Północ Dolnego Śląska „praktycznie wysuszona”
Adrian Wawrzyniak podkreśla, że sytuacja jest bardzo zróżnicowana regionalnie. Od autostrady A4 na południe opady były większe i zboża wyglądają lepiej. Najgorzej jest jednak na północy województwa.
— Wszystkie te powiaty, które graniczą z Wielkopolską i Lubuskiem, są praktycznie wysuszone. My tutaj jesteśmy wysuszeni! Wygląda to tragicznie! — alarmuje rolnik.
Rolnicy relacjonują, że od miesiąca spadło zaledwie około 5 l/m² deszczu, co przy obecnym zapotrzebowaniu roślin „nie znaczy praktycznie nic”. W dodatku ciężkie ziemie nie mają zdolności pobierania składników pokarmowych, więc zboża wyglądają gorzej niż cztery tygodnie wcześniej, a rzepak redukuje potencjał plonowania poprzez zasychanie łuszczyn.
Rzepak redukuje plon „na naszych oczach”
Zdaniem rzecznika NSZZ RI „Solidarność” tegoroczny obraz rzepaku na wielu plantacjach jest gorszy niż wynikałoby to z samych przymrozków. Owszem, przymrozki ograniczyły rozgałęzienia, ale obecnie kluczowym czynnikiem staje się niedobór wody.
— Łuszczyny usychają same z siebie z braku wody, a rzepak całkowicie ogranicza plonowanie — mówi Wawrzyniak.
Rolnik dodaje, że według informacji przekazywanych przez przedstawicieli ubezpieczycieli, szkody od przymrozków mają sięgać najwyżej kilkunastu–dwudziestu procent, natomiast szkody suszowe przekraczają 50 proc. potencjału plonu. Rolnicy mówią o szacunkach redukcji rzędu około 2–2,5 t/ha, a w niektórych gospodarstwach nawet ok. 1,5 t/ha lub mniej.
Rolnicy: dlaczego rzepaku nie ma w raportach?
Wawrzyniak porusza kwestię sposobu ujmowania rzepaku w raportach suszowych i komunikatach dotyczących pomocy. Zwraca uwagę, że rolnicy nie rozumieją, dlaczego uprawa, która lokalnie wygląda najgorzej spośród ozimin, jest pomijana i marginalizowana.
— Dlaczego znowu nie ma rzepaku? Co się dzieje, że rzepak został po raz kolejny pominięty w raporcie IUNG? — pyta rzecznik NSZZ RI „Solidarność”.
Rolnik dodaje również, że skala jesiennych zasiewów i późniejsze likwidacje plantacji nie powinny tłumaczyć braku odzwierciedlenia aktualnych strat w systemie raportowania.
Aplikacja suszowa „z kosmosu”? Rolnicy chcą komisji w terenie
Drugą osią sporu jest wiarygodność aplikacji suszowej. Wawrzyniak przypomina, że sam minister rolnictwa przyznawał publicznie, iż narzędzie wymaga zmian i nie spełnia oczekiwań. Z tego wywodzi postulat działania dwutorowego: szacowanie strat przez aplikację suszową i równoległe komisje terenowe oceniające stan upraw „naocznie”.
— Jeżeli minister twierdzi, że aplikacja suszowa jest błędna i należy ją zmienić, to trzeba uruchomić drugi tor: komisje suszowe. Inaczej będziemy skazani na wyniki, które nie oddają tego, co widać w polu — argumentuje Wawrzyniak.
Brak gotówki na żniwa i jesień? „Niespełnione obietnice” wracają do rolników
Rolnik podkreśla, że problem suszy wpływa na płynność finansową gospodarstw. Wskazuje też na przeciągające się decyzje dotyczące rekompensat, dopłat do nawozów i paliwa oraz odległe terminy wypłat środków związanych z przymrozkami.
— Rolnicy potrzebują pieniędzy na żniwa i jesienne zasiewy teraz, a nie pod koniec roku. Bez szybkiej pomocy wiele gospodarstw będzie miało problem z finansowaniem kolejnego sezonu — mówi Wawrzyniak.
W jego ocenie widać to już w nastrojach na wsi, zastoju na rynku maszyn i ostrożności inwestycyjnej gospodarstw.
— To będzie całkowity minus na hektarze w udanych uprawach. Na pewno ta sytuacja będzie bardzo ciężka, widać to po nastrojach rolników — ocenia.
— Widać to po tym, co się dzieje, jeżeli chodzi o rynek maszyn używanych, też w ogóle jest całkowity zastój rynku maszyn nowych. Inwestycje, które były związane z jakimiś programami, no to jeszcze jakiś sprzęt idzie, ale żeby było tak, że rolnicy myślą o inwestycjach i planują od przodu, no to nie, no to jest po prostu całkowity zastój, są problemy finansowe — dodaje.
Co to oznacza dla zbóż i rzepaku na Dolnym Śląsku?
Najważniejszy wniosek z rozmowy jest prosty: Dolny Śląsk, a zwłaszcza jego północna część, dołącza do reszty obszarów kraju, na których problemem przestają być pojedyncze epizody pogodowe, a staje się nim długotrwały deficyt wody. Rolnicy alarmują o pogarszaniu się stanu zbóż mimo niewielkich opadów, o zasychających łuszczynach rzepaku i o stratach, których nie chcą, by były opisywane wyłącznie przez wskaźniki z aplikacji. Żądaja komisji suszowych.
— Nikt tu nawet nie ma w ogóle jakiegokolwiek zdrowo-rozsądkowego podejścia, że trzeba tym rolnikom pomóc, że trzeba tej wsi pomóc. Te ostatnie miesiące to jest całkowita porażka — podsumowuje Wawrzyniak.
Agnieszka Sawicka
