a i bKrzysztof Janisławski
StoryEditorInterwencja

Rolnik stracił gospodarstwo i walczy o 56 mln zł. Po 14 latach sąd zażądał dokumentów

07.09.2026., 18:00h

Tadeusz Lalak z Palikij pod Lublinem od 14 lat walczy o wyjaśnienie sprawy, która, jak twierdzi, doprowadziła jego rodzinne gospodarstwo do upadłości. W 2023 roku pisaliśmy o jego walce z prokuraturą i obawie o utratę domu. Dziś rodzina nie ma już gospodarstwa ani żadnego majątku. Lalak nadal jednak walczy. Tym razem w sądzie cywilnym, gdzie domaga się odszkodowania od banku i inspektora bankowego. O tym, co dzieje się w sprawie po 3 latach od naszej interwencji, opowiada jego syn Piotr.

Rolnik stracił gospodarstwo po inwestycji w brykieciarnię

Historia zaczęła się w 2012 roku, kiedy ojciec Piotra Lalaka prowadził wielopokoleniowe gospodarstwo i realizował dużą inwestycję – budowę hali do produkcji brykietu i pelletu ze słomy. Inwestycja była finansowana m.in. kredytem.

Według rodziny problem pojawił się przy wypłacie ostatniej transzy kredytu. Jak twierdzi Piotr Lalak, a co wynika z dokumentów, pracownik banku odpowiedzialny za ocenę postępu inwestycji potwierdził wykonanie prac, które w rzeczywistości nie zostały zrealizowane.

– Bank wypłacił bezpośrednio na konto wykonawcy prawie 1,1 mln zł z ostatniej transzy kredytu, mimo że roboty objęte tą transzą nie były wykonane – mówi Piotr Lalak.

Jak wskazuje, dokumentacja dotycząca inwestycji, w tym zdjęcia mające potwierdzać postęp prac, miała być podstawą do uruchomienia kolejnej transzy.

Rodzina uważa, że właśnie wtedy rozpoczęła się spirala problemów finansowych.

Z inwestycji w brykiet do upadłości całego gospodarstwa

Brykieciarnię ostatecznie udało się uruchomić. Produkcja ruszyła w lipcu 2014 roku. Zaledwie kilka miesięcy później, w październiku, doszło jednak do pożaru.

Straty spowodowane pożarem rzeczoznawca szacował na ponad 700 tys. zł. Ubezpieczyciel wypłacił ok. 216 tys. zł.

– Ojcu na koncie zostało z tego ok. 40–45 tys. zł. Resztę zajął komornik, którego do egzekucji skierował ten sam bank – wspomina Lalak.

W kolejnych latach prowadzone były egzekucje komornicze. W 2017 roku ogłoszono upadłość Tadeusza Lalaka. Z czasem postępowania upadłościowe objęły także innych członków rodziny.

– Dzisiaj w jednej rodzinie jest sześć osób upadłych. Straciliśmy literalnie wszystko – mówi Piotr Lalak.

Lalak: „Zostały mi długi i kopanie się w sądach”

Dziś rodzina nie ma już gospodarstwa ani majątku, który przez lata budowała.

– Miałem przejąć gospodarstwo i przedsiębiorstwo rodzinne. Nie było mi to dane. Jedyne, co przejąłem, to długi i kopanie się w sądach. To już trwa 14 lat – mówi syn rolnika.

Rodzina nadal mieszka w domu, który wcześniej należał do niej. Jak wyjaśnia Lalak, jest to możliwe wyłącznie dzięki zgodzie nowego właściciela nieruchomości. Nie wiadomo jednak, jak długo będzie mogła tam pozostać.

W 2023 roku, gdy pisaliśmy o tej sprawie, Tadeusz Lalak obawiał się właśnie utraty domu. Wtedy wystąpił do sądu upadłościowego o wyłączenie nieruchomości mieszkalnej z masy upadłości. Dziś dom jest już własnością innej osoby.

Rodzina domaga się ponad 56 mln zł

Po latach bezskutecznych prób wyjaśnienia sprawy na drodze karnej rodzina zdecydowała się na pozew cywilny.

Tadeusz Lalak i jego rodzina wystąpili przeciwko PKO Bankowi Polskiemu oraz osobie, która na zlecenie banku wykonywała ocenę inwestycji. Jak podaje Piotr Lalak, wysokość wyliczonych przez rodzinę strat przekracza 56 mln zł. Wyliczenia zostały sporządzone według stanu na styczeń 2025 roku i mają potwierdzenie w zgromadzonych dokumentach.

– To są ogromne straty. I nie mówię tylko o pieniądzach. Są też straty moralne i zdrowotne. Przez te wszystkie lata byłem przesłuchiwany dziesiątki razy – mówi.

Podkreśla, że sprawa nie zakończyła się również na postępowaniu upadłościowym. Jego zdaniem konieczne jest wyjaśnienie, w jaki sposób doszło do wypłaty ostatniej transzy kredytu.

Bank ma przedstawić dokumenty dotyczące ostatniej transzy

W obecnym postępowaniu cywilnym kluczowe znaczenie mają dokumenty związane z kontrolą inwestycji.

Chodzi przede wszystkim o karty kontroli inwestycji oraz zdjęcia, które miały dokumentować wykonanie prac i stanowić podstawę do wypłaty kolejnych transz kredytu.

