Rozejm to nie koniec konfliktu
Tak jak wspominałem w poprzednim wydaniu TPR, zawieszenie broni, a nawet układ pokojowy na takim etapie jak teraz nie likwidują przyczyn wojny. Ajatollahowie nie zniknęli i nie stracili zgromadzonego uranu. To wróży kolejne konflikty w przyszłości. Co więcej, Irańczycy zdewastowali instalacje do wydobycia, przerobu i załadunku ropy i gazu po drugiej stronie zatoki. Utrwalili niechęć do siebie ościennych narodów. Ten konflikt może wybuchnąć ze zdwojoną siłą równie dobrze za dwa tygodnie, jak i za dwa lata.
Opłaty za przepłynięcie przez Cieśninę Ormuz mogą sporo kosztować, także polskich rolników
Podobno ruszą także statki przez Cieśninę Ormuz. Zgodnie z zapowiedziami, Iran ma pobierać od nich opłaty. Zapowiadano po 2 mln dolarów od jednego. Ten koszt trzeba będzie doliczyć do wartości ładunku. W przypadku ropy wiezionej średnim zbiornikowcem (mieszczącym 1 mln baryłek) będzie to około 2% wartości ładunku. Jeśli jednak obłożyć takim podatkiem zboże wiezione do krajów nad zatoką statkiem mieszczącym 50 tys. t pszenicy, to okaże się, że trzeba zapłacić równowartość 20% ładunku. Znaczy to mniej więcej tyle, że gdyby do Arabii płynęła nasza pszenica, to aby zrównoważyć koszt pokonania cieśniny ziarno powinno kosztować poniżej 600 zł/t.
Blokada cieśniny to także stop dla eksportu żywności z Europy do krajów Bliskiego Wschodu. A samego mleka i jego przetworów płynęło tam rocznie za niemal 3 mld dolarów. Ceny proszków i masła na początku roku zaczęły rosnąć, a analitycy wskazywali właśnie na popyt ze strony krajów Bliskiego Wschodu, jako jedno z głównych źródeł tego wzrostu. Teraz, kiedy Cieśnina Ormuz jest zamknięta, na ten towar nie ma chętnych i ceny produktów mlecznych na świecie spadają.
Oczywiście ten stan rzeczy nie będzie trwał wiecznie, bo Arabowie, bez względu na efekt zawieszenia broni i dalsze losy pokoju, zbudują rurociągi i porty pozwalające ominąć Cieśninę Ormuz. Podobnie jak kiedyś Rosjanie zbudowali gazociąg Nord Stream
przez Bałtyk do Niemiec, aby w razie czego sprzedawać Europie Zachodniej gaz omijając Ukrainę i Polskę. Ostatecznie niewiele z tego wyszło, a gazociąg zalały zimne wody Morza Bałtyckiego i nic z niego nie ma.
Bez ropy, gazu i nawozów z Zatoki Perskiej z rolnictwem na południowej półkuli będzie krucho
Inaczej niż z ruskim gazem, popyt na ropę, gaz i nawozy z Bliskiego Wschodu będzie w miarę stały, bo kraje Azji i Oceanii nie mają jak uzupełnić braków. Ale budowa rurociągów trwa przez co najmniej kilka lat. Remonty uszkodzonych instalacji do skraplania gazu i przerobu ropy też zajmą trochę czasu. Przez ten czas paliwo i nawozy nie będą tanie, a eksport europejskiej żywności do krajów Zatoki Perskiej pozostanie utrudniony. Wojna już dziś powoduje zaskakujące komplikacje w najróżniejszych regionach świata. Marokańska firma OCP, jeden z największych producentów nawozów fosforowych na świecie, wstrzymała częściowo produkcję, bo brakuje jej siarki i amoniaku z Zatoki Perskiej. Światowy bilans nawozów został już bardzo poważnie zakłócony. Byliśmy tego świadkami w 2022 r., kiedy po agresji Rosji na Ukrainę nawozy podrożały, bo wzrosły ceny gazu, ale wówczas rosły także ceny ziarna. Dziś, przynajmniej na razie, raczej się na to nie zanosi. Właśnie z tego powodu nasi rolnicy potrzebują wyższych dopłat do paliwa i dopłat do nawozów. Ten problem ma również inne oblicze: brak nawozów, to niższe plony, m.in. kukurydzy w Ameryce Południowej. Dla nas to szansa.
Pomoc polskim rolnikom zaprocentuje w przyszłości
Warto to jeszcze raz powtórzyć. System, którym dysponujemy, a pozwalający zwracać rolnikom akcyzę na paliwo sprawia, że pomoc trafia do tych, którzy jej potrzebują a nie do naszych sąsiadów, którzy przyjeżdżają na przygraniczne stacje paliw tankować tani olej napędowy. Nie mieliby dostępu do diesla za przysłowiowe 5,19 zł/l.
Właśnie w momentach takich zawirowań możemy budować naszą siłę i przewagę nad rolnictwem innych krajów UE, których rządy z różnych przyczyn nie decydują się na taki krok. Tak było po powodzi na południu Polski w 2024 r. Wówczas nasi rolnicy mogli liczyć na wsparcie, a farmerzy z Czech, którzy również ponieśli ciężkie straty nie dostali niczego. To nie jest przypadek, że Czesi mają problem z żywnością importowaną z Polski.
Kryzys to nie tylko zagrożenie, to także szansa i nowe możliwości. W czasach dobrej koniunktury zarabiają wszyscy, gdy nadchodzą kłopoty, przetrwają najsilniejsi albo ci, do których ktoś wyciągnie pomocną dłoń.
Paweł Kuroczycki
redaktor naczelny Tygodnika Poradnika Rolniczego
fot. AHM
