Rolnicy po żniwach liczą koszty. ”Sytuacja jest beznadziejna”Canva, Ahm, Screen Fb Oopr
StoryEditorGłos rolnika

Sprzedali zboże, zapłacili rachunki. Rolnicy pytają: „Za co siać?”

24.08.2026., 11:00h

Żniwa dobiegają końca, a rolnicy liczą koszty. Niskie ceny zbóż i rzepaku przy wysokich kosztach produkcji sprawiają, że w wielu gospodarstwach brakuje pieniędzy na rozpoczęcie kolejnego sezonu. – Za co siać i za co prowadzić gospodarstwo dalej? – pytają rolnicy.

„Nie wiemy, co siać i co robić”. Rolnicy: przy tych cenach produkcja przestaje się opłacać

Żniwa dobiegają końca, ale dla wielu rolników nie oznacza to końca problemów. Teraz trzeba ponownie wyłożyć pieniądze na materiał siewny, nawozy, paliwo i ochronę roślin. Tymczasem pieniądze uzyskane ze sprzedaży tegorocznych plonów nie pokrywają poniesionych kosztów.

Stanisław Barna, rolnik z woj. zachodniopomorskiego związany z Oddolnym Ogólnopolskim Protestem Rolników (OOPR), nie pozostawia wątpliwości, jak ocenia obecną sytuację.

– Sytuacja w rolnictwie jest, powiem, beznadziejna. Ceny, które wkładamy w dany hektar w każdej dziedzinie produkcji, czy to byłby rzepak, czy zboże, czy cokolwiek, przewyższają ceny płodów, które zbieramy – mówi rolnik.

Jak wylicza, gospodarstwa muszą mierzyć się jednocześnie z kosztami paliwa, materiału siewnego, nawozów i środków ochrony roślin. Do tego dochodzą części i serwis maszyn, czynsze oraz kredyty.

– Te ceny, które mamy na dzisiaj, po prostu nie pokrywają naszych kosztów utrzymania tego wszystkiego – podkreśla Barna.

Jakub Buchajczyk: ceny nie bilansują kosztów

Podobnie sytuację ocenia Jakub Buchajczyk, również rolnik z woj. zachodniopomorskiego związany z OOPR. Zwraca uwagę przede wszystkim na rzepak. Po zakończonych zbiorach gospodarstwa muszą już myśleć o następnych zasiewach, choć ekonomiczny wynik tegorocznej produkcji jest słaby.

– Plonowanie rzepaków w skali kraju myślę, że zamknie się średnio poniżej dwóch ton z hektara. To jest bardzo niski plon przy tak wysokich kosztach – mówi Buchajczyk.

Rolnik uważa, że na wzrost kosztów wpływają również zmiany w dostępności środków ochrony roślin.

– Te wysokie koszty nie wzięły się z jakiegoś widzimisię rolników, tylko praktycznie z fanaberii całej polityki Unii Europejskiej, która wycofuje nam pewne substancje czy wprowadza nowe, które są słabsze. Przez to my stosujemy większą częstotliwość zabiegów – mówi.

Jak przekonuje, dostępne rozwiązania nie zawsze zapewniają oczekiwaną skuteczność.

– Chemia nie działa tak jak powinna. Nie chroni naszych roślin tak jak powinna. Nie walczy z robactwem tak jak powinna – dodaje Buchajczyk.

„Zdrowsza żywność musi iść w parze z ceną”

Buchajczyk podkreśla, że rolnicy nie sprzeciwiają się wymaganiom dotyczącym sposobu produkcji. Problem pojawia się wtedy, gdy dodatkowe obowiązki zwiększają koszty, a nie znajduje to odzwierciedlenia w cenach produktów rolnych.

– Chce Unia Europejska, żebyśmy produkowali zdrowiej. My nie mamy ku temu żadnych problemów. Tylko produkcja zdrowszej żywności musi iść w parze z ceną, jaką rolnik otrzymuje za sprzedaż wyprodukowanego już produktu – przekonuje.

– Dzisiejsze ceny niestety przy tych wydajnościach nie bilansują nam kosztów, które ponieśliśmy w naszym gospodarstwie - dodaje.

Zboże sprzedane, najpilniejsze rachunki zapłacone. A za co siać?

O problemach z płynnością finansową rolnicy mówili nam już podczas tegorocznych żniw. W wielu gospodarstwach zboże trafiało do skupów bezpośrednio z pól nie dlatego, że oferowane ceny były atrakcyjne, lecz dlatego, że potrzebna była gotówka.

