- Była niedziela, kierowca z mleczarni odebrał mleko o 12.20, nic nie wskazywało, że ma się wydarzyć taka tragedia, a o 13.00 było już po wszystkim. Obora spaliła się w 20 minut. Ogień bardzo szybko postępował. Mnie nie było na miejscu, był syn. Pomimo nienagannej reakcji wielu zastępów straży pożarnej, nie było szans aby uratować budynek. Pomagali sąsiedzi i ludzie, którzy wybiegli z kościoła. To też dzięki nim bydło zostało wyprowadzone i część krów się uratowała – powiedział Krzysztof Moczulski.
- Jak tylko zobaczyłem, że obora się pali to pierwsze co zrobiliśmy to uwolniliśmy krowy. Niestety nie wszystkie udało się uratować, 30 z nich zostało w oborze, a przez kolejne dni ok. 100 wyjechało na ubój z konieczności w wyniku odniesionych obrażeń. Stan zdrowia tych co zostały cały czas się poprawia. One mają szansę na rekonwalescencję, jednak wymagają intensywnej opieki weterynaryjnej. Z 230 krów dojnych jakie były w oborze ocalała niecała setka – dodał Arkadiusz Moczulski – syn Krzysztofa.
To była genetyka z najwyższej półki
W wyniku pożaru zniszczeniu uległo poszycie dachowe oraz znaczna część konstrukcji dachu, a także wyposażenie obory. Spaliła się wielofunkcyjna miniładowarka. Uszkodzeniu uległa hala udojowa i robot czyszczący ruszta. Ale największe straty dotyczą samych krów, krów wysokowydajnych z genetyką z najwyższej półki, którą hodowcy staranie doskonalili poprzez dobór odpowiednich buhajów i inseminację wykonywaną we własnym zakresie.
- W pierwszym momencie był szok i niedowierzanie, byłem też zupełnie zrezygnowany i chciałem się poddać, myśląc, że lepiej będzie zlikwidować produkcję mleka i dać sobie z tym wszystkim spokój. Ale dużo dało mi wsparcie rodziny oraz pracowników, którzy pomagają nam przy doju. Jeden z nich nawet powiedział, że nie będzie brał wypłaty dopóki nie staniemy na nogi. Pomoc dobrych ludzi, strażaków i sąsiadów przywróciła mi wiarę, że możemy sią dźwignąć, a więc już na dniach zaczniemy uprzątać pogorzelisko i naprawiać konstrukcje dachu oraz poszycie – stwierdził Krzysztof Moczulski.
- Nie poddajemy się. Planujemy odbudowę. Dziękujemy za pomoc sąsiadom i strażakom. Widzimy, że też pomagają ludzie dobrej woli za pośrednictwem portalu zrzutka.pl, za co bardzo dziękujemy – dodała Arkadiusz Moczulski.
Mleko i biogazownia wymagają ciągłości
Pomimo pomocy ludzi dobrej woli nie będzie łatwo odbudować stado, które hodowcy budowali przez ponad 20 lat. To właśnie 26 lat temu Krzysztof Moczulski zaczynał zaledwie od 10 krów i średniej wydajności na poziomie 6 tys. kg mleka. Doszedł do ponad 200 krów i podwoił wydajność, ale to wymagało konsekwentnej pracy i czasu. Milowym krokiem była budowa wolnostanowiskowej obory w roku 2014, właśnie tej która dziś jest w opłakanym stanie.
- Ta obora jest sercem naszego gospodarstwa, na szczęście to serce nie stanęło, a tylko wolniej teraz bije. W innych budynkach utrzymujemy także jałówki oraz opasy – powiedział Arkadiusz Moczulski.
Dwa lata temu rolnicy myśląc o przyszłości i o uniezależnieniu się od dostaw coraz droższego prądu wybudowali biogazownię, która podobnie jak produkcja mleka musi pracować ciągle i nie można jej wygasić.
- Na szczęście mamy 4-miesieczny zapas gnojowicy, która jest jedynym substratem w naszej biogazowni, a wiec jej praca nie jest zagrożona. Bo biogazownia musi pracować ciągle. Jej wygaszenie i ponowne wznowienie pracy byłoby bardzo trudne i kosztowne. Jeszcze trudniejszy byłby powrót do produkcji mleka gdybyśmy teraz jej zaniechali. Na szczęście udało nam się utrzymać ciągłość również produkcji mleka, chociaż przy bardzo dużym jej spadku bo aż o 70% - wyjaśnił Krzysztof Moczulski.
Doili razem z sąsiadami
Produkcja mleka został utrzymana, ale pod dużym znakiem zapytania stał dalszy dój ocalałych krów, bowiem hala udojowa nie nadawał się do użytku.
- W pierwszych dniach hala udojowa zupełnie nie działała i tu nieoceniona okazała się pomoc sąsiedzka. Rolnicy z naszej wsi jak już wydoili swoje krowy, to przyjechali do nas z konwiami i ich konwiami wszyscy razem doiliśmy nasze krowy. Jedni doili, drudzy nosili konwie do schładzalnika. Po dwóch dniach dzięki sprawnemu działaniu serwisu udało się uruchomić jedną stronę czyli połowę hali udojowej i mleko już bezpośrednio trafia do schładzalnika – powiedział Krzysztof Moczulski.
Nasza redakcja przyłącza się do gorącej prośby o pomoc dla poszkodowanych rolników, co można zrobić za pośrednictwem linku https://zrzutka.pl/ey4cr7.
