”Jesteśmy wysuszeni”. Rolnicy chcą komisji w polachA. Wawrzyniak/a. Sawicka/canva
StoryEditorsusza

„Jak mamy siać jesienią bez pieniędzy?”. Rolnicy alarmują po nowych stratach

08.06.2026., 17:00h

- Na północy Dolnego Śląska sytuacja w polach jest dramatyczna — mówi Adrian Wawrzyniak, rolnik i rzecznik prasowy NSZZ RI „Solidarność”. Na terenie powiatów graniczących z Wielkopolską i Lubuskiem zboża wyglądają dziś gorzej niż jeszcze miesiąc temu, a rzepak „samoistnie zasycha” z braku wody. Rolnik alarmuje, że aplikacja suszowa nie oddaje rzeczywistej skali strat i domaga się równoległych komisji terenowych.

Północ Dolnego Śląska „praktycznie wysuszona”

Adrian Wawrzyniak podkreśla, że sytuacja jest bardzo zróżnicowana regionalnie. Od autostrady A4 na południe opady były większe i zboża wyglądają lepiej. Najgorzej jest jednak na północy województwa.

— Wszystkie te powiaty, które graniczą z Wielkopolską i Lubuskiem, są praktycznie wysuszone. My tutaj jesteśmy wysuszeni! Wygląda to tragicznie! — alarmuje rolnik.

Rolnicy relacjonują, że od miesiąca spadło zaledwie około 5 l/m² deszczu, co przy obecnym zapotrzebowaniu roślin „nie znaczy praktycznie nic”. W dodatku ciężkie ziemie nie mają zdolności pobierania składników pokarmowych, więc zboża wyglądają gorzej niż cztery tygodnie wcześniej, a rzepak redukuje potencjał plonowania poprzez zasychanie łuszczyn.

Rzepak redukuje plon „na naszych oczach”

Zdaniem rzecznika NSZZ RI „Solidarność” tegoroczny obraz rzepaku na wielu plantacjach jest gorszy niż wynikałoby to z samych przymrozków. Owszem, przymrozki ograniczyły rozgałęzienia, ale obecnie kluczowym czynnikiem staje się niedobór wody.

Łuszczyny usychają same z siebie z braku wody, a rzepak całkowicie ogranicza plonowanie — mówi Wawrzyniak.

Rolnik dodaje, że według informacji przekazywanych przez przedstawicieli ubezpieczycieli, szkody od przymrozków mają sięgać najwyżej kilkunastu–dwudziestu procent, natomiast szkody suszowe przekraczają 50 proc. potencjału plonu. Rolnicy mówią o szacunkach redukcji rzędu około 2–2,5 t/ha, a w niektórych gospodarstwach nawet ok. 1,5 t/ha lub mniej.

Rolnicy: dlaczego rzepaku nie ma w raportach?

Wawrzyniak porusza kwestię sposobu ujmowania rzepaku w raportach suszowych i komunikatach dotyczących pomocy. Zwraca uwagę, że rolnicy nie rozumieją, dlaczego uprawa, która lokalnie wygląda najgorzej spośród ozimin, jest pomijana i marginalizowana.

Dlaczego znowu nie ma rzepaku? Co się dzieje, że rzepak został po raz kolejny pominięty w raporcie IUNG? — pyta rzecznik NSZZ RI „Solidarność”.

Rolnik dodaje również, że skala jesiennych zasiewów i późniejsze likwidacje plantacji nie powinny tłumaczyć braku odzwierciedlenia aktualnych strat w systemie raportowania.

Aplikacja suszowa „z kosmosu”? Rolnicy chcą komisji w terenie

Drugą osią sporu jest wiarygodność aplikacji suszowej. Wawrzyniak przypomina, że sam minister rolnictwa przyznawał publicznie, iż narzędzie wymaga zmian i nie spełnia oczekiwań. Z tego wywodzi postulat działania dwutorowego: szacowanie strat przez aplikację suszową i równoległe komisje terenowe oceniające stan upraw „naocznie”.

— Jeżeli minister twierdzi, że aplikacja suszowa jest błędna i należy ją zmienić, to trzeba uruchomić drugi tor: komisje suszowe. Inaczej będziemy skazani na wyniki, które nie oddają tego, co widać w polu — argumentuje Wawrzyniak.

Brak gotówki na żniwa i jesień? „Niespełnione obietnice” wracają do rolników

Rolnik podkreśla, że problem suszy wpływa na płynność finansową gospodarstw. Wskazuje też na przeciągające się decyzje dotyczące rekompensat, dopłat do nawozów i paliwa oraz odległe terminy wypłat środków związanych z przymrozkami.

Rolnicy potrzebują pieniędzy na żniwa i jesienne zasiewy teraz, a nie pod koniec roku. Bez szybkiej pomocy wiele gospodarstw będzie miało problem z finansowaniem kolejnego sezonu — mówi Wawrzyniak.

W jego ocenie widać to już w nastrojach na wsi, zastoju na rynku maszyn i ostrożności inwestycyjnej gospodarstw.

— To będzie całkowity minus na hektarze w udanych uprawach. Na pewno ta sytuacja będzie bardzo ciężka, widać to po nastrojach rolników — ocenia.

— Widać to po tym, co się dzieje, jeżeli chodzi o rynek maszyn używanych, też w ogóle jest całkowity zastój rynku maszyn nowych. Inwestycje, które były związane z jakimiś programami, no to jeszcze jakiś sprzęt idzie, ale żeby było tak, że rolnicy myślą o inwestycjach i planują od przodu, no to nie, no to jest po prostu całkowity zastój, są problemy finansowe — dodaje.

Co to oznacza dla zbóż i rzepaku na Dolnym Śląsku?

Najważniejszy wniosek z rozmowy jest prosty: Dolny Śląsk, a zwłaszcza jego północna część, dołącza do reszty obszarów kraju, na których problemem przestają być pojedyncze epizody pogodowe, a staje się nim długotrwały deficyt wody. Rolnicy alarmują o pogarszaniu się stanu zbóż mimo niewielkich opadów, o zasychających łuszczynach rzepaku i o stratach, których nie chcą, by były opisywane wyłącznie przez wskaźniki z aplikacji. Żądaja komisji suszowych.

— Nikt tu nawet nie ma w ogóle jakiegokolwiek zdrowo-rozsądkowego podejścia, że trzeba tym rolnikom pomóc, że trzeba tej wsi pomóc. Te ostatnie miesiące to jest całkowita porażka — podsumowuje Wawrzyniak.

Agnieszka Sawicka

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
08. czerwiec 2026 17:02