przepustArkadiusz Jakubowski
StoryEditorinterwencja

Przez jedną zatkaną rurę może stracić całe gospodarstwo. Rolnik jest na skraju bankructwa

26.07.2026., 18:00h
Arkadiusz JakubowskiArkadiusz Jakubowski

Jak piłka od muru, tak rolnik spod Kalisza odbija się ze swoim problemem od trzech instytucji i firm. W każdej słyszy to samo: „To nie do mnie sprawa, to do kolegi”. Trudno to zrozumieć, tym bardziej że sprawa jest banalna, z kategorii tych, o których śpiewał Jerzy Stuhr, że nie ma na świecie takiej rury, której nie można odetkać. Dlaczego więc w Kaliszu jest inaczej?

Feralny przepust pod tory i drogę – źródło problemu gospodarstwa

Nie ma w tym nic śmiesznego, ponieważ ta prosta do rozwiązania sprawa już doprowadziła gospodarstwo Marcina Mikołajczyka do ogromnych strat i postawiła je na skraju bankructwa.

Na obrzeżach Kalisza, przy ul. Wrocławskiej, Marcin i Justyna Mikołajczykowie prowadzą rodzinne gospodarstwo rolne o profilu warzywnym. Na 4,6 ha uprawiają ziemniaki, marchew, kapustę, kalafior i fasolę, a w zmianowaniu około 2 ha zbóż. Jak podkreślają, przez wiele lat gospodarstwo zapewniało stabilne utrzymanie.

Pola za zabudowaniami gospodarczymi przecina rów odwadniający (w ewidencji urządzeń wodnych oznaczony jako R-10), który następnie przebiega pod ul. Wrocławską i dalej w formie przepustu pod nasypem kolejowym magistrali kolejowej. Pod kolejowym mostem znajduje się krótki drogowy tunel, którym mogą przejeżdżać samochody. Można więc powiedzieć, że przepust przebiega pod magistralą kolejową i drogą publiczną. Ten opis jest konieczny, by łatwiej zrozumieć istotę problemu, który trapi Mikołajczyków.

Przepust, będący elementem układu odwodnienia, od kilku lat znajduje się w centrum sporu między rolnikami a instytucjami odpowiedzialnymi za infrastrukturę.

Ten przepust regularnie się zatyka – opowiada Marcin Mikołajczyk.

Rolnik zgłaszał problem już w 2017 i 2018 roku. Od tego czasu trwa w sprawie jałowy obieg pism. Jedną z pierwszych instytucji, do których zwrócił się Marcin Mikołajczyk, były PKP. W styczniu 2018 roku wystąpił do PKP Oddziału Gospodarowania Nieruchomościami w Poznaniu z prośbą o udrożnienie przepustu pod linią kolejową nr 14. PKP SA nie zajęły stanowiska, lecz przekazały pismo do PKP Polskich Linii Kolejowych – Zakładu Linii Kolejowych w Ostrowie Wielkopolskim, uznając tę jednostkę za właściwą do rozpatrzenia sprawy. Równolegle o pilną interwencję do PKP apelował Miejski Zarząd Dróg i Komunikacji w Kaliszu. Po przeprowadzonej wizji lokalnej stwierdził on niedrożność przepustu, tworzenie się zastoiska wody oraz rozmywanie konstrukcji drogi i zwrócił się do PKP o niezwłoczny remont. Kilka miesięcy później podobny apel wystosował także Wydział Gospodarki Komunalnej i Ochrony Środowiska Urzędu Miasta Kalisza. Wszystko bez skutku.

Pod koniec 2023 roku sprawa trafiła do Wód Polskich. Marcin Mikołajczyk został uznany za stronę w prowadzonym przez Wody Polskie postępowaniu administracyjnym dotyczącym wydania pozwolenia wodnoprawnego na odprowadzanie wód opadowych do przebiegającego przez pole rolnika rowu melioracyjnego R-10. W kolejnych miesiącach prowadzone były oględziny terenu i gromadzono stanowiska kompetentnych instytucji.

Błędna dokumentacja Wód Polskich i skutki ulewy w 2024 roku

Podczas oględzin przeprowadzonych 5 marca 2024 roku Mikołajczyk zwrócił przedstawicielom Wód Polskich uwagę, że w dokumentacji błędnie oznaczono kierunek spływu wody. Tłumaczył, że problemem jest niedrożny przepust i woda zalewająca jego pola. Po tych oględzinach Wody Polskie uznały, że wskutek zmiany kierunku przepływu wody nieruchomość rolnika już nie znajduje się w zasięgu oddziaływania wód i 7 maja 2024 roku poinformowały rolnika o utracie statusu strony postępowania.

12 lipca 2024 r. podczas ulewy woda wypełniła rów przebiegający przez gospodarstwo Mikołajczyków, rozlała się po polach i podwórzu rolników. Utrzymywała się przez wiele dni.