– Bank wzywany przez mojego ojca, prokuraturę i zwalniany przez sąd karny z dochowania tajemnicy bankowej, najpierw twierdził, że takich dokumentów w ogóle nie ma. Później przyznał, że je posiada, ale nie widzi interesu w ich przekazywaniu. Następnie przesłano jedną kartę kontroli, ale dotyczącą wcześniejszej transzy i bez zdjęć. Później bank twierdził, że nadal szuka pozostałych dokumentów, a ostatecznie, że ich nie odnalazł – relacjonuje Piotr Lalak.

Co z postępowaniem karnym?

Równolegle przez lata toczyło się postępowanie karne dotyczące zarzutów rodziny.

W 2023 roku, po kolejnych zawiadomieniach i pojawieniu się nowego świadka, prokuratura ponownie prowadziła śledztwo. Ostatecznie zostało ono umorzone. Rodzina zaskarżyła tę decyzję, a sąd uchylił decyzję prokuratury nakazując jej dalsze prowadzenie śledztwa i gruntowne przyjrzenie się sprawie inspektora bankowego. 

– Niestety, prokuratura najwyraźniej celowo pominęła jego wątek i skupiła się wyłącznie na niedającym się odnaleźć właścicielu firmy budowlanej po to, żeby bez żadnego problemu móc po raz 4 umorzyć śledztwo. Tym razem "na około", czyli poprzez wydanie postanowienia o jego zawieszeniu z uwagi na brak możliwości postawienia zarzutów budowlańcowi. Niestety, wątek pracownika banku nie został wyłączony do prowadzenia w ramach odrębnego śledztwa i niejako "umarł śmiercią naturalną" – przynajmniej na tę chwilę – mówi.

Lalak uważa, że organy ścigania nie wykorzystały wszystkich dostępnych dowodów.

Szczególne znaczenie ma dla niego zeznanie świadka – byłego pracownika wykonawcy inwestycji – który miał przekazywać informacje dotyczące zachowania wykonawcy i okoliczności związanych z inwestycją.

– Jest świadek, który pod odpowiedzialnością karną zeznawał o tym, że wykonawca miał mówić o przekazaniu pieniędzy pracownikowi banku za potwierdzenie czegoś, co nie zostało wykonane. Co jeszcze mieliśmy przedstawić i pokazać? Cztery litery? – pyta Lalak.

Zastrzega jednocześnie, że osoba wskazywana przez rodzinę jako wykonawca inwestycji przebywa obecnie poza Polską i według jego wiedzy jest poszukiwana.

Teraz sytuacja jest inna. W toku sprawy cywilnej sąd – tym razem cywilny,  zobowiązał bank do przedstawienia ww. karty kontroli inwestycji dotyczącej wypłaty ostatniej transzy oraz zdjęć.

Termin na przedstawienie dokumentów upłynął pod koniec sierpnia.

Lalak: „Nie chodzi nam o rozgłos”

Lalak podkreśla, że rodzinie nie chodzi wyłącznie o medialny rozgłos.

– Nie chodzi o to, żeby występować przed kamerami czy być w gazecie. Chodzi o to, żeby sądy i organy ścigania wiedziały, że cały czas ktoś się tą sprawą interesuje i żeby wzięły się w końcu za robotę. Żeby nie było tak, że był jeden reportaż, a później wszyscy o sprawie zapominają – mówi.

Jego zdaniem nagłośnienie sprawy może sprawić, że postępowania będą prowadzone dokładniej.

Rolnik po 14 latach nadal czeka na finał

Dziś Tadeusz Lalak nie ma już gospodarstwa, które jego rodzina prowadziła przez pokolenia. Nie ma też majątku, który przez lata budowała. Pozostała trwająca od 14 lat walka o wyjaśnienie, co wydarzyło się przy realizacji inwestycji w brykieciarnię.

– Zostało nam tylko to, co mamy na sobie. Rykoszetem zostaliśmy w to wszystko wciągnięci. W naszej rodzinie zawsze było tak, że kiedy pojawiał się problem, wszyscy sobie pomagaliśmy. Teraz wszyscy ponosimy konsekwencje – kończy Piotr Lalak.

Rodzina liczy, że obecne postępowanie cywilne pozwoli potwierdzić odpowiedzialność osoby pracującej na rzecz i w imieniu banku PKO BP za potwierdzenie nieprawdziwych danych nt. przebiegu ostatniego etapu inwestycji oraz tego, że to z powodu oszustwa doprowadzono do upadłości nie tylko Tadeusza Lalaka, ale również innych osób z jego najbliższej rodziny. 

Na razie kluczowe mogą okazać się dokumenty, których przedstawienia sąd zażądał od banku, a także to, w jaki sposób tym razem zachowa się bank.

Bank wstrzymuje się od głosu

O stanowisko w sprawie zapytaliśmy PKO Bank Polski. Kamil Piechowski z Departamentu Komunikacji Korporacyjnej PKO Banku Polskiego odpowiedział jednak, że udzielenie odpowiedzi na zadane pytania nie jest możliwe z uwagi na toczące się postępowanie sądowe, którego stroną jest bank. 

Justyna Czupryniak-Paluszkiewicz

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
07. wrzesień 2026 18:02