Przepisy blokują rozwój gospodarstw
Rolnicy mówili wprost, że obecne przepisy i praktyka gmin coraz częściej blokują rozwój gospodarstw. Wiceminister nie ukrywała, że problem widzi, ale jednocześnie wskazywała na trwające prace legislacyjne i konieczność deregulacji.
Gromadzka: „Wieś jest wsią – musi być trochę smrodu”
Jednym z najważniejszych tematów była tzw. funkcja produkcyjna wsi i ochrona rolników przed pozwami cywilnymi ze strony nowych mieszkańców wsi.
– W tej chwili są dwa projekty: projekt poselski i prezydencki projekt rządowy funkcji produkcyjnej wsi. Mają one przede wszystkim zabezpieczyć interesy rolników. Chodzi o to, żeby nowy mieszkaniec wsi nie miał możliwości, jeżeli działalność rolnika jest zgodna z obowiązującą literą prawa, skutecznie go zaskarżyć z powództwa cywilnego i uzyskać sporego odszkodowania – wyjaśniła Gromadzka.
Wiceminister rolnictwa wprost przyznała, że osobiście nie zgadza się z nakładaniem wyroków na rolników, które miało miejsce w przypadku np. Szymona Kluki z woj. łódzkiego, bo wieś jej zdaniem, rządzi się swoimi prawami.
– Też nie zgadzam się z tymi wyrokami. Uważam, że wieś jest wsią, rządzi się swoimi prawami, musi być trochę smrodu i różnego rodzaju niedogodności. To nie jest też tylko krajobraz wsi, ale to jest przede wszystkim rolnictwo – mocno podkreśliła wiceminister Gromadzka, dodając, że zmiany mają spowodować, że rolnicy nie będą musie się bać inwestować i będą chronieni przed rosnącą liczbą sporów sąsiedzkich.
Rolnicy: „Będziemy blokowani na każdym kroku”
Najwięcej emocji wzbudził jednak temat planów ogólnych i konfliktu między koniecznością ich wdrożenia a rozwojem gospodarstw.
Jedna z rolniczek ostrzegała, że producenci rolni już są ograniczani w procesie rozbudowy gospodarstw.
– Jak jest mowa o funkcji produkcyjnej, to to będzie bardzo kolidowało z miejscowymi planami zagospodarowania przestrzennego. Wiele gmin wprowadza obostrzenia. Wyznaczają wokół wsi tereny bez możliwości zabudowy, tworzą zwartą zabudowę mieszkaniową nawet na działkach siedliskowych, a nas, rolników, ograniczają w możliwości zabudowy, rozbudowy i dalszego rozwoju gospodarstw – stwierdziła.
Zdaniem rolniczki, może dojść do sytuacji, w której ustaw o funkcji produkcyjnej wsi i plany ogólne zagospodarowania przestrzennego będą się wzajemnie wykluczać i to na niekorzyść rolników.
– W praktyce może się okazać, że z jednej strony mówi się o funkcji produkcyjnej wsi i o tym, że rolnik ma być kluczowy dla bezpieczeństwa żywnościowego kraju, a z drugiej, gdy pójdziemy do gminy z inwestycją, czy to hodowlaną, czy dotyczącą magazynów, suszarni, silosów będziemy blokowani przez te plany – oceniła rolniczka.
Obecni na spotkaniu rolnicy wskazywali również, że problem jest systemowy, a planiści często nie rozumieją realiów wsi.
– Planiści idą jednym utartym schematem i nie skupiają się na rolnictwie, tylko na tym, żeby przeznaczyć jak najwięcej terenów pod zabudowę jednorodzinną – alarmowali.
Konserwator zabytków i „stodółki z XIX wieku”
Rolnicy alarmowali, że plany ogólne nie będą pierwszym ograniczeniem, z którym już przyszło się im mierzyć, ponieważ obowiązują ich obostrzenia wynikające z ochrony układów ruralistycznych i decyzji konserwatora zabytków.
Jeden z rolników sygnalizował, że już teraz jest mu narzucane, w jaki sposób musi np. budować budynki gospodarcze.
