Bobry kontra rolnicy z Dolnego Śląska i powódź
W połowie września br. minęły 2 lata od tragicznej powodzi, która przeszła przez Dolny Śląsk, Śląsk Opolski oraz Ziemię Kłodzką. Rolnicy z gm. Pęcław pamiętają wszystko tak, jakby to było wczoraj – dramatyczną walkę z czasem, układanie worków z piaskiem w celu podniesienia wałów, rozpacz ludzi i... bobry, które utrudniały akcję ratunkową.
Jak mówią gospodarze, bobry zagnieździły się w wałach przeciwpowodziowych okalających Odrę i ani myślą się stamtąd wyprowadzić. Z relacji Tomasza Kubiaka, rolnika z Wietszyc, wynika, że poza niszczeniem wałów, wyrządzają szkody również w uprawach rolniczych, takich jak pszenica, rzepak czy kukurydza.
– Praktycznie wszystkie rośliny zielone są dla nich atrakcyjne, bo potrzebują świeżych gałązek i drzew, a kiedy nie mają do nich dostępu, zaczynają żerować na uprawach rolniczych – mówi Kubiak.
Jak dodaje rolnik, szkody w uprawach nie są tak uderzające, jak to, co dzieje się z wałami i wokół nich.
– W naszej gminie jest ok. 19 km wałów wzdłuż Odry. Wszystkie drzewa rosnące przy zbiornikach wodnych i wałach są już w dużej części objedzone, uszkodzone i obumierają – dodaje.
Rolnicy ratowali dobytek, a bobry kopały nory w workach z piaskiem
Kubiak wspomina, jak w 2024 r. niemalże wszyscy mieszkańcy gminy pomagali ratować wały, układając tysiące worków z piaskiem. Jak mówi, w tym samym czasie, kiedy podnosił się poziom wody, bobry wychodziły wyżej i kopały w wałach nory oraz tunele.
– W jednym miejscu ziemia pod ciągnikiem się zapadła. Strażak, który tam wszedł, mówił, że cały się zmieścił w wykopanym przez bobry tunelu. Na całym odcinku wałów w gm. Pęcław występują setki szkód przez nie wyrządzonych – tłumaczy.
Koparka zabrała worki po powodzi, a dziury po bobrach zostały
Jak wspomina rolnik, Wody Polskie w styczniu br. wjechały na wał 30-tonową koparką, za której pośrednictwem zebrano worki po akcji przeciwpowodziowej. Niestety, wizyta pracowników nie wiązała się z naprawą szkód wyrządzonych przez bobry.
– Zebrano worki pozostałe po akcji przeciwpowodziowej, ale dziury i nory po bobrach pozostały, a ciężki sprzęt dodatkowo pozrywał darń na wałach, które nadal są w złym stanie. Trawa potrafi mieć tam około 1,5 m wysokości. Te wały powinny być koszone, żeby było widać, co się na nich dzieje, bo jeśli są zarośnięte, trudno zauważyć dziury wykopane przez bobry – komentuje.
Rolnicy prosili o pomoc, ale skutków brak
Rolnicy z gm. Pęcław próbowali różnych sposobów zwrócenia uwagi na problem, z którym się mierzą. Wójt podjął interwencję w Wodach Polskich we Wrocławiu i wystąpił o zgodę na odstrzał, której nie wydano.
– Bobry nie mają u nas naturalnego wroga i jest ich coraz więcej. Zniszczenia są widoczne na każdym kroku. Potrafiły nawet przed Pęcławiem ściąć potężny dąb, który spadł na linię średniego napięcia i uszkodził słup energetyczny, a część mieszkańców nie miała przez to prądu – wspomina.
Zdaniem Kubiaka rolnikom uniemożliwiono również usuwanie suchych drzew powalonych przez bobry.
– Z nadleśnictwa usłyszeliśmy, że nawet suche drzewa leżące na ziemi nie powinny być ruszane, ponieważ po ich usunięciu bobry mogą zacząć żerować na żywych drzewach – dodaje.
Ponadto rolnicy prosili o pomoc również posłów, ale mimo upływu czasu, efektów wciąż brak.
– Najbardziej obawiamy się kolejnej dużej powodzi. Nie wiadomo, kiedy ona przyjdzie. Wystarczy, że w górach przez kilka dni będą intensywne opady. Woda z górnej Odry może dotrzeć do nas po około siedmiu dniach. Jeżeli wały są w takim stanie, jak obecnie, trudno będzie je skutecznie obronić – tłumaczy.
Rolnicy obawiają się, że podczas kolejnej powodzi może być za późno na reakcję.
