Po 20 latach rezygnuje z uprawy. ”Sezon skończył się po jednym dniu”Dariusz Pawlica
StoryEditorGłos rolnika

Po 20 latach rezygnuje z uprawy. „Sezon skończył się po jednym dniu”

24.07.2026., 17:30h

Tegoroczny sezon porzeczkowy zakończył się dla wielu gospodarstw jeszcze zanim na dobre się rozpoczął. Najpierw rekordowe upały dosłownie ugotowały owoce na krzewach, a chwilę później ulewny deszcz sprawił, że większość plonu znalazła się na ziemi. Dla Dariusza Pawlicy, plantatora z okolic Sandomierza, był to moment, w którym podjął decyzję o zakończeniu ponad 20-letniej przygody z uprawą porzeczek.

Sezon trwał… jeden dzień

Jeszcze kilka tygodni wcześniej nic nie zapowiadało, że tegoroczne zbiory porzeczki zakończą się tak szybko. Jednak pod koniec czerwca nad Polską przeszła fala ekstremalnych upałów. Temperatura przekraczała 40°C, a owoce zaczęły wysychać na krzewach.

Sezon porzeczkowy zakończył się w tym roku, zanim na dobre się zaczął. Owoce ugotowały się na krzakach podczas upałów. Później przyszedł nawalny deszcz i dokończył zniszczenia – mówi Dariusz Pawlica, który od ponad dwóch dekad prowadzi plantację czarnej porzeczki w rejonie Sandomierza.

Jedyny zbiór udało się przeprowadzić rolnikowi 1 lipca.

– Zebraliśmy około 3 ton z 2 hektarów. Kombajn zbierał jedną stronę krzewów, bo z drugiej owoce pod wpływem drgań same spadały na ziemię. Wieczorem przyszedł deszcz i następnego dnia nie było już czego zbierać – opowiada plantator.

Jak podkreśla Pawlica, podobna sytuacja dotyczyła większości gospodarstw w regionie.

– Po fali upałów, a następnie opadach deszczu, większość rolników w ogóle nie wyjechała w pole. Nie było to już ekonomicznie uzasadnione. Już na tydzień przed falą upałów owoce wczesnych odmian nadawały się do zbioru. W mojej ocenie przetwórnie zbyt późno rozpoczęły skup, a oferowane na początku sezonu ceny były zbyt niskie. Cena około 4 zł za kilogram nie pokrywa nawet kosztów produkcji – mówi Dariusz Pawlica.

Plantacja była przygotowana. Na taki upał nie było jednak sposobu

Pan Dariusz próbował ograniczyć skutki wysokich temperatur. Jeszcze przed nadejściem fali upałów zastosował aminokwasy, nawozy wapniowo krzemowe oraz glinkę kaolinową, która odbija promienie słoneczne i zmniejsza nagrzewanie owoców.

– Wydałem na to 6–7 tys. zł. Krzewy zostały pokryte białą warstwą, żeby owoce mniej się nagrzewały. Przy temperaturach do około 40 stopni to rozwiązanie naprawdę działa. Tym razem jednak było za gorąco i w trzecim dniu upałów jagody i krzewy się poddały – opowiada.

Największym problemem okazało się nie tylko bezpośrednie działanie promieni słonecznych.

– To nie było już tylko przypalenie owoców od słońca. W środku krzewów zrobił się piekarnik. Nagrzana ziemia i liście sprawiły, że ugotowały się nawet owoce ukryte w środku rośliny – mówi.

Osiem hektarów porzeczek i ponad 20 lat pracy

Dariusz Pawlica gospodaruje na około 12 hektarach. Osiem hektarów zajmuje czarna porzeczka, pozostałą część stanowią dwa hektary wiśni i dwa hektary, zakupione w 2021 pod kolejne nasadzenia porzeczki, na których jednak do dnia dzisiejszego uprawiane jest zboże. Gospodarstwo producent budował stopniowo przez ponad 20 lat, inwestując pieniądze z działalności gospodarczej. Zaczynał od jednego hektara.

– Nie przejąłem plantacji po rodzicach. Wszystko budowałem od podstaw. Na początku miałem hektar porzeczki za domem. Trafił się rok z wysokimi cenami i wtedy pomyślałem, że warto rozwijać produkcję. Zacząłem dokupować kolejne pola i sadzić porzeczki – wspomina.

Po kilku sezonach przyszło jednak bolesne zderzenie z rzeczywistością.