– Nie możemy stosować prostych rozwiązań, jak blacha, tylko narzuca się nam jakieś wizje dotyczące kształtów, kolorów czy form zabudowy. A przecież w budownictwie rolniczym dzisiaj potrzebna jest przede wszystkim funkcjonalność i powierzchnia. Tymczasem próbuje się nam narzucać rozwiązania w stylu stodół z zasiekami, jak w XIX wieku – skwitował rolnik.
Rolnicy podkreślali, że bez możliwości budowy nowoczesnych obiektów, takich jak magazyny, obory czy silosy, nie da się prowadzić konkurencyjnego gospodarstwa.
Gromadzka: „To będzie jak otwarcie puszki Pandory”
Wiceminister Gromadzka przyznała, że problem jest poważny i może dopiero się nasilić, a ona sama widzi i rozumie, o co rolnikom chodzi. Podkreślała, że problem ograniczeń w zabudowie dopiero się ujawni na większą skalę, gdy nowe plany zaczną obowiązywać i ludzie odczują realne skutki, a zwłaszcza spadek wartości działek i brak możliwości inwestycji. Ostrzegała, że może to wywołać duże napięcia społeczne i polityczne oraz wskazywała, że konieczne są szybkie działania deregulacyjne, szczególnie w zakresie odrolnienia gruntów i procedur budowlanych, żeby zapobiec tym negatywnym skutkom.
– Na poziomie resortu mamy już różne propozycje – była mowa o deregulacji. Minister Belek, który odpowiada za deregulację, wskazywał m.in. na potrzebę zmian dotyczących terenów rolniczych, w tym uproszczenia decyzji o pozwoleniu na budowę i kwestii odrolnienia gruntów, czyli przeznaczania ich pod zabudowę związaną z produkcją rolną – zapewniła Gromadzka.
Wiceminister rolnictwa przyznała, że problemy mogą zacząć się dopiero wtedy, kiedy ktoś przekonany, że ma działkę przeznaczoną pod zabudowę, dowie się, że nie może się na niej wybudować, a jej wartość spadła.
– Dzisiaj ludzie żyją jeszcze w takiej błogiej nieświadomości, ale jak przyjdzie co do czego i ktoś pójdzie do gminy, i dowie się, że nie może się wybudować na działce, która wcześniej była pod zabudowę, a jej wartość nagle spadnie, to i rolnicy i my jako politycy będziemy ugotowani – stwierdziła Gromadzka.
Rolnik chce przenieść gospodarstwo, ale gmina go blokuje
Bardzo mocno wybrzmiała też historia rolnika prowadzącego gospodarstwo na terenach zalewowych.
– Mieszkam na terenie zalewowym i chciałbym przenieść gospodarstwo w miejsce, gdzie nie będzie nas zalewać – na grunty piątej, szóstej klasy. (…) I za każdym razem słyszę „nie”, bo to są grunty rolne i nie można ich przeznaczyć pod zabudowę – przyznał rolnik.
Rolnik podkreślał również, że z pracownikami gmin ciężko jest podejmować jakąś dyskusję, bo zasłaniają się przepisami dyktowanymi przez poszczególne resorty.
– Tak właśnie gmina traktuje rolników. Zawsze zasłaniają się odgórnymi wytycznymi z ministerstwa i nic się nie da zrobić – skwitował rolnik.
Rolnicy: „Nie mamy gdzie budować”
Jedna z rolniczek obecnych na spotkaniu zasygnalizowała, że jest jej znany przykład rolnika, któremu gmina uniemożliwiła budowę przetwórni warzyw, choć byłoby to z korzyścią dla lokalnej społeczności. Rolnicy wskazywali także, że grunty III klasy ziemi są odralniane pod żwirownie czy lasy, podczas gdy słabe gleby nie są wydawane pod inwestycje rolnicze.
– My jako rolnicy, nawet jeżeli składamy wnioski o przeznaczenie działek pod jakiekolwiek inwestycje, to planiści tego w ogóle nie uwzględniają. Sama złożyłam pięć takich wniosków i żaden nie został przyjęty. A przecież jeśli my, rolnicy, tworzymy przetwórnie czy rozwijamy działalność, to jest to korzyść dla całej społeczności lokalnej – oceniła rolniczka.
