Jak czytamy na portalu topagrar.com, dla Jochena Hartmanna wybieg dla kur nie jest po prostu kawałkiem trawiastego pola. Rolnik stworzył na swoim gospodarstwie w Niemczech system, który łączy mobilną hodowlę kur niosek z nasadzeniami drzew i krzewów. Nazwał go „lasem dla kur”.
Gospodarstwo zaczynało jednak zupełnie inaczej. W ogrodzie Hartmannów znajdowało się 40 kur. Z czasem hodowla rozrosła się do prawie 2800 kur niosek utrzymywanych w siedmiu mobilnych kurnikach.
Pierwszy mobilny kurnik pojawił się w 2013 roku
Ojciec Hartmanna wcześniej zajmował się hodowlą trzody chlewnej, jednak z czasem z niej zrezygnował. W 2013 roku na gospodarstwie pojawił się pierwszy mobilny kurnik, przeznaczony dla 250 kur niosek.
Właściciel dwóch lokalnych supermarketów Edeka szybko zainteresował się jajami produkowanymi w gospodarstwie. Mobilny kurnik Hartmanna był wówczas pierwszym tego typu rozwiązaniem w regionie.
– Nie znaliśmy tego – wspomina rolnik, opowiadając o sytuacji, gdy właściciel sklepu zapytał go, jaką cenę powinien ustalić za jajka.
Współpraca z lokalnym odbiorcą miała także inną zaletę. Hartmann nie potrzebował certyfikatu KAT.
Początkowo rolnik rozważał znacznie większą inwestycję – budowę kurnika z wolnym wybiegiem dla 15 tys. kur niosek. Zrezygnował jednak z tego pomysłu. Gospodarstwo znajduje się na obrzeżach miasta, dlatego obawiał się konfliktów związanych z dużą inwestycją. Ważne było także utrzymanie gospodarstwa rodziców, gdzie ziemniaki były już sprzedawane bezpośrednio konsumentom.
Jak powinien wyglądać wybieg dla kur?
Hartmannnn postanowił więc rozwijać hodowlę stopniowo. Nie chciał jednak ograniczać się do samej produkcji jaj.
Zaczął zastanawiać się, jak powinno wyglądać środowisko, w którym kura czuje się dobrze. Zwrócił uwagę na czerwonego kura bankiwa, czyli dzikiego przodka współczesnych kur. Ptaki te żyją na obrzeżach lasów i w zaroślach, gdzie znajdują schronienie oraz pożywienie, a na noc siadają na gałęziach.
To właśnie obserwacja naturalnego środowiska kur skłoniła Hartmanna do zainteresowania się agroforestry, czyli systemami łączącymi produkcję rolniczą z uprawą drzew i krzewów.
Rolnik zaczął sadzić topole na swoim polu. Drzewa zostały rozmieszczone w prostych, równoległych rzędach. Później pojawiły się również dwa dodatkowe, krótsze rzędy, które tworzą osłonięte miejsca dla mobilnych kurników.
Latem drzewa zapewniają kurom cień i schronienie przed warunkami atmosferycznymi.
1500 topoli na 5,5 hektara
Początkowo projekt obejmował działkę o powierzchni 5,5 ha. W kwietniu 2016 roku posadzono na niej około 1500 sadzonek topoli. Każda z nich miała około 40 cm długości.
W sadzeniu pomagało 45 klientów gospodarstwa. Sadzonki zostały natomiast zasponsorowane przez właściciela lokalnych sklepów Edeka.
– Wtedy nie chodziło o marketing, ale o autentyczną troskę o człowieka – podkreśla Hartmann.
Jeszcze w tym samym roku na południe od rzędów topoli posadzono drzewa owocowe i orzechowe. Pojawiły się m.in. orzechy włoskie, bez czarny, jagody, aronia, jarzębina, głóg, morwy, mirabelki, groch pospolity i porzeczki.
Cel był szerszy niż tylko zapewnienie kurom schronienia. Hartmann chciał zwiększyć bioróżnorodność, urozmaicić bazę pokarmową kur oraz stworzyć źródło pożywienia dla dzikich zwierząt.
Pierwsze lata wymagały dużo pracy
Założenie takiego systemu nie było łatwe. Szczególnie wymagający okazał się pierwszy rok po posadzeniu drzew.
Hartmann regularnie odchwaszczał rzędy sadzonek. Wielokrotnie przekopywał je motyką buraczaną i w ten sposób osiągnął dobre rezultaty.
Problemy pojawiły się ponownie w 2020 roku, gdy „las dla kur” został rozszerzony do 10,5 ha. Rolnik zaniedbał wtedy pielenie i próbował ograniczyć zachwaszczenie za pomocą zrębków.
Rozwiązanie okazało się nietrafione. Rozwinęła się pleśń, a wierzchnia warstwa gleby stała się lepka. Woda deszczowa nie mogła prawidłowo wsiąkać, a część topoli obumarła.
