Pożar w gospodarstwie. Spłonęła obora i dorobek życia
W jednej chwili stracili to, na co pracowali latami. W gospodarstwie Anny i Stanisława Kiełczewskich ze wsi Łebki Małe (woj. podlaskie) spłonęła obora wraz z wyposażeniem. Rodzina utrzymywała się z produkcji mleka. Dziś walczy o odbudowę i leczenie uratowanych zwierząt.
„To był moment. 20–30 minut i wszystko zajęte ogniem”
Do tragedii doszło 18 marca. Jak relacjonuje nam rolniczka, ogień pojawił się nagle.
– Byłam jakieś 100 metrów od obory i zauważyłam dym. Zanim doszłam bliżej, była już czarna chmura. To wszystko działo się bardzo szybko. Cała akcja trwała może 20–30 minut - mówi nam rolniczka.
Prawdopodobną przyczyną pożaru było zwarcie instalacji elektrycznej.
120 sztuk bydła w oborze. Części nie udało się uratować
W chwili pożaru w oborze było około 120 sztuk bydła.
– Cztery sztuki padły na miejscu. Kolejne 10–15 musieliśmy sprzedać, bo ich stan po zatruciu był bardzo zły. Ta liczba się zmienia, bo cały czas obserwujemy zwierzęta - podkreśla rolniczka.
Jak dodaje, skutki zatrucia będą jeszcze widoczne.
– Tego się nie da wyleczyć, bo tego, co się nawdychały, nie da się usunąć. Na razie mówimy o 15 sztukach, ale zakładam, że jeszcze coś dojdzie.
„Szok. Nie da się tego opisać”
Rodzina była na miejscu i od razu ruszyła ratować zwierzęta.
– Mąż próbował gasić i trochę się poparzył. My z synem wypuszczaliśmy bydło. Zaraz przyjechali sąsiedzi z pomocą, potem straż. Resztę bydła wyganiali już strażacy - opisuje.
– Nas zabrała karetka do szpitala, bo się podtruliśmy. To było potworne przeżycie - podkreśla pani Anna.
Spłonęło wszystko. Obora, sprzęt i hala udojowa
Pożar zniszczył kluczową część gospodarstwa.
– Latami pracowaliśmy, żeby unowocześnić gospodarstwo. W jednej chwili wszystko zniknęło - zaznacza.
Spłonęła obora, hala udojowa, sprzęt oraz cała infrastruktura potrzebna do produkcji. Produkcja mleczna była jedynym źródłem utrzymania rodziny.
Ocalałe zwierzęta trafiły do rodziny. – Bydło jest teraz u mojego brata. To, co zostało, próbujemy jakoś ogarnąć, ale jest bardzo ciężko - mówi nam rolniczka.
Trwa zbiórka. Potrzebne pieniądze na odbudowę i leczenie
Rodzina uruchomiła zbiórkę, bo skala strat jest ogromna. Potrzebne są środki na odbudowę obory, leczenie zwierząt i bieżące funkcjonowanie gospodarstwa.
- Pożar zabrał sprzęt, dach, halę udojową i znaczną część infrastruktury niezbędną do prowadzenia gospodarstwa. Produkcja mleczna była jedynym źródłem utrzymania naszej rodziny. Dlatego proszę o pomoc - pisze pani Anna w opisie zbiórki.
Pomagają sąsiedzi i firmy z branży
Wsparcie płynie także od firm związanych z rolnictwem.
- Kochani. Naszym klientom, a Waszym sąsiadom, znajomym i przyjaciołom spalił się dorobek życia. Udało się uratować tyle, na ile pozwolił czas, ale straty są nieopisane. Dołóżmy wspólnie cegiełkę do odbudowy choć części mienia państwa Kiełczewskich - apeluje PHU Kazimierz Florczyk.
My także przyłączamy się do apelu. Państwo Kiełczewscy są prenumeratorami czasopism z naszego wydawnictwa. Dziś sami znaleźli się w dramatycznej sytuacji i potrzebują wsparcia. Każda wpłata i każde udostępnienie zbiórki ma znaczenie.
Kamila Szałaj