Izba Rolnicza: „Rolnik powinien być priorytetem”
Prezes Izby Rolniczej w Opolu Jerzy Sewielski nie krył frustracji postępowaniem gmin i przyznał, że jako samorząd rolniczy interweniował w tej sprawie.
– Nasza izba, jako jedyna w Polsce, wystąpiła do wszystkich gmin z prośbą, żeby uchwaliły u siebie takie uchwały dotyczące funkcjonowania wsi, czyli żeby osoby sprowadzające się na wieś miały świadomość warunków życia i pracy rolników. Na 70 gmin odpowiedziało nam tylko 5 i przyjęło takie uchwały – to jest dramat. Dlatego ja nie rozumiem postępowania radnych gmin. Tym bardziej trzeba coś zrobić z ustawą o planach ogólnych, bo tak dalej być nie może. Rolnik, jeśli mówimy o bezpieczeństwie żywnościowym, powinien być traktowany priorytetowo. Nie powinno być tak, że rolnik ma zakazy i ograniczenia. Jeżeli planuję budowę magazynu na swojej działce, to nie powinienem być blokowany żadnymi dodatkowymi ograniczeniami, jeśli naprawdę chcemy mówić o bezpieczeństwie żywnościowym. To jest tylko przykład, ale wszyscy dziś szukają magazynów. Musimy też myśleć o młodym pokoleniu na wsi. A jeśli będziemy dalej ograniczać rolników, to nie zatrzymamy młodych na wsi, tylko ich stamtąd wypchniemy – ostrzegł Sewielski.
Budowa biogazowni też pod górkę
Na koniec poruszono temat biogazowni. Warto podkreślić, że był to przypadek jednostkowy, ale jednak mający miejsce i taki, który w świetle prawa, prawdopodobnie, nie powinien się wydarzyć.
Rolnik wskazywał, że mimo formalnych możliwości budowy biogazowni, w praktyce wszystko się blokuje.
– Próbowałem na terenie gminy uzyskać pozwolenie na budowę biogazowni do 1 MW. I okazuje się, że w dwóch gminach były te same warunki w planach ogólnych, ale w praktyce inwestycji nie da się zrobić. W jednej gminie problemem był zapis dotyczący lokalizacji, czyli zbyt mała działka, ograniczenia środowiskowe, brak możliwości odbioru ciepła i problemy z transportem substratów. Projektant założył też, że transport 12–15 ton to za mało, żeby taka instalacja funkcjonowała. W drugiej gminie z kolei biogazownia była oddalona o 3 kilometry od możliwości odbioru ciepła i zabudowy, więc też to się nie spina – powiedział rolnik.
Jak przyznał, dziś biogazownie są jedyną formą zagospodarowania nadwyżek i odpadów, ale przez przepisy prawa i podejście gmin, stają się nieopłacalne i tracą sens ekonomiczny.
Minister Gromadzka jednoznacznie stwierdziła, że ta sytuacja jest dziwna, bo na budowę biogazowni do 1 MW zezwalają konkretne przepisy.
– Dla biogazu rolniczego obowiązują też specjalne przepisy. Ma pan prawo postawić biogazownię do 1 MW na podstawie obowiązującej ustawy – stwierdziła Gromadzka i jednocześnie zaproponowała rozmowy i doprecyzowanie przepisów z gminami. Zaproponowała również skierowania pracowników resortu do sprawy
Rolnicy chcą budować, a nie słyszeć, że się nie da
Podczas spotkania w Izbie Rolniczej w Opolu rolnicy wyraźnie pokazali, że czują, że system planowania przestrzennego nie działa w ich interesie. Z jednej strony mówi się o bezpieczeństwie żywnościowym i funkcji produkcyjnej wsi, a z drugiej inwestycje są blokowane przez plany, konserwatorów i decyzje gmin.
Wiceminister Gromadzka przyznała, że potrzebna jest deregulacja i uproszczenie przepisów. Jednak rolnicy oczekują realnych zmian, które pozwolą im budować, rozwijać gospodarstwa i nie bać się, że każda inwestycja skończy się „nie da się”.
Zobacz WIDEO ze spotkania w IRwO:
oprac. Justyna Czupryniak-Paluszkiewicz na podst. YT/Izba Rolnicza w Opolu