Po trzech latach zaczął się kryzys. Bywały lata, kiedy przychód z hektara nie wystarczał nawet na opłacenie zbioru kombajnem. Do plantacji trzeba było dokładać pieniądze zarobione w prowadzonej przeze mnie firmie – opowiada.

Dlaczego wysoka cena nie zawsze cieszy plantatorów?

Dla wielu osób informacja o cenie porzeczek na poziomie 10 czy 12 zł za kilogram oznacza wysokie dochody producentów. Plantator przekonuje jednak, że rzeczywistość wygląda inaczej.

– Normalnie zbieram 14–15 ton z hektara. W tym roku wielu plantatorów miało około 2 ton albo jeszcze mniej. Ktoś z boku widzi tylko cenę 12 z ł i uważa, że rolnik świetnie zarobił. Nie widzi natomiast plonu 2 ton. Przy pełnym plonie nawet 2 zł za kilogram dawały wyższy przychód niż dziś przy mocno ograniczonych zbiorach – tłumaczy.

Dlatego, jak podkreśla, paradoksalnie nie marzy o rekordowych cenach.

– Chciałbym, żeby porzeczka kosztowała co roku 4–5 zł za kilogram. Każda cena powyżej i poniżej psuje rynek. Czasem wolę sezon po 2 zł niż taki, kiedy cena dochodzi do 9 zł. Wysokie ceny oznaczają, że za chwilę przyjdzie kryzys i kilka lat dokładania do produkcji – mówi.

Jego zdaniem właśnie taki mechanizm uruchomił się po wysokich cenach w 2022 roku, kiedy wielu producentów zdecydowało się zakładać nowe plantacje porzeczki.

– Po tamtym sezonie zaczęło się masowe sadzenie porzeczek. Trwa ono do dziś. W szkółkach zaczyna brakować sadzonek, a ich ceny wzrosły z 1 zł do nawet 3 zł. Te plantacje wchodzą teraz w pełnię owocowania i to może mocno wpłynąć na rynek – ocenia.

Mrożenie czy tłoczenie? Od tego zależy opłacalność

Nie każda porzeczka trafia do tego samego odbiorcy. Część owoców przeznaczana jest do mrożenia, część do tłoczenia na koncentrat. Zdaniem plantatora to, gdzie uda się sprzedać plon, ma ogromne znaczenie dla końcowego wyniku finansowego gospodarstwa.

Co roku staram się sprzedawać owoce na mrożenie, bo tam można uzyskać wyższą cenę. Trzeba jednak zbierać je do skrzynek, a to wymaga odpowiedniej organizacji pracy – mówi Dariusz Pawlica.

Jak wyjaśnia, przy bardzo wysokim plonie zebranie całej plantacji na mrożenie jest trudne.

– Jeżeli plantacja daje 15 ton z hektara, tempo zbioru jest bardzo duże i nie zawsze da się wszystko zebrać do skrzynek. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja po przymrozkach, kiedy plon spada do 6–7 ton. Wtedy jest więcej czasu i łatwiej przygotować owoce do mrożenia – opowiada.

Ubezpieczenie nie zawsze daje poczucie bezpieczeństwa

Zdaniem plantatora jednym z największych problemów pozostaje ograniczona oferta ubezpieczeń lub nawet jej brak, jak twierdzi.

Pawlica mówi, że plantacje można ubezpieczyć między innymi od gradu, ale nie ma jednej polisy, która zabezpieczałaby gospodarstwo przed wszystkimi najważniejszymi zagrożeniami, takimi jak przymrozki, upały czy susza.

Rolnik chciałby mieć pewność, że niezależnie od tego, co zniszczy plon, otrzyma odszkodowanie. Takich ubezpieczeń po prostu nie ma. Dlatego wielu producentów uważa obecny system za niewystarczający – mówi.

Równie krytycznie ocenia pomoc uruchamianą po klęskach.

To są środki, które nie rekompensują rzeczywistych strat. Pomoc fajnie wygląda i robi wrażenie tylko wtedy, gdy ministerstwo mówi o milionach przeznaczonych dla poszkodowanych rolników. Po podzieleniu tej kwoty przez liczbę hektarów, które ucierpiały, i wypłacie 1 500–2 000 zł przestaje to jednak wyglądać tak dobrze. Biorąc pod uwagę obecne koszty produkcji, takie wsparcie nie wystarcza nawet na sfinansowanie dalszych prac w gospodarstwie – dodaje.