– Zniszczenia, które są teraz na wałach, trzeba usunąć wcześniej, a nie dopiero wtedy, kiedy poziom wody zacznie gwałtownie rosnąć – dodaje Kubiak.
Borek: „Rolnicy niszczą maszyny o gałęzie”
Arkadiusz Borek jest rolnikiem i myśliwym z Wojszyna, który problem bobrów zna od podszewki i mówi, że bobry nie są odpowiedzialne tylko za zniszczenie wałów, upraw rolniczych czy ścinanie drzew. Budują również tamy skutecznie zapychające rowy melioracyjne, kanały i pobliskie rzeczki.
– Kiedy jest akcja czyszczenia tych rowów czy kanałów, to często kończy się na tym, że firma omija tamę bobrową, bo skoro bobry są pod ochroną, to tama też. Nie chcą się podkładać i jadą dalej, a rolnicy pozostają bezradni. Bobry powodują również szkody na polach – nadgryzione przez nie drzewa i gałęzie spadają na uprawy lub są przez zwierzęta wyciągane na pola, stwarzając zagrożenie dla kombajnów i innych maszyn. Dodatkowym problemem są wykopywane przez bobry nory i kanały, przez które powstają głębokie, często niewidoczne, dziury. Wjazd maszyną w takie miejsce może doprowadzić do jej poważnego uszkodzenia, a nawet wypadku – dodaje.
Rolnik: „Jeśli Odra wyleje, zwierzęta będą stały w wodzie”
Krystian Kazimierowicz jest rolnikiem i hodowcą zwierząt, którego zdaniem zalane łąki i zniszczone uprawy są małą szkodą w porównaniu do tego, co może się stać jeśli wielka woda wróci, a wały przeciwpowodziowe będą w tak opłakanym stanie, w jakim są.
– Nikt tego nie kontroluje. Bobry robią, co chcą – budują tamy, kopią dziury i nory w wałach. Jeżeli nikt nie będzie tego pilnował, w końcu przyjdzie taka woda, że wał może tego nie wytrzymać. Ja też mieszkam pod tym wałem i mam tam gospodarstwo oraz zwierzęta. Gdyby Odra znowu wylała, nie tylko zwierzęta będą stały w wodzie, ale również domy i całe gospodarstwa. To jest realne zagrożenie dla mieszkańców – mówi Kazimierowicz.
Sołtys: „Wał jest niewykoszony, zniszczony”
Relację rolników potwierdza sołtys Wietrzyc Waldemar Halarewicz, który uważa, że Wody Polskie nic nie robią, poza absolutnym minimum.
– Wody Polskie twierdzą, że dwa razy w roku konserwują i wykaszają wały, ale ja tego tutaj nie widzę. Jestem sołtysem, mieszkam obok i cały czas to sprawdzam. Wał jest niewykoszony, zniszczony, a bobry robią w nim takie nory, że gdyby przyszła teraz większa woda, to tutaj nas praktycznie nie ma. Dwa lata temu, podczas powodzi, ratowali nas strażacy, wojsko i mieszkańcy. Teraz nie ma żadnej gwarancji, że wał wytrzyma. Jest susza, ale wystarczy, że w górach przez kilka dni mocno popada. Ziemia jest wyschnięta i przy gwałtownych opadach woda nie będzie wsiąkać, tylko zacznie spływać. Dlatego nie można czekać, aż kolejna powódź pokaże, w jakim stanie naprawdę są te wały – komentuje.
Występowanie bobrów w gm. Pęcław
Jak wyjaśnia Karolina Motyka, rzecznik prasowy RDOŚ we Wrocławiu, dyrekcja ma informacje o występowaniu bobrów na terenie gminy Pęcław, ale nie prowadzi szczegółowej mapy wszystkich nor i tam. Dane, którymi dysponuje RDOŚ, pokazują jedynie obecność bobra w poszczególnych kwadratach o powierzchni 1 km².
– Nie są to dane pozwalające wskazać dokładną lokalizację pojedynczych nor czy tam, także w bezpośrednim sąsiedztwie wałów – wyjaśnia Motyka.
RDOŚ nie zgodził się na odstrzał bobrów
Jak informuje Motyka, na przestrzeni minionych dwóch lat do RDOŚ wpłynął jeden wniosek dotyczący problemu bobrów. W październiku 2024 r. złożył go wójt gminy Pęcław. Początkowo gmina chciała uzyskać zgodę na odstrzał bobrów również w związku z zagrożeniem wałów przeciwpowodziowych. W trakcie postępowania ta część wniosku została jednak wycofana, ponieważ wały są zarządzane przez Wody Polskie. Ostatecznie gmina wnioskowała o odstrzał 15 bobrów w rejonie cieków, rowów melioracyjnych i stawów, ale RDOŚ na odstrzał się nie zgodził. Jak tłumaczy Motyka, w ocenie dyrekcji nie wykazano poważnych szkód, a problem można było próbować ograniczyć innymi metodami, m.in. poprzez zabezpieczenie brzegów i drzew metalową siatką.
