Polskie mleczarstwo stoi dziś przed jednym z największych wyzwań ostatnich lat. Rosnące koszty środowiskowe, konieczność liczenia śladu węglowego, nowe opłaty za opakowania i presja eksportowa mogą zdecydować o przyszłości branży do 2035 roku.
Podczas konferencji prasowej 5 maja przedstawiciele najważniejszych organizacji mleczarskich alarmowali, że bez wsparcia państwa część gospodarstw i mleczarni może nie udźwignąć nadchodzących zmian.
Konferencję zorganizowały wspólnie: Krajowy Związek Spółdzielni Mleczarskich, Związek Polskich Przetwórców Mleka, Krajowe Stowarzyszenie Mleczarzy, Polska Izba Mleka oraz Polska Federacja Hodowców Bydła i Producentów Mleka.
Nowe opłaty mogą kosztować mleczarnie miliony
W wystąpieniu Marcina Hydzika, prezesa Związku Polskich Przetwórców Mleka najmocniej wybrzmiało ostrzeżenie dotyczące projektowanego przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska systemu rozszerzonej odpowiedzialności producenta (ROP).
– Jeżeli projekt zostanie wprowadzony w życie, będzie oznaczał dla każdej mleczarni wzrost kosztów opakowań nawet o kilka milionów złotych – podkreślał Hydzik.
Jak zaznaczył, branża mleczarska ma ograniczone możliwości redukcji opakowań plastikowych, ponieważ pełnią one przede wszystkim funkcję bezpieczeństwa żywności.
– W mleczarstwie opakowania odgrywają rolę przede wszystkim bezpieczeństwa żywności. Tu nie można mówić o tak znacznym zmniejszeniu ilości plastiku, żeby ograniczyć opłaty – podkreślał.
Według przedstawicieli branży szczególnie zagrożone są małe i średnie mleczarnie oraz gospodarstwa produkujące mleko. Hydzik przypomniał, że rentowność sektora pozostaje bardzo niska.
– Z raportów wynika, że marżowość naszej branży wynosi ok. 1,1%. To bardzo mało – zaznaczył.
Branża przygotowuje się do obowiązkowego liczenia emisji
Drugim ważnym tematem konferencji był tzw. okrągły stół ESG i przygotowania sektora mleczarskiego do liczenia śladu węglowego.
Hydzik podkreślał, że wymogi ESG nie są już wyłącznie politycznym hasłem, lecz realnym elementem działalności gospodarczej. Dotyczą banków, sieci handlowych, przetwórców i samych rolników.
– Dla sieci handlowych śladem węglowym są produkty, które sprzedają. Dla przetwórców mleka śladem węglowym są rolnicy. Każdy element tego łańcucha będzie musiał liczyć swój ślad węglowy – tłumaczył.
Problemem pozostaje jednak brak jednolitych zasad. Jak wskazywał prezes ZPPM, różne sieci handlowe stosują odmienne metody liczenia emisji, co może oznaczać dla rolników konieczność wypełniania kilku różnych, skomplikowanych ankiet.
Dlatego branża chce wypracować jeden standard liczenia śladu węglowego dla całego sektora mleczarskiego.
– Polskie mleczarstwo uważa, że jest częścią rozwiązania problemu, a nie problemem, jeśli chodzi o zrównoważoną produkcję – podkreślał Hydzik.
Krajowy rynek nie wystarcza dla polskiej produkcji
O sytuacji rynku krajowego mówił Marek Kapica, prezes Krajowego Związku Spółdzielni Mleczarskich Związku Rewizyjnego. Zwrócił uwagę, że spożycie mleka i produktów mlecznych w Polsce wyraźnie wzrosło.
– Jeszcze kilka lat temu było to ok. 200 litrów na mieszkańca, dziś mamy już ponad 270 litrów – mówił.
Jednocześnie zaznaczył, że część wzrostu była związana z napływem uchodźców z Ukrainy i zwiększeniem liczby konsumentów na rynku krajowym.
Mimo rosnącej konsumpcji Polska nadal produkuje znacznie więcej mleka, niż jest w stanie wykorzystać wewnętrzny rynek.
– Mamy nadprodukcję mleka w stosunku do konsumpcji. Mówi się o 125% produkcji względem potrzeb rynku – wskazywał Kapica.
W praktyce oznacza to konieczność intensywnego eksportu produktów mlecznych, szczególnie na rynki pozaunijne.
Eksport ma utrzymać rozwój polskiego mleczarstwa
Przedstawiciele branży wskazywali, że dalszy rozwój polskiego mleczarstwa będzie zależał od ekspansji eksportowej. Wśród perspektywicznych kierunków wymieniano kraje Mercosur, Afrykę oraz Indonezję.
– Jest bardzo duży potencjał, żeby tę produkcję utrzymać i spieniężyć poprzez eksport na rynki trzecie – mówił Kapica.
Branża oczekuje jednak aktywnego wsparcia państwa oraz skuteczniejszej współpracy z administracją krajową i instytucjami unijnymi.
Branża chce odbudować nawyk picia mleka wśród dzieci
Jednym z postulatów przedstawionych podczas konferencji było również wzmocnienie promocji spożycia mleka wśród dzieci i młodzieży.
Kapica przypomniał, że program "Mleko w szkole" był kiedyś skutecznym narzędziem budowania nawyków żywieniowych, jednak w ostatnich latach stracił znaczenie.
– Trzeba od dziecka przyzwyczajać konsumenta do tego, że produkt mleczny jest produktem dobrym i zdrowym – podkreślał.
Większość gospodarstw będzie musiała się dostosować
Dużym wyzwaniem dla sektora pozostają również normy środowiskowe i dobrostanowe. Zdaniem Marka Kapicy obecnie jedynie ok. 20% gospodarstw spełnia przyszłe wymagania w tym zakresie.
– Blisko 80% gospodarstw będzie musiało się dostosować. To oznacza ogromne inwestycje, szczególnie dla małych i średnich gospodarstw – ostrzegał.
Przedstawiciele branży podkreślali, że bez odpowiednich programów wsparcia transformacja może okazać się zbyt kosztowna dla wielu producentów mleka.
Organizacje mleczarskie chcą wspólnego stanowiska
Jednym z głównych celów przedstawionych podczas konferencji jest stworzenie wspólnej platformy współpracy pomiędzy organizacjami mleczarskimi, producentami, przetwórcami i administracją publiczną.
Sektor chce wypracować jednolite stanowisko wobec unijnych regulacji środowiskowych, polityki handlowej oraz zasad funkcjonowania rynku.
– Musimy wypracować jeden front współpracy i komunikacji pomiędzy rządem, producentami i przedsiębiorcami – podsumował Kapica.
Krzysztof Zacharuk