O imporcie i konkurencji. „Chcemy konkurować na równych zasadach”

Dariusz Pawlica zwraca również uwagę na rosnącą konkurencję na rynku koncentratu porzeczkowego. Jak podkreśla, jego zdaniem producenci w Unii Europejskiej ponoszą coraz większe koszty związane z wymaganiami dotyczącymi ochrony roślin, dlatego oczekują, że podobne standardy będą obowiązywać także produkty sprowadzane spoza Wspólnoty.

Nie chodzi o zamykanie granic. Chodzi o to, żeby wszystkich dotyczyły te same zasady. Jeżeli od nas wymaga się coraz bardziej ekologicznej produkcji, to chcielibyśmy mieć pewność, że produkty sprowadzane spoza Unii Europejskiej również spełniają takie wymagania – mówi.

Jak zaznacza Pawlica, skutecznym rozwiązaniem mogłyby być kontrole jakości produktów już po ich wprowadzeniu na rynek unijny oraz wysokie kary za wprowadzanie do obrotu produktów niespełniających obowiązujących norm. Wymagałoby to jednak sprawdzania każdego transportu na granicy, a nie, jak zdaniem producenta ma to miejsce obecnie, jedynie wybranych partii. Dziś większość kontroli, jak twierdzi rolnik, opiera się na weryfikacji dokumentacji, zaświadczeń i certyfikatów wystawianych przez instytucje spoza Unii Europejskiej, z krajów, z których pochodzi importowany towar.

– Nie twierdzę, że trzeba zamknąć granice. Uważam jednak, że warto uszczelnić system kontroli i zacząć sprawdzać, czy certyfikaty produktów importowanych są rzetelnie wystawiane, aby wszyscy uczestnicy rynku funkcjonowali na takich samych zasadach – podkreśla.

Rynek potrzebuje przewidywalności

W ocenie plantatora rolnicy potrzebują przede wszystkim przewidywalnych warunków prowadzenia gospodarstw.

Rolnik nie oczekuje, że co roku będzie zarabiał fortunę. Chce wiedzieć, że jeżeli dobrze poprowadzi plantację, będzie mógł utrzymać rodzinę i rozwijać gospodarstwo. Dzisiaj tej przewidywalności brakuje – mówi.

Pawlica uważa również, że warto szerzej analizować zmiany zachodzące w powierzchni upraw.

– Jeżeli widać, że nowych plantacji szybko przybywa, warto o tym informować producentów i odradzać dalszych nasadzeń, czego obecne instytucje nie robią. Wtedy każdy może sam ocenić ryzyko kolejnych inwestycji – dodaje.

Rolnik po 20 latach mówi „stop” 

Najtrudniejszą decyzję Dariusz Pawlica podjął jednak po tegorocznym sezonie. Choć z porzeczkami związał ponad 20 lat życia i od podstaw stworzył gospodarstwo oraz park maszynowy, postanowił zawiesić produkcję.

Ten rok zakończyłem z bardzo dużą stratą i nie stać mnie na to, żeby kolejny sezon również zamknąć pod kreską. Patrząc na liczbę nowych nasadzeń, które już w przyszłym roku wejdą w pełne owocowanie, obawiam się dalszego spadku opłacalności, nawet przy wystąpieniu niekorzystnych zjawisk atmosferycznych – mówi.

Podkreśla jednak, że nie zamierza definitywnie zamykać sobie drogi do powrotu.

– Nie sprzedam ani ziemi, ani maszyn. Pola wydzierżawię, ale być może za osiem czy dziesięć lat wrócę do porzeczek. Lubię tę produkcję, tylko dzisiaj ekonomia nie pozwala mi jej dalej prowadzić – opowiada.

Plantator: „Nie oczekuję cudów. Chcę tylko uczciwie zarabiać”

Historia gospodarstwa Dariusza Pawlicy pokazuje, że o opłacalności produkcji porzeczek nie decyduje wyłącznie cena skupu. Równie ważne są wysokość plonu, koszty ochrony roślin, przebieg pogody, możliwości sprzedaży owoców na mrożenie czy tłoczenie oraz długofalowa sytuacja na rynku.

W tym roku wszystkie te czynniki ułożyły się wyjątkowo niekorzystnie. Najpierw plantacje ucierpiały wskutek przymrozków, później przyszły ekstremalne upały, a na końcu ulewne deszcze. W efekcie sezon, który zwykle trwa kilkanaście dni, w wielu gospodarstwach zakończył się praktycznie po jednym dniu zbiorów.

Nie oczekuję cudów. Chciałbym tylko, żeby można było normalnie produkować i uczciwie zarabiać na swojej pracy – podsumowuje plantator.

Oprac. Agnieszka Sawicka

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
24. lipiec 2026 17:32