkody przez nie wyrządzone – wspomina.

Gołębie grzywacze, dzikie i domowe zjadają zboże i strącają borówki

Co więcej rolnicy mają również problem z dzikimi gołębiami grzywaczami, które nie tylko plądrują im plantacje zbóż, ale również strząsają borówki.

– Nigdy w życiu nie zebraliśmy borówki w takiej ilości, żeby móc się nią z kimś podzielić. Co roku przylatują gołębie, siadają na gałęziach, wszystko spada na ziemię i po borówkach. Nawet nie ma się czym chwalić, jeżeli chodzi o borówki – opowiada.

image
Gołębie grzywacze zjadają zboże i strącają borówki
FOTO: Monika Szymańczak-Siemiątkowska

Grzywacze połasiły się nawet na świeżo zasianą dynię.

– Posiałam dynię w rządkach dla klientów sklepu. Wszystkie rzędy z dynią mi rozgrzebały. Rękę bym sobie dała uciąć, że tego nie wydziobią. Wiadomo, że zboże, ale skąd one wiedziały, że ja w rządkach posiałam dynię? – zastanawia się. 

Dalsza część artykułu pod materiałem WIDEO:

Jastrzębie zadziobują indyki, szpaki nie boją się armatek

Z relacji Szymańczak-Siemiątkowskiej wynika, że nad plantacjami rozciąga się pastuch i drut kolczasty, bo zwierzęta przechodziły też górą. Kiedyś rolnicy stosowali siatki zabezpieczające, ale z uwagi na to, że drobne ptactwo np. zimorodki zaplątywały się w nie, zrezygnowali z ich używania, bo było im ich szkoda.

– Na własny użytek chowamy drób: kaczki, kury i indyki, dlatego te dzikie zwierzęta się schodzą. Teraz jastrzębie przylatują i potrafią wziąć i zadziobać dużego indyka. Wydziobać tylko płuca, a całą resztę zostawiają – relacjonuje i dodaje, że poza tym podkopują się również lisy.

image
– Na własny użytek chowamy dla siebie drób: kaczki, kury i indyki, dlatego te dzikie zwierzęta się schodzą – dodaje rolniczka.
FOTO: Monika Szymańczak-Siemiątkowska

Co gorsza, zagrożenie dla drzewek owocowych stanowią szpaki, które przestały bać się armatek hukowych.

– Pierwsze szpaki, które przyleciały, bały się armatek hukowych. A potem coś się stało i po kilku latach szpaki nauczyły się żyć z tymi armatkami, i w ogóle, absolutnie ten huk armatek przestał im przeszkadzać. Przestaliśmy walić armatkami, bo to nie miało sensu, szpaki były i armatki były, i to nie przynosiło żadnego efektu – tłumaczy. 

Myśliwy robi, co może

Rolniczka przyznaje, że myśliwy z koła łowieckiego, któremu podlega teren gospodarstwa, robi, co może, by wspierać lokalnych rolników, ale musi stosować się do przepisów. 

– Sama podjęłam kroki, żeby zapisać się do koła łowieckiego, bo tak dalej nie da się żyć, jeśli chcemy tu gospodarzyć – twierdzi.

Dyskryminacja gospodarstw bioróżnorodnych

Szymańczak-Siemiątkowska przyznaje, że jako rolniczka prowadząca gospodarstwo bioróżnorodne czuje się dyskryminowana, ponieważ w zeszłym roku nie należała jej się nawet pomoc przymrozkowa. Wszystko dlatego, że ogólny stopień wymrożenia poszczególnych upraw nie wyniósł 70%.

– Nie dostałam ani złotówki, pomimo tego, że nie zebraliśmy jabłek, gruszek, czereśni i mini kiwi, bo jesteśmy bioróżnorodni i uprawy się nam porozbijały. Nie dostajemy odszkodowania w takich sytuacjach – tłumaczy.  

A do tego musi mierzyć się z całym przekrojem leśnego inwentarza, który notorycznie grasuje w uprawach pieczołowicie doglądanych przez nią i jej męża. 

– Skoro mamy dać wolną rękę dzikom i innymi dzikim zwierzętom, niech może państwo i aktywiści się dołożą i zapłacą za straty przez nie wyrządzane – kończy.

Małżeństwo Siemiątkowskich nie zamierza się jednak poddawać i kontynuować rolniczy biznes, choć bez odpowiednich działań w zakresie redukcji pogłowia dzikich zwierząt nie będzie to łatwe. 

Justyna Czupryniak-Paluszkiewicz 

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
08. maj 2026 15:02