Susza 2026 w Polsce. Pola wysychają, rolnicy alarmują
Dramatyczna susza. W wielu regionach kraju deszczu praktycznie nie było od tygodni. Jeśli już coś spadło, to symboliczne ilości, które nie mają znaczenia dla upraw. Zboża ozime i rzepaki są niskie i słabe, a rolnicy są załamani, bo to kolejny dramatyczny sezon.
Do suszy doszły jeszcze przymrozki, które w wielu miejscach dobiły rośliny. Efekt? Straty, które już teraz widać gołym okiem i których nie da się cofnąć.
Dramatyczny apel rolnika do ministra: ogłoście klęskę żywiołową
Patryk Orzeł, rolnik z Dolnego Śląska, nie wytrzymał. Nagrał film i zwrócił się bezpośrednio do ministra rolnictwa.
– Nazywam się Patryk Orzeł, jestem rolnikiem ze wsi Rudawa w województwie dolnośląskim. Zwracam się do ministra rolnictwa Stefana Krajewskiego o podjęcie natychmiastowych działań w celu ogłoszenia nadzwyczajnej klęski żywiołowej na terenie naszego całego kraju – mówi.
Jak podkreśla, to nie jest lokalny problem, tylko sytuacja obejmująca praktycznie cały kraj.
– Wszystkie portale niezwiązane z rolnictwem już biją na alarm, że nasz kraj wysycha, a niestety nasz rząd nic w tym kierunku nie robi, w ogóle tak jakby tego tematu nie było – dodaje.
Rolnik apeluje też o pilne uruchomienie procedury szacowania strat.
– Apeluję też do rolników, żeby składali wnioski do gmin o szacowanie szkód. To jest kluczowe, bo bez tego nie będzie żadnych podstaw do pomocy – podkreśla.
100 hektarów ozimin i połowa stracona
W rozmowie z nami Patryk Orzeł przyznaje, że skala strat w jego gospodarstwie jest ogromna.
– Mam około 100 hektarów ozimin. I połowa tego po prostu pójdzie w straty. W rzepaku i zbożach ozimych straty są na poziomie 50%. Przymrozki zrobiły swoje, a susza to tylko pogłębia. Na słabszej ziemi ta woda ucieka błyskawicznie i tam widać największe straty – tłumaczy.
„Tego się już nie uratuje”
Rolnik nie ma złudzeń. Część upraw jest już stracona i żadne opady tego nie cofną.
– To, co zostało spalone w oziminach, nie ma opcji, żeby się odbudowało. Tam karta jest już przegrana – podkreśla.
„Nie przesiewamy, bo nie ma sensu”
W teorii rolnicy mogliby ratować sytuację przez przesiewy. W praktyce niewielu się na to decyduje. Powód jest prosty – brak wody i ogromne ryzyko kolejnych strat.
– Wie pani, mija się z celem likwidacja upraw. Po co zasieję, jak tej wody nie ma? Następna uprawa też nie urośnie – mówi Orzeł.
To dziś największy dylemat w gospodarstwach: inwestować kolejne pieniądze czy przeczekać.
– Rolnicy boją się przesiewać, bo to są kolejne koszty – nasiona, paliwo, nawozy. A jak nie popada, to wszystko przepadnie drugi raz – dodaje.
Kukurydza: jak nie popada, to nic z tego nie będzie
U Pawła Orła problem jest też w posianej niedawno kukurydzy.
– Kukurydza wcześniej siana jakoś tam wschodzi. Ale to wszystko zależy od deszczu. Każdy opad będzie działał na nią korzystnie. Ale jak tej wody nie będzie, to nic z tego nie będzie, i kolejna uprawa na starty – mówi Orzeł.
Dramatyczny bilans opadów
Rolnik wylicza też sumę opadów w swoim gospodarstwie.
– U mnie od początku roku spadło 57 litrów wody. A mam miejsca, gdzie spadło tylko 17 litrów – mówi rolnik.
To poziom, który nie pozwala na normalny rozwój roślin.
– No tragedia, po prostu tragedia – dodaje.
I podkreśla, że sytuacja jest ogólnopolska.
– To jest w całej Polsce. Kujawsko-Pomorskie, Mazowsze, Łódzkie, Lubelskie… wszędzie jest źle – zaznacza.
Guzik: jak mam wykarmić rodzinę ze zmarzniętych rzepaków i usychających zbóż?
Podobne emocje są u innych rolników. Grzegorz Guzik z Dolnego Śląska w emocjonalnym nagraniu pyta, jak ma wykarmić rodzinę z plonu, który właśnie znika.
– Jak z tysięcy hektarów takich upraw rolnicy mają wykarmić rodzinę? Jak ze zmarzniętych rzepaków, z usychających zbóż mamy zebrać plon? Jak w tej klęsce żywiołowej po ciężkim roku 2025 mamy sobie poradzić? To jest nie do zniesienia - mówi rolnik.
Mazowsze: zaorane pola i nerwowe decyzje
Na Mazowszu scenariusz jest bardzo podobny. Rolnicy już podejmują trudne decyzje.
– Pszenżyto musiałem zaorać. Tak źle już dawno nie było – mówi rolnik spod Płońska.
Wielu próbuje jeszcze coś ratować, ale nastroje są fatalne.
– Siejemy kukurydzę, ale nie wiem jak to wzejdzie. Jak nie popada, to amen w pacierzu – dodaje.
„Rolnicy stoją pod ścianą”
O skali problemu mówi też Adrian Wawrzyniak z Solidarności Rolników Indywidualnych.
– Rolnicy stoją pod ścianą. Nie stać nas nawet na przesiewanie – podkreśla.
Jak dodaje, sytuacja wymyka się spod kontroli.
IUNG: opady niskie
Z danych IUNG też wynika, że sytuacja jest bardzo trudna. W kwietniu 2026 opady były silnie zróżnicowane i w większości kraju zdecydowanie zbyt niskie. Tylko lokalnie – głównie na zachodzie i południu – spadło ponad 20–30 mm deszczu. W pozostałych regionach były to zaledwie pojedyncze milimetry, miejscami nawet około 3 mm, co oznacza poważny deficyt wody i pogłębiającą się suszę.
Deszcz może nie pomóc
Choć prognozy na najbliższe dni pokazują opady w części kraju, rolnicy nie mają złudzeń. Jeśli będą gwałtowne, to woda spłynie po przesuszonej glebie, zamiast w nią wsiąknąć i realnie zasilić uprawy. Według Projekt Clim4Cast, czyli wspólnego przedsięwzięcia naukowców i instytutów z kilku krajów Europy, m.in. z Polski, Niemiec, Czech, Słowacji, Austrii, Chorwacji i Słowenii, prognozy zawartości wody w glebie wyglądają następująco (brązowy kolor sucho, niebieski deszcz):
Sezon na krawędzi
Dlatego dla wielu rolników ten sezon jest przynajmniej częściowo przegrany. Oziminy w wielu miejscach są już stracone, a kukurydza stoi pod znakiem zapytania. Rolnicy nie wiedzą, czy inwestować kolejne pieniądze, czy ratować to, co jeszcze zostało.
Kamila Szałaj
