Paweł Kuroczycki, redaktor naczelny TPR, komentuje doniesienia medialneAhm
StoryEditorKomentarz naczelnego

Żywność drożeje, a rolnicy liczą straty. „Gdzie podziały się te pieniądze?”

08.08.2026., 18:00h
Paweł KuroczyckiPaweł Kuroczycki

Żniwa jak do tej pory nas nie rozpieszczały; ani pogoda (najcieplejsze 15oC w historii pomiarów), ani plony. Pszenica kaplica – stwierdził znajomy rolnik widząc, ile młóci. Z rzepakiem nie lepiej, bo jak wyjdzie 1,5 tony z hektara to będzie dobrze. Większość zboża jednak stoi jeszcze na polach, więc dziś nie można przesądzać o tym, ile zbierzemy ziarna.

Kto zarabia na podwyżkach cen żywności 

Można jednak zwrócić uwagę szanownych Czytelniczek i Czytelników na inne zjawisko. Otóż, od 2020 roku detaliczne ceny żywności w Unii Europejskiej wzrosły o 30–40%, przy inflacji o około 10% niższej. Celowo podaję dość duży przedział, bo w różnych krajach różnie to w szczegółach wyglądało.

Były w ciągu tych sześciu lat okresy, kiedy drożały zboża, rosły ceny skupu mleka czy trzody. Weźmy mleko, które w 2022 r. zdrożało w skupie z 1,8 do 2,7 zł/l. Ale w 2023 r. staniało o 80 groszy na litrze, aby w 2024 r. wywindować się do 2,6 zł/l. Rok 2025 przyniósł kolejny spadek do 2 zł/l w grudniu, a o 2026 r. lepiej nie wspominać. Pszenica w 2020 r. kosztowała około 700 zł/t. Za sprawą rosyjskiej agresji na Ukrainę w 2022 r. podrożała do 1600 zł/t, aby następnie spaść do poziomu 700 zł/t, na którym utrzymywała się do tegorocznego przednówka. A tak na marginesie, to transport przez Morze Czarne znów jest zablokowany. Zobaczymy co z tego wyniknie.

Sześć lat temu ropa była po 4,3 zł/l

A o ile wzrosły w tym czasie ceny środków produkcji? Jeśli spojrzymy na naszą sondę redakcyjną z początku sierpnia 2020 r., to okazuje się, że nawozy kosztowały od 1100 zł/t (saletra) do 1700 zł/t (polifoska). Za olej napędowy na stacjach paliw płaciliśmy 4,2–4,3 zł/l. Wymłócenie hektara zboża kosztowało 320 zł, czyli ok. 100 zł mniej.

W ciągu tych sześciu lat żywność w sklepach drożała i to znacznie, więc gdzie podziały się te pieniądze? Przetwórcy zdani są na łaskę i niełaskę sieci handlowych, muszą tańczyć tak jak im Biedronka, Lidl czy Dino zagrają, bo spadną z półki i będą mieli problem. Ani w branży mlecznej, ani w mięsnej nie da się na dłuższą metę funkcjonować bez tych półek. Wychodzi więc na to, że lwią część podwyżek cen żywności skonsumowały sieci handlowe. Oczywiście będą się one tłumaczyć wzrostem cen energii czy płac pracowników. Ale przecież z tymi samymi problemami mierzą się zarówno rolnicy, jak i mleczarnie czy zakłady mięsne, nie mając na kogo tego wzrostu kosztów przerzucić.

Takie zjawisko obserwowane jest jak Europa długa i szeroka. Dziś, w stawianej nam niegdyś za wzór Francji, producent bydła mięsnego nie utrzyma się, jeśli nie prowadzi bezpośredniej sprzedaży wołowiny. Niemieckie rolnictwo jeszcze zipie dzięki tanim kredytom, pytanie jak długo tamtejsze banki będą skore do finansowania podupadającej branży. A to przecież dwa największe rolnicze kraje Unii.

Ani Polsce ani Unii Europejskiej nie zależy na ograniczeniu przewagi sieci handlowych

Jednak ani Unia Europejska, ani nasz rząd nie wydają się przejęci zjawiskiem dominacji sieci handlowych. W Brukseli wolą walczyć z globalnym ociepleniem, o równość płci i orientacji a jednocześnie szeroko otwierają drzwi na importowaną żywość. Żaden z naszych rządów przez ostatnie 25 lat, bez względu na to, kto rządził, nie odważył się poważnie zadrzeć z sieciami handlowymi. Ja wiem, że „rząd się zawsze wyżywi”, ale pozostaje jeszcze 37 mln Polaków, którzy codziennie muszą coś do garnka włożyć. Apeluję, aby ten prosty fakt brać pod uwagę, zwłaszcza że mija rok od objęcia stanowiska przez Stefana Krajewskiego, obecnego ministra rolnictwa.

image
produkcja żywności

Kto naprawdę produkuje żywność dla Biedronki czy Lidla? Resort chce ujawnienia danych

Nie, nie łudzę się, że UE wróci do swojej polityki z lat 70. i 80., kiedy trzy czwarte jej budżetu przeznaczano na rolnictwo. Mimo wszelkich przeciwności i zakłóceń, globalizacja działa i sprawia, że na nasze talerze może równie dobrze trafić kotlet z Brazylii, jak i z Nowej Zelandii. Musimy jednak wspierać choćby to, co nam zostało.

Ukraina chce reformować europejską politykę rolną

Wobec takich wyzwań niebezpiecznie brzmią cele, jakie stawiają sobie nasi partnerzy z Ukrainy. Negocjując swoje warunki wejścia do Unii Europejskiej przekonują Brukselę do kształtowania nowego modelu rolnictwa. „W kierunku konkurencyjnego, odpornego na zmiany klimatu i zaawansowanego technologicznie systemu rolno-spożywczego rozszerzonej UE” – to tytuł jednej z niedawnych konferencji na temat członkostwa Ukrainy. Ukraińskie agroholdingi będą ze wsparciem tamtejszych polityków starały się przekonać Brukselę do kształtowania „przyszłego modelu europejskiej polityki rolnej”. Zaznaczają przy tym, że mają już bogate doświadczenie z „pracy w warunkach wysokiej konkurencji i ograniczonego wsparcia państwa”.

Nie przemawia przeze mnie tak modna ostatnio niechęć do naszych wschodnich sąsiadów, zwłaszcza tych mieszkających w Polsce. Tu po prostu chodzi o żywotny interes polskich i europejskich konsumentów.

Paweł Kuroczycki

redaktor naczelny Tygodnika Poradnika Rolniczego

fot. AHM

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
08. sierpień 2026 18:02