Hartmann wrócił więc do ręcznego odchwaszczania. Wraz z pracownikiem co tydzień pielił kolejne fragmenty rzędów drzew.
Alpaki chronią kury przed jastrzębiami
Drzewa nie są jedynym elementem systemu stworzonego przez Hartmanna. Na wybiegach pojawiają się również alpaki.
Ich obecność ma praktyczne znaczenie. Zwierzęta pomagają odstraszać drapieżniki, w tym jastrzębie.
– Od tego czasu liczba ataków jastrzębi zmniejszyła się o 80–90% – mówi Hartmann.
Zanim kury trafią na poszczególne kwatery, wypasa się na nich bydło rasy Dexter.
Cały teren jest podzielony na 19 kwater. Ogrodzenie przebiega przez środek rzędów drzew, co ułatwia alpakom obserwowanie terenu.
Topole rosną nawet 3 metry rocznie
Rzędy drzew zostały ustawione na osi wschód–zachód. Dzięki temu mobilne kurniki można ustawiać tak, aby były osłonięte od wiatru. Ma to szczególne znaczenie podczas upalnych dni.
Topole rosną bardzo szybko. Po udanym pierwszym roku z niewielkich sadzonek wyrastają wysokie drzewa, które mogą przyrastać nawet o 2–3 m rocznie.
System Hartmanna jest również obserwowany pod kątem wpływu na bioróżnorodność. Gospodarstwo uczestniczy w obywatelskim projekcie naukowym Uniwersytetu w Münster.
Studenci raz w roku odwiedzają farmę i zbierają dane dotyczące m.in. średnicy drzew, roślinności oraz występowania owadów, ptaków i nietoperzy. W badania angażowani są także okoliczni mieszkańcy.
Hartmann zauważa już efekty zmian.
– Coraz więcej jest chrząszczy, które normalnie żyją tylko w lesie – relacjonuje rolnik. Zwiększa się również populacja nietoperzy.
Mobilne kurniki są przenoszone co tydzień
Mobilność pozostaje jednym z najważniejszych elementów systemu. Kurniki są przenoszone co tydzień.
Hartmann wybierał modele, które nie mają wielu podpór i są łatwe do przestawiania.
– Powinno być proste – podkreśla.
Rolnik stawia również na prostą technologię. Jego zdaniem kurnik powinien zapewniać odpowiednią wentylację nawet wtedy, gdy nie ma dostępu do energii elektrycznej. Jest to szczególnie istotne podczas upałów.
Każdego wtorku Hartmann wraz z pracownikiem czyści mobilne kurniki. Następnie uzupełniają wodę i paszę, sprawdzają ściółkę i przenoszą kurniki w nowe miejsce. Jaja zbierane są dwa razy dziennie.
Woda dla kur jest szczególnie ważna latem
Latem rolnik zwraca szczególną uwagę na jakość i gospodarkę wodną. Przed ponownym napełnieniem zbiornika spuszcza pozostałą wodę, a świeżą wodę zakwasza.
Początkowo planował również przygotowywać własną mieszankę paszową. Z czasem okazało się jednak, że wymaga to zbyt dużo pracy.
W gospodarstwie znajdują się jednocześnie trzy lub cztery grupy wiekowe kur, dlatego Hartmann chce dostosowywać żywienie do ich potrzeb.
W mieszalniku o pojemności 1,5 t może dodawać do paszy pełnoporcjowej m.in. wapń, kwas chlebowy, biowęgiel, a zimą również zeolity. Paszę dostarcza do mobilnych kurników za pomocą silosu lejowego o pojemności 800 kg.
Większość jaj sprzedaje bezpośrednio
Jaja produkowane w gospodarstwie trafiają do dwóch lokalnych supermarketów Edeka, ale również do sklepu przy gospodarstwie.
Sklep powstał w dawnej chlewni. Klienci mogą płacić przy nowoczesnych terminalach, a gotówkę zostawiać w specjalnej kasie samoobsługowej.
Kradzieże zdarzają się rzadko.
– Ufamy ludziom, a ludzie ufają, że produkujemy dobry produkt – mówi Hartmann.
Ponad połowa jaj sprzedawana jest właśnie w gospodarstwie. Oprócz jaj i ziemniaków pochodzących z własnej produkcji sklep oferuje także inne regionalne produkty.
Rolnik mówi, że średnio odwiedza go około 120 klientów dziennie.
Jaja kupuje również placówka prowadzona przez organizację wspierającą osoby z niepełnosprawnościami, piekarnia oraz sklep rybny. W sąsiedniej miejscowości działa natomiast automat z jajkami.
Historia gospodarstwa Hartmanna pokazuje, że wybieg dla kur niosek może być czymś więcej niż trawiastą powierzchnią. Drzewa, krzewy, zwierzęta chroniące stado przed drapieżnikami i mobilne kurniki tworzą system, który ma służyć zarówno produkcji jaj, jak i poprawie warunków życia kur oraz zwiększaniu bioróżnorodności.
oprac. Justyna Czupryniak-Paluszkiewicz na podst.topagrar.com
