Redaktor naczelny TPR komentuje doniesienia rolnicze z kraju i ze świataAhm
StoryEditorKomentarz naczelnego

Wierzą, nie myślą

09.05.2026., 18:00h
Paweł KuroczyckiPaweł Kuroczycki

Kiedy z powierzchni ziemi znikną pszczoły, to człowiekowi pozostaną już najwyżej cztery lata życia” autorstwo tego zdania, które zna wielu nie tylko Polaków, przypisywane jest genialnemu fizykowi Albertowi Einsteinowi. Nie ma jednak dowodów na to, aby Einstein wypowiedział te słowa. Pszczelarze przypisują ten cytat innemu nobliście (z literatury w 1911 r.), Maurice’owi Maeterlinckowi, belgijskiemu poecie i dramaturgowi, m.in. autorowi dzieła „Życie pszczół”.

Ministerstwo klimatu zamierza ograniczyć liczebność pszczół

Wiadomo natomiast kto z tym cytatem się nie zapoznał. To kierownictwo Ministerstwa Klimatu i Środowiska, które przygotowało Krajowy Plan Odbudowy Zasobów Przyrodniczych. Jedna jego część dotyczy owadów zapylających. Zakłada on ograniczenie negatywnego wpływu hodowli pszczoły miodnej na populację dzikich zapylaczy. Ministerstwo chce to osiągnąć m.in. poprzez ograniczenie liczby uli w parkach narodowych i rezerwatach i zastopowanie wprowadzania obcych genetycznie matek pszczelich do hodowli (co z postępem hodowlanym?). Urzędy administracji, które nie tak dawno z dumą informowały o instalacji na dachach uli mają być zmuszane do ich usuwania. Z polskiego przysłowia „Kto ma pszczoły ten ma miód…” zostanie tylko: „Kto ma pszczoły ten ma smród”, a my będziemy miód importować z Chin i Ukrainy.

Czy zamienią w mokradła i bagna 900 tysięcy hektarów gruntów?

Rysujące się na horyzoncie kłopoty pszczelarzy pokazują szerszy problem. Odbudowa zasobów przyrodniczych to część wielkiego planu, obejmującego m.in. przywracanie torfowisk oraz zalewanie łąk i pastwisk. Zwolennicy takich rozwiązań uważają, że dla natury najlepiej, jeśli woda znajduje się 10 cm pod powierzchnią ziemi. Na pytanie: jak wyobrażają sobie koszenie takich łąk, odpowiadają, że można to robić za pomocą ratraków, czyli maszyn znanych ze stoków narciarskich. Tylko, że w Polsce pod ten plan zakwalifikowano ponad 900 tys. hektarów. Gdybyśmy wszystkie te hektary zaczęli uprawiać ratrakami, to tych maszyn zabrakłoby nie tylko po obu stronach Tatr i Karkonoszy, ale i w Alpach. Dodajmy, że 12-letni ratrak, który wykręcił prawie 7000 motogodzin kosztuje niemal 350 tys. zł. Warto nadmienić, że 900 tys. hektarów wyznaczono na podstawie danych historycznych m.in. z 1965 roku. Bo to wówczas prowadzono badania gleb w związku z inwestycjami melioracyjnymi.

Paulina Henning-Kloska, nasza minister klimatu oraz jej otoczenie niewątpliwie wierzą w to co robią. Świadczy o tym ich determinacja w przygotowywaniu różnych szkodliwych dla rolnictwa programów. I tu właśnie można przytoczyć inny cytat ze wspomnianego wyżej Maurice’a Maeterlincka: „Wierzyć nie myśląc, jest prawie równie źle, jak myśleć, nie wierząc”.

Obrońcy dzików nie zdają sobie sprawy z konsekwencji swoich działań

Przykład wiary bez myślenia unaocznił się niedawno w Warszawie, gdzie likwidacja miejskich dzików spowodowała gorące protesty. Na terenie Warszawy żyje ponad 3300 dzików. Do 2017 r., kiedy przepisy UE zakazały tej praktyki, ze stolicy usuwano około tysiąca dzików rocznie. W ubiegłym roku odnotowano 121 ataków tych zwierząt na ludzi, a 341 dzików zginęło w wypadkach samochodowych. Ale aktywistów walczących o prawa dzików to nie przekonuje. Urząd miasta powołał więc zespół ds. dzikiej przyrody. Wejdą do niego naukowcy, przedstawiciele instytucji i miejskich służb oraz ekspertów wskazanych przez opinię publiczną. Nawiasem mówiąc, w Warszawie ekspertem jest ten, kogo wskaże opinia publiczna. Tylko czekać, kiedy do tych aktywistów i ekspertów dotrze wiedza o związanych z ASF odstrzałach sanitarnych w lasach. Idę o zakład, że los dzików będzie ważniejszy niż świń umierających z powodu ASF, choć to bardzo podobne zwierzęta.

Ceny mleka szorują po dnie, trzeba dotrwać do drugiej połowy roku

Z rynku mleka docierają do nas niestety nienajlepsze informacje. Ceny podstawowych produktów spadają, może z wyjątkiem odtłuszczonego mleka w proszku. Wchodzimy w szczyt nadprodukcji w Polsce i w Europie. Na to nakładają się drożejące nawozy, paliwa i cała reszta produktów ropopochodnych. Producenci wełny z południowej półkuli zacierają ręce, bo drożeją produkowane z ropy, sztuczne włókna służące do produkcji tkanin. Ciekawe, jak zachowają się ceny sznurka i siatki do balotów oraz folii do sianokiszonki?

Jednak w drugiej połowie roku mleczarstwo powinno zacząć łapać oddech. Według analityków, produkcja mleka na Starym Kontynencie zacznie spadać. Pewną nadzieję możemy wiązać z tym co dzieje się w Chinach – największym importerze mleka na świecie. Pod koniec marca chińskie władze poinformowały, że w dwóch prowincjach wystąpiły ogniska pryszczycy i na tym, oficjalnie, temat choroby się skończył. Dwa tygodnie później media informowały, że pryszczyca pojawiła się już w 11 prowincjach, choć władze milczały na ten temat. Zobaczymy jak to się będzie rozwijało.

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
09. maj 2026 18:02