Adrian Wawrzyniak, rolnik z Dolnego Śląska i rzecznik NSZZ RI „Solidarność”, mówił wówczas, że wielu gospodarzy nie może sobie pozwolić na czekanie ze sprzedażą.

– Każdy potrzebuje pieniędzy po prostu na płynność, na paliwo i na to, żeby funkcjonować. Rolnicy praktycznie nie wjeżdżają zbożem do magazynów. Sprzedają wszystko od razu – mówił.

Wskazywał też na problem, który po zakończeniu żniw staje się jeszcze bardziej aktualny: po spłaceniu najpilniejszych zobowiązań gospodarstwo musi znaleźć pieniądze na rozpoczęcie kolejnego cyklu produkcyjnego.

– Rolnicy wyprzedadzą plony, zapłacą najpilniejsze rachunki, a potem pojawi się pytanie: za co siać i za co prowadzić gospodarstwo dalej? – pytał Wawrzyniak.

„Bank nie poczeka”

Podobnie sytuację oceniał Piotr Kisiel, rolnik z Lubelszczyzny. Jak mówił Tygodnikowi Poradnikowi Rolniczemu, szczególnie trudna jest sytuacja gospodarstw obciążonych kredytami.

– Nie spinają się budżety wielu gospodarzy, szczególnie tych, którzy mają jeszcze kredyty. Tam już w ogóle cienko przędą – mówił.

Dlatego część ziarna została sprzedana natychmiast po zbiorze.

– Bank nie poczeka, jego to nie interesuje. Trzeba sprzedać teraz, żeby przelewy powychodziły – tłumaczył Kisiel.

Słabsze plony nie przyniosły wyższych cen

Rolnicy liczyli, że niższe zbiory przełożą się przynajmniej na wzrost cen. Tak się jednak nie stało. Krzysztof Olejnik z woj. łódzkiego informował podczas żniw, że w części gospodarstw plony zbóż wynosiły zaledwie 2–3 t/ha, a nawet w lepszych przypadkach często nie przekraczały 5 t/ha.

– Wszystkie znaki na niebie wskazują, że ze względu na niższe plony cena zboża powinna iść w górę. (...) Nadal ceny utrzymują się na niskim poziomie – mówił Olejnik.

Po żniwach sytuacja staje się szczególnie trudna, bo pieniądze ze sprzedaży tegorocznych zbiorów trzeba przeznaczać nie tylko na spłatę zobowiązań, ale także na rozpoczęcie kolejnego sezonu.

Rolnicy: „Nie wiemy, co siać i co robić”

Stanisław Barna zwraca uwagę, że rolnicy znaleźli się w sytuacji, w której po słabym ekonomicznie sezonie muszą natychmiast zdecydować, ile pieniędzy ponownie zainwestować w produkcję.

– Ta ciężka sytuacja zmusza rolników do takiego marazmu. Nie wiemy, co mamy siać, nie wiemy, co robić – mówi i dodaje, że siewy wprawdzie się zaczynają, ale z rozmów, które prowadzi z gospodarzami, wynika, że część z nich ogranicza powierzchnię tej uprawy albo z niej rezygnuje.

– Niektórzy rolnicy zaczynają siać, ale to są niewielkie ilości. Jak słyszę z rolnikami, rozmawiam, to z tego rzepaku rezygnują, bo po prostu nie ma czym tego rzepaku chronić – mówi Barna.

Podobnie mówił Buchajczyk. Rolnicy mają coraz większy problem ze skuteczną ochroną upraw, a dodatkowe zabiegi zwiększają koszty produkcji.

Część ziemi zostanie bez uprawy?

Jeszcze podczas żniw podobne sygnały docierały do nas z innych części kraju. Krzysztof Olejnik mówił, że część mniejszych gospodarstw rozważa ograniczenie produkcji, a nawet pozostawienie części gruntów bez uprawy.

– Są głosy, że część ziemi może zostać ugorem, bo rolnicy nie widzą ekonomicznego sensu dalszej produkcji przy takich kosztach i takich cenach – relacjonował.

Po zakończeniu żniw problem staje się coraz bardziej poważny. Rolnicy muszą już kupować środki do produkcji, przygotowywać pola i podejmować decyzje dotyczące zasiewów. A to oznacza konieczność ponownego zainwestowania dużych pieniędzy, których po prostu brakuje.

Kamila Szałaj

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
24. sierpień 2026 11:02