Odstępstwo od zakazów ochrony gatunkowej
Co jednak w sytuacji, gdy bóbr rzeczywiście kopie norę w wale i stwarza zagrożenie dla jego stabilności? Jak odpowiada rzecznik RDOŚ, przepisy dają możliwość uzyskania zgody na odstępstwo od zakazów ochrony gatunkowej, także na odłów czy odstrzał, jeśli działalność zwierząt zagraża bezpieczeństwu przeciwpowodziowemu. Nie wystarczy jednak samo wskazanie obecności bobrów. Trzeba wykazać rzeczywiste zagrożenie oraz udowodnić, że nie ma skutecznych rozwiązań alternatywnych.
– W przypadku wałów konieczne jest również wykazanie, że działalność bobrów stwarza realne ryzyko awarii obwałowania – wskazuje Motyka.
RDOŚ podkreśla przy tym, że samo utrzymanie wałów, ich zabezpieczanie i kontrola stanu technicznego należą do Wód Polskich. To również zarządca infrastruktury powinien reagować, gdy w korpusie wału pojawiają się nory czy inne uszkodzenia. Jak wynika z odpowiedzi RDOŚ, dla gminy Pęcław nie wydano dotychczas zgody na odłów, przesiedlenie ani odstrzał bobrów w związku z zagrożeniem wałów.
Leśniczy: „Bobry wyrządziły szkody na powierzchni 0,17 ha”
Z kolei Adam Grzelczak, nadleśniczy Nadleśnictwa Głogów, informuje, że leśnicy prowadzą obecnie coroczny monitoring szkód powodowanych przez bobry. Monitoring samych stanowisk rodzin bobrowych był prowadzony do 2015 r. W 2026 r. na terenie Nadleśnictwa Głogów odnotowano szkody wyrządzone przez bobry na powierzchni 0,17 ha.
– Dane te pochodzą z monitoringu prowadzonego przez terenową Służbę Leśną – wskazuje Grzelczak.
Jak dodaje, Nadleśnictwo usuwa wszystkie drzewa niebezpieczne znajdujące się na zarządzanych przez nie gruntach, niezależnie od tego, czy zostały powalone przez bobry, czy z innego powodu.
– Usuwamy wszystkie drzewa niebezpieczne bez względu na przyczynę ich powstania, bez zbędnej zwłoki – podkreśla nadleśniczy.
Grzelczak odnosi się również do kwestii suchych drzew powalonych przez bobry, o których mówili rolnicy. Jak wyjaśnia, nie można ich po prostu zabrać z lasu, ponieważ każde drzewo – również leżące, powalone czy w postaci gałęzi – pozostaje własnością zarządcy terenu, czyli Lasów Państwowych, i podlega ochronie prawnej. Jednocześnie nie oznacza to, że drzewa stwarzające zagrożenie pozostają na miejscu – w takich przypadkach Nadleśnictwo deklaruje ich usunięcie. W odpowiedzi na pytania dotyczące współpracy po powodzi z 2024 r. nadleśniczy przyznaje natomiast, że Nadleśnictwo Głogów od tego czasu nie nawiązało współpracy z Wodami Polskimi, RDOŚ ani samorządem w zakresie ograniczania szkód powodowanych przez bobry w rejonie wałów Odry.
Czytaj dalej pod WIDEO:
Samorząd alarmował Wody Polskie. „Nie otrzymaliśmy informacji zwrotnej”
Natomiast Michał Wnuk, starosta głogowski, przyznaje, że od czasu powodzi do Wydziału Zarządzania Kryzysowego wpłynęły dwie interpelacje radnej powiatowej dotyczące pilnych działań naprawczych i interwencji na wałach przeciwpowodziowych w gminie Pęcław.
– Wnioski w tej sprawie trzykrotnie przekazywaliśmy do Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie, Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej we Wrocławiu, aby uzyskać merytoryczną odpowiedź dotyczącą koniecznych działań – informuje Wnuk.
Jak dodaje, podczas posiedzenia Powiatowego Zespołu Zarządzania Kryzysowego sam wystąpił do Wód Polskich o wykoszenie wałów, ponieważ było to konieczne, aby można było dokładnie sprawdzić ich stan i zlokalizować ewentualne uszkodzenia.
