Zamiast żniw opady deszczu
Sytuacja na Żuławach robi się coraz bardziej poważna. Jak informowaliśmy w artykule: Rok temu stracili żniwa. Dziś znów boją się najgorszego, rolnicy z Żuław nie mogą rozpocząć żniw. Prace nawet się nie rozpoczęły, ponieważ od piątku 17 lipca br. pada deszcz.
Rolnicy skarżą się na niedrożne rowy melioracyjne i zarośnięte koryta rzek. Jak informują, woda piętrzy się w każdym możliwym miejscu i wylewa na pobliskie pola uprawne. Zarówno zboża, jak i kukurydza czy buraki oraz ziemniaki wyglądają obecnie tak, jakby ktoś zasiał je i posadził na środku jeziora. W sumie spadło już 150 l wody na metr kwadratowy.
Rolnik walczy z czasem
Marek Kozłowski jest rolnikiem ze wsi Komorowo-Żuławskie. Uprawia w sumie nieco ponad 40 ha ziemi. Sieje głównie zboża i bobik, sadzi również marchew i ziemniaki. Jak przyznaje, aktualnie to właśnie o 5 ha ziemniaków toczy walkę z czasem.
– Lało całą noc i teraz też cały czas pada. Wszystkie uprawy stoją w wodzie, ale ziemniaki są o tyle specyficzne, że rosną w redlinach i widać, ile tej wody stoi. Ze zbóż woda ma szansę spłynąć, a z ziemniaków trzeba ją spuścić – mówi
Jak wyjaśnia, chcąc ratować ziemniaki posadzone na polu, przejechał ciągnikiem w poprzek, żeby choć trochę ruszyć wodę zalegającą w rowkach między redlinami i wypłukującą ziemniaki.
– Jeśli ziemniak stoi w wodzie, to zaczyna gnić, a później, jak przyjdzie słońce i będzie po 30 stopni, to się ugotuje. Nie będzie nic. Jeden wielki smród na polu. To już do niczego nie będzie się nadawało – prognozuje.
Nie ukrywa, że sytuacja jest poważna i by ratować plon, musi wykopać koparką rów przez środek pola.
– Wycinamy rowy na pół metra. Dziś i jutro woda musi zejść z uprawy, bo w przeciwnym razie nie będzie czego ratować – dodaje.
Czytaj dalej pod WIDEO:
Rolnik nie zbierze plonu, nie zarobi pieniędzy
Kozłowski przyznaje, że nie jest jedynym, który ma taki problem, że woda zalewa uprawy.
– Nie jestem sam w tym wszystkim, bo u nas wszyscy rolnicy mają ten sam problem, tylko w ziemniakach woda jest po prostu bardziej widoczna. Kiedy przejechałem traktorem utworzył się za mną strumień. Natomiast w zboża czy w rzepaki rolnicy w ogóle nie wjadą, bo nie wyjadą – relacjonuje.
Jak wspomina, w zeszłym roku przez ulewne deszcze i zastoiska wodne był zmuszony do pozostawienia części plonu na polu.
– W zeszłym roku miałem ziemniaki w tym samym miejscu i w większości zostały na polu niewykopane – wspomina.
Na co dzień prowadzi sprzedaż bezpośrednią ziemniaka i jest właścicielem dwóch punktów samoobsługowych. Przelicza, że na areale ziemniaka, którym dysponuje, może stracić nawet 100 tys. zł, podkreśla jednak, że są rolnicy, którzy stracą o wiele więcej. Sytuacji nie poprawia fakt, że ze sprzedażą ziemniaka wcale nie musi być łatwo.
– Sprzedaż jest bardzo słaba, bo supermarkety wykańczają rolników. W sklepie ziemniaki przywiezione z Francji czy Niemiec są po 90 gr/kg. Jak my możemy z nimi wygrać? – pyta.
Nie dostał rekompensaty, bo strata nie przekroczyła 30%
Rolnik wspomina, że po ubiegłorocznych zalaniach nie otrzymał nawet rekompensaty za straty, które poniósł, bo szkoda nie przekroczyła 30%.
– W zeszłym roku nie otrzymałem rekompensaty za zalania, bo była wypłacana od 30%, a u mnie w ziemniakach stwierdzono szkodzę na 27% – wspomina.
Problem tkwi w niedrożności rowów melioracyjnych
Kozłowski nie ma wątpliwości co do tego, że wszystkie kwestie dotyczące zalania pól na Żuławach, są efektem wielu lat zaniedbań, które doprowadziły do ograniczenia przepustowości rowów melioracyjnych.
– Przepusty są zamulone. Przepustowość wynosi 30%. Kiedy spadnie większy deszcz, woda się sączy. Na miernikach pokazuje niski poziom wody, ale reszta jest na polach. Gdyby wyczyścili te główne kanały, to by było zdecydowanie lepiej, bo zwiększyłaby się przepustowość. Teraz te przepusty w 70% są zawalone mułem – wyjaśnia.
Jak twierdzi, w tym roku zabrakło również wykaszania rowów.
– Wszystko jest zarośnięte, nikt tego nie czyści. Rowy są niedrożne, a opady deszczu zbyt duże. Zawsze rowy były wykaszane dwa razy do roku, a teraz nic się nie dzieje. To wszystko jest chore – twierdzi.
Co ze żniwami na Żuławach?
Z relacji Kozłowskiego wynika, że perspektywa na żniwa na Żuławach jest na razie żadna. Woda stoi na polach, a konsekwencje braku drożności rowów dla rolników mogą być naprawdę opłakane.
– Niech tak jeszcze z tydzień pobędzie, to tych żniw w ogóle nie będzie. Wszystko porośnie i będzie gniło. A nawet jak zrobi się ciepło, to zboża będą do koszenia, a i tak nie będzie można wjechać, bo będzie mokro – wyjaśnia.
Rolnik idzie na emeryturę
Kozłowski nie ukrywa, że rok 2026 jest najprawdopodobniej ostatnim, w którym zamierza wykonywać zawód rolnika. Jak przyznaje brakuje mu roku do emerytury, widzi, co dzieje się na rynku i ma nadzieję na to, że na dzierżawę ziemi, którą dysponuje, znajdą się jacyś chętni, bo opłacalność w rolnictwie szoruje po dnie.
– Całe szczęście, że mi został jeszcze rok i idę na emeryturę. Nie chcę walczyć. Nie chcę tracić zarobionych pieniążków – kończy.
Czytaj dalej pod WIDEO:
Co na to Wody Polskie?
W związku z obfitymi opadami deszczu na Żuławach i problemami zgłaszanymi przez rolników dotyczącymi zalania upraw rolniczych, wystąpiliśmy do Rzecznika Prasowego RZGW w Gdańsku z prośbą o udzielenie informacji na temat m.in. prac, które zostały wykonane przez Wody Polskie na terenie Żuław od zeszłorocznych podtopień. Wciąż czekamy na odpowiedź.
Justyna Czupryniak-Paluszkiewicz