– Po podwórzu pływały bele słomy, zniszczone zostały uprawy ziemniaków, marchwi, kapusty, pietruszki i zboże. Część wykopanych ziemniaków zgniła – wspomina Justyna Mikołajczak.

Pan Marcin kupił motopompę i sam przepompowywał wodę z zalanych działek do rowu. Dodatkowo do rowu odpompowywana była też woda z innych zalanych ulic. To jeszcze bardziej pogarszało sytuację Mikołajczyków. Apele rolników, aby wodę przepompowywać przez obwodnicę, kończyły się tłumaczeniem, że mogłoby to stwarzać ryzyko uszkodzenia sprzętu.

– Woda zabrała nam wszystko – mówią rolnicy.

Tysiące złotych strat i brak odszkodowania z ARiMR

Gospodarstwo odwiedziła komisja powołana przez miasto, aby oszacować szkody.

– Nasze straty w 2024 roku wyniosły około 260 tys. zł – mówi Marcin Mikołajczyk. – Jednak żadnego odszkodowania nie otrzymaliśmy. Bo komisja wprawdzie przyjechała i szkody zostały oszacowane, ale wnioski można było składać do 15. dnia miesiąca, a tymczasem protokół z szacowania otrzymaliśmy później. W ARiMR odmówili wypłaty.

19 sierpnia Kalisz ponownie nawiedziły ulewne deszcze. Gospodarstwo zostało zalane po raz drugi, a podczas interwencji straży pożarnej również odnotowano utrudniony odpływ wody w rejonie nasypu kolejowego, co strażacy potwierdzili na piśmie.

Ta sprawa pewnie nadawałaby się do rozstrzygnięcia przez odpowiedni sąd, ale Mikołajczykowie nie zdecydowali się na taką walkę. Lepiej się czują na roli niż na sądowej sali. Marcin Mikołajczyk rozpoczął walkę o udrożnienie przepustu.

I znowu Wody Polskie wskazywały, że nie są właścicielem spornego przepustu i przekazywały jego pisma do Urzędu Miasta Kalisza oraz zwracały się do Zarządu Dróg Miejskich i PKP PLK o zajęcie stanowiska. Z kolei Zarząd Dróg Miejskich podkreślał, że przepust pod nasypem kolejowym nie znajduje się w jego zarządzie.

Wydawało się, że w kwietniu 2025 roku nastąpił przełom. Wicedyrektor MZD w Kaliszu, Przemysław Mikurenda, w piśmie do naszej redakcji pisze: „(...) informujemy, że pismem (…) datowanym na dzień 20.04.2025 r., a otrzymanym w dniu 22.04.2026 r. PKP PLK SA zobowiązało się do jego udrożnienia, natomiast z niezrozumiałych dla nas przyczyn pismem z dnia 01.06.2026 r. poinformowało o braku podjęcia działań”.

Urzędniczy pat i brak odpowiedzialności za przepust

W odpowiedzi na pytania redakcji TPR Radosław Śledziński z zespołu prasowego PKP PLK SA podtrzymuje to stanowisko.

Przepust pod wiaduktem w ciągu ul. Wrocławskiej nie znajduje się w jej ewidencji, nie służy odwodnieniu infrastruktury kolejowej i PKP PLK nie mają możliwości prowadzenia tam prac – tłumaczy.

Dodaje, że odpowiedzialność za przepust spoczywa na Zarządzie Dróg Miejskich w Kaliszu jako zarządcy infrastruktury drogowej.

Tym samym po kilku latach od pierwszych zgłoszeń stanowiska instytucji nadal pozostają rozbieżne.

W ten sposób odbijamy się od tych wszystkich instytucji jak piłka od muru, którego nikt nie jest w stanie przebić – mówi Marcin Mikolajczyk. – Czy ten przepust kiedykolwiek został skutecznie odetkany? Nigdy. W zeszłym roku sam wynająłem ekipę, żeby przepchnęli ten przepust. Z jednej strony weszło chyba 21 m węża, z drugiej 8 m. Pod samym mostem już dalej nie dało się przejść. Pozostał około 11-metrowy odcinek, obecnie całkowicie niedrożny.

Wygląda na to, że w Kaliszu rebusem nie do rozwiązania jest ustalenie, czyj jest przepust na rowie R-10. Jeśli natomiast ktoś chce obejrzeć jedyną rurę na świecie, której nie można odetkać, niech jedzie do Kalisza, na ul. Wrocławską przy ul. Gościnnej, choć to trochę wstyd dla tego pięknego miasta.

Tymczasem Mikołajczykowie z niepokojem patrzą w niebo, czy aby zbliżające się chmury nie zwiastują kolejnej ulewy. Czy ktoś im w końcu pomoże?

Arkadiusz Jakubowski

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
26. lipiec 2026 18:11