– Z informacji przekazywanych przez wójtów wynikało, że zakrzewienie wałów było tak duże, że nie pozwalało na zlokalizowanie ewentualnych uszkodzeń – wskazuje starosta.
Jak podkreśla Michał Wnuk, za stan techniczny wałów przeciwpowodziowych, ich utrzymanie i regularne kontrole odpowiadają Wody Polskie. To ich terenowe jednostki – Nadzory Wodne i Zarządy Zlewni – powinny patrolować obwałowania oraz sprawdzać m.in. ich stabilność, szczelność, stan porośnięcia i obecność nor zwierzęcych.
– Wójt gminy Pęcław i starosta głogowski nie są zarządcami wałów, dlatego nie przeprowadzają formalnych kontroli budowlanych. Prowadzimy jednak monitoring wizualny i doraźny w ramach ochrony ludności. Jeżeli zauważamy uszkodzenia, alarmujemy Wody Polskie i apelujemy o podjęcie działań. Tak też było w tym przypadku – zaznacza Wnuk.
Jak dodaje, mimo kierowanych wniosków samorząd nie otrzymał informacji zwrotnej dotyczącej planowanych prac remontowych czy innych działań na wałach.
Wody Polskie: „Naprawy będą, ale nie wszystkie w tym roku”
Do sprawy stanu wałów w gminie Pęcław odniosły się Wody Polskie. Jak informuje Katarzyna Matysiak, rzecznik prasowy RZGW we Wrocławiu, po przejściu fali wezbraniowej wał został skontrolowany przez zewnętrzną firmę posiadającą odpowiednie uprawnienia. W ramach kontroli bezpiecznego użytkowania obiektu budowlanego stwierdzono punktowe uszkodzenia skarpy odwodnej.
Wody Polskie nie prowadzą jednak osobnej inwentaryzacji nor bobrów, a informacje o ich występowaniu są ujawniane podczas przeglądów wałów i wykorzystywane przy planowaniu napraw.
– W roku 2025 były prowadzone prace polegające na usunięciu i wywiezieniu worków z piaskiem oraz konserwacji wału. Przetarg nie obejmował napraw wału – informuje Matysiak.
Wody Polskie podkreślają również, że nie występowały do RDOŚ o zgodę na odłów lub odstrzał bobrów przyznając jednocześnie, że działalność bobrów i innych zwierząt może negatywnie wpływać na stan techniczny wałów przeciwpowodziowych.
– Dlatego sukcesywnie planujemy i prowadzimy prace naprawcze uszkodzeń wałów. W bieżącym roku zaplanowano usunięcie uszkodzeń w naszej ocenie priorytetowych. Dalsze naprawy przewidziano do realizacji w roku następnym – przekazuje rzecznik RZGW we Wrocławiu.
To oznacza, że nie wszystkie uszkodzenia wałów, o których mówią mieszkańcy i samorząd, zostaną usunięte jeszcze w tym roku. Część prac Wody Polskie planują dopiero na 2027 r. Tymczasem rolnicy i samorząd alarmują, że problemem nie są wyłącznie pojedyncze uszkodzenia, ale także liczne nory bobrów, zarośnięte skarpy i obawa o stan wałów przed kolejnym wezbraniem.
Wody Polskie zapewniają, że informacje o uszkodzeniach są wykorzystywane przy planowaniu kolejnych prac. Na razie jednak mieszkańcy Pęcławia muszą czekać na ich realizację.
Kolejna powódź nie będzie czekać
Dla mieszkańców gminy Pęcław najważniejsze pozostaje jednak to, czy wały będą odpowiednio zabezpieczone, zanim przyjdzie kolejna wielka woda. Rolnicy nie oczekują, że bobry znikną z doliny Odry. Chcą natomiast, aby nory, uszkodzenia i inne zagrożenia były usuwane na bieżąco, a stan obwałowań był rzeczywiście kontrolowany.
Od powodzi z 2024 r. minęły już dwa lata. W tym czasie przeprowadzono kontrole, usunięto worki z piaskiem i wykonano prace konserwacyjne. Na naprawę części uszkodzeń trzeba jednak będzie poczekać do 2027 r. Tymczasem mieszkańcy pamiętają, jak niewiele brakowało, aby podczas poprzedniej powodzi wały nie wytrzymały naporu wody.
I właśnie tego scenariusza obawiają się najbardziej. Bo kiedy Odra zacznie gwałtownie przybierać, na naprawę nor, uszkodzonych skarp czy zarośniętych wałów może być już po prostu za późno.
Justyna Czupryniak-Paluszkiewicz
